Żywy przykład na to, że czasami NHL po prostu bardzo kogoś nie chce. Ale nawet korporacyjny moloch pokroju największej ligi hokejowej świata nic nie może poradzić, gdy ktoś bardzo chce. Z czasem może się okazać, że danie szansy niechcianemu zawodnikowi może okazać się całkiem dobrą decyzją.

Rozwiejmy od razu niepotrzebne wątpliwości – Shawna z maszyną do punktowania z San Jose Sharks łączy jedynie nazwisko. To dwa zupełnie inne typy zawodników. Obaj olbrzymi, obaj potwornie silni, ale Joe używa tej siły do punktowania, a Shawn… do torowania drogi innym do punktowania. 98 punktów przez całą karierę, ponad 1000 minut kar i wejście do ligi dopiero przy drugim drafcie. Jakim cudem Shawn Thornton jest w NHL prawie 15 lat później?

Co chcę w życiu robić?

Nie ma co się czarować – Shawn Thornton to nie typ pracownika biurowego, przyszłego menadżera firmy kurierskiej albo wykładowcy fizyki. Shawn lubi się bić… zawsze lubił 1999 roku nabił w AHL 354 minuty kar – zdecydowaną większość za bójki. Lata 90-te i początek dwutysięcznych należał do bestii takich jak Shawn. Drużyna musiała mieć swojego gladiatora – żywą reklamę z napisem “nie zadzieraj z moją ekipą”. Nie trzeba było udawać, po co enforcer jest potrzebny zespołowi – po prostu wystawiało się go, a on to robił.

Po pierwszym drafcie, w którym Shawn w ogóle nie został wybrany, przyszedł drugi w którym Maple Leafs szybko oddali go Anaheim, a potem zahaczając sjeszcze na chwilę o Chicago – Thornton wylądował w Bostonie. Należu zwrócić uwagę, że tylko Bruins i Blackhawks pozwolili mu stanąć na lodzie NHL, ale w Chicago Thornton zdobył jeden punkt w prawie 20 spotkaniach.

Bruins po części istnieją po to, by mieć takich zawodników. Nikt tam nie każe takim zawodnikom jak Tim Thomas, Zdeno Chara czy Milan Lucic chadzać regularnie na wieczorki poezji i chodzić na manifestacje pacyfistyczne. Ten klub to wymarzone miejsce dla enforcera, a Shawn szybko uczynił go swoim domem. Zdobywając co sezon między 50 a 150 minut kar, Thornton na dobre rozstał się z AHL, a jego podstawowa umiejętność dała mu status ulubieńca fanów.

Góra, góra, dół, fire

Technika boksowania na lodzie jest znana Thorntonowi równie dobrze, jak samotność feministce. Jego najważniejszym atutem, oprócz gabarytów, jest niewiarygodna stabilność na lodzie. Sztuczka polegająca na wytrącaniu z równowagi zawodnika przy użyciu ręki, którą nie zadaje się ciosów – w tym wypadku po prostu nie działa. Shawn pozostaje tak niewzruszony, jakby stał w kolejce po bułki, a nie brał udział w bijatyce na łyżwach.

Całkowity brak strachu przed porażką, czy samą walką to bardzo ważny atut naszego bohatera. To już nie jest kwestia pasywnego bicia się czy unikania ciosów – Thornton nawet nie odwraca głowy by próbować zasłonić twarz. Jest to wynikiem jego pasji do tego sportu w sporcie, ale również faktu że przywykł on do tego, że rywalom nie jest zbyt łatwo go trafić. Długie ręce i  bardzo duży zasięg rąk sprawiają, że jego przeciwnicy więcej czasu poświęcają na próbie uniknięcia odkształcenia trwałego twarzy, niż ataku.

Co poza tym?

Zawodnik Panthers świetnie gra ciałem. Nie jest to typ psychopaty, który poluje na zawodnika i kombinuje, jak zrobić mu największą możliwą krzywdę. Nie jest to typ gracza, który musi zaatakować głowę, by poruszyć przeciwnika pod bandą.

Widać gołym okiem, że Shawn spędza dzikie godziny na siłowni, a jego siła fizyczna przewyższa siłę większości zawodników. Stąd nawet niewielki wysiłek z jego strony powoduje odrzucenie rywala i jego odbicie się od bandy. Oczywiście, są wyjątki – takie jak Atak na Brooksa Orpika, gdy Thornton po prostu dostał szału i natłukł leżącego na lodzie zawodnika – za to zresztą musiał pożegnać się z Bruins. Nie zmienia to jednak faktu, że nie kojarzyłbym na stałe tego zawodnika z takimi zagrywkami.

Thornton potrafi również dobrze jeździć na łyżwach, przetrzymać krążek. Jak to mówią – lepiej królować w piekle niż być niewolnikiem w niebie. Thornton gra kilka minut na mecz, ale gra ciałem, bije się, walczy o krążek i utrudnia rywalom życie na tysiące różnych sposobów  – i to daje mu przewagę nad innymi enforcerami. Jego styl to potworna siła plus przyzwoita technika gry w hokeja – bez tej mieszanki, Thornton dziś oglądałby NHL z szatni niższej ligi.