Początek sezonu w wykonaniu Pittsburgh Penguins był mocno rozczarowujący. Po transferze kolejnego dynamicznego napastnika w postaci Philla Kessela, wydało się że atak Pingwinów będzie w tym roku maszynką do strzelania goli. Kessel, Małkin, Perron, Hornqvist, Kunitz plus Letang w obronie, a do tego, wciąż uważany za najlepszego zawodnika świata Sidney Crosby.

Jednak mimo tak pokaźnego arsenału, drużyna bardzo blado wypadała właściwie w każdej kategorii ofensywnej. Po pierwszym miesiącu gry mieli na swoim koncie zaledwie 17 strzelonych bramek w 11 meczach.

W tym wszystkim największą krytykę jako zawodnik otrzymywał właśnie Sid. Można powiedzieć, że dość słusznie. Nie jeden ekspert zza oceanu mówił już nawet o końcu Crosbiego. W końcu to kapitan zespołu, zawsze bardzo dobrze grający i etatowo najlepiej punktujący gracz zespołu. Jednak do momentu gdy trenerem był Mike Johnston, Crosby miał bardzo złe jak dla siebie statystyki, w zasadzie w każdej kategorii do jakiej zaglądamy. Zarówno tych regularnych jak i tych nowszych, bardziej zaawansowanych.

Jako punkt porównania wezmę tutaj Małkina, ponieważ rzadko kiedy gra z Crosbym jak też gra na tej samej pozycji i porównywalne minuty.

Przez pierwszy miesiąc Crosby był zupełnie niewidoczny. Cień samego siebie. W 11 meczach uzbierał zaledwie 5 punktów w porównaniu do 10 Małkina. Rozbijając to na pojedyncze minuty, Małkin rejestrował 2,9 punktów/60 minut a Crosby jedyne 1,3 punkta/60 minut (średnia na poziomie Larsa Ellera bądź Matta Reada z poprzedniego sezonu).

Generowanie ofensywy również nie stało na tak dobrym poziomie. W stwarzanych sytuacjach strzeleckich na 60 minut gry, Małkin też miał przewagę: 38,3 do 35,3 Crosbiego. Dla porównania tylko dodam że Tyler Seguin generował w tamtym czasie 41,8 szans na 60 minut.

Patrząc trochę szerzej do momentu zmiany trenera, Crosby troszeczkę przyspieszył, lecz czasy czas był bardzo daleko od swojej optymalnej formy z której my, jako kibice, czerpiemy najwięcej przyjemności (jak akurat nie gra przeciwko naszej drużynie, oczywiście).

Liczby troszkę podskoczyły do góry. Małkin pozostał na poziomie 2,9 P/60, a Crosby podskoczył do 2,0 P/60. Dając w sumie w 28 meczach 26 punktów Małkinowi i 19 Crosbiemu.

Przy tak niemrawo grającym Crosbym trudno by drużyna osiągała duże sukcesy. Tak naprawdę tylko dzięki fantastycznie spisującemu się zespołowi bramkarskiemu Fluery/Murray/Zatkoff (łączny procent obron – 92,1% – czwarte miejsce w NHL) mogła zawdzięczać wciąż realne szanse na playoffy a nie walkę w draftowej loterii.

Z dniem 12 grudnia nastąpiła długo wyczekiwana przez kibiców Pens zmiana na stanowisku head coacha. Pożegnano nie radzącego sobie z trudami NHL coacha Johnstona i wypromowano opcję wewnątrz klubową zatrudniając dotychczasowego trenera Wilkes-Barre/Scranton Penguins, Mike’a Sullivana.

Po objęciu drużyny, priorytetem numer jeden dla nowego trenera było przywrócenie pewności w grę Sidneya Crosbiego. Nie martwienie się tak bardzo na defensywę i zły system proponowany przez dotychczasowego trenera. Można powiedzieć na lekkie spuszczenie ze smyczy najlepszego zawodnika świata.

Jak się okazało, cokolwiek było metodą na odbudowę postawy Sida, zadziałało niemal natychmiast. Od tamtej pory, Pittsburgh jest jedną z czołowych drużyn w kategoriach ofensywnych w tym generowanie strzałów jak i sytuacji bramkowych.

Jednak największe, wręcz astronomiczne efekty widać w grze jak i w statystykach ich kapitana. Sidney Crosby w ostatnich 19 meczach ma 22 punkty co daje 3,5 P/60. To tempo już bardziej pasuje do byłego MVP ligi. Gdy zajrzymy do tabelek i wykresów, wszystko zaczęło w niespotykanym tempie wracać do Sidowych norm.

Oto jak zmiana trenera wpłynęła na grę Sida w różnych kategoriach:

Corsi% – szeroko pojęty procent posiadanie krążka (5v5):

Corsi pro

Stwarzanie sytuacji strzeleckich/60 gdy Sid jest na lodzie (5v5):

scoring for 60

I najważniejsze jeżeli chodzi o postawę drużyny w tabeli. Czysta produkcja punktowa. Punkty/60 we wszystkich sytuacjach:

P60

Myślę, że teorię o sportowej śmierci Crosbiego należy zakopać gdzieś głęboko w ogródkach każdego kto sugerował takie kwiatki jak wytransferowanie go, bo to już nie ten sam Crosby. To cały czas świetny zawodnik, a na pewno najlepszy gracz Penguins. Niestety przez niekompetencje trenerską był on skutecznie hamowany w ofensywnych popisach. Przypominają mi się śmieszne teorie na temat Alexa Owieczkina sprzed paru lat, gdy również był już „skończony”. Dzięki, trenerze Adam Oates.

W chwili pisania Crosby jest już na 22. miejscu w generalnej klasyfikacji strzelców w NHL. Na początku sezonu wydawało się to niemożliwe, ale bardzo prawdopodobne że Sid zakończy sezon w TOP 10 pod względem punktów. I bardzo dobrze, bo NHL w czasach posuchy bramkowej potrzebuje efektownych i dynamicznych zawodników, do których Sidney Crosby zdecydowanie cały czas się zalicza!

 

Dane statystyczne war-on-ice.com