Edmonton Oilers rozpoczęli sezon 2026/27 od pięciu zwycięstw i jednej porażki po dogrywce, Connor McDavid przewodził klasyfikacji punktowej NHL, a Mike Babcock szybko zaczął udowadniać, że jego powrót na trenerską ławkę nie musi oznaczać kolejnej katastrofy wizerunkowej. Wydawałoby się, że w Albercie wszystko zmierza w dobrym kierunku. Tymczasem na trybunach Rogers Place zaczęło dziać się coś, czego jeszcze niedawno trudno było sobie wyobrazić. Kibice, którzy przez lata walczyli o możliwość oglądania Oilers na żywo, zaczęli rezygnować z karnetów, a ponad dwa tysiące miejsc podczas jednego z październikowych spotkań pozostało pustych.

Za coraz bardziej napiętą atmosferą w Edmonton stoi jednak znacznie więcej niż sama polityka cenowa. Kontrowersyjne zatrudnienie Babcocka, podpisanie kontraktu z Alexem Formentonem, rosnące koszty uczestnictwa w meczach i narastające poczucie, że klub wykorzystuje lojalność swoich sympatyków, tworzą mieszankę, której nie sposób zignorować. Paradoks polega na tym, że na lodzie Oilers zaczęli wyglądać coraz lepiej.

Ponad dwa tysiące pustych krzeseł. Co się dzieje w Edmonton?

Edmonton Oilers przegrali z Utah Mammoth 2:4, ponosząc pierwszą porażkę w regulaminowym czasie gry w sezonie. Znacznie większym zaskoczeniem od samego wyniku była jednak frekwencja. Na trybunach Rogers Place zasiadło około 16 176 widzów, co oznaczało najmniejszą publiczność na meczu Oilers w tej hali od blisko czterech lat.

Jeszcze w poprzednim sezonie Edmonton sprzedawało komplet biletów na wszystkie 41 spotkań domowych. Tym razem ponad dwa tysiące miejsc pozostało wolnych, chociaż drużyna przystępowała do meczu po pięciu kolejnych zwycięstwach.

Problem nie tkwił więc w jakości hokeja. Coraz więcej wskazuje na to, że część kibiców ma po prostu dość sposobu, w jaki organizacja traktuje swoich najbardziej lojalnych klientów.

Według szacunków magazynu „Forbes” Oilers byli najbardziej dochodową organizacją NHL, osiągając w sezonie 2024/25 około 244 milionów dolarów amerykańskich zysku operacyjnego. Taki wynik dawał im ex aequo z Los Angeles Rams z NFL trzecie miejsce wśród najbardziej dochodowych klubów sportowych świata. Wartość całej organizacji szacowano natomiast na około 3,2 miliarda dolarów.

Te liczby szczególnie drażnią sympatyków, którzy od lat obserwują systematyczne podwyżki cen biletów.

Dan Tencer, były prowadzący pomeczowy program Oilers w radiu 630 CHED, publicznie przyznał, że zrezygnował z karnetów. Jego rodzina zaakceptowała znaczną podwyżkę po pierwszym awansie Edmonton do finału Pucharu Stanleya, a później próbowała pogodzić się z kolejną po drugim. W końcu uznała jednak, że koszty oglądania wszystkich 41 spotkań sezonu zasadniczego stały się nie do przyjęcia.

Jeszcze bardziej agresywna okazała się polityka cenowa podczas play-offów. Już na początku fazy pucharowej bilety potrafiły kosztować dwukrotnie więcej, a w finale Pucharu Stanleya ich ceny rosły nawet siedmiokrotnie. Paradoksalnie właśnie wejściówki na najważniejsze spotkania łatwiej było odsprzedać bez straty. Ze zwykłymi meczami sezonu zasadniczego sytuacja wyglądała znacznie gorzej.

Dziennikarz sportowy Jason Gregor zwrócił uwagę, że wielu wieloletnich posiadaczy karnetów poczuło się wykorzystanych. Według niego podwyżki cen podczas play-offów, połączone z brakiem jakiegokolwiek gestu wdzięczności za wieloletnią lojalność, sprawiły, że część kibiców zdecydowała się nie przedłużać abonamentów.

Podobne doświadczenia opisała Shannon Stenson, która przez około cztery lata posiadała karnety na mecze Oilers. Ceny rosły z sezonu na sezon, a sprzedaż niewykorzystanych wejściówek często oznaczała stratę pieniędzy. Nawet odzyskanie kwoty zapłaconej w kasie stawało się problemem.

Rynek wtórny całkowicie zmienił przy tym układ sił.

Jak zauważył kibic Chris Curtola, kupujący nauczyli się cierpliwości. Zamiast płacić wysokie ceny z dużym wyprzedzeniem, czekają do ostatnich godzin przed meczem, kiedy sprzedający zaczynają obniżać oczekiwania. Bilety na górny poziom trybun można znaleźć za 40–50 dolarów, a sam Curtola kupił w ubiegłym sezonie wejściówkę na mecz finału Pucharu Stanleya za 300 dolarów, dopiero w dniu spotkania.

Przed meczem z Minnesota Wild najtańsze oferty na rynku wtórnym zaczynały się od 39 dolarów, podczas gdy najtańszy bilet w oficjalnej sprzedaży na górny poziom trybun kosztował 91,75 dolara.

Dla posiadacza karnetu to wyjątkowo niewygodna sytuacja. Płaci z góry za cały sezon, podczas gdy kibic kupujący pojedyncze wejściówki często może obejrzeć ten sam mecz za znacznie mniejsze pieniądze.

Dodatkowe niezadowolenie wzbudziły zasady rozliczania biletów na play-offy. Karnetowicze musieli z wyprzedzeniem zobowiązać się do wykupienia wejściówek na całą drogę drużyny przez fazę pucharową, bez możliwości późniejszego wycofania się z tego zobowiązania.

Gdy Oilers odpadli już w pierwszej rundzie po rywalizacji z Anaheim Ducks, część kibiców miała zamrożone środki przeznaczone nawet na trzy kolejne rundy. Pieniądze ostatecznie można było odzyskać albo przeznaczyć na bilety w następnym sezonie, ale niesmak pozostał.

Klub najwyraźniej dostrzegł spadek zainteresowania. W okresie międzysezonowym rozpoczął intensywną kampanię zatrzymywania dotychczasowych posiadaczy karnetów. Niektórzy relacjonowali, że byli zasypywani telefonami i wiadomościami e-mail z prośbami o ponowne rozważenie decyzji.

Oilers zaczęli też korzystać z promocji, które wcześniej kojarzono raczej z meczami juniorskich Edmonton Oil Kings. Przed spotkaniem z Minnesotą zaoferowano tańsze bilety rodzinom związanym z Edmonton Minor Soccer Association.

Mimo tego na mecz z Wild pozostawało ponad 840 niesprzedanych wejściówek. Na kolejne spotkania z Carolina Hurricanes i Calgary Flames dostępnych było odpowiednio ponad 1400 i 1100 miejsc.

Formenton, Babcock i kibice, którzy powiedzieli „dość”

Rosnące ceny to najważniejszy, ale niejedyny powód frustracji.

We wrześniu Edmonton podpisali roczny kontrakt z Alexem Formentonem o wartości 850 tysięcy dolarów. Napastnik należał do grupy pięciu byłych reprezentantów Kanady z mistrzostw świata juniorów w 2018 roku, którym postawiono zarzuty dotyczące napaści seksualnej w sprawie Hockey Canada.

W 2025 roku wszyscy pięciu zostali uniewinnieni, a NHL następnie dopuściła ich do powrotu do rozgrywek. Nie oznaczało to jednak końca kontrowersji społecznych.

Zatrudnienie Formentona spotkało się w Edmonton z wyjątkowo ostrą reakcją części kibiców. Mary Loewen, znana jako „Mama Stanley” dzięki charakterystycznemu kostiumowi Pucharu Stanleya ozdobionemu cekinami, zapowiedziała, że nie będzie dopingować Oilers, dopóki napastnik pozostanie w drużynie.

Dzień po ogłoszeniu jego kontraktu uruchomiła petycję na platformie Change.org, która zebrała około 70 tysięcy podpisów. Przed pierwszym domowym spotkaniem przedsezonowym pod Rogers Place zgromadzili się również protestujący.

Niektórzy kibice postanowili wyrazić sprzeciw, całkowicie rezygnując z zakupów biletów.

Stan Matthews przyznał, że jego rodzina nie zamierza w tym sezonie chodzić na mecze Oilers z dwóch konkretnych powodów: zatrudnienia Mike’a Babcocka oraz podpisania kontraktu z Formentonem. Inny sympatyk drużyny wyjaśnił, że sam nadal bywa na trybunach, ale jego partnerka odmawia przychodzenia do hali podczas spotkań Edmonton właśnie ze względu na sprawę napastnika.

Organizacja zapewniała, że zatrudnienie Formentona poprzedziła długotrwała i szczegółowa procedura weryfikacyjna. Nie zdołało to jednak całkowicie uspokoić nastrojów.

Do listy niezadowolenia dochodzą kwestie codzienne. Kibice wskazują na piwo kosztujące 20 dolarów, parking za 30 dolarów, przeciągające się utrudnienia związane z pracami budowlanymi w centrum miasta, a także problemy społeczne widoczne w rejonie hali, w tym bezdomność i kryzys opioidowy. Pojawiają się również głosy podważające atrakcyjność klubowej loterii 50/50, w której pula nagród dzielona jest między zwycięzcę i organizatorów zgodnie z zasadami loterii.

Kolejnym źródłem frustracji jest dostępność telewizyjna hokeja. Czternaście spotkań Oilers w tym sezonie ma być dostępnych wyłącznie w streamingu za pośrednictwem płatnego Sportsnet+, co oznacza dla części widzów konieczność wykupienia dodatkowej subskrypcji.

Wszystko to składa się na coraz silniejsze poczucie, że kibic Edmonton musi płacić coraz więcej, niekoniecznie otrzymując w zamian lepsze traktowanie.

Mike Babcock wrócił do NHL i zaczął zmieniać największe gwiazdy

Właśnie w takich okolicznościach pracę w Edmonton rozpoczął Mike Babcock, jeden z najbardziej utytułowanych, ale też najbardziej kontrowersyjnych trenerów ostatnich dekad.

Jego zatrudnienie od początku budziło emocje, ponieważ powrót do NHL nastąpił po wydarzeniach z 2023 roku, kiedy rozstał się z Columbus Blue Jackets w atmosferze oskarżeń dotyczących sposobu traktowania zawodników. Przed objęciem przez niego stanowiska w Edmonton liga przeprowadziła analizę wcześniejszych okoliczności i ostatecznie nie zablokowała jego zatrudnienia.

Co ważne, z największymi gwiazdami Oilers skonsultowano decyzję o wyborze szkoleniowca. Zarówno Connor McDavid, jak i Leon Draisaitl publicznie wyrazili poparcie dla nowego trenera.

Babcock od pierwszych dni pokazywał jednak, że nie przyjechał do Alberty wyłącznie po to, by przyglądać się popisom dwóch najlepszych napastników. Zamierzał ingerować w ich przyzwyczajenia, decyzje podejmowane na lodzie i sposób zarządzania poszczególnymi fragmentami gry.

Jednym z pierwszych zawodników, którzy mogli się o tym przekonać, był Draisaitl.

Jak relacjonował Elliotte Friedman ze Sportsnet, Niemiec z uśmiechem przyznał, że najbardziej szczera uwaga, jaką dotychczas usłyszał od Babcocka, dotyczyła jego zmian na lodzie.

– Powiedział mi, że nienawidzi moich zmian – zdradził Draisaitl.

Choć wypowiedź miała żartobliwy charakter, wiele mówi o podejściu szkoleniowca. Babcock nie zamierzał traktować dotychczasowych osiągnięć swoich gwiazd jako argumentu przeciwko wprowadzaniu zmian.

Podobne wskazówki otrzymał Evan Bouchard. Obrońca przyznał, że trener zwrócił mu uwagę, iż nie musi w każdej akcji szukać spektakularnego, rozstrzygającego zagrania.

Babcock posłużył się przy tym baseballowym porównaniem. Nie trzeba za każdym razem próbować wybijać piłki poza stadion. Czasami wystarczy proste podanie do skrzydłowego, który następnie odnajdzie McDavida. Zamiast nieustannie szukać najtrudniejszych rozwiązań, należy wybierać te najbardziej efektywne.

To interesująca filozofia w drużynie, której ofensywa przez lata opierała się na zawodnikach potrafiących regularnie dokonywać rzeczy pozornie niemożliwych. McDavid i Draisaitl uczynili z wyjątkowych indywidualnych zagrań swoją specjalność, ale Babcock chce najwyraźniej, aby równie dobrze funkcjonowali w bardziej zdyscyplinowanym systemie.

Nie chodzi zatem o ograniczanie ich umiejętności, lecz o zmniejszenie liczby niepotrzebnych błędów i ryzykownych decyzji.

Pierwszy poważny sprawdzian przyszedł już na inaugurację sezonu przeciwko Vancouver Canucks. Edmonton przegrali 5:6 po dogrywce, a Draisaitl zakończył spotkanie z jedną asystą i bilansem minus jeden w klasyfikacji plus/minus.

Mimo takiego początku Babcock nie zamierzał rezygnować ze swojego podejścia.

„Przynajmniej nie straciliśmy przyłożenia”.
Babcock zakpił z własnej drużyny

Początek sezonu ujawnił jeszcze jeden poważny problem Oilers. Gra w defensywie, a przede wszystkim postawa bramkarzy, pozostawiała wiele do życzenia.

W dwóch pierwszych meczach sezonu Edmonton stracili aż 13 goli.

Tristan Jarry w spotkaniu otwarcia przepuścił sześć z 23 strzałów, kończąc występ ze skutecznością interwencji na poziomie zaledwie 73,9 procent. Jeszcze gorzej wyglądał debiut Devona Leviego w barwach Oilers. Młody bramkarz został pokonany siedmiokrotnie przy zaledwie 22 uderzeniach rywali, co oznaczało skuteczność 68,2 procent.

Babcock miał więc wszelkie powody do niezadowolenia.

Po zwycięstwie 3:1 nad Seattle Kraken 3 października szkoleniowiec pojawił się jednak przed dziennikarzami w zdecydowanie lepszym humorze.

Zanim ktokolwiek zdążył zadać pierwsze pytanie, trener sam nawiązał do wcześniejszych problemów drużyny. Z satysfakcją zauważył, że tym razem Oilers nie pozwolili przeciwnikom zdobyć „przyłożenia”.

Było to oczywiście odniesienie do futbolu amerykańskiego, w którym touchdown daje sześć punktów. Babcock zakpił w ten sposób z faktu, że w każdym z dwóch pierwszych spotkań jego zespół tracił co najmniej sześć bramek.

Żart szybko obiegł media społecznościowe, a nagranie udostępnił między innymi Sportsnet.

Za rozbawieniem trenera kryła się jednak również rzeczywista poprawa. Przeciwko Kraken ponownie wystąpił Levi, któremu Babcock postanowił dać szansę na rehabilitację po katastrofalnym debiucie.

Tym razem bramkarz obronił 19 z 20 strzałów, osiągając skuteczność 95 procent.

Zapytany, dlaczego tak szybko ponownie zaufał młodemu zawodnikowi, trener tłumaczył:

– Po prostu pomyślałem, że to pewny siebie chłopak. Czasami pierwszy mecz w nowej organizacji nie układa się tak, jakbyś chciał. Zaczynasz sam sobie przeszkadzać.

Decyzja okazała się trafiona. Levi odpowiedział jednym ze swoich najlepszych występów od momentu dołączenia do Edmonton, a Oilers pokazali, że potrafią wygrywać również dzięki solidnej grze defensywnej, a nie wyłącznie popisom ofensywnych gwiazd.

Trener zamienił się rolami z reporterką. Nagranie stało się hitem

W kolejnych dniach coraz więcej uwagi zaczęły przyciągać nie tylko wyniki Oilers, ale również zachowanie Babcocka poza lodem.

14 października klubowe media społecznościowe opublikowały nagranie przygotowane po zwycięstwie 4:1 nad Los Angeles Kings.

Babcock spotkał się z reporterką podróżującą z drużyną, Paige Martin. Zamiast przeprowadzić standardowy wywiad, oboje postanowili zamienić się rolami. Szkoleniowiec wcielił się w osobę zadającą pytania, a reporterka znalazła się po drugiej stronie mikrofonu.

Całość miała swobodny, humorystyczny charakter i szybko zaczęła zdobywać popularność w internecie.

Dla części kibiców było to zaskakujące oblicze trenera, którego przez lata kojarzono raczej z surowym podejściem, bezkompromisowością i kontrowersyjnymi metodami zarządzania zespołem.

Babcock pokazał się jako człowiek potrafiący żartować, zachowujący dystans do siebie i swobodnie rozmawiający z przedstawicielami mediów.

Nie oznacza to oczywiście, że kilkudziesięciosekundowy materiał może wymazać wcześniejsze kontrowersje. W połączeniu z dobrymi wynikami sportowymi stanowił jednak istotną zmianę w sposobie postrzegania szkoleniowca.

Wielu kibiców, którzy latem zastanawiali się, czy jego zatrudnienie było rozsądnym pomysłem, zaczęło dostrzegać pozytywne sygnały.

Na korzyść Babcocka przemawiała również postawa zespołu. Edmonton zakończyli wyjazd do Kalifornii bez porażki, a po sześciu spotkaniach legitymowali się bilansem 5-0-1. Drużyna coraz lepiej realizowała założenia taktyczne, a jej największe gwiazdy pozostawały skuteczne.

Nowy szkoleniowiec stopniowo przejmował kontrolę nad zespołem, pokazując przy tym zdecydowanie bardziej przystępne oblicze, niż wielu obserwatorów się spodziewało.

Wyniki pomagają Babcockowi, ale konflikt z kibicami wcale nie znika

W Edmonton doszło więc do nietypowej sytuacji. Człowiek, którego zatrudnienie należało do najbardziej krytykowanych decyzji organizacji, zaczął zdobywać sympatię dzięki wynikom, publicznym wypowiedziom i sposobowi komunikacji z zawodnikami.

Jednocześnie sam klub mierzy się z rosnącym niezadowoleniem części społeczności kibicowskiej.

Babcock pozostaje dla niektórych fanów powodem do bojkotu, jednak dla innych jego praca staje się argumentem na rzecz optymistycznej oceny przyszłości Oilers. Szkoleniowiec próbuje wyeliminować błędy, które przez lata kosztowały Edmonton cenne punkty i zwycięstwa. Wymaga bardziej odpowiedzialnych decyzji od gwiazd, stara się budować pewność siebie bramkarzy i nie unika publicznego komentowania słabości drużyny.

Nie wiadomo jeszcze, jak ta filozofia sprawdzi się w dłuższej perspektywie. Kilka dobrych spotkań i popularne nagranie nie wystarczą, aby ostatecznie ocenić jego powrót do NHL.

Pozostaje również pytanie, jak zareagują zawodnicy, kiedy przyjdą pierwsze poważniejsze kryzysy. Draisaitl przyjął krytykę dotyczącą zmian z uśmiechem, ale prawdziwym testem relacji pomiędzy trenerem a największymi gwiazdami będą dopiero trudniejsze momenty sezonu.

Z kolei przed władzami Oilers stoi problem, którego nie uda się rozwiązać samymi zwycięstwami.

Kibice zaczynają przekonywać się, że rezygnacja z karnetów może być skuteczniejszym sposobem wyrażenia niezadowolenia niż krytyczne komentarze w internecie. Klub wyceniany na ponad trzy miliardy dolarów musi zmierzyć się z faktem, że nawet najbardziej oddani sympatycy mają swoje finansowe i moralne granice.

W kolejnych spotkaniach domowych Edmonton mają podejmować między innymi Minnesotę, Carolinę, Toronto i Calgary. Mecz przeciwko Maple Leafs zaplanowany na 24 października był wyprzedany, a tradycyjna rywalizacja z Flames również powinna przyciągnąć duże zainteresowanie. Jeżeli jednak puste miejsca będą widoczne nawet podczas Bitwy o Albertę, trudno będzie sprowadzać problem wyłącznie do mniej atrakcyjnego terminarza czy październikowego spadku zainteresowania.

Warto przy tym pamiętać, że jedno spotkanie z niską frekwencją nie wystarcza do ogłoszenia trwałego kryzysu. Znaczenie będą miały kolejne mecze, liczba odnowionych karnetów i faktyczna sprzedaż biletów, a nie tylko ich dostępność na rynku wtórnym.

Jedno jest natomiast pewne: Edmonton Oilers znaleźli się w sytuacji, w której sukcesy sportowe przestają automatycznie gwarantować zadowolenie kibiców.

Babcock może odbudowywać swoją reputację, McDavid może przewodzić ligowej punktacji, a drużyna może seryjnie wygrywać. Nie zmienia to faktu, że coraz więcej mieszkańców Edmonton zadaje sobie pytanie, czy warto płacić tak wysoką cenę za możliwość oglądania ulubionego zespołu.

I być może właśnie to jest dziś największym paradoksem Oilers: trener, którego powrót miał podzielić kibiców, zaczyna ich do siebie przekonywać, podczas gdy organizacja, która przez lata mogła liczyć na bezwarunkową lojalność fanów, stopniowo tę lojalność traci.