Rozczarowanie dnia: bitwa bez bitwy

Smaczkiem tej niezbyt obfitej nocy w NHL była oczywiście Bitwa o Albertę. Ale cóż to za bitwa, skoro łącznie rozdano 10 minut kar? Było zatem bardzo grzecznie.

Jesse Puljujärvi jeszcze nie tak dawno płakał, że nie chce grać dłużej w Oilers, a tu proszę, sytuacja się zmieniła i Fin ze szwedzkim paszportem ładuje bramkę w najważniejszej rywalizacji klubu, który był dla niego taki niedobry. Schemat tego trafienia bardzo podobny do gola Vincenta Trochecka dla Huraganów, ale o tym będzie później.

Puljujärvi ewidentnie zatrybił. W ostatnich siedmiu występach strzelił już pięć goli, a w początkowych 11 nie potrafił tego dokonać ani razu. Do bramki Flames trafił dokładnie w 5:41 minucie, a co ciekawe do tego momentu gospodarze nie podjęli żadnej próby strzeleckiej.

Zarówno Oilers, jak i Flames okazały się najmniej produktywnymi zespołami dzisiejszej nocy. Podczas gdy pozostałe ekipy kręciły się na poziomie 30 strzałów i więcej, tu mieliśmy raptem 25 dla Edmonton i 21 dla Calgary. W ogóle Płomienie były jakby bez ognia. Zaledwie 12 hitów, to też najgorszy wynik dnia, choć na równi z dwiema innymi ekipami, co ciekawe też przegranymi (Chicago i Detroit).

Znaczenie wygranej Nafciarzy wzmaga fakt, że doszło do niej bez udziału Leona Draisaitla i Connora McDavida. To znaczy, obaj gwiazdorzy byli obecni na tafli, ale nie punktowali, oddając zaledwie po dwa strzały. Jeszcze nigdy w dziejach występów tego duetu nie zdarzyło się, żeby Oilers poradzili sobie z Flames w 60 minut bez ich pomocy. Niemiec był bliski wpisania się do protokołu, ale David Rittich zatrzymał go paradą z telewizyjnych czołówek.

Jego vis-à-vis, Mike Smith pozostaje w tym sezonie niepokonany. Bramki wpuszcza, ale Nafciarze, mając go między słupkami, nie przegrywają. Doświadczony Kanadyjczyk skapitulował tylko raz. Kontaktowego gola zdobył Rasmus Andersson.

Ta dzisiejsza noc była mocno szwajcarska w NHL. Przekonam Was o tym jeszcze w dalszej części Zmiany, a na razie pierwszy akcent, czyli zwycięski gol Gaëtana Haasa.

Nie ustają problemy Sama Bennetta. Jego niezadowolenie z pozostawania w Calgary jest powszechnie znane i najlepiej byłoby dla rozwoju kariery 24-latka, żeby znalazł szybko innego pracodawcę. Dziś został posadzony w trzeciej tercji na ławce i nie wyjechał ani razu. Geoff Ward powiedział tylko „To są sprawy, które zachowamy dla siebie”.

Bitwa dnia: zachowali honor Kanady

W Calgary było spokojnie, choć powinno wrzeć, za to w Vancouver lejce popuszczone aż miło. Do końca meczu pozostało kilkadziesiąt sekund i wtedy rozpętała się zbiorowa bójka. Sygnał do niej dał Derek Forbort, który postanowił jeszcze zdążyć wyrównać porachunki z Nilsem Höglanderem. Za tą parą ruszyli wszyscy pozostali.

Sędziowie rozdali rekordową ilość minut karnych, jak na wczorajsze warunki. Każda z drużyn zebrała ich po 16, a Forbort z Jakem Virtanenem dorobili się nawet kar meczu.

Na pewno szacunek należy się Laurentowi Brossoit za bardzo udany występ. Zastępca Connora Hellebuycka zaliczył shutout na całkiem wysokiej skuteczności rywali, którzy oddali 29 uderzeń w jego kierunku. To jego drugie czyste konto w karierze. Debiutanckie miało miejsce jeszcze w czasach gry dla Oilers, ale co ciekawe zdarzyło się również w starciu z Orkami. Jego bilans z tym rywalem wynosi 3-0-0 i dotyczy powyżej 98 procent skuteczności obron. Ciepłe słowa na jego temat skierował po meczu Paul Maurice, który stwierdził, że „Laurent jest niedoceniany, ale to przez to, że jego rywalem jest aktualny posiadacz Trofeum Veziny”.

Zwycięskiego gola dla Jets zdobył Mark Scheifele. To już norma, bowiem trafia regularnie od czterech spotkań, a punktuje nieprzerwanie od dziewięciu gier. Scheifele bezlitośnie wykorzystał błąd Alexandra Edlera na niebieskiej. Polecam spojrzeć, z jak dużym spokojem objechał Szweda w pościgu za gumą.

Jets mają patent na występy w Vancouver. Wygrywają tam regularnie od sześciu spotkań. W ogóle w rywalizacji z Canucks triumfowali w 10 z ostatnich 11 potyczek, czyli licząc od 22 grudnia 2016. Dzisiejsze zwycięstwo potwierdził golem na 2:0 do pustej bramki Mason Appleton.

Orki mają jakiś problem mentalny. Do takiej konkluzji prowadzi statystyka mówiąca, iż nie wygrali żadnego z 11 spotkań, w którym jako pierwsi nie strzelili gola.

Zagranie dnia: Kane-o-rama

__________________________________

Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie. 10 złotych za miesięcznik złożony z 100 stron (średnia ilość artykułów w portalu) to uczciwa cena.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów. Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
Idea Bank: 84195000012006351270730001

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na redakcja@nhlw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni17 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni45 zł
Anuluj
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni84 zł
Anuluj

2 KOMENTARZE

  1. Dobrze, że Canes obudzili się w 3T, bo myślałem, że skończy się jak ostatnio z Panterami, dogrywką albo nawet bez punktu. W ostatnich 3 meczach było tak, że jak Huragany pierwsi trafili to przegrali, jak drudzy to wygrali. Dobrze, że dzisiaj się to nie sprawdziło. Cieszy skuteczność PP, ale martwi, że ostatnio średnia liczba strzałów oddawanych przez przeciwników na mecz ciągle idzie w górę.
    Rewanż z Chicago, przełożony i zamiast tego zaczyna się czwórmecz z Lightning. Nie ma to jak grzebanie w terminarzu na 2-3 dni przed meczem.