Złośliwi twierdzą, że Edmonton Oilers dawno przestali być organizacją hokejową, a stali się bytem wyjątkowo memicznym, osobliwym stanem umysłu, alternatywną rzeczywistością, w której niebawem zginie wielki talent Connora McDavida. Opinia jest bardzo ostra, by nie powiedzieć brutalna, ale sympatycy klubu z Alberty muszą przyznać rację, że źle dzieje się z ich ukochanymi Nafciarzami od lat.

W ostatnich kilkunastu latach podejmowano co najmniej kilka prób odmienienia sytuacji. W Edmonton pojawiali się kolejni rycerze na białych koniach, których pojawienie się miało zwiastować nadchodzące cuda. Niemal każdy z nich okazywał się jednak zwykłym przebierańcem, a nawet jeśli jeden z drugim (np. Ralph Krueger) nieśli ze sobą światełko nadziei, błyskawicznie lądowali w klubowych kazamatach i niebawem znikali w niewyjaśnionych bliżej okolicznościach.

Rycerz herbu Czerwone Skrzydło

Kolejnym zbawcą Edmonton ma stać się rycerz z doświadczeniem, którego koń w niczym nie przypomina już jednak rączego ogiera, wyglądając raczej na nieco zmęczoną życiem starą szkapę. Po latach zbierania w klubie ludzi związanych z Oilers w trakcie ich kariery sportowej, teraz najwyraźniej przyszedł czas na budowanie organizacji w oparciu o dobrych znajomych Boba Nicholsona. Tego samego Nicholsona, który przychodząc do ekipy Nafciarzy miał za zadanie, korzystając ze swojego bogatego doświadczenia, poukładać klub rozbity sportowo i organizacyjnie od wewnątrz przez grono byłych graczy Oilers. Kevin Lowe dostał wówczas prztyczka w nos od właściciela klubu, Daryla Katza, jeszcze boleśniej pojawienie się Nicholsona odczuł inny z „Oilers boys”, czyli Craig MacTavish.

Niestety, dość szybko okazało się, że pomysł Nicholsona na menedżersko-trenerski duet Peter Chiarelli – Todd McLellan nie przynosi takich efektów, jakich oczekiwaliby fani zespołu z Alberty. Chwilę to trwało, ale ostatecznie „szef wszystkich szefów” postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Pozbył się Chiarelliego, wcześniej zwolniono McLellana, a następnie powierzono prowadzenie drużyny Keithowi Gretzky’emu i Kenowi Hitchcockowi. Ponownie wielu dało upust swojej frustracji, zarzucając Nicholsonowi powrót do praktyki związanej z promowaniem ludzi związanych z byłymi graczami Oilers. Tymczasem, tak naprawdę nastąpiło coraz mocniejsze wiązanie się z ludźmi, których jeden z byłych szefów kanadyjskiej federacji hokejowej znał doskonale ze swojej pracy w Hockey Canada.

Byli sobie kandydaci

Proces wyboru nowego menedżera Nafciarzy po zwolnieniu Chiarelliego okazał się głównie medialną wydmuszką. Przez tygodnie dziennikarze z Edmonton prześcigali się w donoszeniu o tym, jak wygląda aktualna lista kandydatów na menedżera zespołu. Powtarzały się na niej naprawdę ciekawe nazwiska: Mike’a Gillisa, Rona Hextalla, Pata Verbeeka czy Billa Guerina. Wysoko notowany był Mark Hunter, jeszcze więcej obiecywano sobie po ewentualnej próbie namówienia do pracy w Edmonton dotychczasowego asystenta GM-a Golden Knights, Kelly’ego McCrimmona. Nicholson zapowiadał, że czekają go godziny rozmów z potencjalnymi kandydatami, nim podejmie ostateczną decyzję. Wyszło na to, że stało się zupełnie inaczej. Gdy McCrimmon przyjął ofertę Vegas, by zostać ich menedżerem od przyszłego sezonu, a Detroit Red Wings zatrudnili Steve’a Yzermana w roli swojego menedżera, oczywistym stało się, że wzrok Nicholsona spocznie na Kenie Hollandzie.

Holland przez 30 lat był związany z Czerwonymi Skrzydłami, przyczyniając się do zdobycia trzech Pucharów Stanleya, gdy kierował organizacją jako jej menedżer. Jego krytycy zwracają jednak uwagę na to, że mistrzowskie drużyny budował głównie w okresie przed wprowadzeniem w NHL salary cap, gdy nie musiał się martwić ograniczeniami płacowymi, mogąc sobie pozwalać na płacenie wysokich wynagrodzeń swoim gwiazdom i utrzymywanie kadry, składającej się z kilku bardzo dobrze opłacanych gwiazd. Gdy jednak salary cap zaczęło odgrywać znaczącą rolę w lidze, sukcesy Hollanda zdawały się dobiegać końca. Ostatnie sezony zdawały się potwierdzać te opinie – drużyna Red Wings zakończyła swoją 25-letnię serię regularnych występów w play-off, a starzejąca się kadra z grupą graczy zarabiających znacznie zbyt dużo na znacznie zbyt długich kontraktach, ciążyła klubowi coraz mocniej. Długoletnie, wielomilionowe umowy Fransa Nielsena, Justina Abdelkadera czy Jonathana Ericssona są tylko wierzchołkiem góry lodowej. Do napiętego do granic wytrzymałości budżetu płac ekipy z Detroit doliczyć przecież należałoby również kontrakty zawodników pozostających na liście kontuzjowanych – jeszcze przez co najmniej rok umowy Zetterberga, Greena i Franzena mogą kosztować Red Wings ponad 15 milionów dolarów.

Z czym do ludzi panie Holland?

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni15 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni39 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni72 zł
Anuluj

2 KOMENTARZE