Pożegnanie tygodnia: Elo ziom!

Zacznę niejako od końca, czyli od przegranych. Pierwszy tydzień play-offów ustalił nam końcową kolejność ligi na czterech ostatnich miejscach. Przed rozpoczęciem tej fazy wiadomo było, że 10. Stoczniowiec, 9. Zagłębie, a teraz wiemy także, iż 8. Ciarko STS, 7. Tauron Podhale. Z Gdańska właśnie napłynęła smutna informacja, że władze GKH S.A. podjęły decyzję o rozwiązaniu drużyny z uwagi na brak wsparcia miasta oraz sytuację gospodarczą wywołaną pandemią. Oznacza to koniec projektu, który miał trwać długie lata, będąc nakierowanym na uzdolnioną młodzież i wychowanków Stoczniowca.

Sanoczanie i nowotarżanie nie zdołali wygrać choćby jednego meczu w play-offach. Zadanie mieli faktycznie trudne, bowiem mierzyli się z dwiema najlepszymi ekipami sezonu zasadniczego. Trochę więcej można było oczekiwać po „Szarotkach”. Mam tu na myśli chociaż jedną wygraną. Niestety, to za duże wymagania wobec teamu Andreja Gusowa. Podhale było blisko realizacji celu, o którym wspomniałem. Trzykrotnie przegrali jedną bramką, w tym raz po dogrywce, a największe baty jakie zebrali to 0:2. Było to w pierwszej odsłonie rywalizacji, która od początku toczyła się w gorącej atmosferze. Gotowało się po każdej stykowej sytuacji.

Start filmu: przepychanki pod bramką Podhala i gol Pasia na 1:0

JKH rozpoczął od gola Dominika Pasia, który urwał się Adrianowi Gajorowi, choć akurat ten zawodnik mocno wziął sobie do serca popełniony błąd i był najlepszym w swojej ekipie w drugim meczu. Strzelił dwie bramki. Pięć minut przed końcem wyrównał na 2:2, napędzając faworyzowanym jastrzębianom sporo strachu.

Start filmu: gol Gajora na 2:2

Był to mecz, w którym Podhale wyszło na prowadzenie już w trzeciej minucie, wykorzystując przewagę i inteligentne przytrzymanie krążka przez Emila Šveca. Autorem gola był oczywiście Gajor. Jego koledzy nie mieli tyle szczęścia, co on. Michal Vachovec nie wykorzystał sam na sam, ale i sam Gajor mógł wypaść lepiej, bo był bliski hat tricka.

Start filmu: gol Gajora na 1:0

Waleczność Górali dała o sobie znać w premierze play-offów w Nowym Targu. Po dwóch tercjach przegrywali 1:3, a w odstępie trzech minut zdobyli dwie bramki. Znów dobrze spisał się Švec, sprytnie przekierowując krążek po strzale Alaksandra Kułakoua w przewadze. Białorusin zaliczył swoje pierwsze punkty w PHL. Skompletował dwie asysty. Do remisu doprowadził Kasper Bryniczka,  o którym zapomnieli rywale. Brawa dla Roberta Mrugały za podanie przez trzech obrońców.

Start filmu: gol Šveca na 2:3 i gol Bryniczki na 3:3

Podhale w trzech spotkaniach jako pierwsze zdobywało gola. W omawianym meczu ta sztuka udała się Siemionowi Babincewowi. Dla Rosjanina było to debiutanckie „oczko” w PHL. W ostatniej odsłonie rywalizacji śląsko-małopolskiej wynik otworzył Bryniczka.

Start filmu: gol Babincewa na 1:0

Gusow zaufał w play-offach Iharowi Brykunowi. Posadził Przemysława Odrobnego na ławce, a Białorusin odpłacał się rodakowi udanymi występami w Jastrzębiu. Na wyjeździe wyłapał 34 i 38 krążków, notując skuteczność obron 94 i 92 procent.

Start filmu: ostrzał bramki Brykuna w drugim meczu

Nowotarski klimat ewidentnie mu nie posłużył, gdyż w trzeciej odsłonie był znacznie poniżej wcześniejszych statystyk, a Gusow zdecydował na kolejny mecz desygnować między słupki Wiedźmina. Odrobny był mocno rozżalony na brak zaufania za strony trenera. Zareagował najlepiej jak można było, czyli pokazał, że w niczym nie ustępuje swojemu koledze. Osiągnął najlepsze liczby. Wygrał z gumą 41 razy, skutecznie broniąc dostępu do sieci w 95 procentach przypadków.

Start filmu: interwencja Odrobnego po strzale Urbanowicza

Ciarko STS wypadło najsłabiej w tych play-offach, ale momentami również próbowało pokazać pazurki. Na pewno na plus jest metamorfoza, jakiej zespół doznał dzień po dniu. Na inaugurację w piwnym mieście 0:5, a 24 godziny później 1:3 i nie o wynik tu chodzi, a stworzenie groźnych sytuacji, postawienie się rywalowi. Szkoda niewykorzystanych okazji, jak na przykład Jakuba Bukowskiego, po której mogło być 2:2. Młody zawodnik miał już położonego Johna Murraya.

Start filmu: okazja Bukowskiego

W premierowej odsłonie w Sanoku podopieczni Marka Ziętary byli najbliżej sukcesu. STS przegrał tylko 2:3,  a gdyby Riku Sihvonen  skorzystał z akcji sam na sam z „Jasiem Murarzem” byłby remis i dogrywka. W końcówce gospodarze rozgrywali podwójną przewagę, ale bramkarz rywali nie pozwolił im wyrównać.

Start filmu: okazja Sihvonena

Fin w tym meczu popisał się dwiema asystami, za to jego rodak Eetu Elo po zakończeniu spotkania miał na koncie już trzy gole strzelone tyszanom. W całej serii zdobył cztery bramki i fakt jest taki, że tylko on umiał pokonywać golkipera GKS-u. Żaden inny członek sanockiej ekipy nie dokonał tej sztuki.

Start filmu: gol Elo na 1:1

Z dobrej strony zaprezentował się Patrik Spěšný, potwierdzając, że jest pewnym punktem drużyny. Momentami jednak wychodziło już zmęczenie Czecha, co powodowało mniejszą koncentrację. Tak właśnie stało się w spotkaniu, w którym sanoczanie byli najbliżej triumfu. Były golkiper KH Energi przetrwał kolejny ostrzał swojego posterunku, po czym nie zdążył zamknąć parkanów po uderzeniu Alexandra Szczechury i goście doprowadzili do remisu 2:2.

Start filmu: seria interwencji Spěšnego i gol A. Szczechury na 2:2

Następnego dnia tyszanie nie pozwolili sobie na podobną nonszalancję, kontrolowali przebieg spotkania, a gospodarze musieli zadowolić się tylko trafieniem Elo w przewadze, czyli golem honorowym, ostatnim w sezonie, w którym powrócili do ekstraklasy. Kampanię 2020/21 w ich wykonaniu na pewno należy oceniać na plus i trzymać kciuki za rozwój wypadków na Podkarpaciu.

Start filmu: gol Elo na 1:3

Półfinaliści tygodnia: wyniki świetne, styl niekoniecznie

Dwa najlepsze zespoły rundy zasadniczej, czyli tyski GKS i JKH GKS Jastrzębie załatwiły sprawę awansu odnosząc komplety zwycięstw. Ani jednej przegranej, czyli tak jak na faworytów play-offów przystało. Nie można jednak powiedzieć, że te zespoły idą jak burza, zmiotły rywali z powierzchni ziemi i tym podobne określenia. Były błędy, nad którymi należy popracować, bo w półfinałach będzie znacznie ciężej.

Trudno spodziewać się, żeby tyszanom trafił się jeszcze mecz, taki jak na inaugurację fazy pucharowej. 10 obron wystarczyło, aby Ondřej Raszka zachował czyste konto. Czech z polskim paszportem więcej w tej serii nie zagrał. Zastąpił go Murray, a na ławce w gotowości znajdował się Kamil Lewartowski.

Start filmu: interwencja Raszki

Polski Amerykanin ze swoich obowiązków wywiązywał się bez zarzutu. Na wyróżnienie zasługuje jego postawa w czwartym spotkaniu, gdzie idealnie przytrzymał wynik bezbramkowy, pozwalając kolegom wejść w odpowiednie tryby, co nastąpiło dopiero w środkowej tercji.

Start filmu: dwie interwencje Murraya przy stanie 0:0

Tyszanie często szukali rozwiązań z górnej półki, a tymczasem proste środki przynoszą najlepsze rezultaty. Trzeba również popracować nad skutecznością. Z tym elementem zmagał się mocno Mateusz Gościński. W drugim spotkaniu dwukrotnie nie dał rady wykorzystać błędów sanoczan, podczas gry w osłabieniu, a takie prezenty trzeba wykorzystywać, bo nie tylko poprawiają wynik, ale i osłabiają chęci do gry rywalom.

Start filmu: okazja Gościńskiego w osłabieniu

Gościński zdecydowanie zapracował na tytuł pechowca meczu. Po tych dwóch sytuacjach sam na sam, uderzył w słupek. Trzeba przyznać, że aktywnością wykazał się największą w drużynie, ale zabrakło wykończenia. Gdyby mu się udało, zdobyłby hat-tricka.

Start filmu: strzał Gościńskiego w słupek

W szeregach JKH również nie wszystko pracowało perfekcyjnie, lecz to co wyróżnia tę ekipę to niesamowita wymienność ról. Jeśli tylko, któryś z liderów ma jakiś słabszy okres, momentalnie znajdują się inni wskakujący w jego buty i ciągnący wynik.

„Na urlopie” jest najskuteczniejszy duet rundy zasadniczej. Marek Hovorka, zwycięzca najważniejszych rankingów indywidualnych na razie zadowolił się jedną asystą. Zackary Phillips z jego podania strzelił gola na 32 sekundy przed zakończeniem pierwszej tercji starcia zakończonego dogrywką, po czym w czwartym meczu dopisał do swoich zasług punktowego passa.

Start filmu: gol Phillipsa na 2:1

O największej gwieździe ekipy Róberta Kalábera w tych play-offach będzie w osobnym rozdziale, ale trzeba również wspomnieć o Martinie Kasperlíku, który jest jednym z motorów napędowych jastrzębian. Punktuje regularnie od drugiego meczu, a w ostatnim występie to do niego należało przełamanie prowadzenia „Szarotek”. Czech spokojnie rozejrzał się do kogo zagrać krążek, po czym oceniając, że to jego sytuacja jest najlepsza pokonał Odrobnego. Wykorzystał przy tym fakt gry czterech na czterech, dający odpowiednio dużo miejsca na tafli.

Start filmu: gol Kasperlíka na 1:1

Bohaterem drugiego planu został Kamil Górny, który nie punktował w zaledwie jednym starciu. Był to mecz szczególny dla niego, bowiem 500. raz założył klubową bluzę w oficjalnym spotkaniu. Ten moment przypadł na inaugurację play-offów w Nowym Targu, ale trzy dni wcześniej Górny zdobył gola na 2:1 w meczu, w którym Brykun swoimi dobrymi interwencjami odbierał ochotę do gry gospodarzom. Wychowanek JKH sprowadził Białorusina na ziemię, uderzając między parkany i powodując jego ewidentny błąd.

Start filmu: gol Górnego na 2:1

Jastrzębianie, podobnie jak hokeiści z Tychów, powinni przed fazą półfinałową popracować jeszcze nad skutecznością, aby zminimalizować liczbę pomyłek w sytuacjach dogodnych. Przykładem jest idealny wjazd Mateusza Bryka w tercję rywali w meczu otwarcia, w którym nasz reprezentacyjny defensor zaliczył asystę. Obrońca JKH tańczył między przeciwnikami jak chciał, lecz na końcu zabrakło tej kropki nad „i”.

Start filmu: niewykorzystana okazja Bryka

Na koniec słowo o Patriku Nechvatalu. Czech daje pewność zespołowi, której oczekuje się od bramkarza w play-offach. Stabilny punkt drużyny i jeden z jej bohaterów na etapie ćwierćfinału. W inauguracyjnym boju popisał się shutoutem z 22 obronami. W kolejnych meczach miał już więcej pracy.

Rozczarowanie tygodnia: zero punktów

W końcowej fazie sezonu zasadniczego formacja Comarch Cracovii Darcy Muprhy – David Goodwin – Damian Kapica siała postrach seryjnie zdobywając punkty. W słynnym katowickim pogromie byli odpowiedzialni za sześć z 10 goli. Tymczasem wraz z nastaniem play-offów, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bańka prysła. Ta linia nie zdobyła jeszcze żadnego „oczka”. Najbliżej szczęścia był Kapica, który w drugim spotkaniu położył Antona Svenssona, po czym łupnął ponad bramką.

Start filmu: niewykorzystana okazja Kapicy

W czwartym meczu ostemplował słupek, podobnie jak Murphy dzień wcześniej. Tamto uderzenie Kapicy w obramowanie toruńskiej świątyni było jednym z elementów składowych prawdziwego fatum „Pasów” w pierwszej tercji, kiedy nic im nie wychodziło, a KH Energa prowadziła przez 40 minut 1:0. Chwilę wcześniej Richard Nejezchleb z Alešem Ježkiem zmarnowali sytuację dwa na zero.

Start filmu: niewykorzystana sytuacja dwa na zero i słupek Kapicy

Rudolf Roháček zachowuje spokój, bo jego zespół prowadzi w serii 3-1, a rolę egzekutorów przejęli inni zawodnicy. Wśród nich na pierwszy plan wybija się Emil Oksanen, który od dwóch spotkań jest nie do zatrzymania. Zdobył trzy gole i asystę.

Start filmu: gol Oksanena na 3:1 w trzecim meczu

Debiutanckie trafienie Fina w PHL wpisało się pomiędzy dwie inne akcje zakończone bramkami. Zaczęło się od trafienia „Stalowych Pierników”, które od dwóch spotkań trafiają jako pierwsze. Po wyrównującej bramce Oksanena przyszedł czas na duet Stepan Csamango – Sebastian Brynkus. Cieszy fakt, że młody Polak broni się nie tylko faktem bycia obligatoryjnym młodzieżowcem w składzie, ale okazuje się przydatnym elementem w międzynarodowym podwawelskim towarzystwie.

Start filmu: gol Oksanena na 1:1 i gol Csamango na 2:1

W drugim krakowskim meczu Oksanen znów był odpowiedzialny za doprowadzenie do remisu 1:1. Stało się to dopiero w 51. minucie po wrzutce Taylora Doherty’ego ze skrzydła. Fin zamykał akcję na drugim słupku.

Start filmu: gol Oksanena na 1:1 w czwartym meczu

Najwięcej punktów dla „Pasów” zdobył Erik Němec. W dorobku ma dwa gole i trzy asysty. Efektownie wyglądało jego trafienie na 4:1 w inauguracji play-offów w grodzie Kraka. Czech zdecydował się na dynamiczny wjazd w tercję, po idealnym podaniu w tempo od Taaviego Tiali.

Start filmu: gol Němeca na 4:1

Němec lubi takie dwójkowe rozegrania, co pokazał również w Toruniu, gdzie otworzył bramkowo tę serię ćwierćfinałową. Trafił po szybkiej akcji z Lukem Ferrarą.

Start filmu: gol Němeca na 1:0

Następnego dnia na miano kiksu tygodnia zapracował jego rodak, Nejezchleb. Chciał strzelać, ale nie trafił w gumę, co dało mu tyle, że Svensson nie przewidział tej pomyłki i zareagował padając na lód. W tym momencie Czech naprawił błąd i strzelił na 2:0. Niby kiks, a jednak skończyło się dobrze. Warto wspomnieć, że był to pierwszy występ Nejezchleba w lutym.

Start filmu: gol Nejezchleba na 2:0

Wypowiedź tygodnia: „nawet rolbisty widzieli”

KH Energa włożył sporo… energii w drugi mecz w Krakowie. Torunianie bardzo długo prowadzili, a w końcówce przeżyli prawdziwy koszmar. Krakowianie doprowadzili do remisu, po czym na 48 sekund przed ostatnią syreną sędziowie odesłali na dwie minuty do boksu kar Jegora Rożkowa. Powodem było opóźnianie gry, czyli wybicie krążka poza bandę.

Start filmu: kara dla Rożkowa i gol Kostromitina w dogrywce

Skutek był taki, że w dogrywce Dmitrij Kostromitin strzelił gola po podaniu Oksanena zza bramki. Co prawda, Rożkow był już na tafli, ale nie zdążył dojechać w miejsce toczącej się akcji. Po meczu nerwy puściły Juryjowi Czuchowi, który wylał przez kamerami swój żal do sędziego. Trener „Pierników” mówił, że nawet rolbiści z krakowskiego klubu przyznawali, że guma poleciała ponad pleksi po kontakcie z ramieniem Maksima Ignatowicza. Białoruski szkoleniowiec miał pretensje o brak konsultacji pomiędzy arbitrami. Pytał „co teraz?”, bowiem jego zespól znalazł się o krok od odpadnięcia z play-offów. „Nie szanuje naszej drużyny, Torunia i hokeja” to jego podsumowanie pracy sędziego.

Start filmu: wypowiedź Czucha o pracy arbitra

W tym samym tonie przemawiał Jarosław Dołęga, akcentując fakt, że decyzja nie została skonsultowana pomiędzy panami ubranymi w biało-czarne stroje. Z doświadczonym zawodnikiem należy się zgodzić, bowiem w tak ważnym momencie spotkania, należało zrobić absolutnie wszystko, aby nie skrzywdzić żadnej z drużyn.

Start filmu: wypowiedź Dołęgi o pracy arbitra

Kolejnym nieszczęściem torunian w tym dniu było prawdopodobne wykluczenie Kamila Kalinowskiego z dalszej części play-offów. Kapitan „Stalowych Pierników” pojechał do szpitala z kontuzją barku. To efekt zaznajomienia się z kanadyjskim stylem gry w fazie pucharowej, który zafundował mu pod bandą Jeremy Welsh. Kalinowski długo zbierał się z lodu po tym przybiciu go do pleksi.

Start filmu: atak ciałem Welsha na K. Kalinowskiego

W drugim spotkaniu tej pary „Kalinka” popełnił straszny błąd, który uszedł mu na sucho. Nie zabrał się z krążkiem z własnej tercji. Do gumy dopadł Brynkus, jednak gospodarzy wyratował Svensson, który zatrzymał pod sobą lecący przedmiot. Za chwilę bohaterem został Dienis Pieriewozczikow po tym jak zatrzymał kontrę Eliasa Elomy

Start filmu: niewykorzystana akcja Brynkusa  i udana interwencja Pieriewozczikowa

Fin otworzył dorobek strzelecki torunian w tych pplay-offach. To do niego należało trafienie na 1:1 w jedynym zwycięskim meczu KH Energi. Mądrze w tej akcji zachował się Dienis Sierguszkin, który nie próbował pchać się sam, lecz oddał gumę do Elomy, a ten pokonał rosyjskiego golkipera uderzeniem zza kół bulikowych.

Start filmu: gol Elomy na 1:1

Zwycięski gol w końcówce spotkania zapisany został Michaiłowi Szabanowowi. Największą pracę wykonał jednak Jegor Szkodienko, wypatrując partnera na niebieskiej i posyłając mu długiego passa sprzed własnej bramki. Błąd Kostromitina w kryciu (nie ostatni w tej serii) pozwolił Szabanowowi urwać się i chociaż miał obok Gleba Bondaruka, zdecydował się na samotne zakończenie akcji.

Start filmu: gol Szabanowa na 2:1

Wariactwo tygodnia: cuda dobowego cyklu

Metamorfoza katowickiego GKS-u to największy „dyferencjał formy” wśród uczestników tegorocznego play-offu. Boje z Re-Plastem Unią rozpoczęli od 0:8, poprzedzonego przegraną 1:10 z Cracovią na zakończenie sezonu zasadniczego, po czym dosłownie dzień później rozbili oświęcimian 5:0. Istnieje jednak realna obawa, że ten wynik brzmieć będzie 0:5, gdyż jeszcze dziś wieczorem ma zapaść decyzja o ewentualnym walkowerze na korzyść Unii za przekroczenie przepisu o obowiązkowym udziale młodzieżowców w meczu. Polska Hokej Liga bada, czy ktoś z duetu Mateusz Zieliński – Szymon Mularczyk pojawił się choć raz na tafli.

– Wczorajszy mecz i ten z Cracovią mogę określić jednym słowem… wstyd – tak tłumaczył nam dwa pogromy Bartosz Fraszko. – Ciężko cokolwiek powiedzieć po takich występach. Dzisiaj chcieliśmy pokazać charakter, a przede wszystkim przeprosić kibiców, którzy nie zasłużyli na to, żeby ich GKS przegrywał w taki sposób. Myślę, że w pewien sposób udało nam się zmazać plamę.

To był ostatni dzwonek na pobudkę GieKSy. Na szczęście wykorzystany. Maciej Kruczek otworzył wynik już w czwartej minucie, przekierowując uderzenie Patryka Wajdy spod niebieskiej, co miało miejsce w czasie rozgrywania przewagi.

Start filmu: gol Kruczka na 1:0

W pierwszym meczu tej pary sędziowie nałożyli łącznie 55 minut kar, z czego Filip Starzyński zebrał 27, w tym wykluczenie z gry tego dnia. Nazajutrz zespoły pilnowały się już zdecydowanie bardziej. Ogółem tylko sześć minut, a gospodarze odwiedzili „boks przemyśleń” tylko raz i to za przewinienie techniczne w postaci zbyt dużej liczby graczy na lodzie. To wcale nie oznacza, że było aż tak spokojnie. Zasługi na tym polu mają rozsądnie prowadzący zawody sędziowie, którzy nie rozdawali wykluczeń za wszystko, pamiętając, że pay-offowe rywalizacje swoje prawa mają.

Start filmu: wypowiedź Fraszko o pracy arbitrów

Ciekawie prezentują się losy bramkarzy w tej parze ćwierćfinałowej. Juraj Šimboch rozpoczął od zaledwie 80 procent obron, a następnego dnia miał czyste konto i 30 krążków po swojej stronie. Andriej Parfionow zdecydował, że Słowak dogra do końca ten pierwszy mecz, co oznacza, że zna jego mocną psychikę i wierzył w odbudowę „jedynki” na kolejne starcie.

Start filmu: gol Da Costy na 7:0 po słabej interwencji Šimbocha

Jego vis-a-vis, Clarke Saunders potrzebował zaledwie 19 obron, żeby rozpocząć play-off od shutoutu, za to dzień później wszystko musiał na nowo układać w głowie, gdyż udało mu się zachować skuteczność w zaledwie 87 procentach sytuacji.

Kanadyjczyk szybko zapomniał o nieudanym meczu. Wrócił do wysokiej dyspozycji, a wczoraj pomimo porażki 0:2 pokazał kilkukrotnie najwyższą klasę. Chociażby w sytuacji, gdy momentalnie przemieścił się przy dwójkowym ataku Fraszko z Grzegorzem Pasiutem.

Start filmu: obrona Saundersa po strzale Pasiuta

Najlepiej punktującym zawodnikiem oświęcimian jest Da Costa. Zespół znad Soły strzela gole tylko w spotkaniach o numerach parzystych i w tych występach Francuz z polskim obywatelstwem zapisał sześć „oczek”, z czego cztery w pogromie w Katowicach. To dzięki jego forczekingowi padła pierwsza bramka tej serii. Da Costa mocno przycisnął za bramką Janisa Andersonsa. Łotysz pogubił się, a bohater tego spotkania obsłużył idealnie nieobstawionego Daniła Oriechina.

Start filmu: gol Oriechina na 1:0

Błędy w kryciu rywali były tego dnia prawdziwą zmorą katowiczan. Po takim uchybieniu bramkę na 3:0 strzelił im właśnie Da Costa.

Start filmu: gol Da Costy na 3:0

Francuz na stałe mieszkający już od wielu lat w Polsce odegrał kluczową rolę przy zwycięskim golu w trzecim spotkaniu. Zabrał krążek Filipowi Starzyńskiemu, po czym momentalnie oddał go Oriechinowi,  a Rosjanin wykończył akcję, w ostatniej fazie prezentując jeszcze ciekawy zwód przed Šimbochem.

Start filmu: gol Oriechina na 3:1

Oriechin zrobił sporo dobrego dla Unii w tej serii, która na razie wypada remisowo (2-2), ale wczoraj zawiódł w bardzo ważnym momencie. Przy stanie 0:0 przestrzelił z najbliższej odległości.

Start filmu: niewykorzystana okazja Oriechina

Wcześniej każda z drużyn miała po jednej wybornej okazji. Mateusz Michalski przejechał sam całą taflę, po czym zabrakło mu skuteczności, a chwalony przeze mnie Da Costa pewnie do dzisiaj zastanawia w jaki sposób Šimboch zdążył do krążka po jego uderzeniu podczas gry w osłabieniu.

Start filmu: niewykorzystane okazje Michalskiego i Da Costy

Michalski w drugiej tercji znów zmarnował wyborną okazję. Gregor Koblar upadł, prowadząc gumę, po czym wychowanek Podhala pognał na bramkę Saundersa, ale z akcji sam na sam w osłabieniu GieKSy nic nie wyniknęło.

Start filmu: niewykorzystana okazja Michalskiego

W pierwszym meczu tej serii Michalski dopuścił się zachowania spoza kodeksu hokeisty – rycerza. Wiadomo, że play-offy to dodatkowe emocje, nawet bójki. Ta sprawa jest zrozumiała, ale próba kopnięcia rywala? Nie, to nie przystoi. Łyżwa napastnika GieKSy powędrowała w stronę Gilberta Brulé.

Start filmu: próba kopnięcia Brulé przez Michalskiego

A brązowy medalista olimpijski z Pjongczang miał za sobą w tym spotkaniu piękne uderzenie zakończone golem w przewadze. Działo się to w końcówce drugiej tercji, po której gospodarze zjeżdżali ze stanem 0:4.

Start filmu: gol Brulé na 4:0

Brulé ewidentnie „odpalił” w play-offach, na co czekali w Oświęcimiu wszyscy. Jest widoczny, aktywny, punktuje i pracuje na dorobek kolegów. W trzecim meczu popisał się idealnym podaniem do Eliezera Sherbatova, tuż przed bramkę rywali.

Start filmu: podanie Brulé do Sherbatova

„Sherbi” to kolejny jasny punkt oświęcimian w tych play-offach, a w tamtym spotkaniu skoro nie umiał wykorzystywać zagrań kolegów, zdecydował się sprawę załatwić sam, co przyniosło gola wyrównującego na 1:1.

Start filmu: gol Sherbatova na 1:1

Odkrycie tygodnia: Pan hokeista Fraszko

Zawodnikowi GieKSy należy oddać najwyższe honory za formę jaką udało mu się zbudować na play-offy, a także za skuteczność. Dochodziły słuchy, iż Parfionow zaaplikował w przerwie ligowej tak mocne treningi, że nogi katowiczan odmówiły posłuszeństwa, czego efektem były dwa pogromy pod rząd.

– Te przegrane nie były wynikiem trudnych treningów w przerwie ligowej, jaką mieliśmy w lutym – tłumaczył w rozmowie z PHLwPL Fraszko. – To efekt tego co gdzieś siedziało w naszych głowach. Trudno racjonalnie wytłumaczyć o co chodziło. Fakt jest taki, że drużyna, która straciła najmniej bramek w lidze, w dwóch meczach dostaje 18 goli. Myślę, że dzisiejsze spotkanie pokazało, iż ten krótki, ciemny okres jest już poza nami.

To właśnie w tym meczu Fraszko zaaplikował Unii hat-tricka. Rozpoczął go indywidualnym rajdem od niebieskiej linii swojej tercji, odważnie wjeżdżając pomiędzy trzech rywali.

Start filmu: gol Fraszko na 2:0

Zakończeniem festiwalu snajperskiego była akcja sam na sam z Saundersem. Do takiego obrotu sprawy przyczynił się Martin Przygodzki, popełniając ewidentny błąd przy podaniu.

Start filmu: gol Fraszko na 5:0

Fraszko czuje, że jest w gazie i korzysta z tej formy. To było widać, gdy rywalizacja zawitała do Oświęcimia. Po stracie gola na 1:3, brodacz rodem z Torunia był tym, który doprowadził do ponownego kontaktu. Miał na drugim skrzydle Andrieja Stiepanowa, ale zdecydował się na samotne rozegranie. Stało się to 21 sekund po bramce zdobytej przez Unię.

Start filmu: gol Fraszko na 2:3

Piąte trafienie w tegorocznych play-offach zaliczył wczoraj. Zrobił to w swoim stylu, urywając się obrońcom, którzy mają prawdziwy problem z tym zawodnikiem. Fraszko zaliczył zwycięskie trafienie dla GieKSy.

Start filmu: gol Fraszko na 1:0

Trzecia tercja należała do katowiczan, a co ciekawe w poprzednich 20 minutach zdecydowaną przewagę mieli gospodarze. Po trafieniu na 1:0, bliski podwyższenia był Jesse Rohtla. Pognał na Saundersa bezpośrednio po opuszczeniu boksu kar.

Start filmu: niewykorzystana okazja Rohtli

W tym spotkaniu oba trafienia należały do najlepszego ataku GKS-u tworzonego przez Pasiuta, Stiepanowa i Fraszko. Rosjanin z białoruskim paszportem punktuje nieprzerwanie od trzech spotkań. Na koncie ma dwa gole i tyle samo asyst.

Start filmu: gol Stiepanowa na 1:0 w trzecim meczu

Po pierwszych dwóch meczach z wynikami rozchwianymi w dwie różne strony, gra w tej parze uległa wyrównaniu. To znak, że rywale poznali się jak łyse konie i coraz ciężej jest dominować, którejś z ekip.

– Jedna i druga ekipa zrobiła dużo analiz wideo, a co za tym idzie poznaliśmy się już szczegółowo i wiemy o sobie w zasadzie wszystko – tłumaczył to w rozmowie z PHLwPL Brett McKenzie.

Kanadyjczyk nie potrafił jednak znaleźć odpowiedzi na pytanie, dlaczego Unia przegrała czwarte spotkanie, choć nie prezentowała się gorzej od rywali.

– Zagraliśmy naprawdę dobre pierwsze dwie tercje. Nie wiem jak wytłumaczyć to co stało się w trzeciej, w której pozwoliliśmy rywalom wbić jedną bramkę, a potem musieliśmy zmagać się z czasem i nerwami  – mówił były kolega Alana Łyszczarczyka z Sound Owen Attack i Fort Wayne Komets.

To właśnie w czasach wspólnej gry z reprezentantem naszego kraju w OHL, czołowej juniorskiej lidze kanadyjskiej,  McKenzie miał ostatni kontakt z play-offami. W dorosłym hokeju przeżywa te emocje pierwszy raz.

– W seniorskim hokeju to moje debiutanckie play-offy, ale o fazie pucharowej wiem naprawdę dużo z czasów juniorskiego hokeja – przyznał 23-latek. – Trudno tę część sezonu porównać z rozgrywkami regularnymi. Tutaj każdy wyjazd na lód jest tym najważniejszym, decydującym. Nie ma miejsca na najdrobniejszy błąd. Poza tym jest inna twardość gry. Zdecydowanie więcej walki, w której niekiedy nawet zmuszony jesteś zranić przeciwnika. Prawdziwa wojna, a przegrany zostaje z niczym.

foto: Michał „Kojot” Kolasiński

Formacja tygodnia: tyscy muszkieterowie

Najlepszą linię tych play-offów, jak na razie, tworzą Alexander Szczechura – Michael Cichy – Christian Mroczkowski, choć mocną konkurencją dla nich jest formacja z bratem pierwszego z wymienionych i Jeanem Dupuy, wspomagana Patrykiem Wronką.

Atak Alexandra prowadzi w golach 7:5, ale sami bracia Szczechurowie wypadają remisowo 3:3. Mający znacznie mniej doświadczenia w PHL, Paul otworzył strzeleckie popisy w Polsce już w pierwszym starciu z Ciarko STS-em. Był to również gol numer jeden fazy pucharowej. Uwagę zwraca ostry kąt, z którego zostało oddane uderzenie.

Start filmu: gol P. Szczechury na 1:0

W tym spotkaniu Paul zaaplikował rywalom dwa gole, a w kolejnym jednego, ale w obu przypadkach były to bramki przesadzające o wygranych mistrzów Polski.

Start filmu: zwycięski gol P. Szczechury na 2:0

Dupuy swój najlepszy dzień miał w starciu, które zadecydowało o awansie tyszan do półfinału. Strzelił wtedy dwa gole. Wygląda na to, że Kanadyjczyk jest specjalistą od wykańczania kontrataków. W takich właśnie okolicznościach ustrzelił swój dubel.

Start filmu: gol Dupuy na 1:0

Alexander Szczechura zaskoczył Spěšnego strzałem na 3:0. Czech mógł zareagować lepiej. Zawodnik GKS-u zaskoczył go sprytnym uderzeniem po wygranym buliku.

Start filmu: gol A. Szczechury na 3:0

Każdy z członków zamorskiego kwartetu o polskich korzeniach zdobywał punkty w trzech z czterech meczów serii z Ciarko STS-em.

Zwycięzca tygodnia: specjalista od najważniejszych goli

Postać Romana Ráca prezentowałem szerzej po zdobyciu Pucharu Polski przez JKH. Słowak odegrał w tamtym spotkaniu kluczową rolę, no ale tak się składa, że on ją odgrywa dalej i to w najważniejszej części sezonu. Nie Hovorka, nie Phillips, a właśnie kruczoczarny brodacz z Dubnicy nad Váhom.

Rác strzelił wszystkie trzy gole zwycięskie dla jastrzębian w meczach z Podhalem, w których kończyło się przewagą jednej bramki, po wcześniej utrzymującym się remisie.

W pierwszym starciu po przeprowadzce rywalizacji do Nowego Targu, Słowacki super snajper już drugi raz z rzędu rozstrzygnął o triumfie swojej drużyny, a żeby nie było nudno, zaprezentował nową cieszynkę. Już nie rozłożone ręce, machanie skrzydłami i jazda na jednej nodze, a coś innego, równie fajnego. Co do samego strzału to niesamowity spokój, opanowanie, celność.

Start filmu: gol Ráca na 4:3

Wczoraj przy trafieniu na 2:1 były tylko ręce triumfu w górze, ale to z pewnością nie ostatni jego gol w tych play-offach. Były zawodnik Lotosu PKH Gdańsk podjął odważną decyzję o strzale, nie bacząc na obecność przed sobą dwóch defensorów. Niekonwencjonalność i odwaga sprawiają, że Rác wyróżnia się na tle pozostałych ligowców.

Start filmu: gol Ráca na 2:1

Plus tygodnia: niszowi Rosjanie

W naszej lidze pojawiło się wielu zawodników, mających w CV zapisane występy w KHL, czyli bezsprzecznie najlepszej lidze w tej części świata. Gdy polskie kluby sprowadzają Rosjan bez doświadczenia w tych rozgrywkach często pojawia się pytanie „kto to jest? Po co oni go wzięli?”

Okazuje się, że hokeiści ze wschodu, którzy nie zasmakowali jeszcze wielkich klubów potrafią zaskoczyć i odgrywać kluczowe role w meczach, w których mają naprzeciwko siebie teoretycznie bardziej uznane nazwiska.

Ci, o których chcę wspomnieć to Pieriewozczikow i Pawieł Nowożyłow. Los zetknął ich ze sobą w jednej parze ćwierćfinałowej. Pierwszy broni dostępu do bramki Comarch Cracovii, a drugi stara się go pokonać, co zakończyło się dwukrotnie powodzeniem.

Nowożyłow w trzecim meczu miał sporo szczęścia, gdyż krążek zanim wpadł do bramki „Pasów”, odbił się od łyżwy Ignatowicza. Trzeba pochwalić byłego napastnika uzbeckiego Humo Taszkient za odważną decyzję, tym bardziej, iż miał obok Sierguszkina, gdyż była to akcja dwa na jeden.

Start filmu: gol Nowożyłowa na 1:0 w trzecim meczu

25-latek w kolejnym starciu też był odpowiedzialny za otwarcie wyniku. Tym razem skorzystał ze świetnego podania Dmitrija Kozłowa. Nowożyłow nawinął Kostromitina i do kolejnej odsłony rywalizacji przystępuje z trwającą serią dwóch spotkań z golami.

Start filmu: gol Nowożyłowa na 1:0 w czwartym meczu

Wychowanek słynnego SKA Sankt Petersburg mógł mieć jeszcze większy wpływ na przebieg tego spotkania. Na początku drugiej tercji gumę po jego uderzeniu z najbliższej odległości zatrzymał słupek. Później jeszcze Artiom Ospiow ostemplował poprzeczkę bramki „Pasów”.

Start filmu: strzał Nowożyłowa  w słupek

Pieriewozczikow w żadnym z czterech spotkań nie spadł poniżej 90 procent obron. Dwukrotnie wpuścił dwie bramki, raz zanotował shutout na 32 obronach, a ostatnio zaliczył 36 udanych interwencji, przepuszczając jeden krążek.

W swoim dorobku ma zwycięski pojedynek z rzutu karnego wykonywanego przez Sierguszkina w pierwszej odsłonie rywalizacji, przy stanie 0:0 w meczu.

Start filmu: niewykorzystany rzut karny przez Sierguszkina

Rosjanin wybronił w tym meczu nie tylko to co należało do jego obowiązków, ale również okazywał się zwycięski w sytuacjach kryzysowych. Za taką należy uznać atak Andrieja Czwanczikowa.

Start filmu: niewykorzystana okazja Czwanczikowa

Pieriewozczikow radził sobie nie tylko przy użyciu podręcznikowych elementów ekwipunku służącego do zatrzymywania krążków, czyli parkanów, łapaczki, kija, ale kiedy trzeba było nadstawiał również kasku, tak jak w sytuacji z drugiego meczu, gdy strzelał Elomaa. Faktycznie 28-latek zrobił wtedy wszystko, żeby zachować czyste konto.

Start filmu: obrona kaskiem przez Pieriewozczikowa

Symbolicznie pożegnał się z Toruniem, gdy po tym spotkaniu położył bramkę, pokazując, kto rządził w meczu. Już jutro pojawi się w grodzie Kopernika ponownie i jeśli znów zagra na zero, to „Pasy” z pewnością wjadą do półfinału play-offów.

Start filmu: Pierewozczikow kładzie bramkę


Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł