Patrząc na wyczyny zeszłorocznej drużyny Flames, nie sposób było im nie kibicować. Drużyna w bardzo wczesnym stadium budowy. Mimo przeciwności takich jak kontuzja wykluczająca ich kapitana do końca sezonu, mimo tego że nikt nie spodziewał się by weszli do fazy playoff, szczególnie z tak trudnej dywizji jakim jest grupka zespołów z nad Pacyfiku, nie tylko weszli, ale nawet dobrnęli do drugiej rundy. Wszystko dzięki „ciężkiej pracy” lub ogólnie rozpowszechnianego przez prezydenta Briana Burke’a pojęcia „Truculence”. Czy nagle drużyna, która niewątpliwie wzmocniła się przed sezonem, utraciła sens walki o każdy krążek, straciła ducha walki? Czy może tegoroczne „osiągnięcia” są spowodowane czymś bardziej wymiernym, co można już było zaobserwować rok temu?

Spójrzmy na wyniki Flames z sezonu 2014/2015. Po bardzo udanej kampanii, kończą rok z rekordem 45-30-7 i 97. punktami co dało trzecie miejsce w Pacific Division, wyrzucając tym samym obrońców tytułu z Los Angeles z postseason. Wyśmienity wynik jak na drużynę, która w poprzednim roku miała czwarty wybór w drafcie. Ogólna poprawa o 20 punktów w tabeli na koniec sezonu.

Również w tamtym roku Calgary prowadziło w lidze w ilości udanych powrotów kiedy przegrywali po dwóch tercjach. Mogło to być spowodowane faktem, że wszystko co dotknęli, zamieniało się w złoto. W statystyce zwanej On-Ice Shooting Percentage, czyli procentowej ilości strzałów zamienionych na gole, byli drudzy w lidze z wynikiem 10,5%. Czyli mimo faktu, że strzelali na bramkę mniej niż przeciwnicy (co pokażę niżej), udawało im się dużą część sytuacji zamieniać na bramki. Ze statystycznych analiz wynika, że taka tendencja rzadko kiedy utrzymuje się przez dłuższą część czasu, kiedyś musi wrócić do średniej. Jak do tej pory po 10 meczach tego sezonu, w tej samej kategorii mają wynik 6% co daje marne 25. miejsce w NHL.

Przyjrzyjmy się jak Calgary Flames radzili sobie z prowadzeniem gry w zeszłym sezonie (ogólnie pojęte posiadanie krążka):

Calgary 14-15 Corsi

Krótkie objaśnienie. Na osi poziomej drużyny umiejscowione są względem odsetku ofensywnych i defensywnych wznowień danego zespołu. Im drużyna jest wychylona bardziej na prawo tym lepiej (więcej wznowień w tercji ataku -> wymuszanie na drużynie przeciwnej gry w obronie)

Oś pionowa wskazuje odsetek wszystkich prób (strzałów celnych + niecelnych + zablokowanych) swojej drużyny względem prób przeciwnika czyli Corsi%. W praktyce Corsi oznacza posiadanie krążka i produkcję ofensywy. Im wyżej na wykresie tym lepiej.

Kolor oznacza tzw. czynnik szczęścia czyli PDO. Jest to współczynnik obliczany jako procentowa ilości strzałów zamienionych na gole (On-Ice Sh%) + procent obronionych strzałów przez bramkarza (Sv%). Zakłada się, że jeżeli drużyna strzela na poziomie 8% i bramkarz broni 92% strzałów, to jest to drużyna o zbalansowanym „szczęściu” i ma PDO=100 co oznacza na wykresie kolor biały. Gdy drużyna strzela na wysokim poziomie i bramkarz gra na troszkę lepszej skuteczności, wtedy PDO podskakuje troszkę wyżej.  Ogólnie, jeżeli zespół przez dłuższy czas gra na zwiększonym PDO, można się spodziewać że taki wynik spadnie do ligowej średniej i to samo w drugą stronę (tak samo jak On-Ice Sh%).

Jak możemy zobaczyć na wykresie, w sezonie 14/15 Calgary było wśród niezbyt elitarnego towarzystwa. Buffalo było historycznie tragiczne (z własnej woli, chcieli mieć jak najlepsze miejsce w drafcie), co wyraźnie widać, odstając ewidentnie od konkurencji. Trochę bliżej drużyny z Alberty było Toronto, Colorado i New Jersey. Wszystkie te drużyny skończyły w trzeciej dziesiątce klasyfikacji punktowej tego roku. Mimo faktu, że Flames kiepsko radzili sobie z posiadaniem krążka i mieli w większości meczów mniejszą ilość strzałów niż przeciwnicy, to dzięki temu że ich PDO było bardzo wysokie, gromadzili stosunkowo dużą liczbę punktów.

Popatrzmy teraz na skuteczność bramkarzy w zeszłym roku w porównaniu z obecnym (uwzględniłem tylko zachód i bramkarzy którzy zagrali ponad 1500 minut(14/15), inaczej nic nie byłoby widać. Tabela według procentu obronionych strzałów dopasowanych i niedopasowanych):

Calgary 14-15 Goalies

Ogólna zasada tego wykresu. Im bliżej prawego górnego rogu, tym lepiej.

Kolor oznacza nakład pracy danego bramkarza. Im bardziej niebieski odcień, tym więcej strzałów widział dany goaltender.

Widzimy, że zarówno Jonas Hiller jak i Karri Ramo byli w środku stawki. Szwajcar bronił blisko 92% strzałów co możemy uznać na wynik blisko przeciętnej (nie był powodem, dla którego jego drużyna miałaby przegrywać).

Spójrzmy na tegoroczne zestawienie:

Calgary 15-16 Goalies

Niestety z takim duetem w bramce, nawet najlepsza drużyna w utrzymywaniu gry w tercji przeciwnika, z dużym posiadaniem krążka nie byłaby w stanie konkurować nawet o wildcard, niezależnie od konferencji. Tegoroczny goaltending Calgary jest gorszy, niż popisy bramkarskie z przed roku odwiecznego rywala z Alberty przedstawione w postawi Bena Scrivensa z Edmonton. A to sztuka ciężka do pobicia.

A skoro już jesteśmy przy Corsi% i tych podobnych liczbach, zobaczmy jak w tym roku Flames radzą sobie z generowaniem ofensywy:

Calgary 15-16 Corsi

Niestety widzimy, że niewiele się zmieniło w stylu gry Calgary na przestrzeni ostatnich lat. Jednak widzimy dużą zmianę w kolorystyce symbolu Flames. To skutek już wcześniej wymienionych czynników. Spadek On-Ice Sh% do 6% i fatalna postawa bramkarzy powoduje, że drużyna, nie dość że gra tak samo źle jak rok temu sugerowały zaawansowane statystyki, to jeszcze stała się najmniej „szczęśliwą” drużyną ligi. To absolutnie zabójcza kombinacja, z której trudno będzie się udźwignąć, bez zdecydowanie lepszej gry, szczególnie bramkarzy.

Co do występu indywidualnych zawodników. Cały czas kibice Flames czekają na powrót TJ Brodiego po kontuzji. Na pewno mógłby on ustabilizować, choćby trochę, sytuację w obronie. Tajemnicą pozostaje szokująco zła gra nowego nabytku z Bostonu, Dougiego Hamiltona. Trudno powiedzieć czy jest to spowodowane zmianą klubu a co za tym idzie innym stylem życia, może nie zdążył się jeszcze oswoić z nowymi realiami. A może fakt, że przeniósł się z bardzo dobrej, ułożonej strukturalnie drużyny, mającej jednego z najlepszych centrów w postaci Patrice Bergerona i jednego z najlepszych obrońców (wciąż), z którym najczęściej grał w jednej parzę, Zdeno Charą, do drużyny, która cały czas gra bardzo chaotyczny, nieuporządkowany hokej. Trudno powiedzieć, ale front office musi wierzyć, że młody Kanadyjczyk udźwignie ich oczekiwania, inaczej będą musieli się tłumaczyć z tak przeprowadzonej wymiany (cały czas uważam, że była to fatalna wymiana ze strony Bruins i że Hamilton odnajdzie w końcu swoją grę).

 

Wszystkie informacje statystyczne i tabele pochodzą z serwisu War-on-Ice.com