Polska właśnie zrobiła coś, czego nie powstydziłby się żaden kraj na świecie. Twórca internetowy Piotr „Łatwogang” Garkowski przez dziewięć dni siedział w kawalerce na warszawskiej Pradze, zbierając pieniądze dla chorych na raka — i pobił rekord Guinnessa. My, redakcja NHL w Polsce, dołączamy do tej akcji, bo choć jej główny przebieg jest zakończony to walka z rakiem trwa.
Każdy, kto wpłaci dowolną kwotę na zbiórkę Łatwogang i Cancer Fighters do 1 maja i prześle nam na PW lub adres mailowy (dowolnie) dowód wpłaty, otrzymuje pełny abonament w naszym serwisie – nawet jeśli wpłaci złotówkę. A całą sumę zebraną przez naszych Czytelników mocno podbijemy z własnej kieszeni. Razem walczymy z rakiem.
Wpłać dowolną kwotę (minimum 1 zł) na zbiórkę dla Cancer Fighters przez jeden z kanałów podanych poniżej. Prześlij potwierdzenie na nasz adres mailowy re******@**lw.pl. Otrzmasz pełny dostęp do serwisu NHL w Polsce – bez dodatkowych warunków.
🔗 siepomaga.pl/latwogang — wpłata przez Siepomaga
🔗 tipply.pl/@latwogang — wsparcie przez Tipply
🔗 pomagam.cancerfighters.pl — bezpośrednio do fundacji
Od jednej piosenki do historii
Czternastego kwietnia ukazał się utwór, który w ciągu kilku dni przewrócił polskie media społecznościowe do góry nogami. Raper Bedoes 2115 nagrał „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)” razem z Mają Mecan – 11-letnią dziewczynką chorującą na białaczkę. Piosenka nie była zwykłym singlem promującym płytę. Była krzyczącym, boleśnie konkretnym dokumentem o tym, jak wygląda walka z nowotworem w dziecięcym ciele.
Łatwogang obejrzał, posłuchał i jak to ma w zwyczaju zaproponował wyzwanie. Każde polubienie jego filmiku na TikToku oznaczało jedną sekundę przyszłej transmisji na żywo. Internauci odpowiedzieli błyskawicznie: ponad siedemset tysięcy polubień. Arytmetyka była nieubłagana transmisja miała trwać dziewięć pełnych dób.
17 kwietnia zaczął się jeden z najbardziej niezwykłych maratonów charytatywnych w historii polskiego internetu. 23-letni twórca internetowy usiadł w kawalerce, włączył kamery i zaczął liczyć. Początkowy cel? Pół miliona złotych. Wydawał się skromny, ale uczciwy.
Kawalerka, gwiazdy i łyse głowy
Kawalerka na Pradze stała się centrum polskiego życia publicznego. Przez dziewięć dni przewinęli się przez nią właściwie wszyscy, na których obecność liczy polska rozrywka, sport i kultura. Doda, Robert Lewandowski, Kacper Błoński, Maciej Musiał, Blanka Lipińska, Katarzyna Nosowska z Agatą Kuleszą, Edyta Pazura z Cezarym Pazurą — to tylko część listy tych, którzy zjawili się osobiście. Swój udział dorzucili zdalnie między innymi Mariusz Czerkawski, Adam Małysz, Iga Świątek, Jan Błachowicz i Dawid Podsiadło.
Symbolem solidarności z chorymi na nowotwory stało się golenie głowy. Na taki krok zdecydowały się Katarzyna Nosowska, Blanka Lipińska i kilkoro innych uczestników transmisji – nawiązując wprost do skutków ubocznych chemioterapii, przez które tysiące pacjentów traci włosy każdego dnia. Sam Łatwogang i Bedoes również zasiedli pod maszynką.
W niedzielę 26 kwietnia, gdy o 16 miała zakończyć się transmisja, liczba oglądających biła kolejne rekordy. Organizatorzy przedłużali relację – najpierw do dwudziestej, potem do 21:37. Gdy licznik przekroczył sto milionów złotych, internet krzyczał z niedowierzania. Gdy dobił do dwustu milionów, Polska przestała oddychać normalnie. Ostatecznie zbiórka zamknęła się na ponad 251 milionach złotych w dniu finału, a w poniedziałek rano wskazywała już ponad 257 milionów – bo wpłaty napływają nadal.
Zbiórkę można cały czas wspierać – licznik wciąż rośnie, a Cancer Fighters zapowiedziała pełną jawność w rozliczeniu każdej złotówki.
Wpłać dowolną kwotę (minimum 1 zł) na zbiórkę dla Cancer Fighters przez jeden z kanałów podanych poniżej. Prześlij potwierdzenie na nasz adres mailowy re******@**lw.pl. Otrzmasz pełny dostęp do serwisu NHL w Polsce – bez dodatkowych warunków.
🔗 siepomaga.pl/latwogang — wpłata przez Siepomaga
🔗 tipply.pl/@latwogang — wsparcie przez Tipply
🔗 pomagam.cancerfighters.pl — bezpośrednio do fundacji
Małkin też to zrobił
Historia miłości sportu do chorych na raka nie zaczęła się w Polsce ani w 2026 roku. Jeden z najlepszych rosyjskich hokeistów w dziejach NHL – Jewgienij Małkin napisał podobny rozdział lata temu. Zrobił to bez transmisji, bez kamer, bez licznika wyświetlanego publicznie. Wysłał tylko jedną wiadomość tekstową.
Iwan Siemoczkın był niegdyś kolegą Małkina z drużyny młodzieżowej Metallurg Magnitogorsk. Obaj dorastali w tym samym przemysłowym mieście na Uralu – mieście zbudowanym przez Stalina wokół złóż rudy żelaza, gdzie przez dekady całe rodziny pracowały w jednej hucie, pokolenie po pokoleniu. Ojciec Małkina pracował tam przez lata, naprawiając urządzenia w zakładzie tlenowym. Syn wyśliznął się z tego losu przez lodowisko.
Siemoczkin wybrał inną drogę – skończył studia, zajął się wzbogacaniem minerałów, ułożył sobie życie. Przez niemal dekadę nie miał kontaktu z Małkinem. Połączył ich rak. W listopadzie żona Iwana, Larisa, zachorowała na raka krwi. Potrzebna była skomplikowana terapia w Niemczech. Cena: 150 tysięcy euro. Część środków obiecały zakład i klub, ale czasu było mało, a wciąż brakowało miliona rubli – równowartości około trzydziestu tysięcy dolarów.
Iwan słyszał, że Małkin potrafi być hojny wobec ludzi z rodzinnego Magnitogorska. Zdobył jego numer telefonu i napisał wiadomość do człowieka, z którym nie rozmawiał od lat. Opisał sytuację. Czekał. Dwa dni przed terminem, po którym Larisa musiałaby wracać do Rosji bez operacji, nadeszła odpowiedź od Małkina.
Dwa słowa: „Sprawdź konto”.
Pieniądze były. W całości. Larisa przeszła operację. Wróciła do zdrowia. Ma dziś córkę, Lubow, która w chwili gdy dziennikarze rozmawiali z Iwanem, wspinał się po ojcu z całą energią rocznego dziecka.
„Niesamowite” — powiedział wtedy Iwan Siemoczkin, kręcąc głową. „Dla mnie ta historia jest jak bajka” — dodała Larisa.
Małkin nie zwołał konferencji prasowej. Nie opublikował posta. Nie poprosił o żadne potwierdzenie ani podziękowanie. Zrobił to, co uważał za oczywiste i tyle. Człowiek wychowany w stalowym mieście, gdzie trzy pokolenia rodziny pracowały w hałasie i smrodzie huty, nauczył się jednego: dobro robi się dlatego, że trzeba, nie dlatego, że ktoś patrzy.
Hokej i rak – głębsze połączenie
NHL od lat jest jedną z najbardziej zaangażowanych lig sportowych świata w walkę z nowotworami. Coroczna inicjatywa Hockey Fights Cancer – rozpoznawalna po lawendowych elementach strojów – zbiera miliony dolarów i angażuje zawodników, sztaby i kibiców w całej Ameryce Północnej. Za tą inicjatywą stoją konkretne ludzkie historie: choroba ojca, brat zmagający się z chemioterapią, trener walczący z nowotworem podczas sezonu.
Małkin jest jednym z symboli tej kultury. Ale jej nie stworzył – zastał ją gotową i do niej przylgnął, bo odpowiadała temu, co wyniósł z Magnitogorska. W mieście, gdzie przez dekady nie było nic — żadnych marzeń poza fabryką, żadnej przyszłości poza dyżurem przy piecu – ludzie uczyli się dbać o siebie nawzajem. Nie z sentymentu, lecz z konieczności.
Gdy w 2012 roku, podczas lokautu w NHL, Małkin wrócił do Metallurg Magnitogorsk na 37 meczów rosyjskiej Ligi Kontynentalne, strzelił 23 gole i zaliczył 42 asysty. Hale pękały w szwach. Menedżer Metallurga Giennadij Wieliczkin mówił, że po meczach trzeba było Małkina wyprowadzać bocznymi wyjściami – tłum kibiców czekał godzinami na autograf i zdjęcie. Na przekór historii – na przekór dramatycznej ucieczce przez Helsinki, przez którą Wieliczkin kiedyś krzyczał o „sportowym terroryzmie” miasto i jego syn pogodzili się szybko. Bo miłość do Magnitogorska i do hokeja okazała się silniejsza niż uraza.
Dziedzictwo „Super Mario” i 15 dolarów, które zmieniły świat
Jeśli Małkin jest symbolem cichej pomocy, to fundamentem tej kultury w Pittsburghu jest Mario Lemieux. W 1993 roku, będąc u szczytu formy, „Super Mario” usłyszał diagnozę: chłoniak Hodgkina. Cały hokejowy świat zamarł, ale Lemieux zrobił coś niewyobrażalnego – po ostatniej sesji naświetlań tego samego dnia wsiadł w samolot, poleciał do Filadelfii i strzelił gola w meczu przeciwko Flyers.
To doświadczenie sprawiło, że walka z rakiem stała się misją całego klubu. Fundacja Lemieux nie tylko finansuje badania, ale buduje „Austin’s Playrooms” – sale zabaw w szpitalach, by dzieci chorych rodziców (i mali pacjenci) mogły choć na chwilę zapomnieć o zapachu antyseptyków. To dzięki tej atmosferze w Pittsburghu, młodsze gwiazdy jak Małkin czy Crosby, od pierwszego dnia w lidze uczą się, że bycie kapitanem nie kończy się na tafli.
Anioł za szybą – historia Nadii Popovici
Walka z rakiem w NHL przybiera czasem najbardziej nieoczekiwane formy, co pokazała viralowa historia z 2022 roku. Podczas meczu Seattle Kraken z Vancouver Canucks, młoda fanka i studentka medycyny, Nadia Popovici, zauważyła przez pleksiglas nietypowe znamię na szyi Briana „Reda” Hamiltona, pracownika technicznego drużyny gości. Napisała na telefonie wielką wiadomość: „Pieprzyk z tyłu twojej szyi to rak”, i przyłożyła ekran do szyby.
Hamilton, choć początkowo zdezorientowany, poszedł na badanie. Okazało się, że to czerniak złośliwy w stadium, które dawało jeszcze szanse na wyleczenie. „Uratowała mi życie” – przyznał później przed kamerami, a obie drużyny wspólnie ufundowały Nadii stypendium medyczne w wysokości 10 tysięcy dolarów. To zdarzenie stało się symbolem czujności, jaką NHL stara się zaszczepić w swoich kibicach – hokejowa społeczność to miliony oczu, które patrzą na siebie nawzajem.
Obietnica Careya Price’a
Jednym z najbardziej wzruszających momentów ostatnich lat był gest Careya Price’a, legendarnego bramkarza Montreal Canadiens. Anderson Whitehead, młody kibic, stracił mamę z powodu raka piersi. Jej ostatnią obietnicą było to, że postara się, by syn spotkał swojego idola. Gdy do spotkania doszło po jednym z treningów, nagranie z ich długiego, szczerego uścisku obiegło świat. Price nie ograniczył się do autografu – zaprosił chłopca na galę nagród NHL, spędził z nim cały wieczór i stał się jego mentorem w najtrudniejszym czasie.
Dla zawodników NHL te interakcje to nie PR-owy obowiązek. To często próba spłacenia długu wdzięczności. Kiedy Oskar Lindblom z Philadelphia Flyers wrócił do gry po wygranej walce z mięsakiem Ewinga, każda hala w lidze, bez względu na barwy klubowe, witała go owacją na stojąco. W tych momentach lawendowe barwy kampanii „Hockey Fights Cancer” stają się ważniejsze niż kolory na koszulkach.
Transmisja Łatwogang którą żyła cała Polska dobiegła końca, ale każda wpłata wciąż trafia bezpośrednio do Cancer Fighters. Fundacja zapowiedziała pełną przejrzystość wydatków – aktualny stan zbiórki i informacje o przeznaczeniu środków znajdziesz na dissnaraka.cancerfighters.pl.
🔗 siepomaga.pl/latwogang — wpłata przez Siepomaga
🔗 tipply.pl/@latwogang — wsparcie przez Tipply
🔗 pomagam.cancerfighters.pl — bezpośrednio do fundacji
