Bycie trenerem to nie taka fajna robota. Praca pod ogromną presją i ze świadomością, że kilka słabszych dni i możesz zostać wylany, co bynajmniej nie jest fajną opcją. Zresztą. W normalnym życiu zostać wylanym z normalnej roboty to także nie jest zbyt przyjemna sprawa. Ale co czują trenerzy kiedy nagle zawalił im się grunt pod nogami i w przeciągu jednej godziny mieli posprzątać swoje biurko i już nigdy nie pojawić się w miejscu gdzie pracowali przez długie miesiące?

Takie i inne pytania zostały zadane wybranym szkoleniowcom, którzy chcą zachować anonimowość. Pytano o to dlaczego chcieli zostać trenerami, co dla nich to znaczy i jakie to uczucie zostać zwolnionym. Ale po kolei…

W erze salary-cap już niemal 50 razy trenerzy byli zmieniani w trakcie sezonu, a więc w najmniej korzystnej sytuacji. Rodzina, dzieci w szkole… a tu nagle pracy nie ma. Średni czas jaki trenerzy spędzają na ławce trenerskiej to… 207 spotkań. Tylko 207 spotkań. To jakieś 2,5 sezonu.

Dlaczego więc ktoś chce podjąć się pracy jako trener w NHL? Jak o tym zadaniu mówią sami zainteresowani?

Jeden z trenerów powiedział – Czasami czujesz się jakbyś żuł szkło.

Inny zaś – Musisz być odporny i wytrzymały na wszelkie hejty.

Poza kasą, bo ta nie oszukujmy się w przypadku trenerów potrafi być dobra, bardzo dobra, czemu ktokolwiek chce narażać się na tak duży stres, odpowiedzialność przed właścicielami, zagrożenie, że z dnia na dzień może posypać się twój cały życiowy plan na stabilizację?

Więc co kilku byłych i obecnych trenerów NHL odpowiedziało na pytanie dlaczego chcieli podjąć się takiej pracy? Oto odpowiedzi:

  • To druga najlepsza rzecz, którą można robić obok gry
  • Myślisz, że jesteś w stanie zrobić różnicę
  • Dreszczyk zwycięstwa. Agonia porażki. Obydwie te rzeczy napędzają cię
  • Emocje, gwałtowność są takie jak u zawodnika na lodzie.
  • Czujesz się ponownie częścią drużyny

Wniosek? NHL uzależnia. Większość trenerów w lidze kiedyś miała dłuższe lub krótsze epizody w samej NHL, a jeśli nie w NHL to innych amerykańskich ligach. Nie ma co ukrywać, że kariera sportowca jest krótka. Uzależnienie pozostaje na całe życie. Zostanie trenerem? Brzmi jak dobre antidotum na długie lata. Przynajmniej na początku.

Trenerzy przyznają, że ich praca jest niemal tak samo dobra jak samo granie na lodzie. Ale przyznają także, że jest znacznie bardziej frustrująca. – Będąc zawodnikiem możesz mieć świadomość, że dałeś z siebie wszystko i mimo porażki być w miarę być z siebie zadowolonym. W przypadku trenera to nie istnieje. Nie da się czerpać jakiejkolwiek satysfakcji z porażki – przyznał jeden z nich.

Wszyscy kochamy budować nasze drużyny. Budowanie czegoś aby grupa ludzi grała jako jedność jest dla nas paliwem. To świetne uczucie kiedy jesteś w stanie to osiągnąć ponieważ wiesz, że odniesione zwycięstwa będą produktem tego, że zespół jest prawdziwą drużyną – dodał inny.

Paul Maurice jest jedynym z trenerów, którzy zgodzili się odpowiedzieć na pytania o swoje odczucia i zarazem zgodzili się opublikować swoje nazwisko. Maurice był trzykrotnie zwalniany z klubów NHL. Ale mimo tego nie zamieniłby tej pracy. – Nie ma lepszej pracy na świecie. Natychmiastowa satysfakcja lub poczucie porażki, codziennie inne puzzle do rozwiązania, płace są świetne i nigdy nie musisz dorosnąć! – powiedział. Choć po tym przyznał, że w sumie do każdej innej pracy… nie jest wykwalifikowany.

Mało jest przypadków aby trenerzy dotrwali w swoim klubie do sowitej emerytury. Ale każdy z trenerów podejmując się tej pracy nie myśli o niej w kategoriach hired-to-be-fired. Wszyscy skupiają się na dniu dzisiejszym i chcą pozostać w swojej roli najdłużej jak to możliwe. – Kiedy już w tym siedzisz, nigdy nie myślisz o ewentualnym zwolnieniu. Ja jestem zawsze skupiony na znalezieniu drogi do stworzenia drużyny i odpowiednich rezultatów. Zawsze myślisz, że jesteś osobą, która może zrobić różnicę – skomentował jeden z trenerów.

Ale jak już dojdzie do zwolnienia… co wtedy? – Bycie zwolnionym to fatalne uczucie. Nie dlatego, że tracisz pracę, ale dlatego, że tracisz okazję na bycie częścią drużyny. Częścią sztabu szkoleniowego, ale także częścią samej drużyny złożonej z zawodnik. To jest bardzo samotne uczucie… Czujesz, że nie jesteś już tego częścią i pozostałeś sam sobie. Kochamy to uczucie i tą świadomość, że jesteśmy częścią jakiegoś większego obrazka – powiedział jeden z nich.

A co trenerzy mówią o niedawnym zwolnieniu Gerarda Gallanta, z którym klub postanowił rozstać się w iście niekomfortowych warunkach wsadzając go na wyjazdowym meczu do taksówki i pozostawiając samego sobie?

– To był przykry obrazek. To rozczarowujące kiedy ktoś nie może docenić pracy jaką wykonałeś – słyszymy. Z innych ust padają zaś słowa: – Dlaczego to zawsze trener? Nic straconego. Wkrótce znowu wróci do ligi. 

Co z rodziną? – To bardzo niesprawiedliwe dla naszych rodzin. Oni nie pisali się na takie życie, na taką pracę. 

Ale pomimo wszystkich minusów, wszyscy przepytywani trenerzy na końcu przyznają – Nigdy nie zamieniłbym na nic mojego czasu spędzonego w NHL.