Florida Panthers drużyna, która zaledwie dziesięć miesięcy temu podnosiła Puchar Stanleya po pokonaniu Edmonton Oilers w finałach dzisiaj walczy nie o miejsce w play-off, lecz o utrzymanie resztek nadziei. Na niespełna miesiąc przed końcem sezonu regularnego Pantery znajdują się na siódmym miejscu w Dywizji Atlantyckiej z dorobkiem 71 punktów, tracąc 13 oczek do trzeciej pozycji zajmowanej przez Canadiens. Do strefy wild card dzieli ich przepaść 11 punktów, a statystycy z moneypuck.com wyliczają ich szanse na udział w fazie pucharowej na zaledwie 1,7 procent.

Dla drużyny, która wygrała dwa Puchary Stanleya z rzędu i przed sezonem była wymieniana w ścisłej czołówce faworytów, to katastrofa niemal bez precedensu. Niemal bo historia NHL zna już takie przypadki. Oto pięć mistrzów, którzy nie zdołali obronić swojego miejsca w play-offach.

Toronto Maple Leafs – 1967/68

W 1967 roku Leafs zdobyli swój czwarty Puchar Stanleya w ciągu sześciu lat, a rok później stali się pierwszą drużyną w historii ligi, która straciła szansę na obronę tytułu już w sezonie regularnym.

Szkody wyrządziła Toronto ekspansja NHL i towarzyszący jej draft, który odebrał klubowi kilku kluczowych hokeistów. Zestarzeli się filary defensywy – Allan Stanley i Tim Horton – a wiek bramkarza numer jeden, Johnny’ego Bowera, zbliżał się do poziomów godnych radzieckich sekretarzy generalnych. Jednak prawdziwym problemem okazał się konflikt trenera Puncha Imlacha z gwiazdami zespołu.

Pod koniec stycznia Liście zajmowały drugie miejsce w konferencji i w całej lidze pod względem liczby punktów. Luty kompletnie zawalił drużynę. Odniosła tylko jedno zwycięstwo w całym miesiącu i wypadła poza strefę play-off. Bramek strzelano wówczas bardzo mało.

Na wszystkich patrzono wilkiem, ale najwięcej oberwało się najlepszemu strzelcowi drużyny, Frankowi Mahovlichowi. Pogrążył się w melancholii i sprawiał wrażenie człowieka, który przestał się starać. W marcu Toronto oddało go do Detroit w ramach hitowej wymiany z udziałem siedmiu zawodników. Imlach nazwał ten moment najlepszym wydarzeniem sezonu dla Leafs.

Spóźniony zryw na finiszu nie pomógł Liściom. Mahovlich, choć powtarzał, że Toronto zawsze pozostanie jego domem, na transferze wcale nie stracił – zdobył jeszcze dwa Puchary Stanleya z Montrealem, a w barwach Red Wings w kolejnym sezonie strzelił 48 goli. Liście od tamtego czasu pozostają bez Pucharu.

Montreal Canadiens – 1969/70

Rok wcześniej Canadiens wygrali sezon regularny, a przez play-offy przeszli jak walec: dwanaście zwycięstw w czternastu meczach, dwie serie wygrywając do zera. Zachowali niemal cały skład, namawiając Jeana Béliveau do przedłużenia kariery. Ponownie przechytrzyli wszystkich w drafcie, zgarniając zarówno pierwszy, jak i drugi numer wyboru, czym najwyraźniej rozzłościli hokejową karmę.

Hokej
Hokej

Sam sezon nie był zły – 92 punkty wystarczyłyby w każdym innym roku przy poprzednim formacie. Problem w tym, że Montreal chciał jechać na starej renomie, podczas gdy reszta ligi zrobiła krok naprzód. Życiowy sezon rozgrywał obrońca Bostonu Bobby Orr (120 punktów), grę Chicago trzymał w swoich rękach debiutujący bramkarz Tony Esposito (zdobywca Calder i Vezina Trophy), a Rangers podnosili dzięki niesamowitemu Bradowi Parkowi.

Mimo to, dzień przed zakończeniem sezonu Habs znajdowali się w strefie play-off z dwupunktową przewagą nad Rangers. Scenariusz wymagał trzech rzeczy:

  1. Nie przegrać z Chicago.
  2. Liczyć na porażkę lub remis Rangers w Detroit.
  3. W przypadku własnej porażki – zakończyć sezon z większą liczbą bramek niż nowojorczycy.

Przed ostatnim meczem Canadiens mieli na koncie 242 gole, Rangers – 237.

Wydarzył się cud. Brad Park opisał, jak dokładnie do niego doszło, w swojej książce The Game of My Life:

„Graliśmy w niedzielne popołudnie i na początku meczu na trybunach Madison Square Garden było nie więcej niż siedem i pół tysiąca osób. Rod Gilbert strzelił w trzydziestej sekundzie, po pierwszej tercji prowadziliśmy 4:1. Gdy wyszliśmy na drugą tercję – było już dwanaście tysięcy kibiców. Prowadziliśmy 7:2. Przerwa. Na trzecią tercję arena była już nabita po brzegi. Ostatecznie strzeliliśmy dziewięć goli, a pod koniec graliśmy bez bramkarza, żeby dorzucić jeszcze kilka bramek – choć w efekcie tylko jedną straciliśmy.

Meczu Montrealu z Chicago nie transmitowano ani w telewizji, ani w radiu. Zadzwoniłem do ojca mojego kolegi w Chicago, a on przez płatny telefon relacjonował mi przebieg spotkania. W trzeciej tercji Habs przegrywali 2:5, zdjęli bramkarza i próbowali nas dogonić w klasyfikacji strzelców, ale ostatecznie przegrali 2:10. Tak się ucieszyłem, że postawiłem wszystkim w barze darmową kolejkę. To było chyba najdroższe wyjście do baru w moim życiu”.

W Canadiens zaczął się rozłam weterani pokłócili się z trenerem Claude’em Ruelem ale w tej rewolucji zwyciężyli gracze. Wiosną 1971 roku Montreal ponownie został mistrzem i zapoczątkował nową dynastię. Po wymianie z Detroit pozyskali Franka Mahovlicha (Peter był już w zespole), a tuż przed play-offami rozbłysła gwiazda Kena Drydena. Dwudziestoletni bramkarz został MVP Pucharu Stanleya, nie rozgrywając wcześniej nawet dziesięciu meczów w sezonie regularnym NHL.

New Jersey Devils – 1995/96

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni22 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni60 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni108 zł

5 KOMENTARZE

    • Edmonton to w ogóle było kuriozum w tamtych czasach. Dojeżdżali niemal co rok na ostatniej lub przedostatniej pozycji dającej awans, a potem w miarę regularnie wygrywali pierwszą rundę eliminując zdecydowanego faworyta. A to Dallas, Detroit czy Colorado. 2006 rok to był koniec cyklu. Trafił im się Pronger jak ślepej kurze ziarno. Po lockaucie i odwołaniu całego sezonu wg nowej CBA kluby musiały zmieścić sie pod czapką płac. Z tego powodu St. Louis musiało ciąć koszty i wysłało Prongera na północ. Do tego Oilers przeprowadzili kilka transferów typu last minute. Najlepszy do Michael Peca. I nagle okazało się, że ciężko im strzelić bramkę. Uważam, że gdyby nie kontuzja podstawowego bramkarza, to puchar trafiłby wtedy do Kanady. Dwayne Roloson grał sezon życia ale cudów w bramce nie musiał dokonywać. Połamał się w pierwszym meczu i tyle. A po sezonie żona Prongera strzeliłą focha, że na wsi mieszkać nie będzie i Oilers musieli kombinować jak to dostać najlepszy zwrot. To zakończenie pewnej fazy. ZMiany składu plus nie do końca się udały i dopiero od czasów McDavida coś się ruszyło.

      Podobnie w sumie było w Carolinie. Tam też skończył się cykl i trzeba było wymienić sporą część składu. Z tą różnicą, że Hurricanes nie balansowali na linie w sezonie regularnym, a byli poważnym graczem na wschodzie kilka lat zanim podnieśli puchar.