Przyglądając się pracy menedżerów na przestrzeni lat można zaobserwować dwie, góra trzy szkoły budowania zespołu w NHL. Najskuteczniejszą oraz najmodniejszą stało się w ostatnich latach tworzenie drużyny od samych podstaw poprzez draft. W związku z “twardą” czapką płac do lamusa odeszło rzucanie obłędnej ilości dolarów na każdego wolnego zawodnika, co kiedyś było domeną zwłaszcza tych najbogatszych. Najbardziej ekscytującą drogą zawsze były wymiany, jednak transfery zawodników stanowią zwykle co najwyżej uzupełnienie lub mają za zadanie wstrząsnąć drużyną. Przy okazji lipca tradycyjnie na znaczeniu nabiera jeszcze jedna opcja – offer sheet.

Czym jest offer sheet? To nic innego jak oferta dla zawodnika o statusie zastrzeżonego wolnego agenta (RFA). Haczyk polega na tym, że ze względu na “zastrzeżenie” dotychczasowy klub ma pełne prawo do decydowaniu o przyszłości hokeisty. Jeżeli tylko wyrówna propozycję konkurenta, zwiąże się z graczem na nowo, a gdy z jakichś przyczyn postanowi zrezygnować z tej możliwości, wówczas w ramach rekompensaty otrzymuje cały worek draftowych picków. W 2016 roku “kary” za ściągnięcie zawodnika poprzez offer sheet wyglądały następująco:

rfa comp

Między innymi ze względu na astronomiczne rekompensaty niewielu menedżerów w praktyce decyduje się na złożenie oferty za RFA. W światku hokejowym utarło się nawet powiedzenie, że offer sheets są jak NHL-owy jednorożec: kochamy je, ale rzadko widujemy. A szkoda, bowiem na papierze ten manewr ma sporo zalet. RFA to zawodnik w świetnym wieku (mniej niż 7 lat stażu w Lidze, najczęściej w przedziale 22-25 lat). Nie trzeba poświęcać żadnego gracza w wymianie, przepadają jedynie wybory w drafcie – a te przecież są tylko i aż obietnicą dobrego hokeisty. Spójrzmy na tegoroczną listę zastrzeżonych wolnych strzelców: Jaden Schwartz, Jacob Trouba, Chris Kreider, a do niedawna znajdowali się na niej choćby Kyle Palmieri, Nathan MacKinnon czy Mark Scheifele. Prawda, że można było wyciągnąć klasowego zawodnika?

Smaczku mogą dodać jeszcze finanse. Gdy klub działa pod napiętą jak struna salary cap, wtedy złożenie offer sheeta może jeszcze mocniej skomplikować sytuację konkurenta lub po prostu zmusić go do “odpuszczenia” swojego gracza. Kilka lat temu właśnie trudne położenie Chicago Blackhawks spróbowali wykorzystać San Jose Sharks, składając propozycję 4-letniego kontraktu za 14 mln dolarów Nicklasowi Hjalmarssonowi. Hawks ostatecznie wyrównali propozycję Rekinów i Szwed został w Chi-town, lecz nóż przyłożony do gardła zmusił ich do zrezygnowania z innych graczy. A propos historii: od historycznego lokautu w sezonie 04/05 mieliśmy do czynienia zaledwie z ośmioma ofertami!

 

rfa history

Tylko raz w współczesnej historii zdarzyło się, by zawodnik faktycznie zmienił klub. W 2007 roku Dustin Penner, świeżo upieczony mistrz z Anaheim Ducks i całkiem obiecujący skrzydłowy zmienił Kalifornię na Edmonton. Ducks odstąpili od wyrównania 5-letniej umowy wartej 21.5 mln dolarów i raczej nie pożałowali. Najsłynniejsze offer sheets zaproponowano Thomasowi Vankowi oraz Shea Weberowi. Vanek grał wtedy w Buffalo Sabres, a tego samego lata jako UFA z organizacji odeszli dwaj świetni środkowi Chris Drury i Daniel Briere. Zdesperowani Sabres postanowili zatrzymać Austriaka, choć w zamian otrzymaliby cztery kolejne wybory Oilers z pierwszej rundy! Kolejnym wstrząsem były bliskie przenosiny Webera do Filadelfii. Flyers postawili – wydawało się – zaporowe warunki, lecz Nashville Predators koniecznie chcieli zatrzymać najważniejszego gracza w swojej historii. Zwłaszcza, że nieco wcześniej Drapieżcy rozstali się z Ryanem Suterem…

Straszno-śmieszna historia wiąże się z propozycją Calgary Flames i Ryanem O’Reillym. Negocjacje na linii ROR-Colorado Avalanche nie przebiegały pomyślnie. Szefostwo klubu jasno określiło maksymalne warunki jakie byli w stanie zaproponować Kanadyjczykowi, na które ten nie zamierzał przystać. Zanosiło się na rozstrzygnięcie w arbitrażu, lecz wówczas na scenę weszli Flames. Plan był dobry, poza jednym szczegółem: Płomienie nie dysponowali wszystkimi pickami by zrekompensować podebranie Ryana ekipie z Colorado… Na szczęście dla nich Avalanche wyrównali ich ofertę – w innym wypadku Flames straciliby 1. i 3. rundę draftu oraz… O’Reilly’ego, który wg przepisów trafiłby na listę odrzutków!

Wnioski? Przede wszystkim będąc menedżerem upewnij się, że na pewno możesz zaproponować offer sheet. A odkładając żarty na bok: szkoda, że obserwujemy tak mało podobnych manewrów. To zawsze ciekawe historie, wygłodniali w offseason fani hokeja przynajmniej mieliby o czym mówić. Niestety menedżerowie albo boją się stracić wybory w drafcie albo… boją się podpaść swoim kolegom po fachu. Ciekawe skomentował to jeden z nich: “Gdyby ktoś złożył offer sheet mojemu zawodnikowi, to co sezon rewanżowałbym się tym samym”. Nie spodziewajmy się zatem, by coś w kontekście częstotliwości miało się zmienić.