Wymiana: Florida Panthers oddała kontrakt Marca Savarda i drugą rundę draftu 2018 do New Jersey Devils za Paula Thompsona i Grahama Blacka

To nic, że nie grasz w NHL od dobrych kilku lat. Twój długoterminowy kontrakt “gra” za Ciebie. Marc Savard drugi raz zmienił barwy klubowe, przynajmniej notarialnie, od czasu gdy ostatni raz postawił nogi na lodowisku NHL. Rok temu Boston Bruins przekazali umowę Savarda razem z Raillym Smithem do Florida Panthers w zamian za Jimmiego Hayesa. Tym razem to Pantery pozbyły się balastu oddelegowując ważne jeszcze przez rok porozumienie do New Jersey Devils. Obciążenie jakie wzięły na siebie Diabły to według salary cap cztery miliony dolarów, ale miłym “bonusem” do całej sytuacji jest fakt, że rzeczywistej gotówki na rzecz Savarda trzeba wypłacić dużo dużo mniej (575 tysięcy).

Druga runda draftu to realne wynagrodzenie dla New Jersey za przejęcie tego kontraktu, prospekci Thompson i Black raczej nie grają tu większej roli (nikłe doświadczenia w NHL u tego pierwszego mimo 27-lat tylko trzy mecze, w przypadku drugiego dobra kariera juniorska nie znalazła przełożenia w hokeju seniorskim AHL). Z punktu widzenia obu klubów jest to deal czysto finansowy. Diabłom wciąż brakuje dziewięciu milionów do osiągnięcia pułapu minimum na następny sezon, więc spokojnie mogą pozwolić sobie na takie “martwe” interesy.

Panthers robią już grunt pod schodzące tego lata kontrakty, a jest tego sporo. Decyzje należą do nowej struktury zarządzającej i nowego menadżera Toma Rowe’a, który musi stwierdzić, co dalej ze schodzącymi umowami: Teddy’ego Purcella, Jiriego Hudlera, Quintona Howdena, Grega McKegga, Garretta Wilsoan, Vincenta Trochecka, Briana Campbella, Williego Mitchella oraz przyszłorocznym “zbiorem” kontraktów Jonathana Huberdeau, Reilly’ego Smitha i Aarona Ekblada.

Savard nie grał w NHL od 2011 roku, gdy na przestrzeni kilku miesięcy pomiędzy 2010 i 2011 dwukrotnie doznał groźnych urazów głowy (wstrząśnienia). Pierwsze wejście, po którym ówczesny napastnik Niedźwiedzi pauzował kilka miesięcy wykonał Matt Cooke z Pittsburgh Penguins, a kończący karierę Savarda hit należał do Matta Hunwicka z Colorado Avalanche. Na pocieszenie Savardowi pozostało cieszenie się z Boston Bruins z Pucharu Stanleya w tamtym sezonie, na wniosek Bruins liga przychyliła się do wniosku i wygrawerowała nazwisko Savarda na Stanley Cup mimo że nie rozegrał wymaganej liczby meczów.

 

Kontrakt: Sven Andrighetto z Montreal Canadiens na jeden rok o wartości 650 tysięcy dolarów

Ostatni sezon 23-letni szwajcarski napastnik spędził “pół na pół” pomiędzy NHL i AHL, co i tak stanowiło nowy carrier-high jego występów w najlepszej lidze świata (44 GP). Zdobył w nich 17 punktów z czego siedem goli, zaś na zapleczu w St. John’s IceCaps miał prawie tyle samo punktów co występów (23 pkt w 26GP). Urodzony w Zurychu zawodnik przekonał do siebie Marca Bergevina także dobrym występem na MŚ Elity, gdzie w barwach Helwetów był wyróżniającym się graczem, najlepiej punktującym (7GP 7pkt).

Szary okrąg to ligowa średnia NHL

Jeśli chodzi o sezon ligowy, Andrighetto został na powołany w listopadzie i po dobrym okresie znów zesłany do AHL w styczniu. Zaledwie kilka tygodni później sięgnięto po niego ponownie. W marcu miał bardzo dobry okres, dostał dłuższe zmiany (kilka kontuzji w Habs na to pozwoliło) nawet w pierwszej formacji obok Maxa Pacioretty’ego i Alexa Galchenyuka. Zdobył wtedy osiem punktów. Problemem w osiągnięciu przez niego lepszych wyników były przede wszystkim 1) słabsza gra pozostałych zawodników Habs 2) duża rotacja jakiej był poddany i przeróżny zakres obowiązków oraz minut nałożony przez trenera Michela Therriena 3) w oczach trenera czasami przegrywał walkę o minuty z Paulem Byronem, Danielem Carrem czy Torreyem Mitchellem.

Andrighetto ma obecnie potencjał na trzecią formację i dobrego zastępce w top-six w razie kontuzji czy potrzeby wprowadzenia zmian w trakcie meczu. Może mieć jednak problem z rozwinięciem skrzydeł pod trenerem Therrienem, który raczej preferuje agresywny styl gry reprezentowany bardziej przez Byrona czy Carra. Większość kibiców Habs zapytanych o ocenę tego sezonu w wykonaniu Svena dało mu ocenę B+ (mniej więcej odpowiednik polskiej skali szkolnej 4+). Chłopak zrobił postępy i wykorzystał większość danych mu szans, prezentował się powyżej ligowej przeciętnej ale postawienie następnego kroku i stabilizacja kariery może być w Montrealu ciężkim zadaniem i chyba obie strony zdają sobie z tego sprawę przechodząc w jednoroczny deal o niewiele większej wartości niż poprzednia umowa.

 

Kontrakt: Sebastian Aho z Carolina Hurricanes umowa entry level na trzy lata

Krótką historię Aho przedstawiliśmy całkiem niedawno na naszych łamach. Uzupełniając tamten artykuł o inne informacje, Aho był draftowany w 2015 jako 35. zawodnik co było małą niespodzianką bo część mocków i ekspertów plasowała go jeszcze w pierwszej rundzie. Spędził sezon w Finlandii w Karpat Oulu (45 GP 45 pkt) co okazało się dobrym rozwiązaniem, udowodniły to zarówno MŚ Juniorów jak i MŚ Elity na których jego gra mogła się podobać. Następnym krokiem będzie camp z Huraganami i prawdopodobnie sezon w NHL. Aho wydaje się być gotowy do konkurowania z seniorami i raczej nie będzie wymagał dodatkowego “sezonowania” w AHL tym bardziej w rozgrywkach juniorskich. Za rok może być czarnym koniem do Calder Trophy, ale trudno przewidzieć jak będzie wyglądać jego gra z centrami dostępnymi w Carolinie. Teoretycznie to mocna grupa, która już w zakończonym regular season potrafiła utrzymywać się po krążku i dobrze działać w odbiorze. Aho może dodać do tej grupy element strzelecki.