Oddajemy w Wasze ręce kolejny przekład znakomitych artykułów publikowanych w serwisie The Players’ Tribune. Tym razem są to wspomnienia Mike’a Bossy’ego, należącego do elitarnego grona zaledwie pięciu hokeistów w dziejach NHL, którzy zdołali strzelić 50 bramek w 50 spotkaniach. Zawodnik, zaliczony niedawno do zestawienia stu najwybitniejszych graczy w historii ligi, wraca pamięcią do dawnych lat i dzieli się historią swojej drogi na sam szczyt. Formułuje on wyjątkowe przesłanie do samego siebie z przeszłości, wplatając w to również refleksje o tym, jak hokejowe realia wyglądają obecnie.

Drogi 14-letni Mike’u,

Piszę do Ciebie jako 60-latek i przynoszę ci wieści z przyszłości, którym pewnie nie dasz wiary.

W roku 2026 w NHL jest 32 drużyny.

Chłopaki nie palą już papierosów ani nie piją czarnej kawy w przerwach między tercjami. Teraz piją smoothie i „rozciągają się”.

Hokej
Hokej

Aktualna pensja zawodnika potrafiącego wbić 50 bramek w sezonie to 9 milionów dolarów rocznie. A bójki uważa się za wymierającą sztukę. Wiem, to ostatnie brzmi dla Ciebie całkiem nieźle. Wkrótce doświadczysz więcej przemocy niż Ci się należy. Właściwie to piszę do Ciebie, ponieważ niebawem wejdziesz w najtrudniejszy okres, jaki przyjdzie ci kiedykolwiek przeżyć. Mam nadzieję, że przez ostatnie 14 lat zdążyłeś nacieszyć się swoim pięknym nosem, bo niedługo nie będzie już taki prosty.

Klub juniorski z Laval w prowincji Quebec zaproponuje Twojej rodzinie przeprowadzkę do nowego domu, żebyś u nich grał. Na początku wszystko będzie się wydawać idealne. Do tej pory Twoi rodzice wychowywali dziesięcioro swoich dzieci w czteropokojowym mieszkaniu w Montrealu. Nigdy nie miałeś nawet prawdziwej sypialni, spałeś na łóżku polowym na końcu korytarza za małą zasłoną. Kiedy myślisz o hokeju, nie wyobrażasz sobie Montreal Canadiens w czerwono-białych koszulkach. Słyszysz Montreal Canadiens. A to dlatego, że ojciec zawsze każe Ci iść do łóżka tuż przed rozpoczęciem programu Hockey Night in Canada. Zaciąga zasłonę, ale Twoje łóżko jest tuż obok drzwi do salonu, więc i tak do późna nie zasypiasz, słuchając dźwięków z telewizora. Nie masz zbyt wielu wspomnień z oglądania gry Jeana Béliveau, ale za to doskonale pamiętasz, jak głos Dannyego Gallivana szedł nieco w górę za każdym razem, kiedy Jean był przy krążku.

Kiedy przeprowadzicie się do nowego domu, wreszcie będziesz miał swój własny pokój. Ale najbliższe cztery lata na lodzie będą trudne. Nazwą Cię strzelcem z wrodzonym talentem. Właściwie to nie ma w tym nic wrodzonego. Będzie się to męczyło do końca życia, za każdym razem, kiedy ktoś Cię zapyta: „Mike, czemu zdobywanie goli jest dla ciebie takie łatwe?”.

To nigdy nie było łatwe. Mama uwielbia opowiadać, jak strzeliłeś 21 bramek w swoim pierwszym meczu drużyn do lat 9. Nawet jeśli ta anegdota jest prawdziwa, wynik meczu to tylko część tej historii. Mama zawsze pomija, ile czasu spędziłeś sam na lodzie na podwórku za domem, strzelając do drewnianej płyty. Nie masz prawdziwej siatki, więc trenujesz, celując w czarne ślady po krążku, i znowu, i znowu, i znowu, aż do czasu, gdy odmarzną Ci stopy (Pamiętasz, jak mama ogrzewała Ci nogi w zimnej wodzie, bo gorąca sprawiłaby, że „palce Ci odpadną”?).

Z jakiegoś powodu niektórzy będą cię nienawidzić za bycie dobrym strzelcem. Część drużyn będzie na Ciebie polować, i to ostro. Będą atakować od tyłu. Dostaniesz niespodziewane ciosy w podbrzusze. Stracisz przytomność po nieoczekiwanych uderzeniach (W przyszłości mamy poważny uraz o nazwie „wstrząśnienie mózgu”. Jeszcze nie wiesz, co to, ale niestety sporo ich doświadczysz).

W trakcie niektórych meczy będziesz siedział na ławce próbując złapać oddech; kiedy podniesiesz wzrok, zobaczysz przeciwną drużynę – dosłownie całą drużynę – pędzącą w stronę waszej ławki, żeby wszcząć burdę. Uderzanie kijem czy atak kijem trzymanym oburącz będzie tak powszechne, że nawet nie warto o tym wspominać. Taka jest po prostu rzeczywistość juniorskiego hokeja w latach 70.

Przemoc na zawsze zostawi w Tobie ślad. Twój nos będzie złamany. Żebra pęknięte. Ale zostawi też ślad na Twojej duszy. Mentalnie będzie Ci naprawdę ciężko, jadąc autobusem na mecz, wiedząc ile agresji Cię tam czeka. Podczas wielu podróży busem będziesz myślał: „Dlaczego w ogóle to robię? Jaki w tym sens?”.

Ale musisz iść do przodu. Musisz iść do przodu z dwóch powodów:

  1. Jeśli się teraz nie poddasz, ustanowisz rekord bramek w lidze juniorskiej i dostaniesz się do NHL.

  2. Kasjerka w barze z przekąskami.

Powód numer 2 jest znacznie ważniejszy. Dziewczyna pracująca co ranek w barze z przekąskami na lodowisku w Laval jest całkiem urocza, prawda? Znam Twoje sztuczki, chłopcze. Jesteś zbyt nieśmiały, żeby do niej zagadać, więc każdego dnia przed treningiem kupujesz u niej batonika.

Cóż, pewnego dnia będziesz musiał zebrać się na odwagę i normalnie z nią porozmawiać. Może nawet zapytać ją, jak ma na imię (Lucie, ma na imię Lucie). Jej brat jest trenerem drużyny do lat 18, prawdziwy twardziel, więc dla własnego dobra zawsze, ale to zawsze zachowuj się wobec niej jak dżentelmen. Ta dziewczyna będzie u Twojego boku do końca życia. Jest wielką fanką hokeja; nikt, nawet Ty sam, nie będzie surowiej oceniał Twoich występów.

W 1977 roku, już za sześć lat, nastąpi szczęśliwy przełom. Dwanaście drużyn pominie Cię w drafcie do NHL. Nie będą chcieli mieć z Tobą nic wspólnego. Według nich jesteś zbyt nieśmiały. Według nich nie jesteś wystarczająco twardy, żeby zdobywać gole w NHL. A przynajmniej to będziesz sobie wmawiał, siedząc w biurze swojego agenta, wpatrując się w telefon, czekając, aż wreszcie zadzwoni. W końcu zatelefonuje do Ciebie facet nazwiskiem Torrey, zapraszając Cię do New York Islanders. Bill Torrey to dyrektor generalny Wyspiarzy; jest on w trakcie budowania zespołu, który będzie panował w lidze za kilka sezonów. Muszę Cię jednak przed czymś ostrzec.

Bill jest legendą. Ty jesteś nieśmiałym, naiwnym dzieciakiem. Błagam, błagam, błagam, pozwól agentowi zająć się negocjowaniem kontraktu. Mogę tym listem zmienić bieg wydarzeń? Jeśli tak, chciałbym, żebyś coś dla mnie zrobił. Kiedy spotkacie się z Billem, a on zaoferuje świetnie wyglądającą umowę, pozwól agentowi mówić, pozwól mu porównać kontrakt z ofertami dla innych debiutantów. Tak działa ten biznes.

Chcesz wiedzieć, co zrobiłeś? (NIE RÓB TEGO.)

Bill będzie siedział tam ze swoją słynną czerwoną muszką i powie: „Mike, skoro nie jesteś zadowolony z tego kontraktu, to jak myślisz, jak się spiszesz grając na poziomie NHL?”. Nie zastanowisz się ani chwili, tylko wypalisz: „No, myślę, że jestem w stanie strzelić 50 goli w tym sezonie”.

Bill i Twój agent będą potrzebowali minuty, żeby przestać się śmiać. Nie masz nawet zagwarantowanego miejsca z drużynie, a to naprawdę dobra drużyna NHL. Pięćdziesiąt goli? Pięćdziesiąt? Niepoważna deklaracja, szczególnie z ust potwornie nieśmiałego chłopaka. Wciąż nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy. Samo tak wyszło.

Więc nie rób tego. Bo nawet jeśli agent załatwi ci lepsze warunki w kontrakcie to gwarantuję Ci – to nie ma nic wspólnego z Twoją zuchwałą zapowiedzią. A obóz przygotowawczy rozpoczniesz jako ten dzieciak, który powiedział Billowi Torreyowi, że zdobędzie 50 bramek (Kolejne wersje anegdoty o tym momencie brawury będą coraz dziwniejsze).

Jednak nie ulega wątpliwości, że Islanders wzięli Cię, żebyś strzelał dla nich gole. Stąd kolejna rada: zostaw trenera w spokoju. Al Arbour nie chce z Tobą rozmawiać, chłopcze. Na pierwszych dwóch czy trzech treningach będziesz ciągle podjeżdżał do Ala w trakcie przerw, pytając, co powinieneś robić na własnej połowie lodu.

„Trenerze, powinienem być przy bandach?”.

„Trenerze, w dobrym jestem miejscu, kiedy krążek jest za bramką?”.

„Trenerze…”.

W końcu Al Cię uciszy.

– Mike?

– Tak, trenerze?

– Mike, wiesz, czemu cię wzięliśmy?

– No…

– Mike, wzięliśmy cię, żebyś strzelał gole. Potrafisz zdobywać dla nas bramki?

– No…

– Mike, nie zawracaj mi więcej głowy swoją obroną. Jeśli będę chciał ci coś powiedzieć na temat obrony, przyjdę do ciebie, okej?

Przez resztę sezonu zamienisz z Alem słowo ze dwa albo trzy razy. Al nie ma potrzeby z Tobą rozmawiać, bo nie jest kolesiem nazywającym się Bryan Trottier, który by Cię trzymał w ryzach. Bryan będzie Twoim najlepszym hokejowym kumplem. Powinienem Cię jednak ostrzec. Jest Kanadyjczykiem z zachodnich prowincji, ze śmiesznym wąsem, a ledwo potrafi przestrzelić papierową torbę krążkiem.

Bryan, choć zdecydowanie nie wygląda na krzepkiego osobnika, jest jednym z najsilniejszych centrów, jakich w życiu spotkasz. Pracuje nad każdym aspektem gry. To kompletny zawodnik, a między wami będzie tak niesamowita chemia, że trudno wam będzie utrzymać jednego i tego samego lewoskrzydłowego.

Zawsze będą narzekać, że podajecie sobie krążek tylko z Bryanem, tam i z powrotem. W sumie racja. Ale to działa. W pewnym momencie powiesz Bryanowi: „Nie musisz widzieć mnie, tylko mój kij. Jeśli widzisz mój kij, podaj tam krążek”.

Ta filozofia pomoże Ci w pierwszym sezonie w NHL zdobyć 53 bramki. Trots strzeli ich 46 (ale będzie dumnie zaznaczał, że przegonił Cię w liczbie zdobytych punktów). W czasie dwóch pierwszych sezonów wypracujecie między sobą silną chemię, ale wasza ekipa nie wygra Pucharu Stanleya.

Brakuje wam czegoś, by odnieść sukces. Zdobędziecie mnóstwo goli w sezonie zasadniczym, ale w fazie play-off napotkacie problemy, bo gra jest ostrzejsza, nie będzie czasu ani przestrzeni. Będą was atakować, uderzać, nieustannie prowokować do zrzucenia rękawic.

Wtedy więc podejmiesz decyzję, która w tamtych czasach okaże się skrajnie kontrowersyjna. W 1979 roku oświadczysz dziennikarzom, że już nigdy nie będziesz się bić na lodzie. Tyle. Skończyłeś z tym. Niezależnie od tego, co ktoś Ci zrobi, ty nie dasz się wciągnąć w bójkę. Sądzisz, że są one bezsensownym szaleństwem. Kurczę, to będą ciekawe czasy.

Musisz się przygotować na przezwiska, które polecą w Twoją stronę. Musisz się przygotować na to, jak ludzie będą Cię postrzegać po wydaniu takiego oświadczenia w 1979 roku. To spory problem dla zawodnika, który już miał niesprawiedliwie przypiętą łatkę „nieśmiały”. Niektórzy w hokejowym świecie nie zaakceptują myśli, że ktoś, kto się nie bije, może kiedykolwiek być zwycięzcą.

W 1980 roku w pierwszym meczu finałowej serii play-off przeciwko Flyers nadejdzie Twój moment prawdy. Islanders przypadkowo uwolnią krążek grając w przewadze, więc zawrócisz, żeby podjechać do odpowiedniego bulika.

Podniesiesz wzrok i zobaczysz Mela Bridgmana jadącego wprost na Ciebie. Ogromnego, wrednego, wstrętnego Bridgmana. Cholera jasna. Nie chce się odsunąć.

Co robić? Ułamek sekundy, musisz go przewrócić. To ostatnia rzecz, jakiej by się spodziewał. Musisz się postawić, musisz pokazać, że się nie wycofasz, że się nie boisz. Jeśli to zrobisz, Bridgman wypieprzy się na lodzie na oczach wszystkich widzów w Philadelphia Spectrum.

Wszyscy będą w byt wielkim szoku, żeby wszcząć jakąś większą burdę. Ta chwila nie położy kresu tanim chwytom, ale będzie dla Ciebie wyzwoleniem. Wszystko sprowadza się do tego dziwnego uczucia w żołądku, kiedy jechałeś autobusem na mecze ligi juniorskiej.

W ułamku sekundy, kiedy widzisz Mela jadącego prosto w Twoją stronę, musisz powiedzieć sobie: „Dość już”. To zderzenie w Game 1 nada ton następnym czterem latom Twojego życia. Ten mecz wygracie w dogrywce, potem zdobędziecie Puchar Stanleya. A potem jeszcze trzy Puchary.

Najważniejsza rada, jaką mam: staraj się więcej z tego zapamiętać. Smutno mi to przyznać, ale pisząc do Ciebie jako 60-latek, ledwo co pamiętam podnoszenie Pucharu nad głowę. Nie wiem, czy to z powodu tych wszystkich ciosów, które otrzymałem, czy po prostu wszystko mnie przytłoczyło, ale naprawdę niewiele z tego pamiętam.

Nie zapomnę za to Bryana z Pucharem, jak mu odbiło, jak jeździł w kółko w Nassau Coliseum trzymając Puchar nad głową. Jak stał z nim na ławce, drocząc się z fanami. Jak skakał na Billyego Smitha po wygraniu naszego czwartego Pucharu z rzędu. Moja rada, chłopcze – zapamiętaj więcej. I ciesz się tym okresem w życiu, bo będzie on krótszy niż myślisz.

Pamiętasz jak na szkolnych zawodach skakałeś w dal z rozbiegu i rozwaliłeś sobie rzepkę? I ten gips od kostki aż po biodro? Pamiętasz jak byłeś łapaczem przez całe lato, z jedną nogą zawsze wysuniętą mocno w bok?

Cóż, Twoje kolano nigdy się do końca nie wyleczy. Nie będzie to wyglądało na wielki problem, bo na łyżwach dalej możesz spokojnie jeździć. Ale w przyszłości, kiedy medycyna się rozwinie, lekarze zauważą, że taka niesymetryczność ma początkowo ledwo zauważalny wpływ na całe ciało. Po dziewięciu latach w NHL, jeszcze przed trzydziestką, Twoje plecy wysiądą. A kiedy plecy się sypią, to już koniec.

Nie napiszesz zakończenia własnej historii tak, jak byś chciał. To gorzka pigułka do przełknięcia, ale też dobra lekcja dla Ciebie, młodego człowieka. Takie jest życie. Sami piszemy niewielką część własnej historii. Na wiele spraw nie mamy wpływu, a czasem inni zmieniają nasz los. Pomyśl na przykład o ojcu.

Gdzie zaczęła się Twoja droga do czterech Pucharów Stanleya? Gdy zderzyłeś się z Melem? Gdy dawałeś z siebie wszystko grając z Bryanem Trottierem? Gdy Bill Torrey do Ciebie zadzwonił? Gdy strzeliłeś 260 goli w Laval albo 21 bramek w pierwszym meczu drużyn do lat 9? Nie. Żadne z tych wydarzeń nie miałoby miejsca gdyby nie pierwszy rozdział Twojej historii, rozdział, który ktoś dla Ciebie napisał.

Pamiętasz kiedy mieszkałeś w małym mieszkaniu w Montrealu i spałeś na łóżku polowym? W niektóre zimowe poranki kiedy wstawałeś na śniadanie, ojciec wracał do domu z soplami zwisającymi z brwi. Wcześniej spędzał długie godziny na zalewaniu podwórka wodą z węża ogrodowego i na przybijaniu drewnianej płyty do słupa. Tysiące mil dalej, w zachodniej Kanadzie, ojciec Bryana zalewał podwórko za swoim domem podcinając bobrowe tamy.

To nie my piszemy początek i koniec naszej historii.

Ale możemy do późna nie zasypiać, słuchając odgłosów Hockey Night in Canada.

Możemy zagadać do dziewczyny w barze z przekąskami.

Możemy rzucić palenie po debiutanckim sezonie.

Możemy przewrócić Mela Bridgmana.

Możemy spojrzeć wstecz i powiedzieć: „Dzięki Bogu byłem Islanderem, i kocham cię, Bryanie Trottierze”.

Z pozdrowieniami,

Mike

NHL w PL nie rości sobie praw do oryginalnej treści powyższego tekstu i materiałów foto. Materiał jest przetłumaczony w celu przybliżenia polskim kibicom NHL wiadomości ze świata najlepszej ligi hokejowej. Tłumaczenie jest własnością intelektualną NHL w PL.