Zemsta weekendu: Za Pragę
Austria nie dała powracającej do elity Wielkiej Brytanii żadnych złudzeń i zrobiła to z rozmachem, który trudno nazwać przypadkowym. Ekipa Rogera Badera wyszła na zurychską taflę jak drużyna z misją zemsty: dwa lata temu w Pradze to Brytyjczycy pokonali Austriaków 4:2. Tym razem nie było litości.
Już po dziesięciu minutach pierwszej tercji na tablicy świetlnej świeciło się 3:0. Benjamin Nissner otworzył wynik w trzeciej minucie, kapitan Peter Schneider dobił krążek chwilę później, a Paul Huber zamknął serię po odbiciu od strzału Thimo Nickla. Dla Mata Robsona bramkarza świeżo po naturalizacji, debiutującego w nowej roli reprezentacyjnej był to chrzest ognia, którego nie życzy się nikomu.
Wyniki meczów MŚ Elity z soboty i niedzieli:
Słowacja – Norwegia 2:1
Wielka Brytania – Austria 2:5
Węgry – Finlandia 1:4
Włochy – Kanada 0:6
Słowenia – Czechy 3:2ot
Szwajcaria – Łotwa 4:2
Wielka Brytania – USA 1:5
Włochy – Słowacja 1:4
Austria – Węgry 4:2
Dania – Szwecja 2:6
Niemcy – Łotwa 0:2
Norwegia – Słowenia 4:0
Wielka Brytania odpowiedziała. I to jak: dwie bramki w 37 sekund, od Davida Clementsa i Liama Kirka, przywróciły nadzieję i uczyniły z tej potyczki coś więcej niż jednostronne widowisko. Ale w drugiej tercji Austria znowu sięgnęła po swoją. Schneider w roli kapitana po raz pierwszy w historii trafił backhandem po znakomitym zmyleniu rywala, a Leon Wallner dobił swój debiutancki gol na MŚ po tym, jak Robson obronił jego pierwsze uderzenie. Ostatecznie 5:2 i pierwsze zwycięstwo na inaugurację dla Austrii od 2015 roku.
Cierpliwość weekendu: I braterska akcja bramkowa
Hokej lubi nagradzać cierpliwość, ale tej soboty w Fryburgu cierpliwość była wystawiana na próbę przez pełne 60 minut i dopiero ostatnie 12 przyniosło odpowiedź. Słowacja pokonała Norwegię 2:1, lecz zanim kapitan Marek Hrivik wbił decydującą bramkę, trzeba było przejść przez co najmniej dwa momenty, które mogły zakończyć ten mecz zupełnie inaczej. Wszystko zaczęło się od rodzinnej kombinacji: Martin Pospisil posłał długie podanie przez całą strefę neutralną prosto na kij swojego brata Kristiana, który sam na sam z bramkarzem Tobiasem Normannem zachował lodowaty spokój i umieścił krążek w okienku.
THE BROTHERS CONNECT 🇸🇰
Martin Pospisil finds his brother Kristian on the two-on-one and he finds the back of the net! #MensWorlds pic.twitter.com/TwjvsvVcKo
— TSN (@TSN_Sports) May 17, 2026
Piękna bramka i efektowna reklama braterstwa w trudnych chwilach. Norwegia odparła jednak cios i to dosłownie, bo po świetnie rozegranym osłabieniu (Słowacy nie wykorzystali podwójnej kary za wysoki kij) wróciła na taflę z nową energią. 18-letni Tinus Luc Koblar popisał się strzałem z obrotem, którego Samuel Hlavaj zobaczył ułamek sekundy za późno 1:1 na 30 sekund przed przerwą. Potem przez całą trzecią tercję obie ekipy grały na granicy nerwów, aż Mislav Rosandic wybił krążek w strefę neutralną, Adam Liska wygrał wyścig do niego i wyłożył Hrivikowi gotowe kapitan uderzył i dał Słowacji trzy punkty. 19-letnii Luka Radivojevic podsumował to lapidarnie: „Tu trzeba walczyć. Tak właśnie zrobiliśmy”.
Potencjał weekendu: Uwolniony przez Puljujarviego
Są zawodnicy, którzy przez lata dźwigają ciężar własnego potencjału jak zbyt ciasny kombinezon. Wszyscy widzą, co w środku, ale jakoś nie wychodzi. Jesse Puljujarvi przez całą dekadę był właśnie takim przypadkiem: talent pierwszego rzędu, rozbudzone nadzieje po zdobyciu złota na mistrzostwach świata do lat 18 i 20 w 2016 roku, a potem ciągnące się lata w NHL pełne niedopełnionych obietnic. Dopiero szwajcarska liga przyniosła przełom w tym sezonie w Geneve-Servette poprowadził całą ligę w liczbie asyst, notując ich 33. I teraz w Zurychu wrócił do roli lidera: dwie bramki, asysta, pięć punktów w dwóch meczach turnieju. Finlandia rozbiła Węgry 4:1, a stosunek strzałów – 32 do 10 – mówi wszystko o tym, kto naprawdę kontrolował to spotkanie.
Jesse Puljujärvi finishes off the Barkov play to make it 2-0 Finland 🇫🇮#MensWorlds pic.twitter.com/UxJSiGdpxZ
— TSN (@TSN_Sports) May 16, 2026
W trzeciej tercji Węgrzy nie oddali ani jednego celnego strzału na bramkę. Przy boku Puljujarvi grał kapitan Aleksander Barkov zastępstwo za kontuzjowanego Teuvo Teravainena i ta dwójka szybko znalazła wspólny rytm. Dla Finlandii nie jest to pierwsza taka lekcja udzielona Madziarom: Suomi nigdy nie przegrało z Węgrami na Mistrzostwach Świata, a bilans spotkań to regularny pokaz klasy. Honorową bramkę dla Węgier zdobył Balazs Sebok po prawdziwie pięknej akcji kombinacyjnej podanie zza bandy, przekładka przed bramką, czyste wykończenie i to trafienie warto zapamiętać jako dowód, że ten zespół potrafi grać ładny hokej nawet wtedy, gdy mecz dawno stracony.
Litera weekendu: C jak Celebrini i C jak kapitan
Demonstracja siły, przeprowadzoną ze spokojem przez drużynę, która wie dokładnie, ile jest warta i nie widzi powodów, by tego ukrywać. Kanada rozbiła powracające po czterech latach do hokejowej elity Włochy wynikiem 6:0, a najważniejszą postacią wieczoru okazał się nastoletni kapitan Macklin Celebrini – tak, kapitan, choć chciał oddać te honory Crosby’emu to obaj doszli do porozumienia że ten tytuł pozostanie w rękach nastolatka, po raz pierwszy w historii reprezentacji – który zakończył mecz z dwoma bramkami i asystą, odbierając nagrodę zawodnika spotkania z wyraźnie niewymuszoną skromnością człowieka, który jeszcze nie zdążył przyzwyczaić się do takiej roli, ale już bez wątpienia na nią zasługuje. Kanadyjczycy ruszyli jak walec, choć pierwszą bramkę dali sobie przyzwolenie dopiero w połowie pierwszej tercji: John Tavares kapitan tej drużyny jeszcze dwa lata temu, w 2024 roku wypatrzył Dylana Hollowaya przed bramką i podał mu jak na tacy, a ten nie marnował okazji.
Chwilę później Fraser Minten dobił krążek po strzale Connora Browna i zrobił coś, co szybko stało się najcieplej komentowanym momentem całego meczu: zamiast samemu świętować bramkę, odsunął się i oddał prowadzenie w celebracji właśnie Brownowi. Gest prosty, ale mówiący wiele o atmosferze w tej szatni. Minten, wychowanek Toronto Maple Leafs wymieniony do Bostonu w głośnym transferze za Brandona Carlo, wrócił na wielką scenę z nową drużyną, ale ze starymi nawykami zwycięzcy. Potem przyszedł czas na Celebriniego. Przy krzyżowym podaniu Portera Martone’a kapitan uderzył z całej siły, krążek odbił się od słupka i ramy bramki, potoczył się na łyżwę zawodnika i wpadł do siatki zanim bramkarz Davide Fadani zdążył zareagować.
ROCKET from Captain Celebrini! 😤🚀🇨🇦 #MensWorlds #IIHF @hockeycanada pic.twitter.com/2KRX9i3xR1
— IIHF (@IIHFHockey) May 16, 2026
W drugiej tercji Celebrini dorzucił jeszcze jedno trafienie bekhend w górny róg bramki z zimną krwią kogoś, kto gra tak od zawsze i w tym momencie nikogo już nie dziwiło, że to właśnie ten chłopak nosi opaskę. Włosi mieli przez chwilę złudzenie kontaktowego trafienia, gdy strzał Pietroniro pokonał Cama Talbota, ale wideopowtórka obnażyła bezsporne zagranie przeszkadzające bramkarzowi i Matt Bradley powędrował na ławkę kar. Za chwilę miał tego żałować. Na lodzie Kanady pojawił się Sidney Crosby wystarczyło dosłownie dziewięć sekund gry w przewadze i zanim ktokolwiek zdążył się obejrzeć, Evan Bouchard okrążył krążek podany przez Crosby’ego i posłał go precyzyjnym strzałem ponad rękawicą Fadaniego. 25 sekund po tym trafieniu Ryan O’Reilly zamknął rachunki po podaniu Tavaresa i było 6:0. Dla Włochów to bolesna lekcja, choć Phil Pietroniro zachował po niej godność: „Mamy z czego być dumni, mimo wyniku”. Trudno się z tym nie zgodzić zwłaszcza patrząc na to, z kim przyszło im grać.
Bramkarz weekendu: Łotewski golkiper
Są mecze, w których wynik mówi jedno, a tafla zupełnie co innego. Szwajcaria wygrała 4:2 i zgarnęła trzy punkty przed własną publicznością, ale człowiekiem, o którym mówił każdy po końcowym gwizdku, był 30-letni łotewski bramkarz Kristers Gudlevskis uczestnik swoich ósmych Mistrzostw Świata, który przez niemal 60 minut stał się murem nie do sforsowania, kończąc mecz z 39 obronieniami. Gdyby nie on, wynik mógł wyglądać zupełnie inaczej. To właśnie Gudlevskis wypadł z bramki na skraj pola bramkowego i chłodno zablokował wejście Romana Josiego pędzącego z pełną prędkością – interwencja na tyle widowiskowa, że stała się głównym tematem rozmów już po pierwszej tercji.
HISCHIER ➡️ MEIER
The Devils duo connect for a beauty as Switzerland takes a 1-0 lead.#MensWorlds pic.twitter.com/THh9A196Sm
— TSN (@TSN_Sports) May 16, 2026
Wyrównanie w wykonaniu Rudolfsa Balcersa było piękne samo w sobie szybka kombinacja na prawej stronie, podrzucone podanie przez środek i precyzyjne wykończenie, lecz Szwajcarzy błyskawicznie przejęli inicjatywę z powrotem. Przełomowy gol padł z duetu Nico Hischier–Timo Meier: obaj na co dzień grają razem w New Jersey Devils i pamięć mięśniowa zrobiła swoje – podanie przez środek strefy bramkowej, Meier w odpowiednim miejscu, 1:0. Bramkę na 3:1 Szwajcarzy chcieli odwołać przez challenge, wideoweryfikacja znalazła spalonego w rozegraniu i trafienie Vilmanisa zostało anulowane. Balcers dołożył honorowego gola w ostatnich 14 sekundach meczu bo pewne rzeczy wypada domknąć z klasą.
Sensacja weekendu: Czesi pokonani przez ekipę spoza TOP10
Pięć meczów, pięć porażek, różnica bramek 11:25 – taki był bilans Słowenii przeciwko Czechom w historii Mistrzostw Świata przed piątkowym wieczorem we Fryburgu. Można by go streścić prosto: Czechy wygrywały zawsze i zwykle wygrywały pewnie, ze średnią 5:2 na mecz. Tyle że hokej to sport, który ma głęboko w nosie statystyki historyczne, gdy tylko na taflę wychodzi drużyna z nożem między zębami i bramkarzem w natchnieniu. Lukas Horak zatrzymał 32 strzały, a jego obrona dorzuciła do tego 20 zablokowanych prób i jest w tym wszystkim pewien szczegół, który mógłby posłużyć za puentę kabaretową: Horak jest z pochodzenia Czechem.
THAT'S THE GAME WINNER 😮💨🇸🇮 #MensWorlds #IIHF @lovehokej pic.twitter.com/KGXoQ1SCGA
— IIHF (@IIHFHockey) May 16, 2026
Grał więc przeciwko własnym rodakom i był najlepszym zawodnikiem na lodzie. Czechy dominowały statystycznie w sposób przytłaczający w samej drugiej tercji stosunek prób strzałów wynosił 35 do 6, a mimo to schodziły z lodowiska z remisem 2:2, bo Anze Kuralt trafił w odpowiednim miejscu po rykoszecie od czeskiego obrońcy. W dogrywce Czechy miały przewagę liczebną i doskonałą okazję, lecz jej nie wykorzystały i wtedy krążek znalazł Marcela Mahkovca. 40 metrów otwartej tafli, zimna krew i gol, który przeszedł do słoweńskiej historii
Cytat weekendu: z Winstona Churchilla
Winston Churchill mawiał o „szczególnej relacji” między Stanami Zjednoczonymi a Wielką Brytanią i ta relacja jest rzeczywiście wyjątkowa, tyle że jednostronnie. Wielka Brytania nigdy nie pokonała Ameryki na Mistrzostwach Świata w siedmiu próbach; ostatni remis datuje się na 1951 rok, kiedy skończyło się 6:6. Broniący tytułu Amerykanie wygrali niedzielny mecz w Zurychu 5:1 i wrócili na właściwy tor po inauguracyjnej porażce ze Szwajcarią, ale zanim to nastąpiło, przez dobrą część drugiej tercji kibice brytyjscy przeżywali chwilę, o której będą opowiadać latami.
Great Britain turns it over in front of their net and Isaac Howard punishes the mistake! 🇺🇸
2-1 USA. #MensWorlds pic.twitter.com/MortWuWutM
— TSN (@TSN_Sports) May 17, 2026
Nathanael Halbert oddał strzał ze środka niebieskiej linii, który przeszył bramkarza Devina Cooleya wysoko, przy czym Wielka Brytania strzeliła tego gola dosłownie na cztery sekundy przed wygaśnięciem przewagi liczebnej. 1:1 i trybuny za ławką eksplodowały w sposób, którego hokej na Wyspach nie widział od dawna. Problem w tym, że radość trwała krótko. Isaac Howard debiutant NHL z poprzedniego sezonu w barwach Edmonton Oilers przejął stratę i chłodnym strzałem przy słupku przywrócił Ameryce prowadzenie w 57. sekundzie od tamtego wyrównania. Potem trzecia tercja przyniosła trzy kolejne bramki w dwie minuty i 14 sekund: Olivier z dobitki, Carlile strzałem przez zamieszanie i Howard jeszcze raz w grze w przewadze. Wynik 5:1 i stosunek strzałów 39:19 mówią wszystko. Brett Perlini, brytyjski weteran, po meczu nie silił się na dyplomację: „Mecz z Węgrami to teraz nasz finał”.
Pudła weekendu: Dwa jednego gracza na pustą bramkę
Słowacja wygrała z Włochami 4:1, powiększyła swój bilans historyczny w tym pojedynku do ośmiu zwycięstw w ośmiu próbach i objęła fotel lidera w grupie B wszystko zgodnie z oczekiwaniami. Ale mecz ten zostanie zapamiętany przede wszystkim z powodu Sebastiana Cederle’a. Słowacki napastnik miał w trzeciej tercji nie jedną, lecz dwie zupełnie otwarte bramki przed sobą bez bramkarza, bez obrońcy w zasięgu, z lodem szerokim jak autostrada i nie trafił ani razu. Obydwa pudła. Na pustą bramkę. Cederle po pierwszej nieudanej próbie nie zrezygnował, dojechał do krążka i spróbował jeszcze raz z jeszcze bliższej odległości i ponownie ominął cel. Hokeiści na ławce Słowacji podobno sami nie mogli powstrzymać uśmiechu. Trudno im się dziwić, bo rzadko widuje się coś takiego na poziomie Mistrzostw Świata Elity.
Oops… 😅
Sebastian Cederle has a few opportunities on the empty net and scores none of them. #MensWorlds pic.twitter.com/H8HFji7zDp
— TSN (@TSN_Sports) May 17, 2026
Sam zainteresowany zapewne też się śmiał, choć przez zęby. Tymczasem mecz rozstrzygnął się już wcześniej, za sprawą dużo bardziej precyzyjnych graczy: kapitan Marek Hrivik otworzył wynik pięknym przekierowaniem po podaniu Mislava Rosandicia, potem Viliam Kmec dobił krążek w powietrzu dosłownie na 27 sekund przed końcem drugiej tercji, a bracia Pospisil — Martin i Kristian — rozegrali w 30 sekundzie trzeciej tercji kolejną znakomitą kombinację, tym razem w przewadze dwóch na jednego, zakończoną precyzyjnym strzałem Kristiana. Włoch Gabriel Nitz zdołał zmylić Adama Gajana strzałem zza niebieskiej linii i ocalić honor, lecz Oliver Okuliar odpowiedział dobitką w przewadze i wynik był przesądzony. Włoski trener Jukka Jalonen sprowadzony z Finlandii, gdzie wygrał niemal wszystko, co wygrać można przyznał lakonicznie: „Poprawiliśmy się w porównaniu z meczem z Kanadą, ale to wciąż za mało”. Cederle nie skomentował swoich prób. Niektóre rzeczy mówią same za siebie.
Młodzież weekendu: Szwedzcy nastolatkowie
Szwecja przyjechała na ten turniej z 13 debiutantami w składzie i pytaniem, czy taka odmłodzona Tre Kronor potrafi grać poważny hokej na najwyższym poziomie. Po niedzielnym meczu z Danią odpowiedź brzmi: tak, i to z nawiązką. Najbardziej czytelnym symbolem tej nowej generacji był 18-letni Viggo Bjorck, który po podaniu Ivara Stenberga trafił wysokim strzałem do bramki Soggarda i tym trafieniem zapisał się w szwedzkiej historii jako najmłodszy zawodnik w dziejach Tre Kronor, który zdobył bramkę na Mistrzostwach Świata – liczył sobie wówczas 18 lat i 66 dni. Co ciekawe, do historycznego trafienia prowadził go partner z pierwszej formacji, Stenberg, który wciągnął duńską obronę bliżej, po czym wysłał krążek precyzyjnym podaniem wprost na kij Bjorcka. Ciekawie wyglądało też z perspektywy sędziego przekazanie krążka pamiątkowego autorowi gola.
Check out the process of Sweden retrieving the puck for Viggo Bjorck's first goal through the official's POV 😮 #MensWorlds pic.twitter.com/2KeywnFHgY
— BarDown (@BarDown) May 17, 2026
Szwedzka pierwsza linia – Raymond, Bjorck i Stenberg – zebrała w tym meczu łącznie siedem punktów. Ale ten mecz pokazał też przewrotnie, że doświadczenie wciąż ma swoją wartość: obydwie bramki w pierwszej tercji padły po strzałach weteranów – Mattiasa Ekholma i Olivera Ekmana-Larssona – którym właśnie nastolatkowie wyłożyli krążek jak na tacy. Ekholm skomentował to z humorem: „Strzelanie goli staje się moim nawykiem”. Dania, która wcześniej wygrała ze Szwecją tylko raz w historii Mistrzostw Świata, historii nie powtórzyła i przegrała ostatecznie 2:6, dorzucając do rachunku zbyt wiele kar i za dużo złych zmian na lodzie.
Konto weekendu: Czyste u Łotyszy
Dwa dni temu Kristers Gudlevskis zatrzymał 39 strzałów w przegranym meczu ze Szwajcarią. W niedzielę kompletne wykluczył Niemców przy stosunku strzałów 25:22 na korzyść rywali, zero bramek wpuszczonych i Łotwa z pierwszymi trzema punktami w turnieju. Dwukrotny zdobywca tytułu najlepszego bramkarza ligi DEL w barwach Fischtown Penguins po prostu nie dał się pokonać, a kiedy Lukas Reichel z Bostonu Bruins miał w końcówce drugiej tercji stuprocentową okazję z międzybulików, Gudlevskis spokojnie złapał krążek w rękawicę jak coś, co robi od zawsze, bo właściwie tak jest. Bramki dla Łotwy zdobyli Martins Dzierkals i kapitan Rudolfs Balcers.
Dzierkals, wbijając krążek pod lewą łyżwę Grubauera na minutę i 40 sekund przed końcem pierwszej tercji, trafił po raz siódmy w historii Mistrzostw Świata i przyznał z uśmiechem, że stres chwili sprawia, że trochę traci pamięć co do szczegółów akcji. Balcers natomiast dosłownie zadachował krążek ponad Grubauerem przy linii bramkowej i zaliczył trzeciego gola w turnieju. Niemcy zostali bez punktów po dwóch meczach po porażce z Finlandią teraz z Łotwą i tęsknią za czasami z Mediolanu, gdy mieli w składzie Draistla i Stutzlego. Oba narody pamiętają Tampere 2023: Niemcy srebro, Łotwa historyczny brąz. Na razie drogi rozeszły się zdecydowanie.
Znajomi weekendu: Dobrze znany wróg
Granica między rywalem a kolegą z szatni jest niekiedy cieńsza niż ostrze łyżwy. 10 węgierskich zawodników na co dzień gra w austriackiej lidze ICE League. Innymi słowy: obie drużyny znają swoje nawyki, schematy i słabości lepiej niż niejeden trener analityczny. I właśnie dlatego Austria musiała się w niedzielę naprawdę napracować na swoje zwycięstwo. Austriacy wyszli na prowadzenie już po pięciu minutach dzięki trafieniu Vinzenza Rohrera – wychowanka Montrealu Canadiens, który większość sezonu spędził na tym samym lodowisku w Zurychu w barwach miejscowych Lwów – ale Węgry odpowiedziały szybkim golem wyrównującym; 38 letni Istvan Sofron.
Dłuuugo trwał ten pat przez całą drugą tercję obie defensywy górą aż trzecia tercja przyniosła przełom w stylu, jakiego nie powstydziłby się najlepszy zegarmistrz: dwie bramki w 44 sekundy od Dominika Zwergera i Thimo Nickla. Węgrzy jeszcze zdołali zaserwować 94 sekundy gry w przewadze pięciu na trzech i bramkę kontaktową Petera Vinczego, lecz wyrównanie nie padło – ostatnie słowo należało do Nickla, który wbił do pustej bramki. Austria ma komplet punktów i najlepszy start od 1977 roku. Peter Schneider, zbierając kolejną asystę, dobił do 35 punktów w historii Mistrzostw Świata i jest już drugim strzelcem w dziejach austriackiej reprezentacji na tym turnieju.
Hat trick weekendu: Trochę pomógł pech bramkarza
Dobę wcześniej Słowenia zatrzymała hokejowy świat w miejscu, wygrywając po dogrywce z Czechami w jednym z największych zaskoczeń całego turnieju. W niedzielę przyszło zderzenie z rzeczywistością i było ono bolesne podwójnie, bo do czystego wyniku 4:0 na korzyść Norwegii doszedł jeden z tych momentów, które człowiek pamięta znacznie dłużej niż chciałby. Żan Us słoweński bramkarz, który przez pierwszą tercję ratował swój zespół znakomitymi interwencjami: lewą łyżwą po strzale Steena, lewą łyżwą ponownie po kolejnej próbie, desperackim rzutem na taflę po dograniu przy słupku – w połowie drugiej tercji obronił sam na sam z Jacobem Berglundem.
Oh, no 😬
Žan Us saved the breakaway but then tapped the puck into his own net when he tried to cover it. pic.twitter.com/FvRUfBBnbW
— TSN (@TSN_Sports) May 17, 2026
Wszystko pięknie: wyjście z bramki, ciało zasłania kąt, krążek odbity. A potem, próbując przykryć go rękawicą, Us wepchał go do własnej siatki. Sam. Berglund był pierwszym, który przyznał, że mu się po prostu poszczęściło: „Czasem tak bywa. Głupi traf”. Norweg skończyył wieczór z hat trickiem – pierwszym w reprezentacyjnej karierze – a jego trzy trafienia w drugiej tercji dały Norwegii spokojne zwycięstwo i bramkarza Henrika Haukeland zupełnie nie obciążyły: zatrzymał 11 strzałów i zanotował trzecie wyłączenie do zera w całej historii swoich startów na Mistrzostwach Świata. Słowenia oddała łącznie zaledwie 11 strzałów i zaliczyła twarde lądowanie po euforycznym czwartkowym wieczorze.
Tabele grupy A i B:

