Montreal Canadiens doszli do porozumienia z kolejnym młodym zawodnikiem. W niedzielę klub podpisał nowy, czteroletni kontrakt z Zacharym Bolducem. Umowa opiewa na 4,2 mln dolarów rocznie i będzie obowiązywać do końca sezonu 2029/30.

Informację jako pierwszy przekazał Elliotte Friedman z Sportsnetu, a później potwierdzili ją sami Canadiens.

Na pierwszy rzut oka 4,2 mln dolarów rocznie za 23-letniego skrzydłowego nie wygląda jak przesadnie wygórowana cena. Problem leży jednak gdzie indziej – w długości kontraktu. To ruch nietypowy dla menedżera Kenta Hughesa i jego współpracowników, którzy w ostatnich latach słynęli z bardzo ostrożnego zarządzania pieniędzmi oraz kontrolą nad kontraktami młodych zawodników.

Bolduc po zakończeniu tej umowy będzie mógł po raz pierwszy w karierze zostać niezastrzeżonym wolnym agentem. Jeśli więc za cztery lata jego negocjacje z Montrealem będą się przeciągały, zawodnik znajdzie się w znacznie mocniejszej pozycji negocjacyjnej. Co więcej, już teraz rozmowy trwały długo – porozumienie osiągnięto nieco ponad dwa tygodnie przed rozpoczęciem sezonu zasadniczego.

30 punktów, ale jest potencjał na więcej

Bolduc ma za sobą pierwszy sezon w Montrealu po transferze z St. Louis Blues. W 78 spotkaniach zdobył 12 bramek i 18 asyst, kończąc rozgrywki z 30 punktami.

Nie jest to wynik, który automatycznie uzasadnia kontrakt wart 4,2 mln dolarów rocznie. Canadiens płacą jednak przede wszystkim za potencjał zawodnika, który wciąż ma dopiero 23 lata.

Bolduc trafił do Montrealu w lipcu 2025 roku w wymianie, w ramach której do St. Louis powędrował obrońca Logan Mailloux. Była to interesująca wymiana dwóch byłych wyborów pierwszej rundy, którzy w swoich klubach nie zdołali jeszcze w pełni wykorzystać drzemiącego w nich potencjału.

Wcześniej Bolduc pokazał, że potrafi zdobywać bramki. Dwa sezony temu w barwach Blues strzelił 19 goli, dlatego w Montrealu liczono, że zmiana otoczenia pozwoli mu wykonać kolejny krok. Początek poprzedniego sezonu rzeczywiście był obiecujący – Bolduc trafiał do siatki w każdym z pierwszych trzech spotkań.

Później jego produkcja wyhamowała. Ostatecznie zdobył o sześć punktów mniej niż rok wcześniej, mimo że średnio przebywał na lodzie przez 13:38 na mecz, czyli około minutę dłużej niż w poprzednim sezonie.

Problemem była również regularność. Bolduc zaliczył między innymi serię 31 kolejnych spotkań bez gola. Mimo to jego wpływ na grę Canadiens był większy, niż sugerują same statystyki.

Play-offy pokazały jego drugą twarz

Szczególnie dobrze było to widać w fazie play-off. Canadiens niespodziewanie dotarli aż do finału Konferencji Wschodniej, a Bolduc odegrał w tej drodze swoją rolę.

Jego forechecking, gra w obu kierunkach i umiejętność pojawienia się w odpowiednim miejscu w kluczowym momencie sprawiały, że był wartościowym elementem zespołu nawet wtedy, gdy nie wpisywał się do protokołu.

To właśnie dlatego Montreal zdecydował się związać z nim na dłużej.

Bolduc dysponuje bardzo dobrym, potencjalnie elitarnym uderzeniem, dlatego Canadiens nadal widzą w nim zawodnika zdolnego przekroczyć granicę 25 goli w sezonie. Przy odpowiednim rozwoju powinien być wartościowym elementem drugiej lub trzeciej formacji, szczególnie w drużynie, która najważniejsze role ofensywne ma już obsadzone.

Nie musi być gwiazdą. Ma być jednym z tych zawodników, którzy pozwalają gwiazdom grać jeszcze lepiej.

Canadiens zapłacili za potencjał

Bolduc wciąż jest formalnie zawodnikiem, który dopiero buduje swoją pozycję w NHL. Dlatego kontrakt można porównać do kilku innych umów młodych napastników.

23-letni Collin Graf podpisał trzyletni kontrakt wart 4,25 mln dolarów rocznie po sezonie, w którym zdobył 21 bramek i 46 punktów. Z kolei 24-letni Alex Laferriere z Los Angeles Kings zarabia 4,1 mln dolarów rocznie w ramach trzyletniej umowy, a w poprzednim sezonie również zdobył 21 goli.

Różnica jest więc wyraźna: Bolduc dostał pieniądze porównywalne z zawodnikami, którzy już pokazali produkcję na poziomie ponad 40 punktów.

To oznacza, że Montreal będzie oczekiwał od niego kolejnego kroku. Wartość tego kontraktu zacznie wyglądać naprawdę dobrze dopiero wtedy, gdy Bolduc stanie się regularnym graczem na poziomie 40-50 punktów i wykorzysta swój potencjał strzelecki.

Center? Raczej skrzydłowy z dodatkową opcją

Ciekawostką pozostaje jego nominalna pozycja. Bolduc jest wpisywany jako center, a podczas znakomitej kariery w QMJHL w barwach Quebec Remparts rzeczywiście występował jako środkowy. Z zespołem zdobył nawet Memorial Cup w 2023 roku.

W Montrealu zdecydowanie częściej oglądaliśmy go jednak na skrzydle.

W poprzednim sezonie wykonał zaledwie 19 wznowień i wygrał połowę z nich. To zbyt mała próba, aby wyciągać poważne wnioski na temat jego możliwości na środku, ale jednocześnie wystarczająca, by uznać jego uniwersalność za dodatkowy atut.

Wszystko wskazuje na to, że Bolduc nie będzie w Montrealu pełnoetatowym centrem. Możliwość przesunięcia go na środek w sytuacji awaryjnej pozostaje jednak bardzo użyteczna.

Kanadyjczyk dostał również konkretną rolę w specjalnych formacjach. W drugiej jednostce power play spędzał średnio 1:36 na mecz i zakończył sezon z trzema golami oraz sześcioma punktami w przewadze.

Hughes nadal ma jeden problem

Podpisanie Bolduca było o tyle ciekawe, że jeszcze niedawno pojawiały się informacje o potencjalnym sign-and-trade, czyli podpisaniu zawodnika i późniejszym wykorzystaniu go w wymianie.

Po dodaniu Chrisa Kreidera do Montrealu taki scenariusz wydawał się nawet bardziej prawdopodobny. Ostatecznie Kent Hughes nie znalazł jednak rozwiązania, które uznałby za korzystne dla Canadiens.

I tutaj zaczyna się kolejny element układanki.

Montreal nadal ma około 4,2 mln dolarów wolnej przestrzeni pod limitem płac, ale musi jeszcze znaleźć miejsce dla 25-letniego Arbera Xhekaja, ostatniego niezastrzeżonego wolnego agenta pozostającego bez kontraktu.

Podpisanie Bolduca nie zamknęło więc letnich problemów kadrowych Canadiens.

Czy to rzeczywiście ryzyko?

Największym pytaniem nie jest nawet kwota 4,2 mln dolarów. To rozsądna cena za 23-letniego zawodnika, jeśli klub wierzy w jego rozwój.

Ryzyko kryje się w czterech latach.

Canadiens kupili sobie dwa lata kontroli nad zawodnikiem, który może dopiero wejść na wyższy poziom, ale jednocześnie oddali mu znaczną część przyszłej przewagi negocjacyjnej. Jeśli Bolduc eksploduje ofensywnie i stanie się graczem na poziomie 50 punktów, za cztery lata może zażądać naprawdę dużych pieniędzy. Jeśli natomiast pozostanie zawodnikiem na poziomie 30-35 punktów, Montreal może zostać z kontraktem, który będzie trudniejszy do przesunięcia.

To właśnie jest cena za kompromis.

Wcześniej pojawiały się informacje, że strony rozważały zarówno dwuletni kontrakt pomostowy, jak i umowę pięcioletnią. Ostatecznie spotkały się mniej więcej w połowie drogi.

Dla Canadiens oznacza to mniejszą kontrolę nad zawodnikiem niż przy dłuższej umowie, ale jednocześnie niższy koszt niż w przypadku kontraktu obejmującego więcej sezonów. Dla Bolduca to z kolei szansa na udowodnienie swojej wartości przed wejściem na rynek jako niezastrzeżony wolny agent.

I właśnie dlatego ten kontrakt może za cztery lata wyglądać albo jak bardzo dobry interes Montrealu, albo jak umowa, w której Hughes oddał młodemu zawodnikowi zbyt dużo za zbyt mało pewników.

Na dziś trudno uznać ją za złą. Ale w przeciwieństwie do wielu wcześniejszych ruchów Canadiens tym razem margines błędu jest zdecydowanie mniejszy.