Rok 1994, luty, szpital. W telewizorze na sali leciały igrzyska olimpijskie w Lillehammer. 8-letni wówczas ja chyba z nudów oglądałem, co było, pytając w kółko pielęgniarek, kiedy będą „Czterej Pancerni i Pies”. Leżąc ze wstrząsem mózgu na tej sali znudzony ośmiolatek oglądał jak „żółci” grają z „czerwonymi”, a później żółci wygrali i dostali medale. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, co to hokej i że właśnie byłem świadkiem gola gościa, który później zadziwiał świat NHL z numerem 21 na plecach.

Był październik lub listopad 1998 roku. W magazynie CD-Action natknąłem się na recenzję pewnej gry. Na screenach lód, koślawe, kanciaste postacie, fajne hale i bramkarz w „zbroi”. Tym gościem na screenie był Patrick Roy, a gra nazywała się NHL 99. Zainstalowałem demo z dołączonej do magazynu płytki i to był dzień, który zmienił moje życie. Na zawsze. Zapraszam w podróż po moim hokejowym świecie, która zarazem będzie małym przewodnikiem po tym, jak w Polsce ciężko było być fanem hokeja.

Bycie kibicem NHL w Polsce na przełomie wieków było nie lada wyzwaniem. Nie było praktycznie niczego. Internet raczkował, w 1998 roku trzeba było odliczać jeszcze impulsy na modemie, żeby rodzice nie zapłacili ogromnego rachunku za telefon. Na porządku dziennym były więc prośby typu: „mamooo, a mogę 3 impulsy, żeby zobaczyć wyniki?”. Dopiero po jakimś czasie weszło pamiętne SDI z tepsy – mieliśmy to w bloku na sześć osób. Nie mylicie się, 115 kbps (chyba) dzielone na sześć osób. W pojedynkę było spoko, ale w sześć osób na raz to już tragedia – ale internet był cały czas!

Jak wyglądało oglądanie meczy w tym czasie? W zasadzie nie wyglądało, bo nie było gdzie oglądać. Co prawda była Wizja TV, ale nie każdy mógł sobie na to pozwolić. Jedyną opcją, żeby sobie cokolwiek „zobaczyć” z hokeja były 30 sekundowe wzmianki w Teleexpresie, Panoramie czy też Wiadomościach, na które czekało się cały dzień. Był też niemiecki kanał sportowy (bodajże DSF), który co tydzień w piątek emitował program NHL Powerweek. Do tej pory w domu rodziców są gdzieś kasety VHS z popularnymi „połerłikami”. Gdy prawa do NHL nabył Polsat, z dostępnością NHL zrobiło się nieco lepiej. Dwa lata z rzędu można było oglądać nawet całe Finały – gwarantuję Wam, nie było wówczas meczy przegapionych. Że to był czas liceum i matur? Kto by się tam tym przejmował! W telewizji był hokej i to się wówczas oglądało.

Powszechne wówczas jednak w tamtym czasie było jednak słuchanie meczy… w internetowym radiu! Nie byłem w tym odosobniony, jak Polska długa i szeroka, kilku zapaleńców wstawało po nocach żeby słuchać meczy hokeja w radiu, rozmawiając na czatach czy IRC-u. Pobudka o pierwszej, drugiej czy trzeciej w nocy, bo mecz, to była norma. Możecie sobie wyobrazić jak wielkim byliśmy z siostrą utrapieniem dla naszych rodziców (tak, tak, moja siostra to też fanka hokeja i słuchała meczy razem ze mną). W zasadzie nasze hokejowe dziwactwa nasi najbliżsi muszą znosić dalej, tylko że teraz rodzice zamienili się np. w żony. Teksty zawsze są te same:

– Dlaczego ty nie śpisz???

– Mecz oglądam…

– Ja pier…..

Słuchanie meczy hokeja, co sam przyznam teraz, to był już naprawdę spory folklor. Emocje jednak towarzyszyły temu identyczne jak teraz przy oglądaniu. Miało to też swoje plusy – wszystkie testy z angielskiego w liceum i na studiach na słuchanie rozwalałem na 95-100% 🙂 Jaki mecz najbardziej zapadł mi pamięć z tamtego okresu? Spotkanie nr 7 między Avalanche a Minnesotą Wild w pierwszej rundzie play-offów 2003 roku. Avs przegrali w dogrywce, mecz skończył się o godzinie 6:46 naszego czasu. O 7:07 byłem już w autobusie do sąsiedniego miasta, jadąc do szkoły… To był ostatni mecz Patricka Roy w karierze.

Przełom wieków i pierwsze pięć lat po magicznej dacie 2000 to był też czas największego „prosperity” pierwszego poważnego portalu o hokeju w Polsce. Wielu z Was pamięta zapewne nhl.pl i forum.nhl.pl, które zamieniło się później w nhl.com.pl i forum na tej samej domenie. To właśnie tam stawiałem swoje pierwsze „hokejowo-dziennikarskie” kroki. Robiliśmy co się dało, żeby o hokeju dowiadywało się jak najwięcej osób. Staraliśmy się przybliżać ludziom NHL po polsku, bo nie było takiego miejsca w ówczesnym internecie. Mimo że nasze drogi częściowo się rozeszły, wszystkich wspominam bardzo ciepło – w tym miejscu dziękuję chłopakom za wspaniałe hokejowe wspomnienia i przeżycia!

Był też pamiętny rok 2004 i lokaut… Wiadomo, lokaut to wtedy była dla nas tragedia. Zamiast oglądać czy słuchać meczy, graliśmy w snookera w necie. Zamiast lig hokejowych w NHL03 czy 04, autentycznie siedzieliśmy wieczorami i umawialiśmy się na mecze snookera na różnych portalach. Tak ówczesny fandom NHL w Polsce radził sobie z brakiem hokeja. Ale lokaut przyniósł nam też pewną niepowtarzalną jak na tamte czasy okazję. W grudniu 2004 roku gwiazdy NHL przyjechały do Polski! 22 grudnia w Katowicach, w meczu Gwiazdy NHL-Reprezentacja Polski mogliśmy zobaczyć takich zawodników jak Martin Brodeur, Dominik Haszek, Liles, Regehr, Fiedorow, Domi, Nilson, Boyle, Jackman, Daigle, Amonte, R.Whitney, Quintal, O’Donnel, Lapperiere, Belanger, Carter oraz Warrener.  Nie można zapomnieć też oczywiście o Mariuszu Czerkawskim. Wielu z nich to hokejowego legendy! Spotkało nas wówczas wielkie szczęście… Ja miałem swój mały udział w oprawie tego meczu, bowiem wymyśliłem, że trzeba nawet w takim kraju jak Polska dać wyraz temu, że lokaut nam się nie podoba i że „chcemy naszą grę”. I tak w piwnicy przy Paderewskiego 14c w moim rodzinnym mieście, Chojnowie, powstał transparent, który zwrócił uwagę zarówno zawodników, jak i mediów. Zdjęcie ze mną znalazło się na wielu amerykańskich i kanadyjskich portalach, gdzie dziwiono się i jednocześnie cieszono, że lokaut to nie tylko sprawa „miejscowa”. Żeby nie być gołosłownym, wspomniane foto wygląda tak:

Bring Back Our Game, NHL Lockout 2004

Tamte lata to również czas marzeń. Chciało się mieć gadżety, koszulki, autografy… Wiele rzeczy było nieosiągalnych. Ale jako że zawsze miałem dziwne pomysły i nie bałem się ich wprowadzać w życie, pewnego razu wymyśliłem, że skoro „Grześ nie może do Denver, to może niech Denver przyjdzie do Grzesia”. No więc pewnego pięknego dnia napisałem maila do Colorado Avalanche, z treścią mniej więcej taką:

„Cześć!

Nazywam się Grzegorz i jestem z Polski, mam 16 lat i jestem fanem Colorado Avalanche. Jak się domyślacie nie stać mnie na przyjazd do Denver na mecz. Nie mamy też możliwości w naszym kraju, aby kupić jakieś hokejowe gadżety, o klubowych nie wspominając. Mam wobec tego pytanie – czy jest szansa, że przesłalibyście mi pocztą małe gadżety związane z Avs?”

I w ten oto właśnie sposób stałem się szczęśliwym posiadaczem autografu samego Patricka Roy! Pierwsza przesyłka, jaką otrzymałem, przyszła po miesiącu od maila, powoli traciłem nadzieję, ale jak zobaczyłem w skrzynce kopertę z logiem Avalanche to cieszyłem się jakby sam wygrał co najmniej Puchar Stanleya. W ten sam sposób stałem się posiadaczem autografów wielu innych zawodników takich jak Joe Sakic, Milan Hejduk, Peter Bondra i wielu, wielu innych. Poniżej kilka fotek.

Joe Sakic Patrick Roy Milan Hejduk

Sposób ten wykorzystało później kilku kolegów i myślę, że to jest powód, przez który pewnego dnia przestaliśmy dostawać cokolwiek 😉 Ktoś przedobrzył… No ale cóż, co mamy, to nasze.

Jak więc widzicie, było nam ciężko. NHL w telewizji mieliśmy wybiórczo, nie było  NHL.tv ani nawet pseudostreamów czy meczy do ściągnięcia gdziekolwiek. Po Polsce krążyły kasety z nagranymi meczami, czasem oglądało się odgrzewane kotlety sprzed dwóch tygodni. Ja sam, kiedy wszedł Polsat, nagrywałem kumplowi mecze i wysyłałem mu pocztą na drugi dzień, żeby mógł je obejrzeć w miarę na czasie.

Pamiętam hokej inny niż teraz. O wiele twardszy, toporniejszy, co nie znaczy, że gorszy. W tamtych czasach w lidze nie było miejsca dla płaczących łajz, nikt się nie skarżył sędziom, że go biją. Taki gość jak Steve Yzerman w play-offach grał z całkowicie rozwalonym kolanem, mieliśmy ligowych zabijaków jak np. nie szukając daleko Krzysiek Oliwa… Teraz gra jest po prostu inna, można powiedzieć, że bezpieczniejsza. Ogląda się go równie dobrze, ale czasem po prostu fajnie jest powspominać stare, dobre czasy mówiąc: „Ech, kiedyś to był hokej!”.

Bez dwóch zdań mogę Wam powiedzieć – cieszcie się z tego, co macie teraz. NHL leci w TVP, jest platforma NHL.tv, gdzie za całkiem przystępną cenę można wykupić dostęp do wszystkich meczy sezonu regularnego i play-offów. Około 450 zł to naprawdę nie jest dużo jak na 8-9 miesięcy nieograniczonego dostępu do hokeja na tym poziomie. Uwierzcie, kiedyś dalibyśmy takie pieniądze za możliwość obejrzenia chociażby dwóch-trzech meczy w tygodniu.

Hokej to wspaniała pasja. I mimo że w czasie tych 20 lat zdarzały mi się chwilę zwątpienia i okres, gdzie na wyniki spoglądałem dwa razy w tygodniu, to nadal ze mną jest. Po takim czasie nie wyobrażam sobie życia bez tego sportu. Bez tych emocji, bez tych frustracji i chwil euforii po zwycięstwie czy bez tych nerwów na koniec sezonu w czasie „play-off hunt”! I mimo że wielu nie zrozumie tej pasji, nie zrozumie nocnego wstawania czy tego, dlaczego na wiosnę nigdy się nie golicie – to nie przejmujcie się i bądźcie wytrwali. Bo wytrwałość to coś, czego w kraju tak skrajnie niehokejowym jak Polska nam wszystkim trzeba. I czego sobie i Wam z całego serca życzę.

Tekst powstał we współpracy z firmą http://afterweb.pl/

14 KOMENTARZE

  1. Ja łapałem przekazy satelitarne na europe, sąsiedzi się dziwili, czemu mam tak wykrzywioną antenę satelitarną. Później kupiłem już obrotnice i talerz 120cm 🙂 szło z automatu. Fajne też było jak działała szwedzki Canal+ i Viasaty. Tam było mnóstwo meczy i pierwsza telewizja która pozwalała oglądać z oryginalnym komentarzem :). Trzeba było tylko w nocy uważać by nie przysnąć, bo „dziwne” reklamy były puszczane między tercjami, bynajmniej nie takie „delikatne” jak na TVN Turbo nocą 😛

    Fajne też było to, o czym wspomniał Wizz w artykule. Wtedy nie były jeszcze popularne twittery, facebooki i wszyscy komunikowaliśmy się na forum NHL com pl. Zresztą, po upadku tego wszystkiego, sporą ilość osób można spotkać dziś na tym portalu 🙂

     
  2. Dla mnie to 25 lat – nie wiem jakim cudem, ale wtedy nasza TVP zdecydowała się transmitować finały PS, i to nie byle jakie: Montreal Canadiens z Patrikiem Roy’em vs LA Kings z samym Waynem Gretzkym. Na czarno-białej Veli (dla niewtajemniczonych – ekran mniejszy od dzisiejszych tabletów), z wypiekami na twarzy, zarywałem studenckie noce, zamiast jak na porządnego studenta przystało, zajmować się bardziej towarzyskimi rozrywkami

     
  3. Paradoksalnie lepiej było zaczynać niecałą dekadę wcześniej, na początku lat 90tych. Był magazyn godzinny na Eurosporcie. Był ScreenSport, gdzie w kółko pokazywano NHL i NBA. Jakis kanal niemiecki też coś pokazywał.

    Na przełomie wieków była posucha totalna. Pamiętam, że udało mi sie wytropić, że Rai na którym ze swoich trzech dostępnych kanałów pokazywało hokej. Tam śledziłem porażki Blues w play-off gdy Quennevile ich trenował.