Jeśli byłeś grzecznym chłopczykiem (albo przerażonym, ale dzielnym 45-latkiem), u dentysty dostaniesz cukierek. Jeśli ładnie odpowiesz na pytania na imprezie promocyjnej w galerii handlowej – dostaniesz, jogurt, spinkę do włosów alb przynajmniej kilka sekund, gdy możesz ładnej hostessie pogapić się w dekolt. Ale kiedy jesteś hokeistą NHL i zagrałeś mecz najlepiej z drużyny – otrzymujesz pomeczowe trofeum. Niektóre inspirowane są najlepszymi trofeami na świecie – a niektóre wyglądają jak porażka, cieszą oko jak ospa skórę a w dotyku są jak uścisk dłoni Pana ze skarbówki.

TOP3 Najlepszych Trofeów

abelt13. Arizona Coyotes – Pas Mistrza Meczu.

Mimo, że na mistrzostwo przyjdzie Kojotom poczekać jeszcze co najmniej parę miesięcy,  to Panowie od tego sezonu postanowili wręczać sobie mistrzowski pas. Po każdym wygranym spotkaniu, pas wędruje do najlepszego zawodnika Ekipy. W Polsce zdobywanie pasów nie jest nam obce  – Joanna Jędrzyjczyk natłukła kilka kobiet w USA i otrzymała swój – w związku z tym odniesienie do Kojociej tradycji jest bardzo proste. Pas ładnie wygląda, bardzo miły gest – NHLw.pl Approved !

 

 

2. Boston Bruins – Army Ranger Jacket

Jedna z wielu pięknych tradycji meczowych w mieście wielu Irlandczyków. Górna część munduru “strażników armii” przekazywana jest ze spotkania na spotkanie. “Army Ranger” to elitarna jednostka piechoty w USA – wszyscy znani Wam bohaterowie filmów akcji, którzy służyli “w jednostkach specjalnych” albo “w Wietnamie” albo “zabili 200 ludzi przy pomocy zapałki” – zainspirowali się m.in. tymi maszynami wojennymi. Żeby ubrać ich mundur w Bostonie – trzeba rozegrać najlepszy mecz dla Bruins. Żeby stać się jednym z nich – trzeba przejść szkolenie, po którym niejeden szaraczek do końca życia moczył by się w nocy i wybuchał płaczem na dźwięk kapiszona.

1. New York Rangers – Kapelusz z Broadway’u

abelt6Gdyby Rangers startowali w Kole Fortuny, a ja byłbym Wojciechem Pijanowskim, przyznałbym im z góry wszystkie samogłoski, dał im wygrać nowiutkiego Poloneza i roczny zapas żelatyny – oraz buziaka od Magdy Masny.  Jako wielki zwolennik nawiązywania do tradycji, daję szóstkę z plusem.

Jako wielka stolica między innymi Teatru i sztuki jako takiej, Nowy Jork zasłynął ze słynnych kapeluszy. Jeden z takowych przekazują sobie zawodnicy Rangers. Robią to najczęściej przy dźwiękach dobrej muzyki w szatni – no i zapachu 32 przepoconych mężczyzn – ale to już detal. Liczy się gest i tradycja, a ta jest przepiękna!

 

TOP3 Najbrzydszych trofeów

3. Carolina Hurricanes – Hełm strażacki

abelt4Oddanie hołdu strażakom to piękny pomysł. Natomiast wykonanie? Można to porównać do polskiego “Celebrity splash”, gdzie sama dyscyplina skoków do wody jest imponująca, dopóki do wody nie skacze przerażony 150 kilogramowy rolnik przypominający na trampolinie słynny odcinek z Jasiem Fasolą na basenie.

Hełm wydaje się być autentyczny, ale chamsko wciśnięte logo Huraganów w innym kolorze i to chyba na jakimś papierze z okolicznego punktu ksero sprawia, że gadżet wygląda bardziej jak kask z cyklu “Kierownik imprezy”. Brakuje tylko dwóch chwytaków na browary i rurek doprowadzających “płynnego upiększacza nawet najbrzydszych kobiet” do jamy ustnej.

abelt32. Detroit Red Wings – Szpadel.

“Jak nie zaczniesz się uczyć, to skończysz z łopatą” – czy to słynne motto każdego rodzica przyświeca Skrzydłom, gdy po meczu najlepszy zawodnik otrzymuje szpadel? Otóż nie… szpadel z kawałkiem kija hokejowego zamiast normalnej “trzymanki”, podobno symbolizuje ciężką i często nieprzyjemną robotę na lodowisku, która jest potem nagradzana.

W takim układzie mam pomysł. Proponuję przekazywać sobie skuter do dostarczania pizzy zimą, albo kolejny numer “Strażnicy”, który kojarzy się ze słodkim “spierda$%#” w domofonie, gdy jako świadek Jehowy odwiedzasz kolejny dom…. albo może tą rurę, którą zawsze jakiś nieszczęśnik musi trzymać podczas pobierania nasienia od byka? Nie wmówicie mi, że to nie jest ciężka robota.

1. St. Louis Blues – (prawdopodobnie) pluszowy hot dog

abelt2Bluesmanom nie wystarczy że mają paskudną syrenę i brzydką maskotkę – postanowili pójść krok dalej. Podczas gdy Yotes czy Bruins wręczają sobie cenne trofeum – zawodnicy Blues przekazują sobie czapkę w kształcie hot-doga.

Bardzo gustowny kapelusik za ok. 3 dolary amerykańskie w kształcie ludzkiej kupy wciśniętej do skórki po bananie ma symbolizować…. kryzys finansowy? wioskę w kraju trzeciego świata? że “jak się nie ma co się lubi…”? Człowiek wymyślający tradycje tej drużyny powinien aktualnie ubiegać się o zasiłek, a nie tworzyć trendy w najlepszej lidze świata.

Zawodnik dumnie noszący hot doga na głowie po zwycięstwie wygląda raczej jak szeregowy pracownik “Berlin Kebabu” i musi się czuć jak maskotka przerośniętej szminki, która stanowi reklamę jednej z drogerii. Bardziej niż gratulować, a mam ochotę wysłać SMS o treści “POMAGAM”.