Ekwipunek tygodnia: dziurawe parkany

Żartobliwie pisząc, półfinałowe zmagania w play-offach zaczęły się od wadliwego sprzętu Ondřeja Raszki. Tak należy stwierdzić, analizując bramki, które wpuszczał w pierwszej odsłonie boju z Comarch Cracovią. Bramkarz GKS-u Tychy w przegranym 2:5 spotkaniu dwukrotnie puścił krążek pomiędzy parkanami.

Po takiej „dziurawej” interwencji „Pasy” wyszły na prowadzenie, którego nie oddały do końca meczu. Martin Dudáš uderzał spod niebieskiej, Raszka odbił gumę, ale dobił ją dobrze ustawiony Jewgienij Sołowjow.

Rosjanin zafundował gospodarzom taką niespodziankę już w 17. sekundzie drugiej tercji, która była wyjątkowo ciężka dla GKS-u. Kilka minut później defensywa gospodarzy zaspała po całości. Luke Ferrara znalazł się z krążkiem w narożniku lodowiska, spojrzał i zaryzykował. Zobaczył, że przed nim dużo wolnego miejsca, co spowodowało decyzję o samodzielnym wjeździe pod bramkę Raszki. Nie atakowany przez rywali zdobył gola na 3:1

Start filmu: gol Sołowjowa na 2:1 i Ferrary na 3:1

– Bramka na 2:1 na początku drugiej tercji była punktem zwrotnym meczu – stwierdził David Goodwin w rozmowie z redakcją PHLwPL. – Od tej chwili grało nam się lżej i udowadnialiśmy posiadaną przewagę.

Wracam jednak, do nieszczęsnych parkanów Raszki. Tak jak przy 1:2, tak i przy 2:4, krążek znów zmieścił się pomiędzy nogami Czecha z polskim paszportem. Nieszczęście tyszan zaczęło się po drugiej stronie tafli. Bartłomiej Jeziorski chciał wstrzelić gumę pod bramkę Dienisa Pieriewozczikowa, ale trafił centralnie w łyżwę Taylora Doherty’ego, co zainicjowało akcję w drugą stronę. Ferrara okazał się lepszy od Michała Kotlorza, gdyż ten nie utrzymał równowagi podjeżdżając do Anglika i w tej sytuacji do boju posłany został Darcy Murphy. Kanadyjczyk na końcu swojego rajdu zwiódł Bartłomieja Pociechę i wiemy już dobrze, w jaki sposób umieścił krążek w siatce.

Start filmu: gol Murphy’ego na 2:4

W obu sytuacjach Raszka mógł oczywiście zareagować lepiej, ale tych nieudanych interwencji nie można zakwalifikować jako zdecydowanie obciążających jego  konto. O tym, że tak właśnie jest najlepiej świadczy decyzja sztabu trenerskiego GKS-u, który postanowił dalej ufać 31-latkowi i desygnować go do gry w kolejnych starciach. To oczywiście sprawia, że jak na razie John Murray ogląda półfinały z boksu i otwiera drzwiczki zawodnikom, zjeżdżającym na zmiany.

Krakowianie zaczęli od mocnego uderzenia, bo za takie należy uznać wygraną 5:2 na wyjeździe, lepiej wykorzystując pozostawanie w rytmie meczowym. Dwa gole zdobył Damian Kapica, kreowany na głównego bohatera tego starcia. To był trzeci z rzędu występ reprezentanta Polski, w którym powiększył dorobek strzelecki.

Zaczął już w trzeciej minucie, gdy wygrał sam na sam z Raszką. To kolejny gol wynikający z jednej strony z błędu tyszan, a z drugiej z dużej determinacji Cracovii, którą było widać od pierwszego gwizdka. Patryk Wronka w środkowej tercji podawał do Paula Szczechury, ale ten niedokładnie przyjął gumę, co pozwoliło Dudášowi przejąć ją na niebieskiej i zagrać do „Kapiego”.

Po pierwszej tercji wydawało się, że mecz będzie miał bardziej wyrównany przebieg, bowiem GKS zdołał odrobić stratę do „Pasów”. Zadbał o to Wronka, ale przy udziale rehabilitującego się za pomyłkę starszego z braci Szczechurów. Panowie wymienili szybkie podania, a dalej pozostało już tylko podziwiać kunszt „Kromki” i tę jego wrodzoną dynamikę. Zrobił to znakomicie. Zdecydowanie największy popis indywidualny tego meczu.

Start filmu: gol Kapicy na 1:0 i Wronki na 1:1

Cracovia nadawała ton wydarzeniom na tafli. Powiększała dorobek w każdej tercji i zawsze trafiała jako pierwsza. Co więcej, robiła to szybko, zyskując przewagę psychiczną nad rywalem: w partii otwarcia gol po trzech minutach, w środkowej po 17 sekundach, w ostatniej po niespełna dwóch minutach. Bramki, które zdobyli tymi akcjami miały niebagatelne znaczenie dla końcowego triumfu: otwarcie wyniku, odzyskanie prowadzenia, a w trzeciej odsłonie powrót do dwóch goli dystansu.

Do pochwały cały zespół Rudolfa Roháčka ze szczególnym wyróżnieniem dwóch formacji, rządzących ofensywą. Mowa o liniach Sołowjow – Jeremy Welsh – Kapica oraz Murphy – Goodwin – Ferrara.

– Wraz z moją formacją mieliśmy naprawdę udaną, mocną końcówkę sezonu zasadniczego – zauważa Goodwin. – W rywalizacji z Toruniem nie udało nam się zrobić w ofensywie, tyle ile byśmy chcieli, tym bardziej cieszymy się, że dziś dwukrotnie trafiliśmy do siatki i pokazaliśmy nasz właściwy poziom.

O polityce transferowej Roháčka można powiedzieć wiele niepochlebnych słów, ale trzeba przyznać, że efekty w postaci dobrej gry zespołu w decydującej fazie rozgrywek są niepodważalne. Zespół grający niemalże bez Polaków, finalnie ukształtowany na przestrzeni dwóch, trzech tygodni. Czech dokonał właściwych wyborów, pozgrywał ze sobą towarzystwo, które zjechał pod Wawel z różnych stron świata i dotarł z nimi do strefy medalowej.

– Faktycznie nasza drużyna w tym kształcie funkcjonuje od niedawna, ja sam jestem tu wciąż świeżym zawodnikiem, choć dołączyłem do zespołu w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, to po tym czasie zjawiło się sporo nowych graczy – tłumaczy Goodwin. – To zrozumiałe, że potrzebowaliśmy czasu, aby się poznać i zgrać. Nie ulega wątpliwości, że coś zaskoczyło pomiędzy nami i stało się to dość szybko, bo już ostatnie dwie kolejki fazy zasadniczej były bardzo dobre w naszym wykonaniu. Myślę, że udało się dlatego, iż jesteśmy mniej więcej na tym samym poziomie, mamy dość duże zrozumienie gry. Połączenie odpowiednich indywidualności po pewnym czasie potrzebnym do zrobienia z nich drużyny daje mieszankę wybuchową.

Sceneria tygodnia: najlepiej za bramką

JKH GKS Jastrzębie półfinały rozpoczął od lekcji poglądowej dla katowiczan oraz innych oglądających materiały wideo z tego meczu, jak grać za bramką rywali. Pierwsze dwa trafienia poprzedzone były kluczowymi momentami właśnie za plecami Juraja Šimbocha.

Radosław Sawicki pokazał na czym polega skuteczny forczeking. Przycisnął Patryka Wajdę, a ten doświadczony obrońca pogubił się niczym junior, co pozwoliło w dość niespodziewany sposób wyjść na 1:0. Dodajmy, że „Wajdzik” później odpracował swój błąd. Strzelił gola kontaktowego oraz zaliczył asystę w akcji, która dała GieKSie dogrywkę.

Start filmu: gol Sawickiego na 1:0

Jeśli komuś mało skuteczności Sawickiego w rejonach tafli, o których piszę, to zachęcam obejrzeć, co zrobił podczas rozgrywania przewagi. W tej akcji jego „ofiarą” został Maciej Kruczek, a Zackary Phillips nie miał prawa zmarnować podania swojego kolegi i zaliczył tym samym trzeci kolejny występ powiększający jego dorobek punktowy.

Start filmu: gol Phillipsa na 2:0

Kanadyjczyka raczej zawsze chwalimy i podziwiamy jego zagrania. Przyszedł czas, aby go zganić. Zaliczył fatalną pomyłkę przy podaniu w tercji ataku, która zainicjowała kontrę w postaci rajdu Grzegorza Pasiuta i gola na 2:2. Znów popisowo wyglądała jego współpraca z Andriejem Stiepanowem. Reprezentant Białorusi obserwował poczynania kolegi sunącego skrzydłem, a sam odpowiadał za środkowy pas tafli. Z jednej strony był przygotowany na ewentualne podanie, ale z drugiej wykonywał inne zadanie, angażując uwagę jastrzębskich defensorów i robiąc miejsce Pasiutowi, poszerzając jego pole gry. Dla 33-letniego napastnika GKS-u był to czwarty mecz z rzędu z punktem, a trzeci z golem, jeśli uznać decydujący o wygranej najazd w konkursie rzutów karnych z Re-Plast Unią Oświęcim.

Start filmu: gol Pasiuta na 2:2

W trzeciej tercji GieKSa przy stanie 2:2 nie wykorzystała być może kluczowej dla siebie okazji. Arkadiusz Kostek przewrócił się na linii niebieskiej strefy ataku. Do krążka dopadł Bartosz Fraszko, który przemierzył dwie trzecie lodowiska, a następnie przegrał pojedynek sam na sam z Patrikiem Nechvátalem.

Chwilę później katowiczanie rozgrywali przewagę, ale nie potrafili wyprowadzić gumy z własnej tercji, co z premedytacją wykorzystał Roman Rác, rozgrywający czwarty mecz z rzędu ze strzeloną bramką (w trzech poprzednich były to trafienia zwycięskie). W kolejnym power playu Fraszko odkupił wcześniejsze winy i potrzebna była dogrywka.

Start filmu: akcja Fraszko sam na sam z Nechvátalem i gol Ráca na 3:2

Bohaterem Jastrzębia został Sawicki. To jego autorstwa było trafienie zdobyte przez triumfatorów Pucharu Polski w dodatkowym czasie gry po uderzeniu Ēriksa Ševčenko. Najlepszy strzelec JKH w sezonie zasadniczym zaliczył trzeci kolejny mecz z punktem. Fazę półfinałów play-off rozpoczął od dwóch goli i asysty.

Metamorfoza tygodnia: kolejny cud 24 godzin

Pamiętacie początek ćwierćfinałowych bojów GKS-u Katowice z Re-Plast Unią? Oświęcimianie wygrali pierwszy mecz 8:0, a nazajutrz przegrali gładko 0:5. PHL cudami stoi. Do takiej konkluzji prowadzi historia wypadków w następnej rundzie fazy pucharowej. W czwartek GKS Tychy jest u siebie tłem dla Cracovii, a w piątek zwycięża 4:2, prowadząc po pierwszej tercji 3:0.

Trzeba przyznać, że tyszanie zaprezentowali bardzo dobrą skuteczność w 20 minutach otwierających mecz. Oddali w tym czasie 17 uderzeń, ale do bólu wykorzystali okazje wysokiego zagrożenia. Widać, że wyciągnęli wnioski z wydarzeń dnia poprzedniego, bowiem w rewanżu otworzyli wynik już po niespełna czterech minutach.

-Wczoraj dostaliśmy nauczkę i wiedzieliśmy, że musimy zaatakować od samego początku – powiedział w rozmowie z PHLwPL Paul Szczechura. – Nie mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby kolejny raz gonić wynik. Trzy gole zdobyte w pierwszej tercji ustawiły nam ten mecz.

Alexander Szczechura wzorowo urwał się Michalowi Gutwaldowi, widzą, że Christian Mroczkowski objeżdża bramkę i zapewne będzie podawał do niego. Nie tylko czeski defensor nie połapał się w tej akcji. To samo dotyczyło Doherty’ego. Dla Alexa był to piąty mecz z rzędu, w którym punktował, a dla Mroczkowskiego czwarty.

Na nagłówki gazet po tym spotkaniu trafił Filip Komorski. Zdobył dwa gole, pierwsze w tegorocznych play-offach. Popisał się efektownym dynamicznym wjazdem i dobrym uderzeniem na 2:0, a w końcówce meczu załadował do pustaka, przypieczętowując wyrównanie stanu serii.

Tak jak dzień wcześniej w Jastrzębiu znakiem charakterystycznym była gra Sawickiego za bramką, tak w piątek w Tychach tym elementem wyróżniającym były objazdy świątyni Pieriewozczkiowa. Przy 1:0 zrobił to Mroczkowski, a przy 3:0 Michael Cichy, a „Mroczek” tym razem zajął się strzelaniem. Super linia tyskiej drużyny miała już dwa gole na swoim koncie. Dla Cichego był to już dziewiąty punkt w tegorocznych play-offach. Jego dorobek był identyczny w porównaniu z Mroczkowskim, który nieprzerwanie od pięciu gier nabija kolejne „oczka”.

Start filmu: trzy akcje bramkowe GKS-u Tychy

Gwoli sprawiedliwości, należy wspomnieć o tym, że nie wszystko wyglądało w tej formacji idealnie. W trzeciej tercji Cichy w akcji dwa na jeden zepsuł uderzenie po całości, a Mroczkowski nie opanował podania od Brycena Martina, co skończyło się natychmiastowym przejęciem krążka przez Luke’a Ferrarę i (o zgrozo!) golem, przy którym guma wpadła do siatki pomiędzy parkanami Raszkami.

Start filmu: gol Ferrary na 1:3

Dokładnie minutę później krakowianie byli już w kontakcie z gospodarzami po trafieniu Sołowjowa. Zaczęło się robić gorąco, co widać było na tafli, gdyż coraz częściej dochodziło do wzajemnych uszczypliwości i fauli. Co ciekawe przy takiej zaostrzonej grze, tyszanom ani razu nie było dane grać w przewadze, co zauważył Komorski w pomeczowej wypowiedzi.

Skargi tygodnia: walczą na lodzie i poza nim

W ćwierćfinale atmosferę dni, w których nie odbywały się mecze podnosił protest Re-Plast Unii, który komentowałem w ubiegłym tygodniu. W półfinałach mamy oficjalną skargę Comarch Cracovii. „Pasy” poszły nieco inną drogą niż oświęcimianie. Biało-niebiescy przyjęli taktykę poinformowania niektórych mediów o swoich obiekcjach regulaminowych, natomiast w oficjalnych kanałach klubowych panowała cisza. „Pasy” opublikowały natomiast treść protestu na stronie internetowej klubu, popierając go stosownym materiałem filmowym. Oczywiście, nie jest to żaden przytyk skierowany w stronę Unii, bowiem w ich wypadku musieliby „wrzucić” zapis całego meczu z GKS-em Katowice. Wskazuję jedynie różnice w sposobie komunikowania o złożonych protestach.

Krakowianie za głównych winowajców uznali sędziów, Przemysława Gabryszaka oraz Tomasza Radzika, którzy w ich opinii nie poradzili sobie z prowadzeniem rewanżowego meczu w Tychach i wypaczyli swoimi decyzjami wynik. Oberwało się także Alexandrowi Szczechurze za faul na Filipie Drzewieckim, po którym napastnik „Pasów” podobno stracił na chwilę przytomność. W materiale wideo wypunktowano osiem sytuacji, w których arbitrzy podjęli błędne decyzje. Oto film przygotowany i opublikowany przez Cracovię:

Dla lepszego rozeznania tematu załączam fragment protestu krakowian opisujący poszczególne zarzuty z zachowaniem oryginalnej pisowni.

Rażące błędy sędziowskie dotyczyły następujących sytuacji meczowych:

I tercja:

min. 19.38.0 – Damian Kapica jest atakowany przez zawodnika GKS Tychy nr  91 (Jeziorski Bartłomiej)  – atak od tyłu kijem trzymanym oburącz

min. 19.28.8 – Atak kolanem zawodnika GKS Tychy Biro Marek nr 20 na zawodniku Damianie Kapicy.

min. 08.04 – Spowodowanie upadku zawodnika Evgeni Solovyov przez zawodnika GKS Tychy Bartłomieja Jeziorskiego

II tercja:

min. 19.03.02 – Zahaczanie zawodnika Jeremy Welsch przez zawodnika GKS Tychy nr 5 Filipa Komorskiego.

min. 18.22.09 – Atak na głowę bez krążka na zawodnika Filipa Drzewieckiego przez zawodnika GKS Tychy nr 8 Alexander Szczechura

min. 00.51,5 – Uderzenie kijem zawodnika Darcy Murphy  przez zawodnika GKS Tychy nr 39 Dupuy Jean

III tercja:

min. 19.27,2 – Zahaczenie zawodnika Evgeni Solovyov przez zawodnika GKS Tychy nr 39 Jean Dupuy

min. 6.53,3 – Atak z tyłu rzucenie na bandę zawodnika Damiana Kapicy przez zawodnika GKS Tychy nr 5 Filipa Komorskiego

Póki co, władze PHL nie wydały żadnej decyzji w sprawie protestu „Pasów”, ale trzeba podkreślić, że ich żądanie nie dotyczyło zmiany wyniku meczu, czyli nie ma wpływu na ewentualny dalszy przebieg rywalizacji. Krakowianie zażądali trzech rzeczy. W tym miejscu cytuję z zachowaniem oryginalnej pisowni odpowiedni fragment protestu:

Cracovia Sportowa Spółka Akcyjna („MKS Cracovia SSA”) składa niniejszym protest przeciwko rażącym błędom sędziowskim w trakcie meczu półfinału fazy play- off pomiędzy drużynami GKS Tychy i Comarch Cracovia  wnosząc jednocześnie o:

1)      odsunięcie sędziów głównych: Przemysława Gabryszak i Tomasza Radzik od sędziowania meczów fazy playoff w sezonie 2020/2021

2)      upublicznienie ocen sędziów wystawionych im przez obserwatora zawodów

3)      ukaranie zawodnika Alexander Szczechura za brutalny faul na Filip Drzewiecki.

Postacie tygodnia: drugoplanowe z Jastrzębia

Dużo spokojniej przebiega rywalizacja w drugiej parze półfinałowej. Nie tylko spokojniej, ale i w jednym jasno określonym kierunku. W piątek drugą wygraną zaliczyli bowiem jastrzębianie, a dziś staną przed pierwszym podejściem postawienia kropki nad „i”. Prowadzą już 3-0 w serii.

Po czym poznać prawdziwą siłę drużyny? Po wyrównanym składzie. Kiedy zawodzą potencjalne gwiazdy i liderzy, w ich buty wchodzą ci mniej eksponowani gracze przez co nie dochodzi do zaburzenia gry, a efektem są kolejne zwycięstwa. Tak to funkcjonuje właśnie u Róberta Kalábera.

W piątek z trafieniem do bramki katowiczan nie kwapił się nikt z głównym strzelb słowackiego trenera. Mało tego, nawet jak pojawiała się sposobność, to okazywało się, że ze skutecznością jest mocno na bakier. Tak było w trzeciej tercji, w akcji Phillipsa sam na sam z Šimbochem po stracie krążka przez Mateusza Michalskiego. Zaraz po tym wydarzeniu Fraszko skradł Nechvátalowi nadzieję na czyste konto. To już siódme trafienie wychowanka toruńskiego klubu w tych play-offach. Fraszko zadał je zaraz po tym jak został bezpardonowo „wsadzony” w bandę. Strzelał bekhendem z ostrego kąta i całkowicie zaskoczył czeskiego golkipera.

Start filmu: pudło Phillipsa i gol Fraszko na 1:2

Jastrzębianie wygrali skromnie, bo tylko 2:1, ale wiadomo, że w play-offach liczy się nie styl i rozmiar, a sam fakt zwycięstwa. Zdobywaniem bramek zajęli się członkowie dwóch najniższych formacji. Kamil Wróbel ustawiony został trzeciej linii. Trafienie zaliczono jako zadane w osłabieniu. W momencie gdy uderzał na lód wjeżdżał właśnie Kamil Górny. Dobrze spisujący się do tej pory Šimboch, tutaj dał się zaskoczyć, choć należy podkreślić idealne miejsce strzału, czyli nad barkiem bramkarza, na wysokości głowy.

Dla Wróbla był to premierowy gol w tej edycji play-offów, tak jak i dla Radosława Nalewajko, autora zwycięskiej bramki. W jego przypadku to w ogóle pierwszy punkt w tej fazie pucharowej. Obu wymienionych przebija Jakub Gimiński, asystujący przy trafieniu na 2:0. 27-latek z Torunia zaliczył premierowe „oczko” w sezonie 2020/21.

Przy niskiej skuteczności ofensywnej istotna jest zawsze postawa bramkarza. Stąd też trzeba podkreślić, że bohaterem należy uznać Nechvátala, wytrzymującego ciśnienie we wszystkich kluczowych momentach spotkania. Na przykład przy prowadzeniu 1:0 idealnie interweniował podczas próby Jānisa Andersonsa, jak również dwie sekundy przed przerwą, gdy strzelał Pasiut. 36 obron i 97 procent skuteczności.

Start filmu: gol Wróbla na 1:0 oraz dwie interwencje Nechvátala

Snajper tygodnia: szczerbaty Żenia

Uśmiech Sołowjowa zdradza momentalnie jaką dyscypliną sportu zajmuje się na co dzień. Widać, że krążek nie raz zaliczył już kontakt z jego uzębieniem, no ale to tylko podkreśla zaangażowanie byłego hokeisty KHL w wykonywanie swoich obowiązków.

Wychowanek Mietałłurga Magnitogorsk od czterech spotkań regularnie zdobywa gole w kolejnych meczach play-offów. Regularność godna pozazdroszczenia. Wczoraj po jego bramce Comarch Cracovia prowadziła już 2:0. Rosjanin wykazał się hokejową inteligencją, ponieważ wjeżdżając pomiędzy tyskich obrońców nie szukał rozwiązania „byle uderzyć”, ale oddał gumę Welshowi, który zwrócił mu ją w odpowiednim, lepszym momencie. Ten duet spisywał się wzorowo. Amerykanin miał już na koncie trafienie na 1:0, właśnie po podaniu 29-latka.

Sołowjow jest typem napastnika, który nie zdobywa pięknych goli, ale zawsze gdzieś zmieści swój kij w taki sposób, aby powiększyć dorobek drużyny. W pierwszej odsłonie półfinałowej rywalizacji w Tychach uzbierał aż trzy „oczka”, przy czym dwa z uwagi na asysty do partnerów.

Welsh regularnie zdobywa punkty dla Cracovii od pięciu gier, ale wczoraj mógł zrobić więcej. „Pasy” przegrały 2:3 w ostatnich sekundach, a porównując do tego, co tyszanie zrobili we wcześniejszym boju, zabrakło im takiej jednej tercji, jak GKS miał u siebie, kiedy wbił rywalom trzy gole i kontrolował przebieg gry.

Welsh miał doskonałą okazję zakończoną uderzeniem tylko w obramowanie bramki Raszki. Podającym do niego był w tej sytuacji Emil Oksanen, którego zabrakło w poprzednich meczach. Wyeliminował go drobny uraz. Fin to ważny element nowej układanki Roháčka i być może zadziała w tej serii jako element zaskoczenia.

We wcześniejszej fazie po kilku udanych akcjach GKS-u, gospodarze wreszcie stanęli przed szansą zaskoczenia Raszki. Znów świetnie popracował ze sobą duet Murphy – Goodwin, ale ostatni z wymienionych nie wpakował krążka do siatki.

– Muszę przyznać, że z Darcym gra mi się najlepiej – wyznaje Goodwin. – Świetnie się rozumiemy. Jest między nami ten rodzaj chemii sprawiający, że rzeczy na lodzie dzieją się tak po prostu.

GKS zabrał się za odrabianie strat, gdy zegar zaczął odmierzać drugą połówkę meczu. Tyszanie zaczęli od wykorzystania gry w przewadze. Na strzał spod niebieskiej zdecydował się Jason Seed, który tym samym zaliczył pierwszy punkt w tegorocznych play-offach. Gola zdobył Paul Szczechura, przekierowując gumę do bramki Pieriewozczikowa.

Do remisu tyszanie doprowadzili w ostatniej odsłonie. To krakowianie oddali w niej więcej uderzeń (16-12), ale sskuteczność była po stronie gości. Komorski wygrał wznowienie, po czym krążek od razu trafił do ustawionego za nim Pociechy, który wypalił celnie, zdobywając swój pierwszy punkt w tym play-offie.

Na sześć sekund przed końcem meczu sprawę przejęcia prowadzenia w serii załatwił Bartłomiej Jeziorski. Akcja rozpoczęła się znów po wygranym buliku, ale tym razem w tercji obronnej tyszan. Z krążkiem zabrał się Szymon Marzec, gnając do przodu ile sił w nogach. Radosław Galant strzelił i wydawało się, ze Pieriewozczikow ma sytuację pod kontrolą. Tymczasem guma wysunęła się delikatnie spod rosyjskiego golkipera, a Jeziorski był tam gdzie powinien w takiej sytuacji.

W tej parze unosi się w powietrzu zapach pięknego play-offowego serialu na dystansie siedmiu i obym się nie mylił, bo to jak do tej pory najlepsze widowisko tegorocznej fazy pucharowej.

Wirtuoz tygodnia: Filip Brodaty powrócił

W jastrzębsko – katowickiej rywalizacji jest jednostronnie i mniej ciekawie. Po dwóch meczach zakończonych wynikami na styku, wczoraj JKH wygrał zdecydowanie 4:1 i choć GieKSa zapowiada, że to jeszcze nie koniec, że się podniosą, to jednak myślę, iż już dziś możemy poznać pierwszych uczestników zarówno finału, jak i starcia o brązowe medale. JKH w tegorocznym play-offie nie przegrał jeszcze żadnego spotkania. Mają na koncie siedem kolejnych triumfów.

O to ostatnie w dotychczasowej kolekcji zadbał szczególnie Phillips, nazwany przeze mnie z uwagi na swój wygląd Filipem Brodatym. Zagrał po królewsku, dlatego zasłużył na monarszy przydomek.

Kanadyjczyk zadziwił świetnym podaniem do Dominika Pasia przez środkową część tafli, wprost na linię niebieską. Kunszt i doświadczenie. Na tyle zaskakujące zagranie, iż obrońcy rywali, nie spodziewając się tego rozwiązania stali trochę za daleko od Pasia, co wyszło na jaw po przejęciu przez niego gumy.

Start filmu: gol Pasia na 1:0

Filip Brodaty w trzeciej tercji sam zajął się zapewnieniem swojej drużynie bardziej bezpiecznego prowadzenia. Na 11 minut przed końcem udał się w podróż od połowy tafli i nie pozostawił złudzeń, ani Šimbochowi, ani próbującemu go powstrzymać Tomášowi Kubalíkowi.

Pomimo trzybramkowej różnicy na koniec, to nie było jednostronne starcie. GKS miał dużo dobrych okazji, szczególnie w drugiej tercji, ale bez zarzutu spisywał się kolejny raz Nechvátal, którego nie opuszczało szczęście w sytuacjach uważanych za wyjątkowo trudne, czyli na przykład przy uderzeniach po rykoszetach, tak jak miało to miejsce, gdy próbował pokonać go Kiriłł Lamin.

Start filmu: interwencja Nechvátala

Nechvátalowi niewiele zabrakło do tego, żeby zanotować pierwszy punkt w play offie. Przy jednej z akcji zdecydował się na efektowny wypad, który zainicjował sytuację sam na sam Martina Kasperlíka z Šimbochem. Czech powetował sobie niedługo później nieudaną próbę, podając do Sawickiego przy trafieniu do pustaka.

Start filmu: akcja sam na sam Kasperlíka z Šimbochem

Dokładnie połowa zdobyczy JKH w tym spotkaniu to gole na samotnie stojący, pozbawiony wartownika, posterunek GieKSy. Festiwal snajperski zakończył Górny, uderzeniem przez całą taflę.