Zaledwie kilkanaście dni dzieli nas od startu kolejnego sezonu naszej ukochanej ligi, a ja mam wrażenie, że w niektórych biurach panuje większy chaos niż na lodzie podczas dogrywki w formacie trzech na trzech. Wrzesień 2026 roku nie bierze jeńców. Zamiast rozmawiać o szansach na Puchar Stanleya, formacjach w przewadze i nowych schematach taktycznych, patrzymy na absolutny cyrk w gabinetach dyrektorskich. Karuzela menadżerska w NHL przypomina obecnie ten wielki, przedłużający się kac po igrzyskach olimpijskich – wszyscy są wykończeni, połowa działaczy wraca do domu z pustymi rękami, a rachunek za tę przerośniętą imprezę będzie spłacany przez dekady. Patrzę na to, co dzieje się w dwóch zupełnie różnych hokejowych światach, i po prostu nie mogę wyjść z podziwu dla jednych, a z zażenowania dla drugich. Colorado i Detroit. Dwie potęgi, dwie ikony za sterami, dwa kompletnie odmienne sposoby na prowadzenie wielkiego, sportowego biznesu.

Zacznijmy od tego smutniejszego przypadku, bo to, co wyprawia się w Mieście Motoryzacji, woła o pomstę do nieba. 10 lat. Słownie: dziesięć bitych lat bez play-offów. Red Wings śrubują niechlubny, aktywny rekord całej ligi, a kibice z Hockeytown powoli zapominają, jak w ogóle wygląda hokej na wiosnę. Steve Yzerman miał być zbawicielem. Kiedy wracał do klubu w kwietniu 2019 roku, witano go jak hokejowego mesjasza, który jednym dotknięciem kija zamieni wodę w wino, a raczej marazm w puchar. Dzisiaj? Dzisiaj Yzerman został grzecznie, acz bardzo stanowczo przesunięty na stanowisko starszego doradcy prezesa Chrisa Ilitcha. To piękne, dyplomatyczne określenie na bolesną prawdę: zawiódł na całej linii. Upadek mitu Yzermana jako architekta nowej potęgi przypomina pęknięcie bańki na rynku sztucznej inteligencji z początku tego roku – na papierze miało być rewolucyjnie i genialnie, a w rzeczywistości naiwni inwestorzy, czyli w tym przypadku wierni kibice, zostali z bezwartościowymi akcjami i stertą pustych obietnic. Zamiast cudownego planu odbudowy, mamy kurwa organizacyjną katastrofę. To nie tak miało wyglądać.

Ale to nie samo usunięcie Yzermana ze stanowiska menadżera w połowie lipca jest najbardziej żenujące. Najgorszy jest proces poszukiwania jego następcy. Detroit wynajęło specjalistyczną firmę headhunterską TurnkeyZRG. Rzekomo mieli na liście ponad stu kandydatów z całej hokejowej branży. Rozmawiali, debatowali, wnikliwie analizowali każde nazwisko. Jeff Greenberg, menadżer baseballowych Tigers, oficjalnie wycofał się z tego wyścigu kilka dni temu, co samo w sobie jest głośnym policzkiem dla tak dumnej organizacji. I co z tego wielkiego, dwumiesięcznego procesu wyszło? Na dwa dni przed startem głównego obozu przygotowawczego dowiadujemy się, że tymczasowym menadżerem zostaje Shawn Horcoff. Facet, który był asystentem Yzermana i dyrektorem do spraw rozwoju graczy od lat. To całe zwlekanie Ilitcha z nominacją człowieka siedzącego dosłownie drzwi obok przypomina legendarne poszukiwania selekcjonera piłkarskiej reprezentacji Polski – latamy po całym globie szukając wizjonera i cudotwórcy, żeby na koniec zatrudnić asystenta, który od pięciu lat cierpliwie rozkładał pachołki na treningach. Po co był ten cały drogi teatr? Przecież Horcoff de facto pociągał za sznurki od lipca, prowadząc codzienne operacje.

Teraz Horcoff, z łatką tymczasowego, ale rzekomo z pełną władzą decyzyjną od Ilitcha, musi posprzątać ten monumentalny bałagan. A lista problemów na jego biurku jest dłuższa

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.