Część z was pamięta zapewne jak duże emocje wzbudzały wejścia do ligi Sidneya Crosby’ego i Alexa Owieczkina. Nie ma co się oszukiwać – wielkie rywalizacje potrzebne są tej lidze o wiele bardziej niż wielkie pieniądze. To one przyciągają przed telewizory kibiców, to one rozgrzewają ich serca. Przez te wszystkie lata, nie doczekaliśmy się jednak pary, o której mówiłoby się tyle ile dyskutowano o tych dwóch gentlemanach. I oto nastał rok 2015 i draft, w którym o bycie wybranym z pierwszym numerem walczyli Connor McDavid i Jack Eichel, mogący stać się kolejnymi twarzami rozbudzającymi emocje w kibicach najlepszej hokejowej ligi świata.

Także ja dałem się ponieść i przez pierwsze tygodnie z wypiekami na twarzy śledziłem występy nastolatków w meczach Oilers i Sabres. Tych dwóch chłopaków i rywalizacja pomiędzy nimi, przypominają mi nieco to, co działo się gdy w NBA toczyły się medialne starcia zwolenników Magica Johnsona i Larry’ego Birda. Podobnie jak Magic, McDavid to niesamowity talent od którego nie można oderwać wzroku aby nie ominąć niczego spektakularnego. Eichel podobnie jak Bird to ktoś, komu nie można zostawić miejsca na lodzie/boisku, ponieważ bezlitośnie to wykorzysta. Podobnie jak Bird i Magic, McDavid i Eichel są z różnych rejonów Ameryki Północnej. Mają co prawda nieco utrudnioną sprawę – Edmonton i Buffalo to nie Boston i Los Angeles – jednakże ich zmagania przyciągają przed ekrany telewizorów ludzi z całego świata.

NBA do swojej promocji potrzebowało Birda i Johnsona. NHL również bardzo mocno skorzystało z rywalizacji Crosby’ego i Owieczkina. Po kilku latach jednak pojedynki tych dwóch zawodników nie rozgrzewają już tak bardzo serc kibiców. Potrzebna jest nowa, świeża krew, którą wprowadzić mogą młodzi, draftowani zaledwie rok temu zawodnicy. W tym jednak, muszą pomóc im włodarze ligi, chociażby poprzez puszczanie, być może nie do końca atrakcyjnych Oilers i Sabres w prime time. Na dłuższą metę, takie rozwiązanie może lidze tylko pomóc. Zwłaszcza, że panowie mają tylu zwolenników co przeciwników. Z jednej strony ochrzczony na hokejowego boga McDavid, z drugiej będący w jego cieniu aczkolwiek cały czas czający się za plecami, będący swoistą szarą myszką, Eichel.

Zmagania Eichela i McDavida muszą zostać wypromowane przez ligę podobnie jak NBA w ostatnich latach wypromowało Stevena Curry’ego, Kevina Duranta czy Jamesa Hardena, którzy stali się chodzącą reklamą rozgrywek. Nawet jeżeli Oilers i Sabres nie będą co roku bić się najwyższe cele, nie będzie to miało większego znaczenia. Connor i Jack z pewnością przyciągną przed telewizory miliony widzów. NHL i nazwiska tych dwóch panów, przez kilka najbliższych lat na pewno będą szły ze sobą w parze. Już są to naczynia połączone, które dobrze współpracujące mają przed sobą świetlaną przyszłość. Śmiem twierdzić, że bez siebie nie będą świecić tak jasnym blaskiem.

A już od dziś oba te “naczynia połączone” będziemy mogli oglądać w Pucharze Świata w Toronto. Obaj grają w barwach Północnej Ameryki (drużyna złożona z graczy do lat 23).