Pierwszy raz od 1970 roku – a po raz drugi w całej historii NHL – w playoff nie będzie ani jednego przedstawiciela Kanady. Cała siódemka już od niemal tygodnia nie ma choćby matematycznych szans na awans. Jako ostatni nadzieję stracili Ottawa Senators, którym nie udało się oszukać przeznaczenia tak jak przed rokiem. Kibice we wszystkich siedmiu NHL-owych miastach przyjęli ogromny cios, przecież przed rokiem do fazy posezonowej weszło aż pięć ekip zza północnej granicy Stanów Zjednoczonych. Gdzie popełniono błąd? Dlaczego kampania 2015/16 skończyła się tak smutno?

Montreal Canadiens

Nieobecność Tutejszych to zdecydowanie największa sensacja. Les Habitants od dwóch sezonów byli poważnym graczem na Wschodzie. Nie inaczej miało być i tym razem, co potwierdził start rozgrywek w wykonaniu hokeistów z Quebecu. Canadiens zakończyli październik z oszałamiającym bilansem 10-2-0 oraz 8 punktami przewagi nad drugim zespołem w dywizji. Nie gorzej było w listopadzie, jednak przedostatni miesiąc 2015 roku przyniósł fatalną w skutkach kontuzję Careya Price’a. MVP poprzednich rozgrywek od 24 listopada nie jest w stanie wrócić do zdrowia, co błyskawicznie odbiło się na postawie całego zespołu. Chwalony (przynajmniej na początku) Mike Condon na długim dystansie okazał się jednym z najsłabszych statystycznie golkiperów w NHL, a grudzień 2015 – najgorszy miesiąc w niemal stuletniej historii organizacji – wpędził Habs w gigantyczny dół, z którego już nie udało się wygrzebać.

Ottawa Senators

Brak graczy ze stolicy dziwi już znacznie mniej. Magiczny pościg z wiosny 2015, którego symbolem był fenomen Andrew „Hamburglara” Hammonda – to naprawdę były czary. Większość przedsezonowych prognoz sugerowała, że Sens co najwyżej powalczą o trzecią lokatę w dywizji Atlantic lub o dziką kartę. Trudno mówić o punkcie zwrotnym, skoro Senatorowie przez całą kampanię prezentowali w miarę równą, przeciętną formę. Z perspektywy czasu jako główną przyczynę można wskazać zbyt częste tracenie pierwszego gola w meczu (48 razy w 74 spotkaniach!) oraz zbyt bierną postawę szefostwa klubu. Jeszcze przed sezonem fachowcy sugerowali, iż Sens cierpią na brak jednego-dwóch klasowych defensorów. O ile Marc Methot z Erikiem Karlssonem to sprawdzony duet, o tyle pozostała nie gwarantowała jakości. Sięgnięcie po Diona Phaneufa pod koniec lutego było musztardą po obiedzie, przynajmniej w kontekście kończącej się kampanii.

Toronto Maple Leafs

Lubię odwoływać się do pierwszej konferencji prasowej Mike’a Babcocka w Toronto. Jej przebieg był bardzo wymowny – Babs zapowiadał ból i ten rok naprawdę mógł boleć. To nie było nic ładnego – Leafs ewentualne nadzieje na playoff odłożyli na półkę z literaturą s-f już po dramatycznym październiku, w którym ugrali jeden jedyny punkcik! Uwaga fanów od tego momentu skupiła się głównie na wytransferowaniu jak największej ilości zawodników z wybory w drafcie. Jedyną pociechą oraz nadzieją na przyszłość były występy Toronto Marlies w AHL. Młodzież Klonowych Liści spisuje się doskonale, wkrótce rozpocznie walkę o Puchar Caldera i nie jest bez szans.

Winnipeg Jets

Do bólu solidni Jets po dwóch dekadach dali poczuć swoim fanom smak playoff. To nic, że seria z Anaheim Ducks przed rokiem zakończyła się sweepem – za rok miało być tylko lepiej. Niezła grupa weteranów, wchodzące do NHL stado młodych wilków… Niestety. Playoffy uciekały Odrzutowcom z każdym kolejnym tygodniem. Ogromną bolączką dla Jets była… siła rywali z dywizji. Nawet jeśli traktowaliśmy hokeistów z Manitoby jako solidnego średniaka, to konkurencja zdecydowanie nie próżnowała. Klasą dla samych siebie pozostali Chicago Blackhawks i St. Louis Blues, na szczyt Zachodu wdrapali się rewelacyjni Dallas Stars, swoje trzy grosze musieli wtrącić Nashville Predators, Colorado Avalanche i Minnesota Wild. Jets nie byli słabi – owszem, brakowało błysku, nie zdobyli się na np. dwie dłuższe serie zwycięstw, które nadałyby rytm dalszej części sezonu, jednak to chora konkurencja w Central sprawiła, że nie dla wszystkich starczyło miejsca.

Vancouver Canucks

Ależ to był brzydki sezon w Kolumbii Brytyjskiej. Canucks nie błyszczeli w żadnym momencie rozgrywek, lecz długo korzystali z wręcz patologicznej dyspozycji Anaheim Ducks oraz smacznie drzemiących San Jose Sharks. Żarty skończyły się wtedy, gdy o klasę silniejsi konkurenci włączyli wyższy bieg. Osamotnieni bracia Sedin narzekający na swoich kolegów i zarzucający im brak zaangażowania – to jest ten obrazek, który zapamiętam z kampanii Orek.

Calgary Flames

Znacznie większe nadzieje na sukces mieli szefowie Płomieni. Eksperci oraz zwolennicy statystyk ostrzegali, że trudno będzie powtórzyć ubiegłoroczny wynik, lecz trzeba oddać Bradowi Trelivingowi oraz Brianowi Burke’owi, że latem zrobili bardzo dużo w kierunku wzmocnienia zespołu. Jak wyszło? Cóż, wszystko, co mogło pójść źle – poszło. Wracający po poważnej kontuzji Mark Giordano bardzo długo dochodził do zdrowia, do zespołu fatalnie wszedł Dougie Hamilton, doskonale pamiętamy absurdalne zawieszenie Dennisa Widemana… To wszystko jednak „pikuś” przy dramatycznej postawie golkiperów. Ani Karri Ramo, ani Jonas Hiller przez cały sezon trzymali beznadziejną formę i to oni w głównej mierze odpowiadają za klęskę Płomieni. Można tylko dziwić się menedżerowi, że nie próbował ratować sytuacji w trakcie sezonu.

Edmonton Oilers

Lata mijają, a Oilers wciąż na dnie. Gdyby ktoś zrobił sobie przerwę od NHL kilka lat temu i dziś wrócił do śledzenia ligowych wydarzeń mógłby stwierdzić, że nic go nie ominęło. Mimo pojawienia się w klubie Connora McDavida tak naprawdę niewiele się zmieniło, bowiem Oilers znów mogli zwijać żagle już w okolicach lutego. Tym razem na usprawiedliwienie Nafciarzy można przyjąć wyjątkowego pecha do kontuzji. 3. listopada w niefortunnej kolizji pod bandą McDavid złamał obojczyk, w związku z czym stracił prawie pół sezonu. Przed urazem Connora miesiąc pauzował Jordan Eberle, za chwilę na listę kontuzjowanych wpisano Naiła Jakupowa, Ryana Nugent-Hopkinsa, Oscara Klefboma… Zagranie dobrego sezonu wobec takiej ilości kluczowych kontuzji to wielkie wyzwanie, choć umówmy się, że podopieczni Todda McLellana w żadnym momencie rozgrywek nie dali sygnału, że w organizacji coś zmienia się na lepsze.

https://www.youtube.com/watch?v=7Qp9Wq4gc7s