Nie łatwe ma życie klub z Florydy. Pantery po tym jak w ubiegłym roku zmagały się z fatalną frekwencją na trybunach w tym sezonie muszą zmierzyć się z kolejnym problemem. Problemem znacznie bardziej poważnym. Klub jest bowiem na skraju bankructwa.

Pantery przynoszą straty. Przed rokiem było to już 36 milionów dolarów, dwa lata temu nieco ponad 27 milionów. Problem się więc pogłębia, a rozwiązania nie widać. Wszystko wskazuje na to, że o tym czy klub z Sunrise zbankrutuje zadecydują władze hrabstwa Broward. Pantery przynajmniej dwukrotnie prosiły lokalne władze o wsparcie finansowe na ustabilizowanie sytuacji w klubie, dwa razy wniosek został odrzucony, ale prawdopodobnie za trzecim razem zespół w końcu uzyska pomoc.

Panthers proszą o 86 milionów dolarów, które miałyby być przelewane stopniowo na konto klubu w latach 2015-2028. Włodarze klubu z Sunrise chcieliby aby w pierwszych czterech latach hrabstwo wpłaciło przynajmniej połowę tej kwoty. Co się stanie gdy hrabstwo po raz kolejny odmówi? Klub będzie powiększał swój dług aż w końcu właściciele poddadzą się, a to otwiera opcje do ewentualnej relokacji drużyny.

COO Panthers, Peter Luukko jest jednak dobrej myśli i widzi szansę na rentowność drużyny: – Jeśli uda nam się uzyskać pomoc od hrabstwa, znaleźć nowych sponsorów, powiększyć sprzedaż karnetów i biletów oraz podpisać nową umowę na transmisje TV to jest szansa, że możemy znaleźć się tam gdzie chcemy być. Nasze prognozy na wyprowadzenie klubu na prostą są realne. Musimy tylko dostać się przynajmniej do środka stawki NHL. To powinno nam bardzo pomóc – mówi Luukko.

W wypowiedzi Luukko jest jednak sporo niewiadomych. Klub co prawda w porównaniu z poprzednim sezonem przyciąga więcej kibiców na trybuny i budzi większe zainteresowanie, ale jest to wziąż zbyt mało. Piłka (a raczej krążek) jest po stronie hrabstwa. To od niego zależy niemal wszystko w tej sprawie.

Wiele klubów na przestrzeni lat zmagało się z widmem bankructwa i udawało im się wyciągnąć sprawy na prostą. Przykładem może być np. Pittsburgh Penguins, którzy pod koniec wieku także zmagali się z podobnymi problemami i byli blisko relokacji. Wówczas sytuację w Mieście Stali uratował sam Mario Lemieux, który z jednym z amerykańskich biznesmenów, Ronem Burkle wykupili drużynę i wyprowadzili ją na prostą. Dzisiaj Penguins to jedna z najbardziej rozpoznawalnych marek w NHL i chyba nikt nie wyobraża sobie ligi bez zespołu z Pittsburgha.