Luty jak to luty – minął najszybciej ze wszystkich kalendarzowych miesięcy. Wśród ligowych debiutantów zapadły już pierwsze nieoficjalne rozstrzygnięcia. Nagroda Calder Trophy dla najlepszego rookie może trafić już tylko do Austona Matthewsa lub Patrika Laine. Kto ma za sobą najrówniejsze tygodnie?

  1. Patrik Laine

Nie chce się wierzyć, ale Fin dopiero pierwszy raz zgarnął nagrodę dla Rookie of the Month. Miewał przecież świetnie miesiące, lecz zawsze ustępował miejsca komuś innemu. Tylko 11 rozegranych spotkań i aż 15 punktów (8G, 7A) – w tym kolejny hat-trick z Dallas, dublet z Toronto, multi-point games z Minnesotą, Montrealem, Ottawą i ponownie z Dallas. Właśnie w prestiżowym spotkaniu Jets-Maple Leafs (Laine vs Matthews II) Patrik przekroczył elitarną barierę 30 goli.

Zobaczcie oba trafienia z Toronto. Zwłaszcza ten pierwszy gol staje się jego znakiem firmowym. Niby oddala się od bramki, niespecjalnie angażuje w walkę o krążek, stara się ujść uwadze przeciwnika. Dobrą robotę w odbiorze wykonuje Scheifele, od razu wykłada gumę Laine a ten strzela nawet nie patrząc w kierunku bramki.

To z kolei trzeci hat-trick w karierze. Uwagę zwraca zwłaszcza drugie trafienie. Krążek sytuacyjnie spada mu pod nogi, tymczasem Fin błyskawicznie wrzuca krążek w samo okienko. Kapitalne pociągnięcie. Bez najazdu, samą siłą rąk w tak dużym tłoku zdołał strzelić tak precyzyjnie… Niesamowite.

Wato zaznaczyć, że między innymi dzięki znakomitej postawie Laine Jets nieco odżyli, nadal zachowując szanse na awans do playoff, co w połowie lutego wcale nie było takie oczywiste.

2. Auston Matthews

Amerykanin nie pozwala Laine na daleką ucieczkę. Ba, w lutym uzyskał nawet 1 punkt więcej, tyle że rozegrał aż 14 gier przy 11 spotkaniach Patrika. 8G, 8A – Matthews cały czas w najwyższej formie. Statystycznie był to najbardziej produktywny miesiąc środkowego Maple Leafs. Problem w tym, że Liście od przerwy na Mecz Gwiazd wpadły w potężny dołek. Na 15 meczów od All-Star Game w LA, Maple Leafs wygrali tylko 4-krotnie. Owszem, zgarnęli przy tym 4 punkty po porażkach w OT albo karnych, jednak miejsce w playoff błyskawicznie uciekło.

 

Do samego Matthewsa nie ma się o co przyczepić, skoro gwarantuje takie estetyczne doznania. Pamiętacie słynnego gola Aleksandra Owieczkina, gdy popisał się fantastycznym backhandem leżąc na lodzie?

Media w Toronto oczywiście podkręciły temat na maksa, niektórzy napisali nawet, że gol Matthewsa był ładniejszy. Zalecamy okłady zimnym ręcznikiem, acz popis Austona naturalnie bardzo się podobał.

30 goli Laine, to i 30 goli Matthewsa. Auston też jeszcze w lutym zdążył dobić do tej granicy. Naprawdę, musimy sobie uświadomić jedno: mamy do czynienia z epokowymi talentami. To nie jest tylko batalia o Calder Trophy, to również bitwa na samych szczytach klasyfikacji kanadyjskiej.

 

3. William Nylander

Po słabszych tygodniach do wysokiej dyspozycji powrócił młody Szwed. Być może lepsza postawa Nylandera miała związek z absencją Mitcha Marnera, który ze względu na kontuzję opuścił prawie 2 tygodnie rozgrywek. Uraz Marnera wymusił na Mike’u Babcocku wymieszanie formacji, na czym skorzystał właśnie Nylander. Spędził sporo czasu u boku Matthewsa, zagrał kilka meczów w formacji z Kadrim i van Riemsdykiem, itd. 14 meczów, bilans 7 goli i 6 asyst uplasował go na 3. miejscu w klasyfikacji punktowej.

A tu premierowy hat-trick w szalonym meczu z Bostonem na początku lutego (6:5 dla TOR):

4. Matthew Tkachuk

Być może się powtarzam, ale: Tkachuk to najbardziej niedoceniany rookie bieżącej kampanii. Tymczasem chłopak ma w sobie wszystko. Zadziorność, dobrą technikę, dynamikę, świetny przegląd pola… Spójrzcie na tę ładną kombinację z Mikaelem Backlundem:

Tkachuk niepostrzeżenie wdarł się do top-5 punktujących. Ma tylko 12 goli, co nieco blaknie wobec wyczynów Laine i Matthewsa, ale już w asystach bije go tylko Marner.

5. Matt Murray

Golkiper Penguins ma pecha, bowiem wyczyny topowych napastników w praktyce wykluczają go z walki o Calder Trophy. Nie zrozumcie mnie źle – w każdym innym sezonie Murray byłby pewniakiem przynajmniej do nominacji. Konsekwentnie dorzuca wygrane mecze, śrubuje skuteczność obron i zbija średnią traconych goli (5-2-2, 1.97 GAA, .936% sv, 1 SO w lutym).

Kiedy w 2009 roku debiutantem roku został Steve Mason, legitymował się 33 wygranymi, 2.29 GAA, 91,6% obron i 10 czystymi kontami. Murray wykręci bardzo zbliżone liczby (będzie miał lepszy procent obron, ale mniej czystych kont – obecne odpowiednio 92,6% i 3 SO). Tylko, że wtedy jego głównymi konkurentami byli Bobby Ryan i Kris Versteeg, których dokonania możemy porównać do tegorocznych osiągnięć Tkachuka czy Nylandera. Tym razem konkurencja jest wyjątkowa.

6. Zach Werenski

Kazus obrońcy Blue Jackets do złudzenia przypomina sytuację golkipera Penguins. W mniej konkurencyjnym roku byłby poważnym kandydatem do tytułu. Wystarczy powiedzieć, że Werenski w większości kategorii statystycznych już po 60 meczach sezonu wyrównał bądź poprawił osiągnięcia Aarona Ekblada, który w 2015 roku dostał Caldera. Werenski miał niezły miesiąc – zagrał na przykład koncertowe zawody z Nashville, spędzając na lodzie ponad 25 minut, notując gola i 2 asysty.

7. Peleton

Umówmy się – pierwsze dwa miejsca są już zarezerwowane. Trzeci nominowany będzie ot, uzupełnieniem stawki i prawdopodobnie będzie to ktoś z wymienionej czwórki. Reszta stawki stanowi peleton, któremu ucieczka odjechała stanowczo za daleko. Gorszy miesiąc miał Sebastian Aho, nieco wyhamował Anthony Mantha, z drugiej strony przebudził się Jimmy Vesey a Mikko Rantanen może mieć wielkie pretensje do szefostwa Colorado Avalache, że nie grał w big club od początku sezonu.

Wyróżniamy Ryana Hartmana za bójkę z Erikiem Grybą:

 

Rantanena za trzy gole z Montrealem:

Oraz Brady’ego Skjei za kapitalne dogranie do Michaela Grabnera:

Statystyki rookies na 5. marca 2017 (po kliknięciu w obrazek otworzy się większy):