Kontynuujemy nasz cykl, w którym przedstawiamy Wam nowe postacie na ławkach trenerskich NHL w tym sezonie. Po trenerze Detroit Red Wings przyglądamy się nowemu szkoleniowcowi New Jersey Devils, Johnowi Hynes.

John Hynes to podobnie jak Blashill bardzo młody szkoleniowiec. Hynes ma na swoim koncie 40. wiosen, ale od 2010 roku z powodzeniem prowadził już afiliację Pittsburgh Penguins w AHL – Wilkes-Barre/Scranton Penguins. Wielkiej hokejowej kariery zawodniczej Amerykanin nie zrobił. Grywał w kilku drużynach uniwersyteckich, ale błyskawicznie przeniósł się na ich ławkę trenerską. Hynes spore sukcesy odnosił z reprezentacją Stanów Zjednoczonych do lat 18. Zdobył z nią trzy medale mistrzostw świata – po jednym z każdego kruszcu.

Gdy Ray Shero został menadżerem New Jersey Devils i rozpoczął poszukiwania nowego szkoleniowca dla swojej drużyny, jasnym było, że jednym z głównych faworytów do objęcia tego stanowiska będzie właśnie Hynes. Dlaczego? Bowiem amerykański trener to poniekąd odkrycie samego Shero, jeszcze za czasów pracy w Pittsburgh Penguins. To właśnie on zatrudnił go w 2009 roku wpierw jako asystenta trenera w Wilkes-Barre, a rok później mianował go głównym dowodzącym po odejściu z zespołu innego świetnego trenera Todda Richardsa, który ostatnio stracił pracę w Columbus Blue Jackets.

Tym samym Hynes stał się aktualnie najmłodszym trenerem w NHL. Gdyby Jaromir Jagr nadal grał w New Jersey Devils  musiałby słuchać rad o trzy lata od siebie młodszego trenera. Sytuacja raczej rzadko spotykana w świecie zawodowego hokeja.

Hynes jednak w NHL mógł się pojawić jeszcze wcześniej. Wiele osób widziało go jako naturalnego następce Dana Bylsmy w Pittsburghu. W AHL bowiem wykręcał on świetne wyniki pomimo mocno przeciętnego składu. Potrafił wyciągnąć z zawodników wszystko co w nich najlepsze i poprowadzić do niespodziewanych zwycięstw. Drużyna każdego roku jego pracy kwalifikowała się do play-offów i dwukrotnie grała w finałach konferencji. Wówczas jednak Jim Rutherford, aktualny menadżer Penguins zdecydował się postawić na postać Mike’a Johnstona, a z Hynesem przedłużył kontrakt jako trenera „Baby Penguins”. Było to poniekąd zamknięcie furtki do poprowadzenia drużyny z Miasta Stali przez Hynesa w NHL i okazja dla innych klubów na podebranie utalentowanego młodego trenera.

Okazja pracy w NHL dla Hynesa pojawiła się równo rok po tym jak nie wybrano go na trenera Pittsburgh Penguins. Wejście Johna do NHL nie należało jednak do najprzyjemniejszych. Pierwsze cztery spotkania to porażki, ale pierwsze zwycięstwo musiało smakować wyśmienicie bowiem zostało ono odniesione nad niemal sąsiednim klubem New York Rangers. Od tego czasu Diabły radzą sobie coraz lepiej. Pomimo niezbyt imponującego składu starają się one trzymać kontakt z czołówką piekielnie mocnej Dywizji Metropolitarnej. Aktualnie zespół dowodzony przez Hynesa zajmuje w niej piątą lokatę.

New Jersey to zespół w przebudowie, ale już teraz widać jak wielki potencjał trenerski drzemie w Hynesie. W miarę upływu czasu Diabły będą stawały się coraz silniejsze, a on sam nabierze niezbędnego doświadczenia i kto wie czy w niedalekiej przyszłości New Jersey nie powróci do dobrej gry sprzed kilku lat.