W historii NHL trafiamy obecnie na nazwiska dziewięciu graczy, którzy wystąpili w swojej karierze choć w dwóch meczach fazy playoff i mogą się pochwalić średnią co najmniej 1,5 zdobytego punktu na spotkanie. Jedynym, który może pochwalić się osiągnięciem zbliżonym do 3 punktów na jeden mecz, jest Newsy Lalonde, legendarny środkowy Canadiens, który występował w tym klubie w drugiej dekadzie XX wieku. Wspaniały duet z lat 80. i 90. minionego stulecia, Wayne Gretzky i Mario Lemieux, zajmuje dwa kolejne miejsca, a za ich plecami jest napastnik Bruins Barry Pederson. Listę zamyka piątka zawodników, którzy mogą się pochwalić zdobyczą na poziomie dokładnie 1,5 punktu. Są wśród nich obecnie prawoskrzydłowy Strażników Steven Rice, dwóch wciąż walczących w tegorocznych playoff skrzydłowych David Pastrnak i Taylor Hall oraz dwójka hokeistów z zamierzchłej już przeszłości NHL. Choć obaj w fazie playoff NHL mają na koncie tylko po dwa spotkania, to jednak warto przypomnieć ich sylwetki.
Starszym z naszych dzisiejszych bohaterów jest Samuell Russell Crawford. Popularny „Rusty”, pochodzący z Cardinal w Ontario lewoskrzydłowy, do dzisiaj uważany jest za jedną z największych gwiazd hokeja na lodzie w dwóch pierwszych dekadach dwudziestego stulecia. Juniorskie sukcesy odnosił z ekipą z Vernon na przedmieściach Ottawy, zdobywając z drużyną m.in. Shaver Cup. Karierę seniorską rozpoczął w Verdun w Quebeku, by niebawem zdecydować się na zmianę otoczenia i wyjazd do Prince Albert w Saskatchewan. Tam przez dwa kolejne lata występował w klubach miejscowej ligi. Pierwszy sezon rozegrał w Prince Albert Mintos, drużynie istniejącej pod tą nazwą do dzisiaj, ale obecnie zajmującą się szkoleniem najmłodszych adeptów hokeja. Wówczas zespół skupiał jednak graczy starszych, uchodząc wręcz za klub profesjonalny, zapewniający swoim zawodnikom wynagrodzenie za grę. Tym samym, Mintos nie mogli w tamtych latach spróbować swoich sił w rywalizacji z amatorami o Allan Cup i starali się włączyć do batalii o Puchar Stanleya.
Naprzeciwko ekipy z Prince Albert, w składzie której brylował w rozgrywkach Saskatchewan Professional Hockey League „Rusty” Crawford, zdobywając w siedmiu meczach aż 26 goli, stanęli jednak zwycięzcy rywalizacji w New Ontario Hockey League, drużyna z Port Arthur. Przeciwnicy okazali się lepsi w dwóch kolejnych starciach i to oni ruszyli na wschód, by w połowie marca 1911 roku zagrać mecz o najcenniejsze trofeum. W The Arena w Ottawie gospodarze nie pozostawili im jednak żadnych złudzeń, gromiąc 13:4. Crawford mógł o meczu o Puchar Stanleya czytać jedynie w prasie, zdecydował się w kolejnym roku swojej szansy na sukces poszukać w innym miejscu. Przeniósł się do Saskatoon, gdzie przez rok grał w ekipie Hoo-Hoos, ale z podobnym skutkiem jak kilkanaście miesięcy wcześniej w Prince Albert.
Swoimi hokejowymi popisami w Saskatchewan przyciągnął jednak uwagę szefostwa Quebec Bulldogs, obrońców Pucharu Stanleya z 1912 roku, grających właśnie trzeci sezon w National Hockey Association. Pierwszy sezon Crawforda w Quebec City nie był dla niego indywidualnie najbardziej udany – zdobył tylko 4 gole w 19 ligowych meczach, nie punktując choćby raz w jedynym meczu u Puchar Stanleya, który wówczas rozegrał. Przeciwko ekipie z Sydney szalał niesamowity Joe Malone (ale tylko w pierwszym starciu, w drugim bowiem pozostał poza składem, podobnie jak Rusty Crawford). W kolejnych sezonach rola Crawforda w drużynie Bulldogs wzrosła jednak znacząco, a on sam stał się jednym z liderów drużyny. Nie przekładało się to jednak na kolejne sukcesy zespołowe.
Gdy w 1917 roku NHA przestała istnieć i nastąpiło powołanie NHL, Quebec Bulldogs, choć brali udział w tworzeniu nowej organizacji, nie zdecydowali się na start w rozgrywkach, a ich dotychczasowi gracze zostali przejęci przez inne zespoły. Po Crawforda sięgnęli Ottawa Senators, którzy jednak po kilku tygodniach wypożyczyli go do Toronto Arenas, po tym jak sięgnęli po Franka Neighbora i nie mogli utrzymać jednego z innych kontraktów. To wówczas lewoskrzydłowy zagrał swoje jedyne dwa mecze w playoffach NHL, dwukrotnie pokonując bramkarza Canadiens samego Georgesa Vezinę w drugim ze spotkań, dokładając asystę przy golu Rega Noble’a. W decydującej o Pucharze Stanleya pięciomeczowej serii Arenas pokonali 3:2 mistrzów Pacific Coast Hockey Association, ekipę Vancouver Millionaires. Crawford mógł się cieszyć z drugiego w swojej karierze trofeum, ale niespecjalnie dołożył się do tego sukcesu. Zabrakło dla niego miejsca w większości spotkań, które rozgrywano na zmianę według zasad obowiązujących w NHL lub PCHA (różnice dotyczyły głównie liczby graczy na lodzie – w PCHA grało się w siedmiu, z roverem w składzie – oraz kwestii podań do przodu, które nie były jeszcze wówczas dopuszczone w NHL, a od kilku lat grało się tak na zachodnim wybrzeżu).
Przed rozpoczęciem sezonu 1918/19 Crawford podpisał nową umowę z Arenas, którą jednak zakwestionowali Senatorowie, stwierdzając, że lewoskrzydłowego jedynie wypożyczyli do Toronto. Wskutek arbitrażu z udziałem prezydenta NHL Franka Caldera ustalono, że gracz może pozostać w ekipie Arenas pod warunkiem, że ci zgodzą się na oddanie do Ottawy wybranego przez nich zawodnika. Tak też się stało, Crawford pozostał w Toronto, ale już w następnym roku zdecydował się na powrót do Saskatoon, gdzie kontynuował grę w lidze amatorskiej, by po roku z ekipą Crescents dołączyć do nowo tworzonej Western Canada Hockey League. Nim minęło kolejnych kilkanaście miesięcy zmienił ponownie klubowe barwy i na kilka lat związał się z Calgary Tigers. W tym czasie towarzyszyła mu opinia jednego z najszybszych graczy i jednego z najlepszych napastników tamtego okresu. W 1924 roku sięgnął z drużyną po mistrzostwo ligi i zagrał w decydującym o Pucharze Stanleya dwumeczu z Canadiens. Naszpikowana gwiazdami ekipa z Montrealu (m.in. Vezina, bracia Cleghornowie, Coutu, Boucher, Morenz, Malone) nie dała szans Tygrysom, pokonując ich w obu rozegranych meczach.
W kolejnych latach Crawford kontynuował grę m.in. w Minneapolis Millers, ale ciągnęła się za nim historia z 1926 roku, gdy stanął przed sądem w Vancouver. Grał w tym czasie w miejscowej ekipie Maroons, a wymiar sprawiedliwości zainteresował się nim po tym, jak został oskarżony o kradzież 550 dolarów w trakcie imprezy, w której uczestniczył. Został uznany winnym zarzucanego mu czynu, choć obronie Crawforda udało się w części przekonać sąd, że zawodnik jedynie zatrzymał pieniądze, by je zabezpieczyć przed ewentualną kradzieżą. Skrzydłowy otrzymał wyrok w zawieszeniu i mógł kontynuować karierę hokejową, choć dla świętego spokoju zdecydował się opuścić Kolumbię Brytyjską i przenieść do Minnesoty po drugiej stronie granicy. Karierę kończył jako 45-latek, potem jeszcze przez rok pracując w roli trenera doskonale mu znanej ekipy z Prince Albert, by w końcu kupić farmę w Spruce Home, na której pracował do swoich 75 urodzin. Zmarł jedenaście lat później.
Gdy Crawford trafił na rok jako szkoleniowiec do zespołu Mintos, Prince Albert po trzech latach gry opuszczał właśnie Don Deacon. Grający również na lewym skrzydle niewysoki zawodnik, zdecydował się, by spróbować swoich sił w NHL, ale aby do tego doszło, musiał przebijać się przez niższe ligi seniorskie, grając m.in. w Detroit Olympics i Pittsburgh Hornets. Grając m.in. z Mudem Bruneteau, Hapem Emmsem, Carlem Liscombe’em czy Wallym Kilreą, był strzeleckim liderem w ekipie Szerszeni, doczekując się w końcu swojej szansy w drużynie Detroit Red Wings. W sezonie 1938/39 zanotował 4 punkty w 8 meczach, ale nie załapał się na występ w serii przeciwko Canadiens w pierwszej rundzie. Stało się tak dopiero w rywalizacji półfinałowej przeciwko Toronto Maple Leafs.
W pierwszy spotkaniu zabrakło jednak dla niego miejsca, dopiero w drugim starciu legendarny Jack Adams postanowił uzupełnić kadrę i włączył do niej Dona Deacona jako dwunastego napastnika. Ten odwdzięczył mu się niemal natychmiast. Po sześciu minutach Czerwone Skrzydła objęły prowadzenie po golu Charlie’ego Conachera, któremu asystował właśnie Deacon. Sam skrzydłowy wyprowadził zespół z Detroit na prowadzenia 2:1 w piętnastej minucie pierwszej tercji, wykorzystując podanie Conachera. O losach awansu miało więc zdecydować trzecie starcie. W drugiej tercji Deacon zdobył swojego drugiego gola w tej serii, doprowadzając do wyrównania 2:2 w meczu. O losach spotkania i awansu do finałowej batalii o Puchar Stanleya zadecydował jednak gol w dogrywce Gordie’ego Drillona.
Pomimo dobrej postawy w fazie playoff 1939 roku Jack Adams nie był przekonany do tego, by powierzyć Deaconowi znaczniejszą rolę w drużynie. Skrzydłowy zagrał jeszcze kilkanaście spotkań w kolejnym sezonie w barwach Red Wings, by jednak na tym zakończyć swoją przygodę w NHL. Stał się solidnym strzelcem na poziomie niższych lig seniorskich (AHL i jej poprzedniczki I-AHL), występując w barwach Cleveland Barons. W drugiej połowie 1942 roku zdecydował się wstąpić do armii kanadyjskiej, zaciągając się do lotnictwa i rozpoczynając służbę w bazie w Calgary. Razem z kilkunastoma innymi hokeistami występował w drużynie Currie Army. Na lodowisku obok niego grali m.in. Tommy Anderson, były wieloletni zawodnik i kapitan New York (Brooklyn) Americans, a także świetny strzelec, późniejsza gwiazda Chicago Black Hawks i New York Rangers, Alex Kaleta. Lotnicy z Calgary rywalizowali z przedstawicielami innych formacji wojskowych, także eks-graczami zawodowymi, w rozgrywkach amatorskiego Allan Cup. Nie zdołali jednak dotrzeć do finału.
Latem 1943 roku Don Deacon otrzymał przepustkę i zgodę na kilkunastodniowy urlop. Zdecydował się wyjechać do Vancouver, gdzie mieszkali jego znajomi. W trakcie imprezy 31-letni wówczas gracz wypadł przez balkon i zginął na miejscu. Próżno szukać jego nazwisk na pierwszych stronach hokejowych kronik, ale jeśli pozwoli się działać statystykom, ci na pewno znajdą go w swoich zestawieniach. Nie zawsze bowiem trzeba być Gretzkym czy Lemieux, by hokejowy świat wspomniał o Tobie czasami.
