David Pastrnak z Boston Bruins na sześć lat za 40 milionów $ (6,66 miliona $ za sezon)

Idealny kontrakt? A czy jakiś kontrakt mógłby być zły? Może gdyby Boston i Czech dogadali się gdzieś jeszcze w czerwcu lub lipcu, moglibyśmy wdrożyć w życie poważną dysputę, czemu tak dużo lub czemu tak mało. Czemu tyle skoro tamten miał ileśtam. Od jakichś trzech tygodni sprawa wciąż niepodpisanego zastrzeżonego wolnego agenta Davida Pastrnaka budziła jednak coraz większe obawy. Strach brał się oczywiście z historycznych dla Bruins działań, w którym transfer czekał młodych zdolnych ludzi, którzy śmieli zrobić coś nie w myśl organizacji i rządzących nią osób.

Mimo wszystko nie stałem w jednym szeregu z ludźmi krzyczącymi: „dajcie mu tyle, ile chce byle tylko został z nami”. Nie tak powinny wyglądać negocjacje ze strony klubu z zawodnikiem, któremu kończy się Entry Level Deal. Nie chciałbym być zrozumiany źle, ale po prostu ustawianie się w takiej pozycji nie przystoi zespołowi NHL, nawet kosztem stracenia jakiegoś talentu. Boston słusznie przeczekał pierwsze wygórowane żądania zawodnika, które sięgały ośmiu milionów dolarów za sezon. Jak widać po ostatecznej kwocie udało się te roszczenia zbić o dobre półtora miliona na rok. Warto było więc trochę poczekać i poprzeciągać linę, a nie jak sugerowali internetowi znawcy zrobić to „byle jak, byle szybko”. Brawo, panie Don Sweeney.

Punktem odniesienia dla agenta J.P. Barry’ego reprezentującego sprawy Pastrnaka była zawarta kilka tygodni wcześniej umowa Leona Draisaitla z Edmonton Oilers oraz w nieco mniejszym stopniu kontrakt Ryana Johansena z Nashville Predators. Klub jednak nie był skłonny przystać na takie warunki; różnice stanowiła nie tylko pozycja, ale i narodowość, styl gry czy pozycja draftowa. Za wzór użyto więc innego porozumienia, Filipa Forsberga z Nashville Predators. Hokeista z Hawierzowa stał się trzecim najlepiej zarabiającym hokeistą w zespole. Większe czeki od niego z klubowej kasy otrzymują jedynie Patrice Bergeron i David Krejci. Mimo mniejszego obycia, gorszych zdobyczy, dostał więc pieniądze w przeliczeniu na sezon większe niż Marchand. Wszystko za potencjał i talent, bo w tym wieku Marchy był od Pastrnaka dużo gorszym graczem, ale dzięki ciężkiej pracy znakomicie się doszkolił.

Pozytywy dla Niedźwiedzi wynikające z tego kontraktu są oczywiste. Młody, utalentowany napastnik po najlepszym w karierze sezonie pozostaje z klubem na kolejnych sześć lat. Pastrnak był elitarnym skrzydłowym w NHL i ma szansę być wielką gwiazdą ligi. W kampanii 2016/17 był 15. w całej lidze pod względem średniej liczby punktów na mecz. To bardzo dobrze zbalansowany zawodnik, który nie przesadza z liczbą strzałów, potrafi podawać, rozgrywać, jeździć z krążkiem (chociaż to wciąż wymaga jeszcze dopracowania).

Z nim w składzie Boston może wystawić morderczą formację ataku, Pastrnak-Bergeron-Marchand, która już przez kilka tygodni była najlepsza w NHL. „Pasta” nie spędził w niej całego sezonu, ale pokazał, że może pełnić w niej rolę i wcale nie ciągnie w dół swoich bardziej doświadczonych partnerów. Obawy były w defensywie, ale czeski skrzydłowy skrzętnie wykonywał powierzone mu tam zadania. Nie każdy by temu sprostał, granie w tempie Marchanda i Bergerona dla wielu graczy z tej ligi jest nieosiągalne, ale to był odpowiedni czas na wdrożenie tego rozwiązania.

To nie materiał na Selke Trophy, ale potrafi grać na całej długości lodowiska, nie tylko za niebieską linią w ataku. Starsi koledzy oczywiście wciąż radzą sobie bez niego lepiej, niż on bez nich, w wielu sytuacjach jednak potrzebowali takiego „zapalnika” i kogoś na szpicy, a Pastrnak był takim kimś i nie błądził, gdy trzeba było kryć i pomagać bez gumy.

Trzeba popatrzeć na Boston pod kątem rozwijania talentu młodych graczy i można być pod wrażeniem. Pastrnak ma do zrobienia kilka rzeczy, ale jest pomysłowy, ma dobrą technikę jazdy na łyżwach – to sprawia, że dla niego limit zdobytych goli czy punktów to najwyższe obecnie „piętra” w NHL (50/100?). W klubie są teraz inni młodzi gracze, na rozwoju których można się skupić: Charlie McAvoy, Anders Bjork, Jakob Forsbacka-Karlsson.

Oczywiście nie każdy z nich dysponuje tą skalą talentu, ale niech chociaż jeden okaże się graczem na TOP100 NHL i Boston będzie miał świetną paczkę z trzema takimi graczami w składzie (pamiętajmy, że jest jeszcze Marchand). Paczka ta będzie zawierać młodych zdolnych (wymienionych), głębie składu w zawodnikach jak Ryan Spooner, Frank Vatrano oraz niezbędnych w mistrzowskich ekipach weteranów jak Zdeno Chara, Patrice Bergeron, David Backes.

Ocena dla zawodnika:

Ocena dla klubu:

Marcus Foligno z Minnesota Wild na cztery lata za 11,5 miliona $ (2,87 miliona $ za sezon)

W wigilię otwarcia obozu treningowych ten mniej znany z braci Foligno podpisał kontrakt z nową drużyną. W barwach Wild nie zdążył rozegrać jeszcze ani jednego meczu; przypomnijmy, że trafił do Minnesoty w ramach offseasonowej wymiany razem z Tylerem Ennisem w zamian za Marco Scandellę i Jasona Pominville’a.

Taka pozycja negocjacyjna jest trudna i łatwa jednocześnie. Z jednej strony wiesz, że nie po to twój nowy boss-menadżer dokonał wymiany, by nie podpisać z tobą teraz kontraktu. Z drugiej strony jesteś dla niego zupełnie obcym „towarem”, nikt nie będzie za Tobą płakał, bo i tak cię tu wcześniej nie było.

Tak czy inaczej dla Dzikusów lepiej by było mieć Foligno niż go nie mieć. Ten zawodnik to przede wszystkim dobry atleta, wysoki i silny zawodnik (191 cm, 101 kg), który to, co najlepsze będzie pokazywał w defensywie i penalty kill. W grze pięciu na pięciu jego produkcja nie jest najlepsza, ale powinna pozwolić mu na uczestnictwo w trzeciej lub czwartej formacji. „Moose”, czyli Łoś, to też przydomek nazwany nie ot tak sobie. Foligno był w kategorii hits piąty w zeszłorocznej edycji zmagań, teraz może jeszcze poprawić ten rezultat.

Długość kontraktu jest okej, cztery lata przy tego typu potencjale i roli to ta górna granica. Pieniądze też są rozsądne, zwłaszcza że fizyczność to coś, czego Wild brakowało w poprzednich latach zwłaszcza w play-offach. Jest więc diagnoza problemu i potencjalne rozwiązanie – o to chodzi w budowaniu zespołów. Sprowadzani do tej pory zawodnicy, którzy mieli dać niezbędne centymetry i kilogramy nie sprawdzali się.

Mój ulubiony moment Marcusa Foligno? Poprawienie fryzurki przed walką. Więcej takiej brutalnej elegancji w lidze!

Ocena dla zawodnika:

Ocena dla klubu: 

 


 

Jeszcze dziś na naszym portalu analizy kontraktów Damona Saversona z NJ Devils i Bryana Little z Jets

3 KOMENTARZE

  1. Parę osób prosiło o tę opcję – zaznaczając fajeczką w poniższym polu „Powiadom mnie, gdy pojawią się inne komentarze” dostaniecie maila zawsze gdy ktoś napisze koment w danym temacie.

    Jakie jeszcze usprawnienia chcielibyście widzieć w kwestii zarządzania własnym profilem na NHL w PL?

     
  2. Czemu ocena kontraktu Pasternaka z punktu widzenia zawodnika to jakieś 9/10? Czech chciał osiem baniek, dostał mniej niż siedem. Z czego tu się cieszyc? Drużyna też niespecjalnie wybitna, także szanse na puchar mizerne.

     
    • Mam nieco inne spojrzenie na tę sprawę. Osiem baniek dla skrzydłowego z jednym dobrym sezonem? To było typowe „to high” rozpoczęcie negocjacji, żeby nie musieć zejść jeszcze niżej. Koniec końców gość który w lidze jest od półtorej roku dostał pieniądze większe od Marchanda, mimo że jeszcze nie rozegrał od niego lepszego roku, nie mówiąc o innych rzeczach. Co do wybitności Bostonu, z faktami dyskutować nie można, ale to drużyna która była w play-off i ma coraz fajniejszą „budowę”. Młodzi, głębia i weterani to o czym napisałem, zaczyna to mieć ręce i nogi, nie w każdym zespole masz trzech graczy z TOP100 ligi i obiecujące grono prospektów.