Przedstawiamy kolejne tłumaczenie fenomenalnych tekstów ukazujących się na łamach portalu The Players Tribune, tym razem jest to rozprawka w wykonaniu najsłynniejszego hokejowego studenta Jimmy’ego Veseya, który piszę o dylematach życiowych. Na co postawić, sport i zawodowa kariera czy nauka? W jakiej kolejności?. Przekład oryginalnego tekstu możecie przeczytać poniżej.

Podczas testów w 2012 roku spotkałem się z wieloma przedstawicielami klubów NHL, ale jedna konkretna rozmowa najbardziej zapadła mi w pamięć. Dla tych, którzy nie wiedzą, jak wyglądają te rozmowy – po prostu siedzisz tam, przy stole, ze skautami, pracownikami i menadżerami różnych drużyn i jesteś bombardowany pytaniami.

Więc siedzę tam, osiemnastolatek, pocę się nerwowo i jeden z gości wcina się z pytaniem.

Widzę, że idziesz do Harvardu. Chcesz być studentem, czy hokeistą?

Zatkało mnie. Zupełnie sknociłem resztę tej rozmowy, bo byłem zupełnie zszokowany tym pytaniem. Prawdopodobnie powinienem w ogóle nie przejmować się tym, ale wtedy, w takiej sytuacji, zacząłem mieć wątpliwości.

Czy Harvard to dobry wybór dla mnie? Czy zaszkodzi to mojej karierze?

Patrząc na to z perspektywy czasu żałuję, że nie powiedziałem temu gościowi, żeby się odwalił, bo definitywnie nie miał pojęcia kim jestem i jak świetna jest gra w Harvardzie.

Dorastałem w hokejowej rodzinie. Mój ojciec grał w hokeja. Moi kuzyni. Mój młodszy brat, Nolan nie miał wyboru. Jak tylko nauczyliśmy się chodzić mieliśmy na nogach łyżwy. Moje dorastanie związane było z hokejem. Hokej, hokej, hokej. Moi rodzice poświęcili wiele, żebyśmy z Nolanem mogli grać. Moja młodsza siostra Karlie była z nami na każdym możliwym lodowisku w Ameryce Północnej.

Pamiętam wstawanie o piątej rano, jeszcze zanim wzeszło słońce, wyjeżdżaliśmy z ojcem na mecze. Kiedy mówiłem, że jestem zmęczony on odpowiadał, Dawaj, Jimmy, kiedyś to wszystko ci się odpłaci. A jak wracaliśmy mój ojciec udawał, że wywołuje mnie na scenę podczas draftu. Tamte czasy były najlepsze, wciąż pamiętam to, tak jakby było to zaledwie wczoraj.

CerXECoWQAAIfK5.jpg large

Z pierwszym numerem w drafcie 2011 Boston Bruins wybierają Jimmy’ego Vesey’a z North Reading, Massachusetts!

Kiedy w szkole nauczyciele pytali dzieciaki, kim by chcieli zostać, kiedy dorosną, byłem zbyt zażenowany, żeby odpowiedzieć, że zawodnikiem NHL. Myślałem, że będą się śmiać z tego pomysłu. To znaczy, w rzeczywistości, jak duże są szanse, że akurat trafisz do NHL? Naprawdę małe. Wymyślałem jakiś dziwny zawód, może astronautę, ale prawdą jest to, że nawet nie myślałem o innej karierze. Od małego wiedziałem, że hokej to coś, z czym chce się związać w przyszłości.

Ostatniej wiosny, po pierwszym sezonie w Harvardzie, miałem szansę spełnić swoje marzenie o grze w NHL. Nashville Predators, klub, który mnie wydraftował, mówił, że mogę grać u boku Mike’a Fishera do końca sezonu, a nawet dostać szansę w play-offach. To było szalone, sezon studencki zakończył się w sobotę, a już we wtorek miałem grać w NHL. U boku Shea Webera, Mike’a Ribeiro, czy Jamesa Neala. W pierwszej rundzie miałbym zmierzyć się z Patrickiem Kanem. Wybór jest chyba oczywisty, prawda?

Pomyślałem o tym, jak bardzo spłukany byłem w koledżu, jak irytujące jest dzielenie się latem z moim bratem starą Toyotą, jak moja matka od kilku lat narzeka, że chciałaby remontu kuchni… Mógłbym to wszystko naprawić, pomyślałem. To była najtrudniejsza decyzja w moim życiu, ale odrzuciłem ofertę Predators i zdecydowałem się na powrót do koledżu na ostatni rok. Odrzuciłem swoje marzenia dla następnego roku spędzonego w busach, stołówkach, z pracą domową na kolanach. To głupie, prawda?

Kiedy oficjalnie potwierdziłem swoją decyzję, wszyscy – dosłownie wszyscy – mieli coś do powiedzenia. Niektórzy myśleli, że robię to, żeby wypróbować rynek wolnych agentów latem, inni nie wierzyli, że w ogóle wrócę. Czy na pewno chcę zostać profesjonalnym hokeistą, skoro wybieram powrót do szkoły?

Odczekałem trzy dni po tym, jak przegraliśmy w pierwszej rundzie play-offów ligi uniwersyteckiej, zanim ogłosiłem oficjalnie swoją decyzję, ale szczerze mówiąc, byłem tego pewny już dwa tygodnie wcześniej. Wtedy właśnie pokonaliśmy Yale, naszego największego rywala, po wielkim boju w ćwierćfinale turnieju ECAC. Przed tamtym starciem w całej mojej karierze nie wygrałem choćby jednego spotkania z Yale. W trzeciej tercji decydującego pojedynku, jeden z moich najlepszych kumpli, Pat McNally wyrównał wynik meczu na trzy minuty przed końcem. Spotkanie zakończyło się dopiero w drugiej dogrywce. Zawsze żartuję, że gdyby nie zdobył wtedy tej bramki, mógłbym już nie być na Harvardzie.

Wspomnienie celebracji po tej wygranej jest jednym z najlepszych w moim życiu. Jedno z ulubionych słów moich kolegów to elektryzujący, powiem wam tylko, że tego dnia atmosfera w naszej szatni rzeczywiście była elektryzująca. Wszyscy krzyczeli, skakali, przytulałem wszystkich trzydziestu zawodników z mojej drużyny, po pięć razy każdego, byłem na granicy płaczu. Jak teraz na to spojrzę, wydaje mi się, że wszystko to działo się w spowolnionym czasie. W tej szatni uświadomiłem sobie, że ci chłopacy to moi najlepsi przyjaciele. Nie byłem gotowy opuścić tego miejsca. Nie, nie ma szans.

Niektórzy mogą nie zrozumieć mojej decyzji, prawdopodobnie dlatego, że nie rozumieją, czym jest uniwersytecki hokej. Kochałem każdą sekundę mojego czasu na Harvardzie, na lodzie i poza nim. Nie zrozumcie mnie źle. Dalej chcę zostać profesjonalnym hokeistą, zawodnikiem NHL, mieć długą karierę, ale są pewne aspekty koledżu, których nie potrafię jeszcze odpuścić. Ludzie mówią, Czasy akademickie będą najlepszymi w twoim życiu oraz Nikt nie zwróci ci tych czterech lat. Więc nie rozumiem, dlaczego miałbym się spieszyć.

Po pierwsze, naprawdę trudnym zadaniem byłoby spojrzenie swoim trenerom w oczy i stwierdzenie, że odchodzę. Przeszedłem długą drogę w mojej uniwersyteckiej karierze, za aktualny rezultat odpowiada światowej klasy sztab szkoleniowy, dla którego grałem. Kiedy przyjechałem tutaj, jako naiwny żółtodziób, chciałem tylko zdobywać bramki. Teraz jestem o wiele bardziej kompletnym zawodnikiem. Jedną z tych rzeczy, z której jestem dumny, to czas spędzany na lodzie podczas, gdy gramy w osłabieniu. Przez ostatnie dwa lata byłem najlepszym zawodnikiem w zespole w tym elemencie gry. Oczywiście, wciąż uważam, że strzelanie goli to jedna z najlepszych rzeczy na świecie, ale czasami coś może być lepsze, jeśli robi się to całą drużyną.

Trenerzy Donato, Pearl, Rassey, Eklund  i Mullen – to wy zrobiliście ze mnie hokeistę, a co więcej, to wy zrobiliście ze mnie tego człowieka, jakim aktualnie jestem. Dziękuję.

Jedną z moich ulubionych rzeczy dotyczących hokeja uniwersyteckiego jest możliwość gry dla swojej szkoły. Każda drużyna ma długą historię i własne tradycje. W Harvardzie, jeśli rozglądniesz się po lodowisku zobaczysz wszystkie te banery, mistrzostwa, stare zdjęcia. Na wiele lat przed nami ktoś zainwestował w ten program. Na każdym spotkaniu na naszej arenie pojawiał się choć jeden weteran, były zawodnik. Mówię na przykład o Billym Clearym, braciach Fusco, Lane’ie MacDonaldzie, którzy zagrali na olimpiadzie. Ich pasja jest wręcz namacalna. Możesz zauważyć, że dawali z siebie wszystko, kiedy występowali w barwach Harvardu i tego samego wymaga się teraz od ciebie. Dzięki temu stawiasz sobie poprzeczkę jeszcze wyżej.

Uwielbiam chodzić po kampusie w naszym sprzęcie. Wszyscy wiedzą, że jesteś w drużynie, a dziewczyny lubią hokeistów (no może na Harvardzie nie aż tak). Ale tak na serio, jest w tym coś specjalnego, kiedy widzisz swoich znajomych, innych atletów i wszystkich innych na kampusie. To bardzo zamknięta i zżyta społeczność, wszyscy kibicują swoim i tak samo nienawidzą naszych rywali z Ligi Bluszczowej (przyp. tłum. – jedna z konferencji wchodzących w skład NCAA Division I, składa się z ośmiu elitarnych uniwersytetów znajdujących się w północno-wschodniej części USA). Kiedy spojrzysz na trybuny w trakcie gry, to zobaczysz swoich znajomych, którzy starają się skakać jeszcze wyżej niż pozostali. Nie możesz przecież ich zawieść.

Jak byłem młodszy mój ojciec zawsze powtarzał mi, że nigdy nie będę bardziej zżyty z innymi, niż w drużynie uniwersyteckiej. Teraz, jako senior, któremu został już tylko jeden sezon gry, mogę potwierdzić jego słowa.

Jest tutaj zupełnie inaczej niż w profesjonalnych ligach. Nie ma wymian, bonusów posezonowych, nikt nie podpisuje kolejnych kontraktów. Kiedy wszyscy zjeżdżamy się na kampus we wrześniu w naszych głowach jest tylko jeden cel – zjednoczeni, jako jeden zespół mamy sięgnąć po mistrzostwo NCAA. I na kolejne siedem miesięcy masz 29 nowych braci. Wszyscy mieszkamy bardzo blisko siebie. To znaczy, Alex Kerfoot, z którym gram w jednej linii, mieszka w innym akademiku niż ja, ale prawdopodobnie gdyby wystrzelił krążek ze swojego pokoju, mógłby uderzyć w moje okno. Jemy razem, chodzimy na lodowisko razem, mamy razem wykłady, wychodzimy na miasto razem, a w piątki i soboty walczymy razem. Uniwersytet to środowisko, w którym przeważa stres, próbujemy balansować pomiędzy hokejem, szkołą, stażami, naszym życiem towarzyskim i innymi rzeczami. Kiedy jesteś częścią grupy, która jest tak zżyta, jak drużyna hokejowa, fakt, że możesz polegać na swoich przyjaciołach pozwala ci odetchnąć i się odprężyć.

Wybór Harvardu był jedną z najlepszych decyzji w moim życiu, podejrzewam, że spory wpływ na ten pogląd ma to, że mam tak świetnych gości w drużynie. Wiem, że kiedy będę starszy będę dobrze wspominał te czasy i będę chciał powrócić do tej przeszłości. Będę tęsknił za wszystkim, nawet tymi niedzielnymi porankami, w którym ciągnęliśmy nasze ciężkie torby na trening. Jestem pewny, że kolesie, z którymi to przeżyłem pozostaną moimi przyjaciółmi na całe życie.

Nie licząc hokeja, będę mógł ukończyć studia. Jestem dumny z bycia bostończykiem, wywodzę się z rodziny pochodzącej z Bostonu. Niewielu z mojej rodziny miało szansę pójść na studia, więc myślę, że kiedy dostanę dyplom z Harvardu, będę żywym świadectwem ich ciężkiej pracy, gdyż oczywiście nie dotarłem tutaj sam.

Wiem, że spędzenie czterech lat na uniwersytecie nie jest konwencjonalną hokejową ścieżką, ale nie wyobrażam sobie zrobić to inaczej. Ostatni raz, kiedy sprawdzałem NHL wciąż tam było.

 

NHL w PL nie rości sobie praw do oryginalnej treści powyższego tekstu i materiałów foto oraz nie pobiera żadnych korzyści z jego opublikowania. Materiał jest przetłumaczony w celu przybliżenia polskim kibicom NHL wiadomości ze świata najlepszej ligi hokejowej. Tłumaczenie jest własnością intelektualną NHL w PL.