Na polskiego napastnika pozytywnie wpłynęły ostatnio doniesienia skautów sprawie draftu do NHL. Łyszczarczyk uskrzydlony wiadomościami o potencjalnej selekcji do najlepszej ligi świata, zagrał bardzo dobry mecz pod względem indywidualnym. Asystował dwukrotnie w przegranym przez Sudbury Wolves meczu z Hamilton Bulldogs 2:3 po dogrywce.

Alan znowu został przez trenera Matsosa ustawiony w nowej formacji, która powstała po sprowadzeniu do klubu Mikkela Aagaarda. To właśnie przy trafieniach Duńczyka asystował największy polski talent, w formacji towarzyszył im jeszcze Dmitrij Sokołow (również brany pod uwagę przez skautów w selekcji do NHL).

Wolves prowadzili dwukrotnie, ale nie udało im się utrzymać przy korzystnym rezultacie. W końcu przegrali w dogrywce. Łyszczarczyk oddał dwa strzały, w statystyce plus/minus był na +1, trzykrotnie podchodził do wznowienia, ale nie wygrał żadnego z pojedynków na buliku.

To drugi mecz z rzędu 17-latka z Nowego Targu z punktami na koncie. Poprzedni i jedyny raz, gdy Łyszczarczyk zanotował serie punktową, miał miejsce w końcówce października. Wówczas w sześciu meczach z rzędu zaliczał minimum punkt – stał się liderem zespołu i został uznany najlepszym zawodnikiem Wilków za tamten miesiąc.

Za: Eurosport Onet

Wilki spotkała ostatnio duża przykrość, bo na treningu jedną z kości dłoni złamał David Levin. 16-latek, który już wywierał spory wpływ na grę ekipy z Sudbury, będzie pauzował zapewne przez kilka dobrych tygodni. Z ulgą przyjęto więc dobry występ Aagaarda, który od razu złapał chemię z Łyszczarczykiem i Sokołowem. Rosjanin miał kilka fajnych okazji na zdobycie bramek, w których palce maczał też Alan. Gdyby je wykorzystał może Wolves przerwaliby trwającą już bardzo długo serię porażek.

Jestem zadowolony z gry chłopaków. Postawiliśmy na nieco inne rozwiązania, odważniejszy forechecking, który stawiał naszych obrońców przed nieco bardziej wymagającymi sytuacjami. Wyglądało to nieźle i będziemy kontynuować pracę w tym kierunku – mówił trener Dave Matsos

Alan grał znów w pierwszej formacji i to duży plus, bo w tej serii fatalnych wyników Wolves jego pozycja przez chwilę znów spadła do trzeciego ataku i nieco zmniejszonych minut na lodzie. Dostawał zaufanie w liczebnym osłabieniu, tu doceniana jest jego szybkość i brak strachu przed krążkiem oraz tłokiem – potrafi grać dobrze w odbiorze i przewiduje niektóre podania. Dwie bramki Duńczyka i kilka dobrych okazji Rosjanina – jego partnerów – wynikały z naprawdę kreatywnego występu Polaka, szkoda że nie związało się to ze zwycięstwem drużyny bo wtedy byłby to jeszcze głośniejszy “show up”.