Oto kolejne tłumaczenie fenomenalnych tekstów ukazujących się na łamach portalu The Players’ Tribune. Patrik Elias wyznaje miłość do swojego jedynego klubu w NHL, opowiadając o swoich początkach, największych sukcesach i najbardziej pamiętnych chwilach w szatni, którą przez 20 sezonów współdzielił z różnymi osobistościami i pokoleniami hokeistów. „Na zawsze Diabeł” to też historia tego, jak Elias ponownie uczył się chodzić, historia telefonu do niego od „Lou” i wielu innych…

Gdy dorastałem w byłej Czechosłowacji, mieliśmy dostęp do dwóch kanałów telewizyjnych. To był początek lat 80. i Sowieci wciąż byli u władzy. Mieliśmy więc do wyboru albo bajki, albo jakieś nudne programy informacyjne; w dodatku obraz nadawany przez telewizję był jeszcze czarno-biały, także nawet bajki nie były aż tak ciekawe.

Więc co tu robić? Tylko spędzać czas poza domem. To był mój pierwszy krok na drodze z Trebic [rodzinna miejscowość Eliasa – przyp.red.] oraz pierwszy powód, który sprawił, że mam zaszczyt widzieć, jak mój numer zawiśnie pod dachem w ten weekend. Wielkie podziękowania dla radzieckiej telewizji. Dzięki niej spędzałem czas głównie poza domem.

Zimą robiliśmy „łyżwy”, zakładając najbardziej ślizgające się buty i spryskiwaliśmy podeszwę tłuszczem czy czymś innym, a potem szliśmy na oblodzone chodniki. Szczerze mówiąc, nie miałem wtedy pojęcia czym jest NHL. Moim celem była gra w hokej dla drużyny wojskowej spoza naszego miasta. Wtedy musiałeś iść do wojska po ukończeniu 18 lat. Nie miałeś wyjścia. Ale akurat ta akademia wojskowa znajdowała się blisko, mieli lodowisko i niezłą drużynę hokejową, więc taki miałem plan. Jeśli będę na tyle dobry, że wezmą mnie do zespołu, to nie będę musiał pełnić czynnej służby.

Moim idolem był mój brat Radek. Cholera, to był dopiero wariat. Na lodzie wszystko przychodziło mu łatwo. Kiedy ja miałem 10 lat, on miał 15 i już grał dla jednej z lepszych drużyn w kraju. Pewnego wieczora cała rodzina była na lodowisku i oglądała go w akcji, a na zewnątrz była straszna zamieć. Pamiętam, że latałem dookoła lodowiska z innymi młodszymi dzieciakami, gdy nagle zrobiło się bardzo cicho. Przerwa, ale przecież tercja się nie skończyła. To było dziwne. Wtedy usłyszałem moją mamę wołającą o pomoc. Lekarze wybiegli na lód, a ja widziałem dzieciaka leżącego przy bramce, który w ogóle się nie ruszał.
To był mój brat.

Wychodząc sam na sam z bramkarzem został zaatakowany kijem trzymanym oburącz od tyłu i z impetem wpadł w słupek bramki. Dzisiaj szpikulec mocujący bramkę do lodu jest z magnesu i łamie się przy jakimkolwiek nacisku. Jednak to były te stare, solidne szpikulce. Były one wywiercone mocno w lód. Brat wpadł prosto w metalową bramkę, a ta się nie poruszyła. Straszny widok. Położyli go na noszach, zabrali do niewielkiego centrum medycznego znajdującego się przy lodowisku i tam otworzyli mu brzuch. Jego nerka była w opłakanym stanie i brat wymagał pilnej interwencji chirurgicznej w prawdziwym szpitalu. Najbliższy znajdował się 20 minut drogi od lodowiska, jednak zamieć śnieżna była tak silna, że karetka jechała tam 3 godziny. Przez cały ten czas brat miał otwarty brzuch. Wraz z rodziną byliśmy z nim w karetce, uspokajaliśmy go i podtrzymywaliśmy na duchu. To była jedna z najtrudniejszych sytuacji w moim życiu. Tej nocy lekarze uratowali życie mojemu bratu, jednak już nigdy nie zagrał on w hokej.

Od tamtej chwili chciałem być tak dobry jak brat, chciałem grać dla niego i dla rodziny. Nie chodziło o to, żeby dostać się do NHL czy pojechać na Igrzyska Olimpijskie. Chodziło o to, by być tak dobrym jak to możliwe. Nigdy nie marzyłem – mówię poważnie, nawet nie mógłbym wymarzyć sobie tego, jak potoczyły się moje hokejowe losy. Kiedy Devils wybrali mnie w drafcie, miałem 18 lat, ważyłem jakieś 70 kg i praktycznie nie mówiłem po angielsku. Pamiętam, że musiałem stawić się na komisariacie policji w moim mieście i powiedzieć im, że nie mogę odbyć służby wojskowej, ponieważ zostałem wydraftowany do NHL. Wziąłem ze sobą kontrakt gdyby chcieli dowodu, a oni powiedzieli mi: „W porządku, na 4 lata masz spokój, ale jeśli za 4 lata nie będziesz grał w USA to czeka cię wojsko”.

Pamiętam też, gdy krótko przed moim odejściem menadżer mojej drużyny w Czechach powiedział mi na odchodne: „Spójrz na siebie. Ważysz z 70 kilo. Co ty tam będziesz robił? Wrócisz za tydzień i będziesz szukał klubu”.

Tak więc znalazłem się w samolocie do New Jersey, żeby udowodnić mu, jak bardzo się myli. Nie wiedziałem nic o amerykańskiej kulturze. Szczerze mówiąc, nie znałem nawet nikogo w drużynie. Wiedziałem tylko, że zdobyli Puchar Stanleya, poza tym wszyscy zawodnicy wydawali mi się ogromni. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem Kena Daneyko i Scotta Stevensa na przedsezonowym campie, pomyślałem sobie: „Ci goście wyglądają jak… prawdziwi wikingowie”. Byli wprost przeogromni. Jeszcze gdy Dano jechał na Marty’ego Brodeura, zbierając się do slapshota, krzyczał swoim gromkim głosem wikinga:

– Naaaaadchooooodziiii!!!

Myślałem wtedy: „Co tu się wyprawa, gdzie ja jestem?!”.

Nie znałem Lou Lamoriello i to akurat dobrze. Po pierwszym campie Lou powiedział mi, że

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni19 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni50 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni90 zł