Sezon zasadniczy, jak i rywalizacja o nagrody indywidualne – w tym o miano najlepszego debiutanta – wychodzi właśnie z ostatniego zakrętu, została już tylko długa prosta do linii mety. Pora więc przyjrzeć się, jak w ostatnich pięciu tygodniach, które upłynęły od poprzedniego raportu, radzili sobie rookies w NHL.

Zacznijmy od dwóch przykrych wieści. Poważna kontuzja Brocka Boesera prawdopodobnie wyeliminowała Amerykanina z batalii o Calder Trophy. Dzielnie dotrzymujący kroku Mattowi Barzalowi Boeser 6 marca po hicie Cala Clatterbucka niefortunnie uderzył o bandę akurat w chwili, gdy drzwiczki do boksu Canucks były otwarte. Nie wgłębiając się w medyczną terminologię – uraz pleców wykluczający go z gry na 4-6 tygodni, a więc do końca fazy zasadniczej. Canucks jeszcze oficjalnie nie wykluczyli powrotu Boesera, jednak matematyka pozostaje nieubłagana. Brock skończy kampanię z 29. bramkami na koncie.

Mniej pechowe okoliczności spotkały Charliego McAvoya, niestety skutek jest bardzo zbliżony do przypadku Boesera. Po niewinnie wyglądającym slashu Brendana Gallaghera kolano McAvoya nie wytrzymało – doszło do nadwyrężenia więzadła pobocznego. Dopiero za 4 tygodnie możemy spodziewać się kolejnych informacji, na ten okres amerykański obrońca Bruins na pewno wypada z gry. Optymistyczny scenariusz zakłada powrót na start play-offów i tego się trzymajmy.

Na placu boju z pretendentów o najlepszej prasie pozostał więc jedynie Mathew Barzal. Prawdopodobnie i tak byłby faworytem, natomiast wobec kłopotów zdrowotnych konkurencji jest na czteropasmowej autostradzie do otrzymania Calder Trophy na czerwcowej gali w Vegas. Zachowując uczciwość względem napastnika Islanders, oczywiście nadal ciężko pracuje na nagrodę, to nie tak, że przypadnie mu ona z powodu czyjegoś nieszczęścia. Będzie pełnoprawnym triumfatorem, choćby ze względu na takie mecze jak z Detroit Red Wings z 10 lutego:

Osiągnięcia na miarę najlepszych playmakerów wszech czasów, a jeśli dodamy do tego, że 3 mecze z 5 punktami w całych rozgrywkach to to wyrównanie debiutanckiego wyniku Joe Malone’a z sezonu – uwaga – 1917/18, uzyskujemy imponujący obraz poczynań środkowego Islanders. Tylko od początku lutego zagrał trzy mecze na 2A, jeden na 3A oraz jeden na 5A. Luty zamknął 16P w 12GP, choć nieco słabiej rozpoczął marzec (2A w 5GP).

Za drugi miesiąc kalendarzowy 2018 roku nagrodę dla debiutanta miesiąca otrzymał Yanni Gourde. W 14 spotkaniach lutego tylko dwukrotnie zdarzyło się, by 26-latek nie zapunktował. Zdobył 5 goli i 11 asyst, a marzec otworzył 2 golami i 3 asystami w 5 meczach. Najstarszy rookie w stawce decydowanie najlepiej znosi trudy ligowego sezonu. Ostatnio a propos dyskusji o nagrodach indywidualnych usłyszałem ciekawą opinię: ważnym kryterium, zwłaszcza w ocenie pierwszoroczniaków, winna być wytrzymałość. Rozegranie pełnego sezonu na wysokich obrotach to trudna sztuka. Oczywiście pomijam takie dziwaczne przypadki jak kontuzja Boesera, bowiem coś takiego mogło przydarzyć się każdemu, jednak przeglądając listę rookies łatwo wyłowić kilku takich, którzy gasną w miarę upływu czasu. Jesper Bratt (1G w ostatnich 23 grach), Alexander Kerfoot (3G, 1A od początku lutego) to tylko wybrane przykłady, Gourde zdaje się dopiero rozpędzać.

Zamieściłem dwie losowo wybrane bramki Yanniego z ubiegłych tygodni. Przyznaję, że nie oddają w pełni głównego atutu tego gracza, czyli umiejętności znajdowania się zawsze tam, gdzie jest krążek. Brzmi jak banał, ale nim nie jest; taki Milan Lucic w całym roku kalendarzowym jak dotychczas we właściwym miejscu o właściwym czasie znalazł się bodaj 1 (słownie: jeden) raz, Gourde bywa tam gdzie trzeba raz na mecz.

Przypomnę raz jeszcze, że trafił do NHL całkowicie przypadkiem. Gdyby nie kontuzje w Tampie, gdyby nie przedwcześnie stracone play-offy w sezonie 16/17, Gourde w ogóle nie zadebiutowałby w NHL. Facet, który dziś gra na poziomie 0,8 punktu na mecz i walczy o Calder Trophy w innych okolicznościach mógł nigdy nie pojawić się w NHL! Emejzing. Tak się składa, że dokładnie 12 marca 2017 strzelił swojego pierwszego gola – nagroda dla debiutanta lutego spina piękną klamrą minione 12 miesięcy w jego karierze.

To z kolei grafika obrazująca najbardziej udany fragment sezonu Nico Hischiera. 4 kolejne mecze z golem, łącznie 6 spotkań z przynajmniej 1 punktem. Przyznam, że spodziewałem się czegoś zgoła odmiennego. Prognozowałem, że wątły fizycznie Szwajcar będzie gasnąć w oczach, zabraknie mu kondycji na 82-meczowe rozgrywki. Myliłem się. Nico po cichutku zmierza do sezonu na miarę 50 punktów, gra w pierwszym ataku z najlepszymi skrzydłowymi Hallem i Palmierim. Bardzo podoba mi się, jak rozwija się strzelecko:

Najpozytywniejszą niespodzianką drugiej części sezonu jest dla mnie Nolan Patrick. Jeżeli śledziliście poprzednie raporty to doskonale wiecie, jak bardzo byłem rozczarowany osiągami Kanadyjczyka. Spisałem go na straty, doszedłem do wniosku, że trzeba poczekać do przyszłego sezonu aż Patrick “dojedzie” do NHL. Udało mu się dotrzeć jeszcze w tej kampanii. W 20 ostatnich meczach zdobył 14 punktów za 7 goli oraz 7 asyst (w tym seria 4 meczów z rzędu z bramką). W pierwszych 40GP zanotował zaledwie 3G + 6A. Kolosalny progres. Wedle jednej z teorii jesienią jeszcze nie był w stu procentach sprawny po operacji brzucha (przeszedł ją pod koniec czerwca). W trakcie roku wracał do dyspozycji fizycznej oraz sportowej. Jest oczywiście stanowczo za późno na jakąś poważną analizę kandydatury Patricka do indywidualnego wyróżnienia, natomiast na miejscu kibiców Flyers i tak byłbym zachwycony. Po ostatnim gorącym okresie Nolana muszą odczuwać ogromną ulgę. Nie chciałbym całe lato czytać nagłówków, jaki to wielki draftowy błąd popełnili Lotnicy, już widzę te porównania do Aleksa Daigle’a czy innego Naiła Jakupowa…

Specjalne wyróżnienie dla… Brendana Leipsicia. A co to, zaszalejmy. Tyle złego napisałem o Vancouver w tym sezonie… Mam poczucie, że jestem im winien możliwie najwięcej ciepła. Nie ma Boesera, jest Leipsic. Coś na wzór “umarł król, niech żyje król”? Raczej nie do końca, byłoby nie fair w stosunku do 23-latka wymagać tak wiele jak od Brocka. Mam skrzywiony pogląd na tego gracza. Śledzę go od kilku lat. Pamiętam, jak wielkie nadzieje wiązano z nim w Toronto, nie zapominam jego świetnych cyferek z Marlies. Bardzo cenię sobie Justina Bourne’a, dziś piszącego dla “The Athletic”. Justin jeszcze nie tak dawno pracował dla klubu z Ontario – odpowiadał za video oraz analitykę. Kiedy tylko Maple Leafs zdjęli mu medialny kaganiec bardzo często pozytywnie wypowiadał się o Leipsiciu, jednak prawda jest taka, że w Toronto nie było dla niego miejsca. W Vegas też nie do końca się odnalazł, choć wysłał kilka obiecujących sygnałów. Canucks niewiele zaryzykowali, a potencjalnie mogą bardzo wiele wygrać w tej deadline’owej wymianie.

Leipisic z miejsca dostał konkretną rolę w drużynie. Najmniejszy wymiar czasu jaki dostał w Orkach to 16:13 w meczu z Islanders. W Vegas przez cały sezon tylko dwa razy zagrał więcej niż kwadrans, najczęściej błąkał się gdzieś w czwartym ataku zaliczając po 9-10 minut. Bez sensu. Nie wolno mieć pretensji do Gerarda Gallanta. W Vegas odpalili mu inni, Leipsic przegrał sportowo rywalizację, na szczęście swoim startem w Vancouver pokazuje, że naprawdę go stać na NHL. 2 asysty przeciwko Rangers w debiucie, 2G oraz 1A z Islanders, kolejna asysta z Arizoną. Jeśli ktoś może wygrać coś w tym klubie to jest to Brendan. Miejsce w kadrze zespołu na przyszły sezon stoi otworem, powodzenia!

2 KOMENTARZE