Piekło zamarzło, a w Buffalo wreszcie zapłonęło światło. Po 15 koszmarnych latach, podczas których ten klub był pośmiewiskiem całej ligi, synonimem sportowej depresji i miejscem, gdzie kariery obiecujących graczy umierały w męczarniach, Sabres wreszcie zrzucili z pleców gigantycznego goryla. Awansowali do play-offów, przeszli pierwszą rundę wykopując z zabawy Bruins i polegli dopiero w siódmym, dramatycznym meczu z Canadiens po dogrywce. Miasto, które przez dekadę z okładem zapomniało, jak smakuje hokej na wiosnę, nagle obudziło się z potężnym kacem po cudownej imprezie. Tylko co teraz? Zespół stanął w dość dziwnym rozkroku, a my, patrząc na to z boku, mamy więcej pytań niż odpowiedzi.

Z jednej strony czuć świeżą krew i gigantyczny potencjał młodej gwardii, która wreszcie uwierzyła, że potrafi wygrywać. Z drugiej strony, latem zarząd podjął niezwykle ryzykowne decyzje. Oddali Alexa Tucha do Capitals, a Bowena Byrama wysłali do Blackhawks, wierząc ślepo, że nowi, młodsi gracze z miejsca zasypią tę lukę własnym talentem. Stracili w ten sposób ponad sto punktów pewnej produkcji ofensywnej. To trochę naiwne myślenie, zwłaszcza w tak brutalnej i wyrównanej dywizji atlantyckiej, gdzie każdy błąd kosztuje podwójnie. Sabres muszą udowodnić, że nie są ligową anomalią, a pełnoprawnym graczem w walce o mistrzostwo. Inaczej ten krótki, piękny sen o potędze znów zmieni się w dobrze im znany, hokejowy koszmar.

Twój wirtualny Skarb Fana! Każdego dnia na naszym portalu znajdziesz ekscytujące zapowiedzi dotyczące poszczególnych drużyn. Przeprowadzimy Cię przez wszystkie 32 zespoły najlepszej hokejowej ligi świata, odkrywając ich bieżące wyzwania i to, co przyniesie nadchodzący sezon.

Za nami już: Rangers. Oilers, Canadiens, Golden Knigts, Devils, Sharks, Islanders, Flames, Kraken, Senators, Ducks. Przeanalizowaliśmy także Buffalo Sabres!

Bilans w sezonie 25/26: 50-23-9, 109 punktów, 1. miejsce w Atlantic, porażka w drugiej rundzie play-off z Montreal Canadiens 3-4

Przybyli: Olen Zellweger (wymiana z Ducks), Louis Crevier (wymiana z Blackhawks), David Kampf (wymiana z Capitals), Conor Sheary (wolny rynek)

Odeszli: Bowen Byram, Jordan Greenway (wymiana z Blackhawks), Alex Tuch (wymiana z Capitals), Devon Levi (wymiana z Oilers), Michael Kesselring (wymiana z Sharks), Anton Wahlberg (wymiana z Ducks), David Kampf (wolny rynek)

Bluzy:

Hala i lodowisko:

Najważniejszy zawodnik bez podziału na pozycje:

Tage Thompson

Prawdziwym sercem ofensywy tego zespołu był, jest i będzie Tage Thompson. Ten facet to fizyczna anomalia, wielki jak szafa gdańska, a przy tym dysponujący techniką i refleksem, których pozazdrościłby mu niejeden niski wirtuoz krążka. Stał się dopiero piątym graczem w historii Sabres, który trzykrotnie złamał barierę 40 goli w sezonie, dołączając do absolutnych legend, takich jak Rick Martin czy Pat LaFontaine. Jego strzał to dosłownie broń masowego rażenia. W zeszłym sezonie oddał grubo ponad 40 rzutów z prędkością przekraczającą 90 mil na godzinę, z czego aż cztery zmieścił w zaledwie 14 sekundach podczas jednego, szalonego ataku w meczu z Washington. Bramkarze rywali nie mają nawet czasu mrugnąć, gdy on złoży się do uderzenia i weźmie zamach. Thompson generuje obłędną liczbę celnych prób ze środkowej strefy lodu, a jego bezwzględna skuteczność w kluczowych sektorach ofensywnych wpycha go do absolutnej elity ligi. Problemem są jednak jego ewidentne braki w grze bez krążka. Gdy Thompson przebywa na lodzie, Buffalo traci z tyłu stanowczo za dużo, a jego indywidualne wskaźniki w destrukcji świecą na alarmująco czerwony kolor. Jeśli jednak Sabres mają wygrywać mecze w stylu radosnej, otwartej strzelaniny, to on jest tym szeryfem, który najszybciej pociąga za spust. Bez jego snajperskiego nosa ta ofensywa po prostu traci połowę swojej niszczycielskiej siły rażenia.

Głębia składu:

Obsada bramki: