W tej kolumnie znajdziecie podsumowania spotkań z minionej nocy. Nie będą to zwykłe „recapy”, nacisk położymy na multimedia i szczegóły których w relacjach głównego nurtu nie znajdziecie. Dodatkowo do każdego meczu dostaniecie „miernik” – graficzne sklasyfikowanie spotkania, dzięki któremu szybko będziecie wiedzieć co działo się na lodzie.

legenda_mecze

 

Boston Bruins – Tampa Bay Lightning – 3:6 gol

Jeśli jesteś fanem Boston Bruins odpuść ten akapit, mało będzie tu dobrych rzeczy na temat Twojej drużyny. Albo załóż maskę i tańcz, nikt nie zobaczy Twoich łez.

W oparach informacji-plotek o planowanych kolejnych transferach poza klub Bruins przegrali 3:6 z Lightning i są 0-3 na starcie sezonu. Tak źle ostatni raz było w 1999, żeby zilustrować czas napisze, że to ten sam rok, w którym Eminem wypuścił “The Slim Shady”. Nie wszystko musiało potoczyć się tak źle, bo Boston wygrywał nawet 2:0 i ich power-play mógł robić wrażenie.  Potem zawiodło jednak zbyt wiele rzeczy chociaż flow gry nie było dyktowane do końca przez Błyskawice.

Tukka Rask nie bronił na wymaganym poziomie, a za najgorszego w obronie może uchodzić Zdeno Chara (-2, 0 hits, 1 gva). Czy można wybaczyć to Charze, starzejącemu się obrońcy wracającemu po kontuzji, którego według raportów Don Sweeney chce wytransferować w najbliższych miesiącach? Można, ale chyba rzeczywiście lepiej zacząć szukać dla niego alternatywy. Torey Krug był OK miał trzy asysty i był tylko -1 na 24 minuty gry, ale wciąż nikt nie będzie się bał atakować strefy gdy on tam będzie stał.

Sweeney chcę ponoć zbudować Big Bad Bruins, ale jak się do tego ma gra Davida Pastrnaka w tej akcji:

OK to było trudne zadanie bo różnica wzrostu między młodym czeskim napastnikiem i Boylem jest ogromna, ale takie akcje dają morale drużyny w dół o połowę.

Tymczasem ta druga drużyna, ta która była w finale w ubiegłej edycji rozgrywek jest 3-0 i chyba jeszcze nikt nie zmusił jej żeby się porządnie spociła. Możesz pozwolić sobie by nie być ciągle przy krążku jeśli masz działającą grę w przewadze i Lightning to mieli (2/4 w PP). Z 0:2 wyszli łatwo i szybko, później zagrali dobrą drugą tercję i padł 500. punkt Stevena Stamkosa (w 495 meczu jego kariery). Tylko czterech aktywnych graczy NHL dobiło szybciej do 500 punktów (Jagr, Crosby, Małkin, Owieczkin) To był typowy gol Stammera, zagranie z pierwszej strony jego elementarza, fajnie bo do tej pory w TD Garden miał same przykrości jak pamiętna kontuzja z 2013 przez którą nie zagrał na IO czy też w 2011 gdy odpadał z Lightning w finale Konferencji Wschodniej.

Buffalo Sabres – Columbus Blue Jackets – 4:2 gol

Wciąż czekasz aż odpali McDavid? To czekaj, ja wole popatrzeć na już odpalonego Eichela. Czy grozi nam Eichelomania? Buffalo i okolice są już zagrożone takim stanem, chociaż chłopak nie gra jeszcze każdej minuty tak jak trzeba, chociaż czasami będzie zbierał lekcję od starszych kolegów, to będzie robił też takie gole:

Na tym wideo nie widzisz całej akcji i nie słyszysz też fenomenalnego głosu Ricka Jeannereta, nadrób to na youtube. Chwilę wcześniej Eichel był w tym samym miejscu i próbował podawać. Z podaniem sobie Blue Jackets poradzili, ale nie wyprowadzili krążka za niebieska. No. 2 (a być może już no. 1?) znowu najechał z lewej, ale tym razem dał z nadgarstka w długi róg. Idealny strzał, a miejsce to samo  co przy jego pierwszym golu w sezonie. Pewnie będziemy to widzieć często przez następne lata jego kariery.

Poza tym co zrobił “Eichelowski” ten mecz rozegrał się w power-play. Padło przecież sześć bramek, ale tylko jedna (właśnie ta Eichela) w 5on5. Blue Jackets są rozczarowani startem sezonu 0-3 i stratą aż 13 bramek, mają przecież jednego z potencjalnie najlepszych goalie w lidze, a w trakcie offseason cementowali swoją obronę i nie wydawała się szczególnie słabym punktem. Trzeba jednak chyba zacząć stosować inną rotację bo w Bottom Six są ludzie, którzy nie radzą sobie z grą jak np. Williams Karlsson z drugim meczem na minusie. Nie wiem też czy aby na pewno Boone Jenner jest lepszy na lewej stronie w drugiej linii od Matta Calverta, to samo można powiedzieć o prawej flance i potencjalnej zmianie tam na większe minuty dla Cama Atkinsona.

Anaheim Ducks – Vancouver Canucks – 1:2 po karnych szachy

Zanim cokolwiek zaczęło się na lodzie w Honda Center przenieśmy się przed halę gdzie kilkanaście osób protestowała przeciwko… No właśnie. Protestowało przeciwko zabijaniu zwierząt, a temat wiąże się z NHL tak, że Clayton Stoner zawodnik Kaczorów został w międzysezonie przyłapany na polowaniu i zabijaniu zwierzyny. Obrońca ma postawione zarzuty między innymi braku uprawnień łowieckich, kłusownictwu poza wyznaczonym sezonem itp. W lidze nie ma już Davida Bootha, ale temat polowań nie upadł dzięki Stonerowi. Mi nawet podobają się takie protesty:

Kevin Bieksa spotkał kolegów z Vancouver Canucks i był w bojowym nastroju:

Ten home-opener nie poszedł jednak Ducks tak jakby tego chcieli, chociaż sama gra nie była najgorsza, to z wykończeniem akcji radził sobie Ryan Miller. Weteran bramki jest w formie na początku sezonu i wyłapał już 92 z 98 strzałów w meczach Canucks, co daje mu średnią 94 procent. Miller wybronił między innymi sam na sam w trzeciej tercji, gdy szedł na niego Horcoff, nie pękł pod naporem w dogrywce gdy goście grali w osłabieniu przez dwie minuty. Koniec końców Amerykanin był dobry w karnych, bo zawsze był dobry w karnych (52 zwycięstwo w karierze, najwięcej spośród aktywnych golkiperów NHL). Strzelił mu co prawda Silfverberg ale on jest freakiem w najazdach więc to się nie liczy, zwłaszcza że dla Vancouver padły dwa gole (Vrbata też jest w te klocki niezły).

Philadelphia Flyers – Florida Panthers – 1:0 mask

Kiedy problemy osobiste wykluczyły Steve’a Masona na jakiś czas niektórzy odetchnęli z ulgą. Chyba nie było powodu by dawać mu szansę po tym, jak zawiódł Flyers w ostatniej przegranej 1:7 z Panthers (a grał tylko siedem minut). Do rewanżu przystąpiono więc z Michalem Neuvirthem między słupkami i to okazał się “jackpot” dla Dave’a Hakstola, który wygrał dzięki temu pierwszy mecz w roli trenera NHL.

Czeski bramkarz działał jak natchniony i nie pokonał go nikt:

Flyers poprawili się w PK (6/6) potrafili w nim nawet zagrażać bramce przeciwników. Nie ma co się czarować, że Lotnicy są dużo lepsi niż w meczu 1:7 – wciąż były tu problemy, długie momenty gdzie nie było kontroli nad potyczką. Sama obrona zgubiła tu osiem krążków (gva). Dobrze rokuje za to para defensywna Gudas – Miedwiediew. Mecz wygrała postawa w osłabieniu i bramkarz. Akcja bramkowa była zaraz po sekwencji czterech minut na karze Raffla, czasem właśnie zastopowanie rywala daje energie i podnosi pewność siebie i tak było tutaj. Ogólnie mecz stał w sporym kontraście np. do Sabres vs Blue Jackets bo tam na 10 power-plays padło pięć goli. Flyers vs Panthers na 9 PP nie było żadnego.

New York Islanders – Winnipeg Jets – 4:2 fight

Jets rozpoczęli to spotkanie od pięciu wizyt w boksie kar w tercji numer 1 i można się było domyślić, że to duży handicap dla gospodarzy. Taki styl gry mógł być zgubny dla Odrzutowców i to że przegrywali tylko 0:1 po 20 minutach było i tak ich sporym sukcesem, bo Islanders zasługiwali na więcej. Kiedy zaczynasz szukać rozwiązania by wrócić do meczu i widzisz że jest problem z karami, to najprostszym rozwiązaniem jest zmniejszenie agresji. Winnipeg pomyśleli odwrotnie i zaczęli grać jeszcze ostrzej, szukać “dirty” zagrań. Początkowo to się powiodło bo przez prowokacje Islanders sami znaleźli się dwa razy z rzędu w PK, ale nic z tego nie wynikło. Za to w drugą stronę padły dwa gole, jeden w przewadze i było 3:0. John Tavares wyglądał na prawdziwego lidera. Z czasem nowojorczycy odczuwali już trudy fizycznej gry, bo hitów w tej potyczce było więcej niż celnych strzałów na bramkę. Z tego tez zrobiło się 2:3 i na prawdę ciekawy meczyk w trzeciej odsłonie (polecam szczególnie ten okres). Ładna była klamra spinająca ten mecz, empty-net potrafi mieć swój urok gdy wpada tak:

Na koniec było święto, pierwszy triumf w Barclays Center trzeba było celebrować czymś wyjątkowym. Więc może tak użyjemy dzieciaka zamiast Stanley Cup? Why not?