Mecz tygodnia: studenci znad Soły wygrywają

Rywalizacja Re-Plastu Unii z tyskim GKS-em w tym sezonie wyraźnie dzieli się na dwie fazy. Do końca listopada rządzili hokeiści z piwnego miasta, a następnie zaczęła się dominacja biało-niebieskich. Tyszanie zdołali wygrać trzy pierwsze konfrontacje ligowe, natomiast Unia zaczęła delikatnie, to znaczy od zwycięstwa w sparingu, po czym nadeszło mocne uderzenie w półfinale Pucharu Polski, aż w końcu triumf w lidze. Wszystkie trzy przypadki nastąpiły już pod wodzą Kevina Constantine’a.

Amerykanin wymaga od zespołu konsekwencji i realizacji zadań. Wiadomo, że każdy trener tego chce, ale były szkoleniowiec San Jose Sharks nie tylko chce, ale również wprowadził metody dotąd raczej niestosowane nad Wisłą. Jego podopieczni mają mieć taktykę w małym palcu, zatem „Kevin sam w domu” najpierw ich naucza, a potem dokładnie odpytuje. Odbywają się w oświęcimskiej szatni sprawdziany, klasówki, testy wiedzy… jak zwał, tak zwał. Po prostu hokeiści, systemem szkolnym, są egzaminowani z tego co zapamiętali. Jak reagują? Podobno różnie.

Jeżeli zaś chodzi o to jak sprawdza się ta metoda na lodzie, to na razie jest tak, że mecze z trudnymi rywalami Unia wygrywa, a z teoretycznie łatwymi męczy się niemiłosiernie lub nawet przegrywa, tak jak to miało miejsce w Sosnowcu.

Na lodowisku przy Chemików 4 było na co popatrzeć w niedzielne popołudnie. Szybka gra, dobry poziom hokeja, fajne widowisko. Gospodarze otworzyli wynik, goście przejęli prowadzenie, a potem nastąpiło odwrócenie rezultatu na rzecz Unii. Na tablicy świetlnej albo remis, albo jednobramkowe prowadzenie którejś z ekip.

Zaczęło się od szybko zdobytego gola przez Miroslava Zaťko. Na raty, ale skutecznie. Tak wyglądała historia wepchnięcia przez niego krążka do siatki rywali. Zawalił John Murray, który nie opanował gumy pod uderzeniu Luki Kalana z dystansu. Warto zwrócić uwagę na przemieszczenie się Zaťko po podaniu do Słoweńca. Pojawienie się w odpowiednim miejscu i czasie było w tym przypadku kluczem do udanego zakończenia akcji.

Start filmu: gol Zat’ko na 1:0

Golkiper z USA będzie musiał się teraz jeszcze bardziej spinać, aby zachować miano jedynki, gdyż działacze sprowadzili mu do towarzystwa Ondřeja Raszkę. W Tychach mamy zatem duet reprezentacyjnych bramkarzy. Czech powraca do PHL po kilku miesiącach niebytu, kiedy to grał we Frydku-Mistku na zapleczu ekstraklasy naszych południowych sąsiadów. Grał to wręcz za duże słowo, lepiej byłoby napisać zaliczył czteromeczowy epizod i z marnym skutkiem. Nie od dziś wiadomo, że Raszka w PHL czuje się jak w domu, więc pewnie znów będzie jak za dawnych lat. Jego pojawienie się w ekipie Krzysztofa Majkowskiego to odpowiedź na kontuzję, której doznał Kamil Lewartowski.

Wracając do wydarzeń niedzielnych, wśród zwycięzców na wyróżnienie zasłużył wspomniany już Zaťko, bardzo aktywny po obu stronach tafli, waleczny i nieustępliwy, a do tego skuteczny. 36-latek z Powaskiej Bystrzycy szukał kolejnego trafienia, biorąc na siebie ciężar rozegrania, czy też udając się na samotne podboje.

Start filmu: atak Zaťko

To był w ogóle dobry dzień dla słowackich defensorów Unii. Również Patrik Luža błysnął w kilku sytuacjach. Najważniejszą była ta z końcówki drugiej tercji, gdy po jego idealnym uderzeniu Aleksiej Trandin musnął krążek i gospodarze doprowadzili do remisu 2:2.

Start filmu: gol Trandina na 2:2

Zaskoczenie tygodnia: podkarpackie kameleony

Marek Ziętara w drodze z Tychów do Sanoka miał  o czym myśleć, a że potrafi to robić, udowodnił już dwa dni później. Prowadzone przez niego Ciarko STS zostało zmiecione w piątek z powierzchni ziemi. Gładkie 0:5 z GKS-em nie pozostawiało złudzeń, no ale w niedzielę sanoczanie byli na ustach całej hokejowej Polski, która zacierała ręce, że pan Mareczek znalazł sposób na „armię zaciężną” Rudolfa Roháčka. Warto podkreślić, iż Pasy u siebie w tym sezonie nie pokonały jeszcze chłopców Ziętary.

W Tychach łatwą robotę miał Murray. GKS wygrał szósty raz do zera w tej kampanii, a nasz reprezentacyjny golkiper zaliczył czwarty shutout. Po meczu mógł szczycić się tym, że od blisko 139 minut nikt go w lidze nie pokonał, co szybko zostało zakończone w Oświęcimiu.

Swój pierwszy punkt od 11 października zdobył Peter Novajovský. W tamten jesienny wieczór rywalem tyszan również był STS. Należy pamiętać, że w tym okresie od asysty do asysty, Słowak przez dwa i pół miesiąca był wyłączony z gry na skutek kontuzji. Po niej wrócił właśnie Alexander Szczechura, czekający już na przyjazd brata do Tychów, gdzie wspólnie dokończą sezon. Alex sprawił sobie ładny prezent w pierwszym występie po przerwie i zapisał na koncie dwa kluczowe podania. Trzeci mecz z rzędu do siatki rywali trafił Patryk Wronka. Jego seria punktowa trwa nieprzerwanie od pięciu spotkań.

Niemoc sanoczan objawiała się nie tylko brakiem umiejętności pokonania Murraya, ale również fatalną wręcz momentami grą z tyłu. GKS na 1:0 wyszedł po trafieniu Szymona Marca, do którego krążek zagrał Jean Dupuy. Kanadyjczyk bezlitośnie wykorzystał kompletnie niezrozumiałe zachowanie za własną bramką Jauhienija Kamienieua i Patrika Spěšnego. Obrońca czekał na podanie od golkipera, a Czech myślał, że ma tylko zastopować krążek i reprezentant Polski podjedzie po niego.

Start filmu: gol Marca na 1:0

Kolejnego gola zdobył Kacper Gruźla, który bardzo prawidłowo rozwija się i zaliczył świetne wejście do drużyny mistrzów Polski. W 20 występach zanotował dziewięć punktów, w tym pięć z tytułu strzelonych goli. W klubowej klasyfikacji snajperów wyprzedza takich napastników jak na przykład Radosława Galanta, Bartłomieja Jeziorskiego, czy Jakuba Witeckiego.

Start filmu: gol Gruźli na 3:0

Co ciekawe, w obozie tyszan nie dało się odczuć jakiejś wielkiej radości z łatwego zwycięstwa nad STS-em. Na pewno nie w szeregach sztabu klubowego i władz klubu. Po meczu odbyła się bardzo długa odprawa w szatni, a podobno poświęcona była między innymi słabej grze w przewagach. Faktycznie, GKS nie potrafił zrobić użytku z trzech okresów powerplay i jednego, w którym mieli aż dwóch hokeistów więcej na tafli.

Start filmu: dwie niewykorzystane akcje GKS w przewagach

W Krakowie STS zaatakował od samego początku i była to dobra taktyka. Kompletnie zaskoczeni gospodarze już po 30 sekundach musieli odrabiać stratę bramkową. Wynik otworzył Eetu Elo, najlepszy strzelec w talii Ziętary.

Start filmu: gol Elo na 1:0

Fin zdobył 10 goli w PHL, a ten ostatni to zwycięskie trafienie z dogrywki niedzielnego meczu. Słowa uznania należą się Eemeliemu Piippo, który zabrał gumę z kija Damiana Kapicy i obsłużył Elo.

Start filmu: gol Elo na 5:4

Krakowianie okazji najpierw na wyrównanie, a następnie na kolejne bramki mieli bez liku. W jednej akcji dwukrotnie trafiali w słupek. Najpierw Tomáš Franek, a za chwilę Martin Dudaš. Zresztą kapitan Pasów później jeszcze raz obił obramowanie świątyni Spěšnego.

Start filmu: dwa słupki Cracovii w jednej akcji

Los nie był jednak tak okrutny dla gospodarzy, bo trochę im oddał. Erik Němec dostał gumę „za darmo” i wyrównał. Czech zrobił sobie długą przerwę w punktowaniu. Trwało to przez siedem meczów, ale wrócił z mocnym akcentem, zdobywając po golu w każdym z ubiegłotygodniowych spotkań.

Start filmu: gol Němeca na 1:1

Sanoczanom tym bardziej chwała i cześć, gdyż niczym ten sprany po gębie bokser, wstawali dwukrotnie z kolan. Podopieczni Roháčka prowadzili już 3:1 i 4:2. Wola walki level hard, jeżeli chodzi o STS, lecz trzeba się nad kilkoma sprawami pochylić odnośnie gry tego zespołu. O drugiej tercji w ich wykonaniu lepiej zapomnieć. Na pewno chluby nie przynosi stracony gol w czasie powerplay. A w takich okolicznościach na 2:1 uderzył Richard Nejezchleb, najlepszy snajper Cracovii.

Start filmu: gol Nejezchleba na 2:1

Niewiele brakowało, a sanoczanie zjeżdżaliby na drugą przerwę z bagażem trzech trafień do odrobienia. Z tego mogliby się już nie podnieść. Świetnej okazji na 4:1 nie wykorzystał Jeremy Welsh, po uderzeniu Nejezchleba z dystansu, do którego krążek wycofał Luke Ferrara.

W końcówce tej partii działo się sporo, ponieważ w jednej chwili mogło być 4:1 dla Cracovii, a ułamki sekund zadecydowały, że na przerwę zespoły nie udawały się z prowadzeniem gospodarzy 3:2. STS wygrał bulik, strzał oddał Riku Sihvonen, ale gola nie uznano, gdyż guma przekroczyła linię bramkową po syrenie.

Start filmu: niewykorzystana sytuacja przez Welsha i nieuznany gol Sihvonena

Tych niewykorzystanych sytuacji Cracovii aż nie sposób przedstawić w komplecie, ale na pewno istotna była jeszcze jedna, po której znów gospodarze mogli wyjść na 4:1. Taylor Doherty uderzał z niebieskiej, a z dobitką nie poradził sobie Darcy Murphy. Sanoczanie wiszą duże piwo Spěšnemu lub czyszczenie jego parkanów, bo to właśnie tym elementem wyposażenia obronił.

Start filmu: interwencja Spěšnego

Dudaš był tak wkurzony po tym meczu, że… aż trzeba go wysłuchać. Kapitana Pasów cenię ogromnie za szczere wypowiedzi, walenie prosto z mostu, bez ogródek, czyli tak jak było. Czech zna swoją pozycję i nie boi się mówić prawdy. Żadnych frazesów, okrągłych zdań oraz tym podobnych.

Choćbym nie chciał, to nie sposób napisać inaczej, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Pokazał to ostatni kwadrans i faktu nie zmienia pierwszy gol w PHL Davida Goodwina. Te 15 minut to popis doświadczenia Marka Strzyżowskiego, który zaliczył mecz z trzema punktami, co wcześniej nie zdarzyło mu się w tej kampanii. 32-latek wykorzystał podanie od Macieja Witana  po tym jak nastolatek ładnie uwolnił się spod opieki obrońcy.

Start filmu: gol Strzyżowskiego na 2:3

Ten mecz zapamiętam również z powodu Łukasza Łyko. Jego debiutanckim punktem w PHL okazał się gol kontaktowy na 3:4. Uderzenie fenomenalne, a podawał do „młodego”, nie kto inny jak pan Marek.

Start filmu: gol Łyko na 3:4

Nadzieja tygodnia: coraz lepiej nad Bałtykiem

Sezon zasadniczy chyli się powoli ku końcowi, a Stoczniowiec teraz postanowił grać na równorzędnym poziomie z resztą stawki. Chciałoby się zapytać: panowie co tak późno? Nie ma sensu, bo mogą nas zbyć stwierdzeniem „lepiej późno niż wcale”.

Tegoroczne wyniki Stoczni, a przede wszystkim jej gra, są naprawdę na plus. W Sanoku nieznaczna porażka 1:2, u siebie z Tychami 0:2 w spotkaniu, w którym do końca ważyły się losy ewentualnej dogrywki, w piątek ambitna gra w Oświęcimiu i porażka zaledwie 1:3, a w niedzielę tylko 2:4 na wyjeździe z liderem PHL.

W ubiegłotygodniowych meczach na południu Polski, to hokeiści z Pomorza strzelali jako pierwsi i tworzyli presję na gospodarzach. Z Re-Plastem Unią bardzo dobre spotkanie zaliczył Maciej Rompkowski i to on był autorem gola na 1:0. Trafienie zaliczone jako zadane podczas gry w pełnych składach, lecz w rzeczywistości to efekt kary odsiadywanej przez Lukę Kalana, który nie zdążył nawet dojechać pod swoją bramkę, kiedy gdańszczanie pokonali Clarke’a Saundersa.

Start filmu: gol Macieja Rompkowskiego na 1:0

W Jastrzębiu o prowadzeniu Stoczniowca zadecydował przypadek. Mateusz Stróżyk zabrał się z krążkiem w niespodziewanym kontrataku i zrobiło się ciekawie. Chyba nawet sam autor gola był lekko w szoku, ponieważ ostatni raz punktował cztery miesiące temu. Asystę zanotował Kacper Niedźwiecki, dla którego było to debiutanckie „oczko” w PHL. 20-latek rozgrywa swój pierwszy sezon w ekstraklasie.

Start filmu: gol Stróżyka na 1:0

Podopieczni Krzysztofa Lehmanna to specjaliści od strzelania goli w momentach, gdy któryś z rywali kończy odsiadywać karę. Tak było w Oświęcimiu, tak stało się również w starciu z JKH. Krystian Mocarski trafił w chwili, gdy Maciej Urbanowicz wracał na taflę. Po tym golu Stoczniowiec drugi raz w meczu wyszedł na prowadzenie (!!!). Dla Mocarskiego to już czwarty występ z rzędu z punktem. Nikt z jego kolegów nie miał w tym sezonie tak długiej passy.

Start filmu: gol Mocarskiego na 2:1

Unia wygrałaby ze Stocznią w zdecydowanie łatwiejszych okolicznościach, gdyby tylko nie popełniała swojego częstego ostatnio grzechu, czyli złego wykańczania akcji. To samo, co stało się w pierwszej tercji meczu z gdańszczanami, było udziałem biało-niebieskich w niedawno przegranym sensacyjnie spotkaniu w Sosnowcu.

To Unia powinna w piątek prowadzić 1:0 po akcji, w której Victor Bartley podał do Klemena Pretnara, a Słoweniec wypuścił krążek w stronę Daniłła Oriechina. Rosjanin znów z najbliższej odległości miał problemy. Do tego za chwilę doszedł kiks Trandina.

Start filmu: niewykorzystana sytuacja przez Oriechina i kiks Trandina

Osiem sekund zadecydowało o odwróceniu rezultatu. Najpierw zaskakujące indywidualne rozegranie akcji przez Teddy’ego Da Costę, a zaraz potem podanie do Bretta McKenziego od Zat’ko zaraz po wznowieniu gry od środka. Z prowadzenia pozostały Stoczni tylko wspomnienia. Unia wyszła na 2:1. Dla McKenziego to pierwszy gol w PHL i od razu zwycięski.

Start filmu: gol Da Costy na 1:1 i McKenziego na 2:1

W końcówce spotkania Ryan Glenn wykorzystał fakt, że krążek pałętał się bezpańsko, a po pierwsze w bramce gości nie było już Michała Kielera, a po drugie „trup” słał się gęsto po tafli. Dwóch zawodników było w pozycji leżącej w tym momencie. Doświadczony Kanadyjczyk przymierzył w siatkę z własnej tercji. 40-latek z siedmioma trafieniami przewodzi klasyfikacji snajperskiej wśród obrońców.

Start filmu: gol Glenna na 3:1

Alarm tygodnia: Szarotki bez formy

Słabo prezentuje się ostatnio Tauron Podhale Nowy Targ. W tym roku Małopolanie rozegrali pięć meczów i wygrali tylko raz, a obecnie zmagają się z serią trzech kolejnych porażek. Czyżby aż tak trudno było poskładać zespół po odejściu Alana Łyszczarczyka? Antidotum na ten ubytek na pewno nie będzie Karel Kubát, za to jego przyjście może scalić rozchwianą nowotarską defensywę. Czech ma za sobą udane występy w KHL, a zaliczył także epizod w reprezentacji kraju.

W swoim drugim meczu w PHL popisał się asystą. Niestety Podhale nie potrafiło utrzymać prowadzenia 2:1 z KH Energą i uległo u siebie po dogrywce, w której odważnie i skutecznie zachował się Gleb Bondaruk.

Start filmu: gol Bondaruka na 3:2

Torunianie rozmontowali Szarotki dość prostą taktyką. Długie podanie, szybkie przedostawanie się w tercję rywala i wykończenie. W ten sposób padł gol otwierający wynik. Akcję zainicjował Dienis Sierguszkin, a podającym pod bramką do Michaiła Szabanowa był Artiom Smirnowa.

Start filmu: gol Szabanowa na 1:0

Podobna taktyka zadziałała przy wyrównującym trafieniu Smirnowa, choć w tym przypadku był to rajd zakończony celnym strzałem, a nie podaniem. Pytanie gdzie byli w tym czasie zawodnicy Podhala? Rosjanin hasał sobie jak po własnym przydomowym ogródku, gdzie nikt nie miałby prawa mu przeszkadzać.

Start filmu: gol Smirnowa na 2:2

O ile w starciu ze Stalowymi Piernikami, Szarotki dwa razy trafiły do siatki rywali, o tyle w piątek w Krakowie skończyło się gładkim 0:3 i był to czwarty shutout Michaela Petráska w PHL. To już drugie starcie w derbach Małopolski wygrane przez Pasy do zera.

W tym meczu Andriej Gusow postawił w bramce Ihara Brykuna. Tak wypadło, tak było. Wszystko z zasadą rotacji pomiędzy Białorusinem, a Przemysławem Odrobnym. Brykun był takim czarnym aniołem gości w tym meczu. Skojarzenie oparte na nietypowym stroju golkipera oraz fakcie, iż pomimo wpuszczenia trzech goli, zaliczył 92 procent skuteczności, gdyż obronił 39 uderzeń.

Jako pierwszy pokonał go Joseph Widmar. Później okazało się, że to zwycięski gol, a takiego Amerykanin jeszcze nie miał w PHL. Brykun wykonał efektowny, czyli w swoim stylu, wypad do przodu, co okazało się błędem, gdyż krążka nie zamroził, a odsłonił całą górną część swojego posterunku.

Trzy minuty później Brykun już miał na koncie dwie wpuszczone bramki. Pokonał go po odważnym rajdzie skrzydłem Němec, który pozostawał bez gola od 11 meczów.

Start filmu: gol Widmara na 1:0 i Němeca na 2:0

Szarotki słono zapłaciły za swoją pięciominutową dekoncentrację w środkowej partii. Dokładnie tyle czasu zajęło Pasom zdobycie kompletu goli w tym meczu. Wynik zamknął Kapica, który wykorzystał rzut karny. Położył Brykuna na lodzie i ze stoickim spokojem zakończył najazd.

Start filmu: gol Kapicy po rzucie karnym

Awans tygodnia: czarny koń cwałuje

Jakoś bez wielkiego szumu, nieco boczkiem, gdzieś pod bandą… tak można malowniczo określić fakt, że GKS Katowice ni stąd, ni zowąd wskoczył na pudło w tabeli PHL i obecnie prezentuje się jako trzecia siła tej ligi. Trzy ostatnie mecze to komplet wygranych, a w delegacji zespół nie przegrał już od pięciu wyjazdów.

W wypadzie do Torunia można by napisać tyle, że aby zaliczać triumfy wystarczy mieć dobrego bramkarza i jedną skuteczną formację. Juraj Šimboch popisywał się wieloma udanymi interwencjami. Ratował zespół wtedy, gdy inni zawodzili. Tak jak to miało miejsce przy rajdzie Szabanowa w czasie gry GKS-u w przewadze.

Start filmu: niewykorzystana sytuacja przez Szabanowa

Czasami pomagało mu również szczęście. Jewgienij Fieofanow najpierw obił krążkiem Słowaka, a dalej guma trafiła w słupek i poprzeczkę. W starciu z Zagłębiem Šimboch popisał się piątym czystym kontem w PHL.

Start filmu: strzał Fieofanowa

Wszystkie akcje bramkowe GKS-u stworzyła pierwsza formacja. Grzegorz Pasiut strzelił dwa gole i zaliczył asystę, Okazało się, że to już siódmy raz w tym sezonie kiedy reprezentant Polski skończył mecz z dorobkiem więcej niż jednego „oczka”. Przy golu na 2:0 pokazał swoją inteligencję, uciekając na wolne pole. Rywale z Torunia nie zastosowali praktycznie żadnej obrony.

Start filmu: gol Pasiuta na 2:0

Stalowe Pierniki nie nadążały za katowiczanami, którzy notorycznie byli przed nimi, wyprzedzali ich. Tak właśnie stało się przy trafieniu na 3:0, gdy Bartosz Fraszko pozostał nieuchwytny po ładnej asyście Pasiuta.

Start filmu: gol Fraszko na 3:0

Dla Macieja Kruczka, najskuteczniejszego defensora PHL był to pierwszy mecz w sezonie z trzema „oczkami”. Kierowana przez niego obrona pozyskała cenne wzmocnienie. To 35-letni Kiriłł Liamin, mający za sobą blisko 600 gier w fazie zasadniczej KHL. Rosjanin zdążył już zadebiutować, w przeciwieństwie do Tomáša Kubalíka. Jego brat, Dominik, to jedno z największych odkryć poprzedniego sezonu NHL. Obaj Czesi grają w ataku.

W niedzielę Fraszko kontynuował swoją serię punktową. Trwa już od sześciu spotkań. W tym czasie wychowanek klubu z Torunia zdobył dwa gole i zaliczył pięć asyst. Mecz z Zagłębiem okazał się o wiele trudniejszy dla Pasiuta niż wyjazdowe starcie w KH Energą. U siebie nie wykorzystał nawet karnego po faulu na samym sobie. Michał Czernik pozostał nieustraszony i wyczekał ruchy napastnika do samego końca.

Start filmu: rzut karny wykonywany przez Pasiuta

Bardzo dobrą dyspozycję prezentuje cały czas Patryk Krężołek. W 18 ostatnich meczach GieKSy nie punktował tylko czterokrotnie, a jego przerwa nie trwała dłużej niż przez jedno spotkanie. Inną perłą Andrieja Parfionowa okazuje się sprowadzony przez niego do Polski, Andriej Stiepanow. Rosyjski Białorusin jeszcze nie zaliczył meczu w PHL, w którym nie powiększyłby swojego dorobku. Po czterech występach ma zapisane trzy bramki i tyle samo asyst.

Rekordzista ligi: ledwo, ledwo, ale jest jedyny

W JKH panuje radość, bo zespół odzyskał wreszcie swojego kapitana. Maciej Urbanowicz jest już zdrowy i gra. Ten fakt zaznaczył golem oraz punktowym podaniem w starciu z Zagłębiem, wygranym przez jastrzębian aż 8:1. To najwyższa porażka sosnowiczan w bieżącej kampanii.

Skoro trafił się słabszy rywal, to nic tylko śrubować statystyki, a w tym bryluje Marek Hovorka. Słowak zanotował pierwszy w PHL mecz z czterema „oczkami”. Czernika pokonał w tym dniu tylko raz i to w swoim stylu, czyli huknął jak z armaty.

Zaraz po nim gola strzelił Marcin Płachetka. To się nazywa wejście w sezon. Był to pierwszy występ 19-latka w ekstraklasie w tej kampanii. Ogółem zaliczył w karierze dwa mecze w JKH.

Start filmu: gol Hovorki na 5:0 i Płachetki na 6:0

Prawie dwa miesiące na gola czekał Dominik Paś. Nie tylko trafił, ale zapewnił drużynie wygraną, co wcześniej w tej kampanii mu się nie zdarzyło. Marcel Kotuła nie potrafił zamrozić krążka, a reprezentant Polski skrzętnie ten fakt wykorzystał. Ogółem dodał do swojego dorobku trzy „oczka”.

Start filmu: gol Pasia na 2:0

Najbardziej zły po tym meczu mógł być Patrik Nechvatal. Od shutoutu dzieliło go zaledwie 39 sekund. W niedzielę nie miał okazji odbić sobie tamtego „niepowodzenia”, gdyż Róbert Kaláber postawił tym razem na Davida Marka, który z końcem miesiąca żegna się z Jastrzębiem. W jego miejsce przychodzi na wypożyczenie Kieler. Starcie Stoczniowca w siedzibie liderów PHL było zatem dla niego świetną okazją do zareklamowania swoich umiejętności. Zrobił to wyśmienicie. Obronił 91 procent strzałów i zatrzymał 42 krążki.

Start filmu: kilka akcji z rzędu z udanymi interwencjami Kielera

Hovorka po swoim wyczynie w starciu z Zagłębiem, zdobył trzy punkty w potyczce z gdańszczanami. Okazało się, że już wcześniej, jego klubowy kolega, Roman Rác oraz Mateusz Bepierszcz z Podhala zaliczyli dwa spotkania z rzędu, w których zapisywali na swoich kontach co najmniej po trzy punkty, ale żaden z nich nie potrafił w każdym z nich trafić do siatki rywala. Hovorka jest zatem pierwszy i jedyny.

Start filmu: gol Hovorki na 4:2


Podoba Ci się ten artykuł? Wesprzyj nasze dziennikarstwo. Kup dostęp do całego bloga i ciesz się codziennie wartościowymi tekstami, audycjami i wideo na temat hokeja!
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj