Nazem Kadri postanowił podzielić się swoimi przemyśleniami na łamach Players Tribune tuż po pierwszej rundzie play-offów 2022. Znany z kontrowersji hokeista błyskawicznie stał się centralną postacią drugiej rundy. Zaczęło się od pośredniego wyeliminowania z gry Jordana Binningtona, a niedługo potem zawodnik popisał się świetnym hat trickiem. Prawda jest taka, że rewelacyjna forma Kadriego mocno przybliża Avalanche do wyczekiwanego finału konferencji. Zobaczmy, co ma do przekazania na temat własnej osoby, zespołu z Denver i wówczas trwającej walki o Puchar Stanleya.

To taki okres, w którym staram się za wiele nie mówić. Niech przemawia za mnie moja gra. Tak będzie najlepiej. Nie da się ukryć, że ten czas w roku jest po prostu najlepszy. Nic nie może równać się z play-offami. To dlatego gram w hokeja. Przez ostatnich kilka lat czułem się nieco niezrozumiany, więc postanowiłem to wyrzucić z siebie…jeśli nie masz nic przeciwko.

  1. Zacznę od tego, co wydarzyło się w ubiegłym roku [play-offy 2021]

Przez tydzień nie mogłem spać, po tym jak powaliłem Justina Faulka w play-offach.

Nienawidzę, gdy ktoś musi cierpieć przeze mnie. Kiedy spojrzałem na leżącego Justina….od razu czułem, że coś się stało. Gdy siedziałem w boksie kar, miałem w głowie prawdziwą burzę. Byłem wkurzony na siebie, na sytuację. W tamtym momencie chciałem być po prostu gdzie indziej. Na lodzie nie było wiele czasu do myślenia, a ja popełniłem błąd. Nigdy moim celem nie jest skrzywdzić kogoś. Wiem, że ludzie mogą się wkurzać na takie gadanie lub osądzili mnie i nie zmienią zdania. Rozumiem to.

Następnych kilka dni upłynęło na rozmowach z przedstawicielami ligi, na przesłuchaniach….to mnie dołowało. Nie zgadzałem się z ich opinią. W moim odczuciu sprawa nie została przedstawiona właściwie. Nie mogłem grać i czułem jak umieram, gdy z pozycji widza musiałem przyglądać się jak w kolejnej rundzie walczyliśmy z Vegas. Wieczory były okropne. Nie radziłem sobie z nerwami. Chciałem być na lodzie i pomóc. Play-offy to jest moje życie. Tymczasem, ja siedziałem w domu i oglądałem jak odpadamy w drugiej rundzie. Spojrzałem na moją córeczkę. Naylah nie miała wtedy jeszcze dwóch lat. Nie rozumiała co się dzieje. Ważne było tylko to, że „Baba” jest w domu, siedzi na podłodze i bawi się z nią Play-Doh.

Jedno z tłumaczeń jej imienia z arabskiego oznacza „przebojowa”.

Nie da się wymyślić nic lepszego na opisanie rodu Kadri.

Taki właśnie zawsze byłem. Chcę być tym, który robi różnicę. To ja mam mieć krążek na kiju w decydującej akcji w ostatnich sekundach.

  1. Kiedy byłem młodszy, uważnie analizowałem wywiady z Kobem

Oglądałem je, po czym przysłuchiwałem im się ponownie. „Mentalność Mamby” stała się czymś co mnie zafascynowało. On był po prostu inny, czyż nie tak? Nie sądzę, że trzeba poświęcić dużo czasu, aby dostrzec, jak bardzo Kobe był zafiksowany na punkcie sukcesu. Gdy byłem młody i mieszkałem w London, zawsze czekaliśmy na występy Lakers. Pamiętam, że mając 11 albo 12 lat, mój tata zdobył bilety na ich mecz z Raptors w Toronto. Kiedy kładłem się spać, odliczałem” „Jeszcze trzy razy muszę zasnąć, a potem już zobaczę Kobego”.

Pamiętam jak podążaliśmy do Air Canada Centre, jadąc drogą ekspresową Gardiner i tam w pewnym momencie widać logo hali. Ludzie, mam ten obraz cały czas przed oczami, jakby to było wczoraj. Wszystko wydawało mi się takie monstrualne. Te światła, dziedziniec – to było wręcz hipnotyzujące. Nie znajduję lepszym słów, żeby to opisać. Kobe był Tym Facetem. Cały czas wszystkie oczy na niego. On się inaczej poruszał, inaczej zachowywał niż pozostali. Był niekwestionowanym bohaterem. Widziałem jak drużyna mu ufała. Nie chodziło tylko o jego umiejętności, czy skuteczność, ale również o energię, która płynęła od niego.

Zapragnąłem zostać kimś takim.

  1. Wydaje mi się, że Avalanche sięgnęli po mnie, gdyż wiedzieli, iż mogę być kimś takim

Oczywiście nie chodzi mi o to, że miałem być Kobem, ale facetem, który w każdym meczu dostarczał drużynie energii i był gotowy grać non stop. Gościem gotowym na wszystko, aby wygrać. Mówiłem o tym w mojej rozmowie draftowej w 2009 roku i nadal podtrzymuję to zdanie.

Dość szybko przekonałem się, że w NHL nie ma miejsca na bycie Kobem. Tu nie możesz emanować zbytnią pewnością siebie na zewnątrz. Trzeba to nieco ukryć i wydobywać z wnętrza. Zostałem wybrany przez Maple Leafs w TOP 10, ale wtedy dla młodych zawodników był inny czas niż dziś. Po pierwszym campie w 2009 byłem przekonany, że pokazałem się z dobrej strony. Wydaje mi się, iż byłem najlepiej punktującym gościem. Cóż z tego, skoro wtedy rządziła jeszcze oldschoolowa mentalność. Kierownictwo drużyny nie chciało na siłę przyspieszać mojego rozwoju, więc zostałem odesłany z powrotem do rozgrywek juniorskich. Nie mogłem się wedrzeć do składu przez kilka lat. Podczas rozmów nie szczędzono mi słów krytyki. Nagłówki prasowe często szydziły ze mnie i mojego sposobu gry. Moją zasadą było zawsze to, iż jeśli, ktoś twierdził, że nie stać mnie na coś…. ja jeszcze bardziej pragnąłem to osiągnąć.

Presja, uwaga skupiona na mnie, ciągłe obserwowanie mojej osoby – nie ruszało mnie to.

Chciałem żeby tak było.

Rozumiem, że nie każdy to wytrzyma, ale mnie to nie przeszkadzało.

Aby odnieść sukces w takim miejscu jak Toronto…musisz to po prostu udźwignąć. Niektórzy mogą stwierdzić „Nazem, ale ty nie osiągnąłeś zbyt wiele w Toronto”. Takie głosy do mnie dochodziły. To szpila wbijana i kłująca, tak mnie, jak i każdego członka tej drużyny będącej bez sukcesów w play-offach. Ok, lecz trzeba zauważyć, że byłem w Maple Leafs prawie 10 lat. Miałem przyjemność tak długo występować w tej samej hali, co Kobe i być w blasku tych samych świateł.

Moich wspaniałych wspomnień z czasów bycia „Liściem” nikt mi nie odbierze.

Potrafiliśmy wypełnić po brzegi tę wielką halę.

Wygrywaliśmy mecze w play-offach.

Nie udało się więcej, ale niech mnie diabli, jeśli ktoś powie, że nie dałem z siebie maksa.

  1. Nigdy nie chciałem stamtąd odejść

Nie zgodziłem się na przeniesienie do Calgary w 2019 roku. To nie miało nic wspólnego z niechęcia do Flames. Tak samo zachowałbym się, gdyby chodziło o jakikolwiek inny klub. W NHL jest wiele drużyn mających świetnych fanów i głośne hale, ale ten zespół i to miejsce – to była część mnie.

Zawsze czułem takie połączenie z Toronto. To po prostu było w środku.

Czułem jak bardzo fani byli wkurzeni na brak triumfu.

Czułem jak mocno frustrujące były dowcipy o 1967 roku.

Miałem w sobie żar, rozumiałem to wszystko.

Toronto było moim domem.

Poszedłem do zarządu i zgłosiłem, że chcę zostać. Mieliśmy naprawdę ekscytujący młody kręgosłup drużyny z Austonem, Mitchem, Willym, Morganem – wspaniała, utalentowana grupa ludzi. Chciałem być częścią tej drużyny, która wzniesie Puchar. Nic więcej mnie nie obchodziło. Tego chciałem.

Jednak to jest biznes, a to co stało się w play-offach 2019 przeciwko Bruins musiało skończyć się trzęsieniem ziemi. Rozumiem to.

Kiedy wjechałem w De Bruska w Bostonie, nie przypuszczałem, że to ostatni raz, gdy mam na sobie bluzę Klonowych Liści. Od czasu do czasu myślę o tamtym zdarzeniu i żałuję, że mój kij powędrował tak wysoko, ale taka jest ta gra. Oto kim jestem. Widziałem jak jeden z naszych liderów wykonał taki miękki atak ciałem, to nie przystoi takiej ekipie. Zawsze będę bronił naszych. Niestety przekroczyłem pewną granicę – znowu – zawiodłem chłopaków. Teraz widzę, że to był na czas na coś nowego.

Odebranie telefonu od Kyle’a Dubasa było trudne.

Całe moje hokejowe życie spędziłem w Ontario. I teraz w taki sposób miało się to skończyć? Nie będę ukrywał, było mi smutno.

Nie tylko byłem zawodnikiem tej drużyny, również jej wielkim fanem. I zawsze będę.

  1. Sześć dni później urodziła się Naylah

Kiedy trzymałem ją na rękach…to było najbardziej magiczne uczucie na świecie. Patrzałem w jej oczka, ściskałem dłoń mojej żony i zapomniałem o wszystkich innych sprawach. Nie było transferów, hokeja, presji. Była tylko miłość. Naylah przyszła na świat w Toronto i wiem, że pewnego dnia zrozumie, co to miejsce znaczy dla nas. Ale tamtego lata przeprowadziliśmy się do Kolorado. Wszyscy ludzie z Avalanche byli tak bardzo zaangażowani w pomoc nam.

W Toronto mieszkaliśmy w apartamencie. W Denver zyskaliśmy dużo więcej przestrzeni. Udało nam się znaleźć dom z ogrodem, miejscem do grillowania i tymi wszystkimi fajnymi dodatkami, które sprawiają, że jest miło. Wiosną następnego roku przerwano rozgrywki z powodu pandemii. Mogłem cały ten czas spędzić z Ashley i Naylah w domu. Widziałem jak wyszedł jej pierwszy ząbek, słyszałem pierwsze słowo, które wypowiedziała (tak a propos to było „Baba”). Jestem tak szczęśliwy, że mogłem być przy tych sytuacjach. W zmienianiu pieluch nie jestem jeszcze tak dobry jak w grze w hokej, ale pracujemy nad tym. Trening czyni mistrza.

Nie mogę się doczekać kiedy zabiorę ją do Libanu, żeby poznała swoje korzenie. Chcę jej wytłumaczyć co to znaczy być muzułmaninem w Ameryce Północnej. Będąc ojcem, widzę w sobie znacznie więcej niż przedtem. Wiem, że moje zachowania, odbijają się na mojej rodzinie i mogą mieć wpływ na to, kim Naylah kiedyś zostanie.

Zawodnik, którym jestem – daję z siebie wszystko, gram na krawędzi, wciąż gonię Kobego, wciąż taki jestem. Ten trend się nie zmieni. To on otworzył mi drzwi tej ligi. To on przekonał Briana Burke’a, że nadaję się do gry. Wiem jednak, że muszę respektować reguły, muszę być dojrzały. To coś nad czym cały czas pracuję.

Myślę, że udowodniłem to w tym roku [sezon 2021/22].

  1. Denver okazało się bardziej niesamowite, niż przypuszczałem

To zaszczyt być częścią tej drużyny i tej społeczności.

Mówiłem o tym, jak trudno było rozstać się z Toronto, ale tego nie należy odbierać w relacji do Kolorado. Chodziło o więź między mną a „Liśćmi”. Denver okazało się świetnym miejscem dla mnie i mojej rodziny, a jako rodzice nie moglibyśmy sobie wymyślić lepszej lokalizacji do tego, by Naylaha rosła i poznawała świat. To miasto jest piękne, a ludzie zrobili wszystko, żebyśmy poczuli się jak w domu.

Aaa, no i jeszcze jedno. Nasza hala. Jakby ją najlepiej opisać? Jest wroga.

Atmosfera jest niesamowita. Nasi kibice są nie z tej ziemi. Nie wyobrażam sobie, co muszą czuć drużyny przyjeżdżające tutaj w ostatnich latach. Tumult jest ogromny. Od pierwszego rzutu krążka do ostatniej syreny. W tym sezonie kilkukrotnie byliśmy w trudnej sytuacji. Rozglądałem się po hali na kilka sekund przed końcem meczu. Nie widziałem nikogo, kto by wstał i opuścił wtedy swoje miejsce.

Nawet po tym co wydarzyło się w play-offach w ubiegłym roku, czuję, że fani są bardzo blisko mnie. Dziękuję Wam za to. To cały mój świat, a hokej w wydaniu wiosennym znaczy dla mnie najwięcej. Zawsze tak było – nienawidziłem tego uczucia, kiedy wysiłki całego sezonu nagle idą na marne. Jeśli ktoś nie wierzy, niech zapyta trenerów z mojej podstawówki jak radziłem sobie z przegranymi. Nie było dobrze.

Ten sezon [21/22] chcę zakończyć triumfem.

  1. Wierzę w ten zespół

Jest tak, ponieważ, gdy rozglądam się po szatni, to widzę bandę facetów, która czerpie radość z bycia pod presją. Chcą, żeby od nich oczekiwać. Kilka lat temu, może byli tutaj kibice i zawodnicy, którzy czuli zaspokojenie po samym awansie do play-offów, ale my wiemy, czego od nas się wymaga teraz. Nikt się nie wycofa. Patrzę na Nate’a, Gabe’a i innych naszych liderów – wszystko nad czym pracowaliśmy począwszy od letniego obozu aż po mecz numer 82, było z myślą o play-offach.

Włożyliśmy w to wiele potu, żeby zbudować tak mocną pozycję. Nie zamierzamy zmarnować tej szansy.

Nie boimy się być w blasku świateł. Nie pękamy, że się nie uda.

Nie boję się przegrać.

Taki właśnie jestem.

Położę wszystko, co mam.

Do zobaczenia po drugiej stronie, Kolorado.