Matt Martin - Twitter @leafsbuzztap

NHL z roku na rok zaostrza przepisy starając się wyplewić niebezpieczne ataki i bójki, wśród aktywnych zawodników wciąż są tacy, którzy nie są znakomitymi hokeistami, ale świetnie radzą sobie w obijaniu facjat innych takich jak oni. Jednym z nich jest Matt Martin, który latem przeniósł się z New York Islanders do Toronto Maple Leafs.

Martin w dotychczasowej karierze rozegrał siedem sezonów podczas których wystąpił w 438 spotkaniach. Punktował nad wyraz… systematycznie. Aż cztery z tych siedmiu kampanii kończył z dorobkiem 14 punktów. Łącznie w swojej karierze uzbierał ich jedynie 88, co jak na zawodnika o jego charakterystyce i tak jest niezłym wynikiem. Zdecydowanie częściej w protokole meczowym jego nazwisko można było znaleźć w rubryce kar. Martin na ławce spędził aż 680 minut.

W nadchodzącym sezonie 27-letni napastnik zamieni Wyspiarzy na Klonowe Liście, które pod wodzą Mike’a Babcocka przechodzą gruntowną przebudowę drużyny. Do składu wprowadzonych zostanie kilku młodych zawodników, z Austonem Matthewsem, Williamem Nylanderem i Mitchellem Marnerem na czele. A jak młodzi to i niedoświadczeni. Starzy ligowi wyjadacze, zwłaszcza Ci zadaniowi, przeznaczeni do wyłączania z gry poszczególnych zawodników, z pewnością będą chcieli pokazać młokosom kto rządzi na tafli. Dwa trzy łokcie w żebra, kilka mocniejszych hitów mogą mocno utemperować młodzież, która ma w przyszłości decydować o losach drużyny z Toronto.

Tu do gry wchodzi właśnie Matt Martin, który w opozycji do działań rywali, ma temperować właśnie tych, którzy chcą temperować jego młodszych kolegów. Wieloletni skrzydłowy Islanders ma być swego rodzaju bodyguardem nieobytych na ligowych lodowiskach chłopaków. Do tej roli nadaje się świetnie. W minionym sezonie z 365 hitami był liderem tej klasyfikacji. Jedenastokrotnie zrzucał rękawice, ustępując w tej rubryce jedynie Cody’emu McLeodowi, który zanotował dwanaście walk. Można sobie wyobrazić lepszego ochroniarza dla wchodzącej do ligi młodzieży?

Za rolę ochroniarza zapłacono mu 10 milionów za cztery lata gry w  Toronto. Wygląda na to, że raczej na pewno nie skończy się tu na nieporozumieniu w stylu Davida Clarksona. Nikt nie oczekuje, że Martin pobije swoje rekordy sezonu, które wynoszą 10 goli i dziewięć asyst. Grając w jednej linii z Mitchem Marnerem i Williamem Nylanderem będzie musiał robić im miejsce, używać mięśni by młodzi mogli wykorzystać swoją błyskotliwość. Rola starszego brata to trochę co innego niż to, co robił w New York Islanders, ale to nie znaczy że się w niej nie sprawdzi.

Wydawałoby się, że enforcerzy w NHL odchodzą do lamusa. Jak jednak widać, zapotrzebowanie na tego typu graczy wciąż jest spore. Wydaje się, że chociaż, podobnie jak w poprzednich latach, będzie maleć, to zawsze znajdzie się ktoś kto będzie chciał mieć w swojej drużynie kogoś takiego. Chłopaka, który nie zawaha się, kiedy trzeba ustawić kogoś do pionu.