Gdy rok temu, po fatalnym sezonie 13/14 organizacja postanowiła przewietrzyć coaching staff jak i front office, miałem bardzo mieszane uczucia.

 

Z jednej strony byłem wniebowzięty decyzją by Adama Oatesa zastąpić Barry Trotzem. Były center, Hall of Famer, niezaprzeczalnie miał swoje talenty na ławce trenerskiej. Był świetnym asystentem przy Pete deBoerze gdy jego praca polegała na rozpisywaniu kolejnych okazji powerplay. Nie chce być bardzo złośliwy, ale to chyba był jedyny plus słuchania rad zdobywcy ponad 1400. punktów na taflach NHL. Z wielu relacji i za kulisowych rozmów o jakich czytałem, można wywnioskować że Oates był całkowitym mikro-menadżerem. Do tego stopnia, że kazał zmieniać swoim zawodnikom zagięcia łopatek w kijach, by “lepiej” radzili sobie na swoich pozycjach. Przepraszam, rozmawiamy tu o zawodowych hokeistach, którzy przyzwyczajali się do swoich ulubionych kijów odkąd mieli po pięć czy siedem lat. Na pewno nagła zmiana tuż przed sezonem może zdziałać cuda w tym temacie. Słyszałem jeden pozytywny komentarz dotyczący tej kwestii od zawodnika Caps, konkretnie od Brooks Laicha. Mówił, że zmiana kija, pozwala mu lepiej operować w kole wznowień jak i mieć lepsze czucie krążka. Ale słuchając tej wypowiedzi, nie mogłem się oprzeć wrażeniu jakby mówił to tylko by wnieść jakiś pozytyw, chcąc jak najlepiej zaprezentować się mediom po fatalnym poprzednim sezonie, pełnym kontuzji i nieciekawej gry (tuż po podpisaniu bardzo złego, patrząc na kadrę, kontraktu 6x$4,5M) . Nie rozpisując się zbytnio na temat tego ciemnego okresu, ogólnie drużyna pod wodzą Oatesa, zarówno w kwestiach statystycznych, jak i na “eye-test”, grała fatalnie, szczególnie patrząc na grę defensywną. Nie mogę też przejść obojętnie obok decyzji by wystawiać Jay Beagle’a jako centra dla Alexa Owieczkina (?!).

Dzięki zatrudnieniu byłego wieloletniego trenera Nashville, struktura gry Capsów uległa natychmiastowej poprawie. Gracze ze stolicy byli pewni swojej gry w defensywie, bez problemu wszyscy gracze, od pierwszego dnia, “kupili” system gry Barry’ego Trotza. Zawsze zastanawiałem się, co czyni świetnego trenera. Mogłem się o tym przekonać już pół roku później, przy okazji najnowszej serii Road to the Winter Classic, w którym coach Trotz był jedną z centralnych postaci. I wszystko było dla mnie jasne. Barry jest po prostu fantastycznym człowiekiem, który dzięki własnym doświadczeniom i niesamowitej wręcz charyzmie potrafi “skraść show”, a tej sytuacji sprawić by wszyscy poszli za nim w ogień. Nie dziwię się, że w Nashville tyle czasu się z niego cieszyli. I tak wyglądał cały poprzedni sezon Caps. Co ciekawe, jak do tej pory,  zabójczo skuteczna gra w przewadze i strzały Owiego z “Ovi Spota” nie straciły na widowiskowości. Czy Oates w ogóle coś wniósł do Dystryktu Kolumbii? Bo za Bruce’a Boudreau też sobie nie przypominam problemów w PP.

 

Patrząc na zmiany w front office, zaproponowane przez właściciela Teda Leonsisa, wydawało mi się że cały czas drużyna będzie w całkowitej stagnacji. W końcu na pozycję General Managera zaproponowali byłego wieloletniego pracownika Caps, a w ostatnich latach prawą rękę George’a McPhee, asystenta i dyrektora od spraw kadrowych Briana MacLellana. Myślałem, że sprawy potoczą się tak jak w Edmonton, gdzie grupa wzajemnej adoracji pod przewodnictwem Kevina Lowe, będzie się co roku wzajemnie zwalniać by potem przejść na jeszcze wyższe stanowisko (bezsens, ale nie możemy odmówić “sukcesów” tego systemu w draft lottery drużynie Nafciarzy).

 

Jakie było moje zdziwienie gdy kilka tygodniu po objęciu stanowiska, nowy GM dwoma gigantycznymi kontraktami we Free Agency zakomunikował światu że Washington Capitals są nareszcie gotowi wygrywać w TEJ chwili. Całkiem dobry (trochę za długi) kontrakt dla Matta Niskanena i dużo za długi i dużo za drogi kontrakt dla Brooks Orpika. Problem Caps polegał na tym że potrzebowali natychmiastowej pomocy w defensywie, a pozyskując graczy 1 lipca w NHL niestety nie można nie przepłacić. Ale patrząc na potrzebę chwili, GM Maclellan bardzo dobrze załatał defensywę, nie niszcząc doszczętnie struktury salary cap swojego zespołu. A co do ostatnich lat kontraktu Orpika, jestem pewny że zostanie wybrany w Expansion Draft który nieubłaganie się zbliża. A tak między nami, lubię jego grę, nie podoba mi się jego kontrakt. Znalezienie obrońcy w NHL który co mecz może całkiem spokojnie pojeździć >25 min nie jest łatwe. Całe szczęście, obrońca numero uno John Carlson zarabia “jedynie” $3,96M przez kolejne 3 lata (jeden z najlepszych kontraktów ligi IMO).

 

Przewijamy taśmę o rok do przodu i kolejny fantastyczny offseason GMa drużyny budowanej “na teraz”. Fantastyczny kontrakt dla czwartego najlepszego bramkarza ligi, według Professional Hockey Writers’ Association odzwierciedlone miejscem tuż za podium w głosowaniu na Vezina Trophy, Bradena Holtby’ego. $6,1M na 5 lat to kontrakt dobry jakby na niego nie patrzeć. Nie za wysoki jak na startera (jeżeli potwierdzi formę w tym roku, zaryzykuje pojęcie Elitarny – wtedy kontrakt będzie wyglądał jeszcze lepiej). A jeżeli z jakiś dziwnych przyczyn nie będzie sobie dobrze radził, jest to kontrakt możliwy do wytransferowania.

 

Zdając sobie sprawę z niezaprzeczalnymi problemami jakie Washington napotyka na swojej drodze w playoffach (mówię głównie o klątwie meczów numer siedem), Caps zakontraktowali łamacza klątw, czarnoksiężnika game 7, Justina Williamsa, śmiem twierdzić do najlepszego kontraktu tego Free Agent Frenzy 2x$3,25M. Zawodnik uwielbiany przez Advanced Stats Community (całkowicie słusznie) to również zawodnik który posiada jedną własność która jest zaprzeczana przez wszystkich zajmujących się statystykami ludzi. Clutch Factor. W meczach numer 7, były skrzydłowy Kings i Hurricanes ma rekord 7-0 i ma na swoim koncie 14 punktów. Może to on będzie magicznym kawałkiem układanki w Top 6 Caps.

 

Kilka dni po tym jak już osiadł pył i kurz po Free Agency, “Brian the GM” zszokował Waszyngtońską blogosferę wymianą z St. Louis Blues, w której to za Troya Brouwera, prospekta Phoenixa Copleya i 3rd roundera udało mu się pozyskać dynamicznego skrzydłowego TJ Oshiego. Drużyna ze stanu Missouri najwyraźniej uważała, że ma za dużo talentu w swoim składzie i postanowiła oddać idealnego kandydata na prawe skrzydło na top line do stolicy. Była to natychmiastowa poprawa TOP 6 dla Waszyngtonu i całkiem możliwe, że po powrocie z IR Nicklasa Backstroma, Caps będą mieli najlepszą pierwszą linię ataku w NHL Ovi-Backstrom-Oshie.

 

Jedynym negatywnym aspektem tegorocznej budowy składu była oczywiście utrata Mike Greena na rzecz Detroit. Lecz patrząc na wymagania finansowe najnowszego Red Winga, była to utrata z którą wszyscy się liczyli i myślę szybko będą mogli się oswoić. Patrząc ile czasu na lodzie dawał mu Trotz, MacLellan nie mógł zaoferować lepszej oferty, ani znaleźć innego kadrowego rozwiązania by podpisać byłego 30-goal scorera. Jedyne o co się martwię przy opuszczeniu drużyny przez Greena, to magiczne połączenie jakie miał z Owieczkinem w PP. Mam nadzieję że podobną chemię będzie mógł złapać z Carlsonem.

 

(…) on gra ciągle na całego, daję z siebie wszystko i czuję że nie wywiązałem się z mojej obietnicy, że będziemy w stanie zbudować drużynę z którą będzie mógł wygrać Puchar Stanleya – Ted Leonsis – właściciel klubu, o Alexie Owieczkinie

 

Mam wrażenie, że ten rok może być tym upragnionym dla fanów Capitals i dla samego kapitana. Odkąd śledzę poczynania klubu, jestem przekonany, że jest to najlepsza drużyna w jakiej grał Owieczkin w NHL. Młodzi gniewni Jewgienij Kuzniecow i Andre Burakovsky wciąż się rozwijają. A patrząc na ich liczby i grę z zeszłego sezonu, mogą oni już w tym roku stanowić bardzo dobre elementy uzupełniające do już bardzo pokaźnego core. Braden Holtby będzie rok dłużej pod skrzydłami cudotwórcy bramkarskiego Mitch Korna. Owieczkin nie zamierza zwalniać i zapewne ustrzeli kolejne 50 (patrząc na statystyki bramkostrzelności ligi w sytuacji 3 na 3, pewnie parę dodatkowych padnie właśnie w ten sposób + nowy super skrzydłowy z drugiej strony). Mam nadzieję… chciałbym by był rok Alexa Owieczkina, szczególnie jak ogłosimy to w czerwcu.