No i stało się. W piątek z biur w Little Caesars Arena wylał się oficjalny komunikat, który pachnie sztuczną dyplomacją tak mocno, że aż kręci w nosie. Dylan Larkin łaskawie obwieszcza światu, że zjawi się na obozie przygotowawczym Red Wings. Brawo, Dylan, doprawdy jestem wzruszony twoją łaską. Chłop zarabia miliony dolarów za rok jazdy na łyżwach, a brzmi w tym oświadczeniu, jakby robił wielką przysługę całemu stanie Michigan i całej organizacji. Tylko że ta szopka ma swój drugi, znacznie ciekawszy akt, o którym klub poinformował w osobnym akapicie z chłodną, wręcz bezwzględną precyzją. Larkin na treningi przyjedzie, ale na jego piersi nie zobaczysz już litery C. Zabrali mu kapitańską opaskę, zdegradowali do szeregowca i wyemitowali jasny sygnał w świat: nikt nie jest większy niż ten klub. Ta cała wymuszona dyplomacja przypomina mi obecną trasę koncertową grupy Oasis, gdzie skłóceni bracia Gallagher udają wielką miłość na scenie tylko dlatego, że kontrakt zgadza się co do centa, a księgowy stoi nad nimi z batem. Larkin musiał schować dumę do kieszeni, bo zarząd z Detroit wybił mu z głowy mrzonki o sterowaniu klubem z tylnego siedzenia. I bardzo dobrze, bo w tym cyrku ktoś wreszcie musiał zamknąć drzwi do klatki z rozjuszonymi gwiazdeczkami.
Spójrzmy prawdzie w oczy i przestańmy owijać w bawełnę. Cała ta historia z żądaniem transferu, wyrzuconym w przestrzeń medialną tuż po zakończeniu poprzedniego sezonu w kwietniu, była po prostu żałosnym szantażem. Rzucenie papierami przez jego agenta Pata Brissona wyglądało jak kaprys małego dziecka, które nie dostało ulubionej zabawki na urodziny i grozi, że obrazi się na cały świat. Larkin pomyślał sobie, że ma w ręku wszystkie karty, bo w marcu 2023 roku wynegocjował ośmioletni kontrakt opiewający na blisko 69,6 miliona dolarów z pełną klauzulą braku zgody na wymianę. Co zrobił pan kapitan, gdy zespół po raz 10 z rzędu sparzył się w walce o fazę play-off? Zamiast wziąć odpowiedzialność za szatnię na własne barki, przyniósł władzom krótką listę trzech klubów, do których łaskawie zgodzi się odejść: Florida Panthers, Minnesota Wild oraz Vegas Golden Knights. No czy to nie jest czyste gówno? Chciał dyktować warunki jak rozkapryszony influencer z TikToka, który domaga się darmowego pobytu w pięciogwiazdkowym hotelu w zamian za posta na relacji. Postawił klub pod ścianą, ograniczając pole manewru do absolutnego minimum, a potem był wielce zdziwiony, że nikt nie chce go oddać za pół darmo.
Rzeczywistość uderzyła go jednak w twarz ze zwielokrotnioną siłą w połowie lipca. Steve
w pakiecie premiumDarmowy fragment za Tobą
Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz
Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.
Czytaj dalej z abonamentem- Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
- Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
- Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
- To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów
Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Komentarze pod tekstem
Chyba gorzej nie mógł tego rozegrać. Nie dość, że jest spalony w Detroit to na dodatek kto będzie chciał takiego roszczeniowego gościa który też nie jest niewiadomo jakim centrem. Taka Minnesota czy ktokolwiek inny na pewno poddadzą dyskusji czy w ogóle warto takiego jegomościa wprowadzać do szatni. Jak to mawiał klasyk, i bardzo dobrze, płaci cenę za pychę.
Takie jest moje zdanie również, dzięki za przeczytanie!
W obu ” moich ” klubach z Michigan są dramy , w tłokach podstawowy centr Duren który zagrał świetny sezon a fatalne play off zażądał 40 baniek za rok , klub mu daje 35 za rok w umowie na 4 lata ( widać ta przepaść płacą między nba i nhl ) i co ?? i foch bo za mało , po jednym solidnym roku !!! Przerost treści na formą , tak więc w zapowiada mi się ciekawy sezon na parkiecie i lodzie : )
Dzięki za zestawienie tego co w Detroit z NBA bo trochę mniej ostatnio siedzę w tej lidze 🙂