Washington Capitals (1MET) vs Philadelphia Flyers (2WC)

Dawid z Goliatem? Najlepsza drużyna fazy zasadniczej kontra zespół, który poszedł w ślady zeszłorocznych Ottawa Senators i cudem wdarł się do playoff. Washington Capitals w pierwszej rundzie zmierzą się z Philadelphia Flyers.

Jak znaleźli się w playoff

Dla Capitals to był sezon jak z bajki. Graczom Barry’ego Trotza wychodziło po prostu wszystko. Od pierwszego dnia rozgrywek narzucili bardzo mocne tempo, którego z każdym mijającym tygodniem nie wytrzymywali kolejni konkurenci. Wystarczy powiedzieć, że Stołeczni zapewnili sobie Presidents’ Trophy dla najlepszej ekipy fazy zasadniczej jeszcze w marcu! Mniej więcej od lutego Caps rywalizowali praktycznie sami ze sobą, a głównym celem na końcówkę sezonu była pogoń Bradena Holtby’ego za rekordem wygranych spotkań przez Martina Brodeura. Prawdziwe problemy pierwszego świata. Zupełnie inaczej wyglądał rok Lotników. Hokeiści z Filadelfii bardzo długo byli poza playoff, tak naprawdę nawet menedżer Ron Hextall nie do końca wierzył w swoich zawodników. Przy okazji trade deadline nie szukał wzmocnień, przeciwnie: pozbył się Vincenta Lecavaliera i Luke’a Schenna. Nikt poważnie nie myślał o awansie. I trudno się dziwić, w końcu na koniec lutego Flyers w dywizji wyprzedzali tylko Columbus i Carolinę! Tymczasem dzięki niewiarygodnemu finiszowi “rzutem na taśmę” udało się wedrzeć do postseason.

Czy Capitals wreszcie przegonili demony sprzed lat?

Waszyngtończycy powoli urastają do miana “San Jose Sharks wschodu”. Od lat często notują świetne wyniki w regular season, lecz dotąd nie potrafili potwierdzić swoich mistrzowskich aspiracji późną wiosną. Ich historia tak naprawdę zaczęła się 8 lat temu – wtedy młodziutcy i niezwykle efektowni Capitals pod wodzą Bruce’a Boudreau przegrali pierwszą rundę playoff z… Philadelphia Flyers. Dwa lata później przyszła sensacyjna porażka z Montreal Canadiens. Wówczas Caps w cuglach wygrali Wschód, jednak cudem powstrzymał ich grający serię życia Jarosław Halak. Kolejne lata to pasmo rozczarowań (porażki z Tampa Bay oraz dwukrotnie z New York Rangers). Dziś gracze Barry’ego Trotza nie mają już żadnych wymówek. Są ograni, mają doskonałych liderów oraz imponujące zaplecze, czołowego bramkarza. Pytanie, czy wytrzymają mentalnie.

Czy Shayne Gostisbehere poradzi sobie w playoff?

Młodziutki obrońca Flyers bezsprzecznie należał do grona najbardziej wpływowych zawodników w tym sezonie. “Ghost” okazał się katalizatorem, dzięki któremu drużyna zaczęła sensownie funkcjonować. Dyspozycja tak młodego i nieopierzonego gracza w fazie playoff to zawsze wielka zagadka. Shayne może utrzymać poziom z sezonu zasadniczego, ale równie dobrze może go dopaść trema, a brak doświadczenia wyjdzie mu bokiem. Tym bardziej, że defensora Flyers z całą pewnością upatrzy sobie Barry Trotz, szkoleniowiec Washington Capitals. Jeżeli uda mu się zminimalizować wpływ Gostisbehere’a na grę Lotników, wówczas wytrąci im z ręki jeden z najpotężniejszych argumentów w całej serii. Spodziewajmy się zatem bardzo trudnych match-upów dla “Ghosta”.

Jak trudy sezonu wytrzyma Braden Holtby?

Dopatrywanie się słabości w szeregach Capitals przypomina szukanie igły w stogu siana. To wręcz daremne zadanie, jednak jeśli można dopatrzeć się jakiejkolwiek rysy to niepokój wśród fanów Stołecznych może wzbudzać nadmierna eksploatacja Bradena Holtby’ego. Golkiper Caps w pogoni za rekordem zwycięstw w jednym sezonie nie zaznał odpoczynku, choć była ku temu sposobność. Waszyngtończycy nie musieli przecież drżeć o swój los do ostatniej kolejki, mimo to Holtby rozegrał aż 66 spotkań w sezonie. To znacznie mniej niż przed rokiem, kiedy wystąpił w aż 73 grach(!), niemniej dla porównania Steve Mason wystąpił tylko w 54 meczach. Jemu na pewno nie zabraknie świeżości.

Jak zareagują Flyers na śmierć swojego właściciela?

Dwa dni temu pożegnaliśmy Eda Snidera, właściciela i założyciela Philadelphia Flyers. Ed zmarł po długiej walce z rakiem. Wszyscy wspominają go jako niezwykle zaangażowanego szefa, człowieka, który pasjami kochał hokej i w ogromnym stopniu interesował się bieżącymi wydarzeniami w klubie. Potwierdzają to sami zawodnicy – obecni oraz byli. Pamiętamy, jak dwa lata temu New York Rangers zmobilizowali się po śmierci matki Martina St. Louisa – Strażnicy wykazali się jednością, dało się odczuć, że tragiczne zdarzenie zespoliło cały skład. Ciekawe, czy dodatkowa motywacja (“wygrajmy to dla Eda”) może ponieść Lotników do dobrego wyniku.

Czyje gwiazdy będą świecić mocniej?

W serii Caps-Flyers mamy do czynienia z ligową śmietanką napastników. Z jednej strony Aleksander Owieczkin, Nicklas Backstrom czy objawienie sezonu Jewgienij Kuźniecow, z drugiej – Claude Giroux, Jakub Voracek oraz Wayne Simmonds, czyli absolutnie dominująca pierwsza formacja. To będzie pojedynek najznakomitszych hokejowych strzelb, a przecież w odwodzie zostają takie nazwiska jak TJ Oshie, Justin Williams oraz Brayden Schenn i Sean Couturier. Ataki obu zespołów są naprawdę świetnie zbilansowane i mają mnóstwo mocy – dość powiedzieć, że na Wschodzie nie ma lepszych ekip w powerplay niż Caps i Flyers. To może być seria, która rozstrzygnie się właśnie w ofensywie.

Typy redakcji

Kowal: Capitals w pięciu

Ruszel: Capitals w pięciu

Milczarski: Capitals w sześciu

Jonga: Capitals w sześciu

Burzyński: Capitals w pięciu

Szewczyk: Capitals w pięciu

Kolasiński: Capitals w siedmiu

Rutana:  Capitals w siedmiu

Pittsburgh Penguins (2MET) vs New York Rangers (3MET)

Pojedynek dobrych znajomych z poprzednich sezonów. To trzeci postseason z rzędu, kiedy Pingwiny spotykają się ze Strażnikami.

Co ze zdrowiem liderów?

To podstawowe pytanie, które musimy zadać sobie jeszcze przed startem serii. Póki co poza składem Pingwinów jest Jewgienij Małkin, a Strażnikom brakuje Ryana McDonagha. Bardziej spektakularnymi absencjami byłyby chyba jedynie urazy Sidneya Crosby’ego i Henrika Lundqvista… O ile Geno ma wrócić do gry już wkrótce (może już na Game 1?), o tyle McDonagh odpocznie jeszcze co najmniej przez tydzień. Amerykanin co prawda pojawia się na treningach, niestety uraz ręki odniesiony w przedostatnim meczu fazy zasadniczej jest na tyle poważny, że Ryan z trudem utrzymuje kij w dłoni. Pocieszeniem dla nowojorczyków może być fakt, iż brak kapitana to jedyne zmartwienie. Tradycyjnie trudną sytuację zdrowotną mają w Pittsburghu, gdzie poza Małkinem do zdrowia dochodzą Beau Bennett, Olli Maatta oraz dwaj bramkarze: Marc-Andre Fleury i Matt Murray.

Kto w bramce Penguins?

No właśnie. Fleury kilka tygodni temu odniósł drugie wstrząśnienie mózgu w tym sezonie. Kanadyjczyk twierdzi, że nie ma już żadnych symptomów, optymizm na konferencjach prasowych przejawia trener Mike Sullivan, lecz tak naprawdę faktyczny status Fleury’ego poznamy na dwie godziny przed meczem. Sytuację komplikuje niedyspozycja Matta Murraya. Młody golkiper zastąpił Fleury’ego na końcówkę sezonu i w ostatnim spotkaniu doznał urazu głowy po zderzeniu z napastnikiem Philadelphia Flyers. W jego przypadku informacje nie są najlepsze, bowiem mówi się o przynajmniej kilku dniach przerwy. Najczarniejszym scenariuszem dla Pens byłaby oczywiście absencja i Fleury’ego i Murraya – wówczas między słupkami stanie “zakurzony” Jeff Zatkoff.

Czy Henrik Lundqvist jest w stanie ukraść całą serię?

Nadludzka postawa Szweda to warunek konieczny, by Rangers mogli stawić czoła Pingwinom. Od zmiany szkoleniowca Penguins są najlepszą drużyną NHL, czego nie można powiedzieć o Blueshirts. Nowojorczycy przez cały sezon “oszukiwali przeznaczenie”, bazując na bardzo wysokiej skuteczności bramkarzy. W polu Strażnicy zagrali koszmarny sezon, dawali zdominować się rywalowi w praktycznie każdym spotkaniu, pozwalali przeciwnikom na oddawanie ogromnych ilości strzałów, do tego fatalnie radzili sobie w osłabieniu. Jeśli chcą myśleć o sprawieniu niespodzianki, muszą liczyć na swojego najlepszego zawodnika. Na zmianę systemu gry jest już stanowczo za późno, ten pociąg już odjechał.

Czy Mike Sullivan może pójść w ślady Dana Bylsmy? 

Pamiętacie, jak w 2008 roku szerzej nieznany Bylsma przejmował Penguins w trakcie sezonu od Michela Therriena? Pingwiny świetnie zareagowały na ten bodziec sięgając po Puchar Stanleya. Do podobnej metamorfozy doszło w 2016 roku. Pod wodzą Mike’a Johnstona Pens grali do bólu przeciętnie, natomiast kiedy tylko lejce przejął Mike Sullivan zespół błyskawicznie wystrzelił z formą. Rozgrywki zakończyli 11 wygranymi w 12 meczach, zatem do playoff przystępują w najlepszej dyspozycji ze wszystkich uczestników. Mówią, że historia lubi się powtarzać…

Czy Alain Vigneault przeżyje deja vu?

Szukając podobieństw do wydarzeń z przeszłości na myśl nasunęło mi się porównanie dzisiejszych Rangers z Vancouver Canucks w ostatnim sezonie pracy Vigneaulta. Canucks przegrali swoje pucharowe szanse dwa sezony wcześniej i mimo że w 2013 roku bez przeszkód weszli do playoff, to w nich nie mieli już nic do powiedzenia. Po sezonie zwolniono Alaina, a dla Vancouver “mistrzowskie okienko” oficjalnie się zamknęło. Bardzo podobnie do tamtych Canucks wyglądają Rangers. Strażnicy przeprowadzili dwa nieudane ataki na Puchar w 2014 i 2015 roku, ale dziś zdecydowanie nie są tak mocni jak choćby rok temu. Czy dla nich również powoli zamyka się mistrzowska szansa? Wiele na to wskazuje.

Typy redakcji

Kowal: Penguins w siedmiu

Ruszel: Penguins w pięciu

Milczarski: Penguins w sześciu

Jonga: Pengins w siedmiu

Burzyński: Penguins w sześciu

Szewczyk: Penguins w pięciu

Kolasiński: Rangers w sześciu

Rutana: Penguins w sześciu