Północnoamerykańskie telewizje nie mają ostatnio najlepszego okresu, przynajmniej jeśli chodzi o hokej. Transmitujący playoffy NHL w Kanadzie Sportsnet notuje koszmarne wyniki oglądalności – brak kanadyjskich organizacji w rozgrywkach o Puchar Stanleya sprawił, że koszykówka (!) zdetronizowała NHL na tamtejszym rynku. Dzielnie walczący w playoffach NBA Toronto Raptors ściągali większą widownię przed ekrany niż najlepsi hokeiści świata…

Z podobnymi problemami zmagają się sąsiedzi – wczesne porażki największych rynków amerykańskich (Chicago, Nowy Jork, Los Angeles) mocno zaszkodziły słupkom oglądalności. W desperackiej próbie ich ratowania telewizja NBC poniosła jednak jeszcze większą porażkę, tym razem marketingową: na zlecenie szefów kanału zlikwidowano imprezę, na której kibice Tampa Bay Lightning pod gołym niebem wspólnie mieli oglądać mecz nr 7 Finałów Konferencji.

Z perspektywy kibica tego typu wydarzenie to kapitalna sprawa. Wycieczka na mecz do Pittsburgha to ogromny koszt i spore wyzwanie logistyczne, nie chodzi przecież o wycieczkę z Torunia do Ciechocinka. Obejrzenie spotkania w towarzystwie innych zagorzałych kibiców na wielkim ekranie? Brzmi zachęcająco. Zimne piwko, hot-dog, te klimaty… By daleko nie szukać, kibice koszykarzy z Golden State na ostatnie mecze playoff NBA szczelnie wypełniali halę Warriors i wspólnie śledzili mecze. Wszyscy zachwyceni – wokół drużyny nakręca się fajna atmosfera, klub zarabia na gastronomii, koszykówka zyskuje na popularności, etc.

Niestety w NHL podobne myślenie nie ma racji bytu. Decydenci z telewizji stwierdzili, że oglądanie spotkania przez 5, może 6 tysięcy ludzi na jednym ekranie całkowicie popsuje lokalne wyniki oglądalności i pod groźbą kary finansowej(!) nakazali Tampie zdelegalizować imprezę. Oczywiście jej odwołanie spotkało się z oburzeniem i absolutnie nie dziwię się kibicom. Jak tu budować kibicowską społeczność, zacieśniać węzy z fanami?

Jak „kupić” nowego fana, skoro zabieramy mu obejrzenia meczu? Naprawdę nie jest mi szczególnie trudno wyobrazić sobie sytuację, w której facet przyprowadza na viewing party swoją dziewczynę/żonę/brata/kumpla, a ta druga osoba jest tak zauroczona sportem, że na kolejne spotkania już zasiada przed telewizorem i zostaje z hokejem na lata…

Dociekliwy dziennikarz Tampa Bay Times Joe Smith poinformował, że wg polityki obranej przez NHL w porozumieniu z NBC, klub w trakcie serii playoff miał prawo do organizacji tego typu wydarzenia tylko raz, a Tampa już „zużyła” swoją szansę na mecz nr 5 serii z Penguins. Czy jednak naprawdę o to nam chodzi? Czy promil więcej w słupkach oglądalności to wystarczający powód, by w ten sposób traktować pasjonatów hokeja? Cóż za krótkowzroczność i cóż to za czasy, że telewizja ma prawo decydowania i wszystkim.

NBC płaci, NBC wymaga? Tego nie kupuję, przecież inne stacje za prawa do pokazywania NBA, MLB czy NFL też musiały głęboko sięgnąć do kieszeni, a nie wykonują tak desperackich manewrów. Z drugiej strony czego się po nich spodziewać – to właśnie szef sportu w NBC, Mark Lazarus, zasugerował bodaj dwa lata temu, że brody hokeistów w playoff mają fatalny wpływ na ich rozpoznawalność i ze względów marketingowych należałoby wprowadzić nakaz golenia się…