Prezentujemy kolejne tłumaczenie fenomenalnych tekstów, które ukazują się na The Players’ Tribune. Zapraszamy do lektury tekstu napisanego przez Evandera Kane’a, niedługo po tym jak zmienił barwy klubowe z Buffalo Sabres na San Jose Sharks. Tak, to było już kilka lat temu, ale w perspektywie obecnych wydarzeń (afera hazardowa, bankructwo, konflikt z żoną, pogłoski o tym że inni zawodnicy nie chcą go w szatni Sharks) to bardzo ciekawy tekst, dlatego go przypominamy

Wieczorem 26 lutego dzwoniono do mnie trzy razy.

Jako pierwszy skontaktował się ze mną Jason Botterill, menedżer generalny Buffalo Sabres. Powiedział mi, że będę musiał się przenieść, bo właśnie zostałem Rekinem z San Jose. Następnie dostałem telefon od mojego agenta, który potwierdził, że będę Rekinem.

Trzeci był od Joe Thorntona.

– BĘDZIESZ REKINEEEEEEM!

Słyszeliście kiedyś podekscytowanego Jumbo? To było wspaniałe. Opowiedział mi o współpracy z menedżerem Sharks, Dougiem Wilsonem. O tym, jak przekonywał go, żeby sprowadzić mnie do San Jose. Kiedy usłyszałem, że Joe tak bardzo chciał, żebym grał u jego boku, zacząłem pakować się jeszcze szybciej.

W drodze na lotnisko dostałem jeszcze kilka wiadomości i odebrałem parę telefonów. Pavs, Cooch i Burnzie opowiedzieli mi co nieco na temat drużyny i miasta. Wszyscy mówili same dobre rzeczy na temat kalifornijskiego wybrzeża, szkoleniowców oraz samej organizacji. Każdy zwrócił uwagę na coś innego. Chyba Burnzie opowiedział mi o fanach.

– To najlepsze hokejowe miasto, w jakim kiedykolwiek zagrasz.

Nie chciałem mu wtedy mówić, że wydaje mi się, że kłamie i stara się tylko mnie nakręcić, bo wiecie… San Jose? Naprawdę? Przecież dorastałem w Vancouver, grałem dla Winnipeg i Buffalo. Nie sądziłem, że kalifornijska mieścina może to przebić.

 

No i stało się coś dziwnego. Zaledwie kilka dni później, gdy już rozegrałem w barwach Sharks parę spotkań, wyszedłem na miasto z Timo Meierem. Spacerowaliśmy w pobliżu Santana Row, kibice Rekinów zatrzymali mnie ze czterdzieści razy. Nie żartuję. Opowiadali mi, jak wiele dla nich znaczy ten zespół, jak bolesna była ostatnia porażka w finałach, jak bardzo chcieli, żebym pomógł ich drużynie wrócić na właściwe tory.

Myślałem, że w San Jose nikt mnie nie rozpozna. Tyle że to nie jest po prostu miasto Rekinów – to hokejowe miasto pełne hokejowych świrów, Burnzie miał rację. Najlepszą częścią tego dnia był moment, w którym usiadłem w swoim nowym mieszkaniu na kanapie i uświadomiłem sobie, że ci ludzie mnie tu chcą.

Wspominałem ten dzień jeszcze wiele razy w trakcie sezonu i po jego zakończeniu. To była jedna z pierwszych rzeczy, o której pomyślałem, gdy schodziłem z lodu po naszej ostatniej porażce z Vegas. Co ciekawe, nigdy nie zastanawiałem się, czy to aby nie przypadkiem ostatni raz, kiedy miałem przywdziać barwy Sharks. Byłem pewny jednego – nie chciałem dopuścić do tego, żeby jednak był.

Ta seria z Golden Knights znaczyła dla mnie tak wiele. Mecz numer jeden był straszny. Wypunktowali nas, a ja pozwoliłem, żeby sprawy wymknęły się spod kontroli. Oglądanie drugiego pojedynku z trybun było bolesne. Nie skłamię, gdy powiem, że nigdy nie byłem tak nerwowy podczas meczu – a nawet w nim nie grałem! Wydawało mi się, że trwa tysiąc godzin.

Byłem w innym stanie świadomości, kiedy Cooch zdobył gola na wagę zwycięstwa w drugiej dogrywce. Wtedy tego nie wiedziałem, ale wiem teraz – to mógł być moment, w którym zdecydowałem, że chciałbym już na zawsze zostać w San Jose.

Kilka tygodni później grałem w golfa z Dougiem Wilsonem. Nie musiał mnie przekonywać, wiedziałem, czego chcę. Nie trzeba było czekać długo, nie minął nawet miesiąc, a dostałem telefon od mojego agenta. Doszli do porozumienia, miałem podpisać siedmioletnią umowę. Zrobiłem to jak najszybciej mogłem.

Wciąż jara mnie fakt, że jestem częścią tej społeczności. Ktoś wierzy we mnie. To uczucie jest dla mnie czymś niezastąpionym, najlepszą rzeczą na świecie. Może dlatego, że przez bardzo długi czas wiedziałem, jakie to uczucie być niechcianym.

***

Czuję, że muszę wyjaśnić kilka rzeczy na temat

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Idea Bank: 84195000012006351270730001

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na redakcja@nhlw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj

4 KOMENTARZE

  1. Trochę się wytłumaczył. Co nie zmienia atmosfery, jaką wprowadza w druzynie. Hokej jest specyficzną dyscypliną, gdzie nawet gdy ktoś jest świetny, to nie wychodzi zanadto przed szereg. Bo sukces jednego wynika z prawidłowych umiejętności kogoś innego. I już. Jak chce, żeby było jak w koszykówce, to proszę śmiało.. w kosza niech gra.

     
    • Podwójne standardy. Gdyby to samo zrobił np: McDavid albo Crosby, wszyscy fani dostaliby zbiorowego orgazmu. W tej lidze promuje się kilku gości (pozwalając im niemal na wszystko), a pozostałych odsyła się do szeregu i niech się nie wychylają.
      Nie to, żebym Kane’a bronił w jakikolwiek sposób, bo facet jest problematyczny. Rozumiem natomiast jego chęć wyrażania siebie. Moim zdaniem, nie ma nic złego w tym, że gracz ma ochotę powiedzieć/pokazać co myśli/czuje. Potrzeba więcej gości pokroju PKS-a albo Kuczerowa po ostatnim finale 😉 Ile można słuchać wywiadów w stylu: ,,Noo, staramy się i do przodu, chłopaki dają z siebie wszystko, wrzucamy krążki głęboko w tercję rywala, musimy mocniej powalczyć…”?