Poniedziałek, szatnia w Arlington, kilkunastu facetów w dresach i jeden, który mówi, że ten sezon będzie jego ostatnim. „Smutne, ale tak jest”, rzuca Owieczkin. Potem tłumaczy młodszym kolegom, że czas leci, że jeszcze wczoraj sam był tu pierwszy rok, a dziś jest 22. I pstryka palcami. 22 lata zamknięte jednym trzaskiem, jakby gasił światło w piwnicy.

Ten gest będę pamiętał dłużej niż komunikat, który klub puścił chwilę później. Komunikat był gładki jak elewacja po termomodernizacji. Pstryknięcie było prawdziwe.

Dostaliśmy też odpowiedź na pytanie kiedy. Zdecydował latem, z rodziną, bo gra, jak twierdzi, robi się coraz młodsza. Dodaje, że chce być na tyle zdrowy, żeby pograć z dziećmi w piłkę, w kosza i w hokeja. Brzmi to uczciwie i trochę zbyt łatwo, bo prawdziwy powód siedzi w liczbach, które każdy może sobie sprawdzić.

Może być rysunkiem przedstawiającym tekst

W meczu otwarcia z Carolina Owieczkin przebywał na lodzie 12 minut i 46 sekund. To najmniej w jego karierze w spotkaniu, w którym nie był kontuzjowany ani wyrzucony z tafli. W poprzednim sezonie średnio grał 17:27, też rekordowo mało, bo trener Carbery od dawna kombinuje, jak wycisnąć z kapitana ostatnie krople, nie zapalając lampki ostrzegawczej. Człowiek, który kiedyś wjeżdżał na lodowisko jak byk do sklepu z porcelaną, dziś dostaje czas antenowy jak prezenter pogody w niedzielę.

I teraz uwaga, bo to nie jest historia wygasłego pieca. W 82 meczach strzelił 32 gole i zebrał 64 punkty, najwięcej w drużynie. To jego 20 sezon z minimum 30, rekord ligi, i 21 z rzędu, w którym był pierwszym albo współpierwszym strzelcem Capitals. 40-latek strzela lepiej niż większość chłopaków o połowę młodszych, a jego klub i tak oglądał play-offy w telewizji. Najlepszy kucharz w lokalu, w którym kończy się mąka.

929 goli. Gretzky zatrzymał się na 894, więc margines to 35 trafień. Pamiętam, jak mówiono, że ten rekord będzie wisiał w gablocie na wieki, jak obraz, którego nikt nie chce dotknąć. Owieczkin zdjął go ze ściany w kwietniu 2025 roku i od tamtej pory dokłada kolejne, jakby nie wiedział, że już wygrał.

Kontrakt na ten sezon: 4,25 miliona dolarów średniej rocznej plus 4,75 miliona premii, która wpada, gdy zagra 10 mecz. Na razie rozegrał dwa. Nie sugeruję niczego, liczę tylko, że jak ktoś pstryka palcami nad własną karierą, to przynajmniej wie, ile ta kariera jest warta. Pytanie, czy w tym samym momencie wie, ile zostało mu do zapłacenia gdzie indziej. Ale do tego jeszcze dojdę.

Jeszcze trochę o hokeju, bo należy mu się

Wybrany z numerem pierwszym w 2004. Debiut dokładnie 21 lat temu, w poniedziałek jakby nigdy nic. Nagroda dla debiutanta, trzy razy Hart Trophy, dziewięć tytułów najlepszego strzelca, 65 goli w trzecim sezonie, kiedy liga dopiero otrząsała się po lokaucie i potrzebowała kogoś, kto wyglądał jak pocisk w ludzkim ciele. Dostała.

Presidents’ Trophy trzy razy, trzy razy porażka w play-offach. Washington miał wtedy najlepszy bilans w lidze i najgorszą wiarę w siebie. Potem przyszedł rok 2018, pierwszy Puchar Stanleya w historii klubu, Owieczkin z trofeum Conna Smythe’a dla MVP fazy pucharowej, i nagle ten zespół, który przez dekadę umierał na raty, wygrał wszystko. Kto wtedy nie wzruszył się choć trochę, niech nie pisze o hokeju.

Jest jeszcze Crosby. Cztery serie play-off między nimi, w 2009, 2016, 2017 i 2018 roku, i za każdym razem zwycięzca kończył z Pucharem. Teraz ostatni mecz sezonu zasadniczego na własnym lodzie Washington zagra z Pittsburghiem, 4 kwietnia. Bilety już po kilku godzinach od ogłoszenia chodziły na StubHub od 825 dolarów w górę. To kwota, za którą rozsądny człowiek kupuje pralkę, a nie stanie pod trybuną. W Waszyngtonie w przyszłym roku odbędzie się finałowy turniej uczelnianej ligi, Frozen Four, więc Capitals zamkną sezon trzema meczami wyjazdowymi, ostatni 10 kwietnia w Filadelfii, w mieście, które nie zna słowa litość. Dziękuję kalendarzowi za ten prezent.

Crosby ma 39 lat i według znanych mi źródeł nie zamierza kończyć. Obaj dołączą do klubu zawodników, którzy przez 22 sezony grali w jednych barwach, razem z Howem, Delvecchio, Mikitą i Yzermanem. Dobre towarzystwo. Szkoda, że jeden z nich przychodzi z bagażem.

I teraz ta część, której nikt nie chciał, ja też nie

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.