Wśród kibiców hokeja obowiązuje prosty podział, który mimo upływu lat pozostaje niezmienny. Między nimi są tacy, których interesuje tylko i wyłącznie czysty hokej, technika jazdy i taktyczne niuanse. Są też tacy, którzy skupiają się na meczu jako takim, lecz jeżeli wystąpią tak zwane okoliczności towarzyszące, to nie mają nic przeciwko temu. Istnieją również tacy, dla których hokej sam w sobie jest tylko dodatkiem – oni generalnie przychodzą na mecze po to, żeby coś się działo i nieważne co to będzie. Ślub na trybunach, promocja na hot-dogi czy darmowy popcorn: jest to wszystko nieistotne, byle było co opowiadać.
Przede wszystkim chodzi jednak o awantury, bijatyki na lodzie, zarówno między zawodnikami, trenerami, a nawet – co zdarzało się rzadziej – przypadki, w których hokeiści padali ofiarą zgromadzonej publiczności. W obecnych czasach, gdy w 2026 roku NHL kładzie gigantyczny nacisk na bezpieczeństwo, protokoły wstrząśnienia mózgu i wizerunek „czystej gry”, tego typu historie występują coraz rzadziej. Rola klasycznego enforcera (ochroniarza) praktycznie wymarła, zastąpiona przez graczy potrafiących łączyć twardą grę z umiejętnościami czysto hokejowymi. Jednak w przeszłości działo się sporo i jest o czym opowiadać, ku uciesze tych, którzy tęsknią za „starymi, dobrymi czasami”.
Kibic i Domi w jednym stali domu
O Filadelfii mówi się, że jest to miasto braterskiej miłości (City of Brotherly Love), lecz z tym określeniem stanowczo nie zgadzają się Toronto Maple Leafs. Ilekroć musieli gościć na wschodnim wybrzeżu Atlantyku i grać z Flyers, byli traktowani z buta, lecz nie pozostawali dłużni. Nie inaczej było 29 marca 2001 roku, kiedy Lotnicy i Liście pojedynkowali się któryś raz z rzędu.
Temperatura systematycznie rosła, aż przekroczyła masę krytyczną, gdy jeden z zawodników Liści, Darcy Tucker, został brutalnie potraktowany przez defensora Flyers, Luke’a Richardsona. Widząc to całe zdarzenie, jeden z największych enforcerów w historii ligi, Tie Domi, postanowił wymierzyć sprawiedliwość winowajcy. Wtedy jednak sędziowie wkroczyli do akcji, odsyłając Domiego do boksu kar. Sam zawodnik wspominał to tak:
„Jeśli ktoś trafia Darcy’ego i on cierpi, to jest już poważna sprawa. Mam tylko 177 cm wzrostu, Richardson jest ode mnie wyższy o dwie głowy, ale postanowiłem, że się z nim policzę”.
Domi musiał odsiedzieć swoje, wskutek czego stał się potencjalnie łatwym celem dla fanów okalających ławkę kar w hali Flyers. Loża szyderców zrobiła swoje – lżono i obrażano Domiego, lecz on niewiele sobie z tego robił, coraz bardziej prowokując rozwścieczonych kibiców. Jednak w końcu pokłady cierpliwości u Domiego uległy wyczerpaniu. Po prostu wstał i… oblał wodą z bidonu jednego z siedzących za pleksą fanów.
A potem się zaczęło na dobre. Jegomość o nazwisku Chris Falcone tak koniecznie chciał dopaść złośliwego zawodnika, że pleksa pod jego ciężarem pękła i wpadł on dokładnie tam, gdzie siedział Domi. To nie mogło ujść mu na sucho:
„Jeśli ktoś wchodzi na moje terytorium, będzie miał problem. I to spotkało tego faceta, choć prawdę mówiąc, starałem się nie wyrządzić mu większej krzywdy. Widziałem, że jest w średnim wieku, a do tego wymachiwał tymi swoimi grabiami tak nieporadnie, że nie był dla mnie jakimś wielkim zagrożeniem”.
Widział kto, żeby kibic chciał ubić zawodnika? A właśnie tak było i to nie byle jakiego. Tie Domi, mimo niezbyt imponujących warunków fizycznych, miał na rozkładzie takie „trzydrzwiowe szafy” jak Andriej Nazarow czy nasz Krzysztof Oliwa. A tutaj startuje do niego mężczyzna raczej nie takich rozmiarów. Z perspektywy 2026 roku warto dodać, że ta historia ma swój niezwykły epilog – po latach Domi i Falcone spotkali się, podali sobie ręce, a nawet wspólnie uczestniczyli w akcjach charytatywnych. Domi przyznał, że na swój sposób szanuje odwagę Falcone’a, bo niewielu miałoby jej tyle, by skoczyć na lód do jednego z najgroźniejszych ludzi w NHL. Dziś Tie obserwuje karierę swojego syna, Maxa Domiego, który choć gra twardo, operuje raczej kijem niż pięściami, co idealnie obrazuje ewolucję ligi.
Piątkowa masakra (Good Friday Massacre)
__________________________________
Aby czytać dalej
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.
Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.
Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:
NHL W PL
86291000060000000003362403
W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 30 dni | 22 zł |
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 90 dni | 60 zł |
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 180 dni | 108 zł |



