Napastnik dominujący (Power Forward), choć tytuł ten kojarzy się z filmami z Teresą Orlovsky produkcji naszych zachodnich sąsiadów, to jest to pozycja i funkcja potwornie ważna, zaszczytna i trudna. Nie da się na nią „awansować”, nie da się na nią przestawić. Albo to masz albo nie. Recepta? Strzelaj, podawaj, przepychaj, bij.

Brakujący element

apower3Philadelphia Flyers od lat mają opinie twardo, bardzo twardo grającej drużyny.  Począwszy od 66-letniego dziś Bobby Clarke’a, który z genetyczną cukrzycą rozegrał kilkanaście sezonów w NHL zbierając prawie 1500 minut kar, po legendarnego Rona Hextalla – bramkarza, którego cierpliwość kończyła się szybko, jak wypłata po opłaceniu czynszu i raty za mieszkanie, Flyers bardzo cenią sobie zawodników, dla których litość to brzydkie słowo, którego nie wolno wymawiać na głos.

Czarnoskóry postrach lodu – Wayne Simmonds, czuje się w Filadelfii, jak ryba w wodzie. Łatwo dający się prowokować zawodnik, chętnie zagra mocno ciałem, wda się w bójkę i obroni kolegę z drużyny.. czy jest taka potrzeba, czy nie. Absolutnie jednak nie próbuję robić tu z Kanadyjczyka tępego osiłka. Simmonds ma ponad 50 punktów, ponad 130 minut kar, a we Flyers jest jednym z najistotniejszych punktów drużyny.

Przytomność umysłu, a także doskonała wiedza, kiedy zagrać ciałem, czynią go bardzo niebezpiecznym. Inną ważną zaletą zawodnika jest umiejętność prowokowania rywali. Simmonds jest w stanie naskoczyć Ci na plecy, podciąć kijem, czy wyzwać prosto w twarz, jeżeli tylko ma to pomóc Lotnikom. Kochasz go nienawidzić.

 

Czysta agresja

apower1Zawodnik umiejący grać twardo to ważny element. Zawodnik, który często gra twardo, to skarb. Zawodnik, który często gra twardo i do tego czysto to już szóstka na loterii. Taki właśnie jest Brad Marchand. Jak można go opisać najkrócej? Zawodnik, który ma pełno kolegów w swojej drużynie… i w żadnej innej.

Kontrowersyjny napastnik, często balansujący na granicy fauli i niesportowych zachowań, który jednak potrafi zachować umiar w „grze poza grą”. Marchand często prowokuje i nęka kluczowych graczy rywali. Dobrym przykładem były „policzki” sprzedawane Danielowi Sedinowi z Canucks – teoretycznie Marchand prowokował do bójki, w praktyce wiedział, że Sedin nie rzuci rękawic, ale takie upokorzenie może go rozproszyć i osłabić drużynę.

Oprócz dobrej siłowej gry, Marchand ma jeszcze dwa atuty. Genialne rozgrywanie bulików – ale tu ciężko się rozpisywać, to rodzaj talentu który albo się ma, albo nie. Natomiast Marchand jest jednym z najciężej pracujących zawodników, jakich widziałem. Spędzający potworne ilości czasu na siłowni zawodnik świetnie nadrabia siłą i wytrzymałością niewielki jak na hokeistę wzrost. Choć teoretycznie warunki mu na to nie pozwalają, Marchand jest napastnikiem dominującym z prawdziwego zdarzenia, a takich ze świecą szukać.

Skarb dla swoich, toksyczny dla wszystkich innych

apower2Tak najprościej można opisać Milana Lucica, napastnika Los Angeles Kings, który nie dał przypiąć sobie łatki z napisem „tylko do bójek”. Po dwóch sezonach w NHL, Lucic zaczął zdradzać także umiejętności strzeleckie oraz świetny zmysł gry zespołowej, co pozwoliło mu stać się jednym z najbardziej interesujących zawodników na rynku NHL. Wychowany wśród twardych Boston Bruins Lucic, potrafi świetnie podawać, wykorzystać maksimum swojego technicznego potencjału, a także perfidnie korzystać z warunków fizycznych podczas gry w ataku.

Nie ma co jednak zapominać o „ciemnej stronie mocy”. Lucic znany jest z wielu nieczystych zagrań, włączając bramkarzy, pyskówek, bójek i niesamowicie skutecznej oraz sprawiającej ból rywalom gry ciałem. Bliskie spotkanie z Luciciem to próba zatrzymania pociągu. Kontrakt Lucica jest na wykończeniu, ale nie mam wątpliwości że podpisanie krewkiego napastnika będzie jednym z priorytetów drużyny z Miasta Aniołów.