Quinn Hughes nie zamierza podejmować decyzji pod presją. Gwiazdor Minnesota Wild, który wkrótce rozpocznie ostatni sezon obecnej umowy, przekonuje, że nie czuje się przyparty do muru i nie zamierza podpisywać przedłużenia wyłącznie dlatego, że zbliża się obóz treningowy. Problem w tym, że za jego spokojem kryje się jedna z najważniejszych decyzji kontraktowych w NHL, a w tle pozostaje rodzinne marzenie o grze u boku Jacka i Luke’a Hughesów w New Jersey Devils.
Quinn Hughes: „Nie czuję się przyparty do muru”
Tegoroczna edycja NHL Player Media Tour w Las Vegas dostarczyła wielu tematów przed rozpoczęciem sezonu. Jednym z najważniejszych był oczywiście Quinn Hughes. 26-letni obrońca Minnesota Wild wchodzi w ostatni rok obecnego kontraktu, a jego przyszłość od miesięcy pozostaje przedmiotem spekulacji.
W środę, 9 września, Hughes spotkał się z dziennikarzami i postanowił nieco ostudzić emocje. Jego przekaz był jasny: nie zamierza podpisywać nowej umowy tylko dlatego, że kalendarz wymusza pośpiech.
To zostanie zrobione wtedy, kiedy uznam, że powinno zostać zrobione. Nie czuję się przyparty do muru. Jestem bardzo rozważny. Chcę poświęcić czas na wszystko i upewnić się, że podejmuję decyzję, która będzie dobra dla wszystkich – powiedział Hughes.
Obrońca dodał, że nie odczuwa presji, aby podpisać przedłużenie jeszcze przed rozpoczęciem obozu treningowego.
Nie czuję się przyparty do muru, że muszę podpisać kontrakt przed obozem.
Hughes nie uważa również, aby kwestia nowej umowy miała stać się problemem w trakcie sezonu. W rozmowie z Markiem Lazerusem oraz na antenie podcastu „32 Thoughts”, prowadzonego przez Elliotte’a Friedmana i Kyle’a Bukauskasa, konsekwentnie prezentował podobne stanowisko.
Naprawdę mnie to nie obchodzi. Jeśli ktoś zadaje mi to samo pytanie sto razy, to trudno. Czuję, że jeśli tylko będę zdrowy, jestem gotowy na swój najlepszy sezon. Jestem gotowy do gry – stwierdził.
To dość bezpośrednia odpowiedź zawodnika, którego nazwisko od miesięcy pojawia się w kontekście potencjalnie rekordowego kontraktu dla obrońcy.
Minnesota ma pieniądze. Czy Hughes chce zostać?
Z punktu widzenia Minnesota Wild sytuacja wygląda na pierwszy rzut oka bardzo dobrze. Hughes nie ukrywa, że podoba mu się życie w Minnesocie, a organizacja nie musi przekonywać go do swojej wartości.
Naprawdę lubię to miejsce. Organizacja nie ma niczego, co musiałaby mi udowadniać – powiedział obrońca.
Hughes wymienił kilka powodów, dla których pozostanie w St. Paul jest dla niego atrakcyjną perspektywą. Wskazał na relacje z trenerem Johnem Hynesem, generalnym menedżerem Billem Guerinem oraz kolegami z drużyny. Szczególne znaczenie ma dla niego współpraca z Brockiem Faberem.
To ogromne atuty. Relacja z Brockiem, z trenerem, z Billym i z całym zespołem. To wszystko ma dla mnie ogromne znaczenie.
Hughes podkreślił również, że Wild mają powody do optymizmu przed nowym sezonem. Joel Eriksson Ek i Jonas Brodin, którzy zmagali się z problemami zdrowotnymi podczas poprzedniej fazy play-off, są już zdrowi. Guerin natomiast udowodnił, że potrafi podejmować odważne decyzje na rynku transferowym.
Czego potrzebuję zobaczyć od zespołu? Niczego. Jestem z tego aspektu naprawdę zadowolony. Kibice Wild powinni być bardzo podekscytowani oglądaniem nas. Chłopaki są głodni sukcesu, jesteśmy zdrowi, a wy znacie Billy’ego. W każdej chwili może wykonać wielki transfer i wzmocnić nasz zespół – stwierdził Hughes.
Właściciel Wild Craig Leipold już wcześniej zapowiadał, że klub chce zatrzymać swoją największą gwiazdę. Guerin również wyrażał przekonanie, że uda się osiągnąć porozumienie.
Minnesota ma zatem argumenty sportowe i finansowe. Nie brakuje jej ambicji, a właściciel pokazał już, że potrafi otworzyć portfel. Przedłużenie umowy Kirilla Kaprizowa z wynagrodzeniem na poziomie 17 milionów dolarów rocznie stanowi wyraźny sygnał, że Wild są gotowi płacić za elitarny talent.
Tyle że w przypadku Hughesa najważniejsze pytanie może nie dotyczyć pieniędzy.
20 milionów dolarów rocznie? Hughes nie ucieka od tematu
Jednym z najważniejszych punktów odniesienia dla negocjacji stał się Cale Makar. Zdobywca Norris Trophy podpisał z Colorado Avalanche rekordowe przedłużenie na osiem lat o wartości 163,2 miliona dolarów. Średnia roczna wartość kontraktu wynosi 20,4 miliona dolarów.
Hughes nie miał problemu z pochwałą dla swojego konkurenta.
Cale na to zasługuje, a nawet na więcej – powiedział.
Kiedy zapytano go, czy sam może zostać najlepiej opłacanym obrońcą w historii NHL, nie odrzucił takiej możliwości.
Zdecydowanie nie rozpoczynałem kariery z myślą, że coś takiego kiedykolwiek będzie możliwe. Ale uważam, że jeśli jesteś dobry w tym, co robisz, powinieneś być odpowiednio wynagradzany. Wierzę w uczciwe umowy.
To ważna wypowiedź. Hughes nie zażądał publicznie 20 milionów dolarów rocznie, ale jednocześnie nie udaje, że rekord Makara nie ma znaczenia.
Elliotte Friedman sugerował niedawno, że Hughes może oczekiwać średniej rocznej wartości kontraktu sięgającej nawet 20 milionów dolarów. Jeśli te przewidywania okażą się trafne, Minnesota stanie przed koniecznością podpisania jednej z najdroższych umów w historii ligi.
W tym miejscu pojawia się jednak zasadniczy problem: długość kontraktu.
Trzy lata zamiast ośmiu?
Według doniesień Hughes może rozważać krótszą umowę, potencjalnie trzyletnią. Taki wariant miałby sens nie tylko z punktu widzenia finansowego, lecz także rodzinnego.
Obecny kontrakt Jacka Hughesa z New Jersey Devils obowiązuje do końca sezonu 2029-30. Trzyletnie przedłużenie dla Quinna pozwoliłoby zgrać moment jego wejścia na rynek wolnych agentów z sytuacją kontraktową młodszego brata.
Luke Hughes jest już związany z Devils do końca sezonu 2031-32. Jeśli Quinn rzeczywiście chciałby w przyszłości grać razem z braćmi, New Jersey pozostaje najbardziej naturalnym kierunkiem.
Nie oznacza to jednak, że Hughesowie planują wspólny transfer albo że Quinn odrzuci długoterminową ofertę Minnesoty. To raczej kwestia pozostawienia sobie otwartych drzwi.
Sam Quinn nie chciał komentować szczegółów negocjacji ani potwierdzać, czy długość kontraktu jest głównym punktem spornym.
Jestem pewien, że wszystko się ułoży – powiedział.
Z kolei Chris Johnston z TSN informował, że Hughes nie podjął jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie przyszłości. Wild mogą zaoferować ogromne pieniądze, ale ostatecznie to zawodnik musi chcieć związać się z klubem na dłużej.
Rodzinne marzenie Hughesów
Temat ewentualnej gry trzech braci w jednym zespole nie jest nowy. Jack i Luke Hughes od dawna mówią o tym, że chcieliby kiedyś występować razem z Quinnem.
W ostatnich dniach temat nabrał jednak dodatkowego znaczenia. Wszystko za sprawą braci Tkachuk.
Brady Tkachuk został tego lata zawodnikiem Florida Panthers, dołączając do swojego brata Matthew. Po raz pierwszy obaj znaleźli się w jednym klubie NHL.
Jack Hughes został zapytany przez Matta Larkina, czy widok braci Tkachuków razem wzbudza w nim zazdrość i czy on oraz Luke marzą o tym, by Quinn dołączył do nich w New Jersey.
Odpowiedź była wyważona.
Hughes przyznał, że wspólna gra z braćmi byłaby czymś wyjątkowym, ale jednocześnie zwrócił uwagę na realia NHL i systemu salary cap. Wskazał, że kontrakt Brady’ego Tkachuka był znacznie łatwiejszy do przeniesienia niż potencjalna nowa umowa Quinna.
To istotna różnica. Brady miał kontrakt, który można było włączyć do struktury finansowej nowego zespołu. Quinn natomiast może zażądać ponad 20 milionów dolarów rocznie, co znacząco komplikuje potencjalny transfer.
Jack Hughes podkreślił, że rozumie, iż jego brat musi podejmować decyzje z myślą o własnej karierze.
Nie sądzę, żeby poświęcił to, co jest dla niego najlepsze, tylko po to, żebyśmy mogli grać razem. Zobaczymy. Zobaczymy, co zrobi.
To bardzo dojrzała wypowiedź. Jack nie ukrywa, że chciałby grać z Quinnem, ale nie próbuje wywierać na nim presji.
W rozmowie z Danem Rosenem Hughes przyznał również, że wspólna gra z braćmi zawsze była ich marzeniem. Zdobycie olimpijskiego złota w Mediolanie było dla nich niezwykłym przeżyciem, a wspólny sukces tylko wzmocnił więź.
Nie oznacza to jednak, że codziennie planują, jak doprowadzić do wspólnego występu w NHL.
Ludzie myślą, że siedzimy cały dzień w domu i tylko o tym rozmawiamy. Nie robimy tego – powiedział Jack ze śmiechem.
Co oznacza to dla Minnesota Wild?
Dla Minnesota Wild obecna sytuacja jest jednocześnie komfortowa i niebezpieczna.
Komfortowa, ponieważ Hughes otwarcie mówi, że lubi klub, miasto i kolegów. Nie ma żadnych sygnałów, że jest niezadowolony z organizacji albo że chce natychmiast opuścić Minnesotę.
Niebezpieczna, ponieważ brak przedłużenia kontraktu może z czasem zacząć wpływać na decyzje klubu.
Guerin oddał znaczący pakiet transferowy, aby pozyskać Hughesa z Vancouver Canucks w grudniu ubiegłego roku. Jeśli zawodnik nie będzie chciał podpisać długoterminowej umowy, Wild mogą stanąć przed trudnym wyborem.
Czy warto kontynuować walkę o Puchar Stanleya z zawodnikiem, który może odejść za darmo? Czy lepiej rozważyć transfer, aby odzyskać część utraconych aktywów?
Na razie nie ma żadnych informacji, że Hughes znalazł się na rynku transferowym. Nie ma również sygnałów o załamaniu negocjacji.
Ale NHL to liga, w której sytuacja potrafi zmienić się bardzo szybko.
Termin 15 września ma znaczenie
W całej sprawie istotną rolę odgrywa również kalendarz. Zgodnie z obowiązującymi zasadami układu zbiorowego pracy NHL, zawodnik może podpisać ośmioletnie przedłużenie kontraktu do 15 września.
Od 16 września maksymalny okres przedłużenia umowy dla zawodników pozostających w klubie spada do siedmiu lat, natomiast dla wolnych agentów bez ograniczeń wynosi sześć lat.
W teorii oznacza to, że Hughes może mieć dodatkowy argument w negocjacjach. Ośmioletnia umowa daje mu większą gwarancję finansową, ale jednocześnie wiąże go z klubem na dłużej.
Krótszy kontrakt może z kolei pozwolić mu na ponowne wejście na rynek w momencie, gdy jego wartość będzie jeszcze wyższa.
Czy Hughes zamierza wykorzystać tę możliwość? Na razie nie wiadomo.
Sam zawodnik nie traktuje jednak 15 września jako ostatecznego terminu, który wymusza natychmiastową decyzję.
„Jako kolega chcę, żeby podpisał. Jako przyjaciel chcę dla niego jak najlepiej”
Najlepiej sytuację w szatni Wild podsumował Matt Boldy.
Każdy w jakimś stopniu przechodził przez kwestie kontraktowe. Oczywiście kontrakt Quinna to duża sprawa. Jako jego kolega z drużyny chcę, żeby podpisał, ale jako jego przyjaciel chcę dla niego jak najlepiej – powiedział Boldy.
To prawdopodobnie najtrafniejsze podsumowanie całej sytuacji.
Minnesota chce zatrzymać swoją największą gwiazdę. Quinn Hughes chce podjąć najlepszą decyzję dla swojej kariery. Jego bracia chcieliby kiedyś zagrać razem, ale nie zamierzają stawiać rodzinnego marzenia ponad interesem zawodnika.
Wszystkie strony mają swoje racje.
Co dalej z Quinnem Hughesem?
Obrońca ma wrócić do Minnesoty w czwartek, 10 września, gdzie Bill Guerin planował spotkanie twarzą w twarz. Rozmowy kontraktowe powinny w najbliższych dniach nabrać tempa, ale nie ma żadnej gwarancji, że porozumienie zostanie osiągnięte przed rozpoczęciem obozu treningowego.
Hughes pozostaje spokojny. Czuje się dobrze w Minnesocie, jest w świetnej formie fizycznej i uważa, że nadchodzący sezon może być najlepszym w jego karierze.
Dla Wild to dobra wiadomość.
Dla reszty NHL – potencjalnie bardzo zła.
Bo jeśli Hughes rzeczywiście zagra na poziomie, który pozwoli mu walczyć o kolejną Norris Trophy, jego wartość kontraktowa może jeszcze wzrosnąć.
A wtedy marzenie o wspólnej grze z Jackiem i Lukiem w New Jersey stanie się jeszcze droższe.
Na razie Quinn Hughes nie spieszy się z podpisaniem kontraktu. I być może właśnie to jest jego największą przewagą negocjacyjną.


Komentarze pod tekstem