W końcu wszystko stało się jasne. W poniedziałek rano sprawa rzekomego bezkrólewia została ostatecznie zamknięta, a najważniejsza niewiadoma w Nowym Jorku przed zbliżającymi się obozami przygotowawczymi znalazła swój wielki finał. Zespół Islanders wreszcie przestał bawić się w kotka i myszkę, oficjalnie ogłaszając, że ich nowym, 16 w historii kapitanem zostaje Bo Horvat.

Czekano na ten moment od lipca, mimo że menedżer Mathieu Darche próbował nas w międzyczasie uspokajać tanimi frazesami. Twierdził w wywiadach, że na Long Island nie ma absolutnie żadnego pośpiechu z formalnym wyborem nowego lidera. Zapewniał z kamienną twarzą, że w szatni przesiaduje tak wielu byłych kapitanów i urodzonych przywódców, że o brak odpowiedniego charakteru wśród zawodników nikt nie musi się obawiać. Taka gadka to klasyczne mydlenie oczu, które słyszę od dekad. Każdy poważny zespół potrzebuje twarzy, a brak konkretnej decyzji tuż przed startem wielkich treningów, które ruszają 30 września, po prostu śmierdziałby na milę niezdecydowaniem całego zarządu. Ale ostatecznie to zrobili. Darche i trener Pete DeBoer stanowczo ucięli spekulacje, jeszcze zanim ktokolwiek ze zgromadzonych wokół lodu zdążył zadać trudne pytania złośliwym tonem. Zrobili to z klasą.

A wszystko wzięło się z faktu, że Anders Lee ostatecznie spakował manatki i definitywnie pożegnał się z miejscową publicznością. Gość nosił literkę C na piersi przez bite osiem sezonów, począwszy od 2018 roku, kiedy to przejął pałeczkę po burzliwym odejściu z klubu Johna Tavaresa. Dzieli przez ten niesamowity wyczyn historyczny rekord najdłuższego kapitańskiego stażu w całej franczyzie z samym legendarnym Denisem Potvinem. Spędził w pomarańczowo-niebieskich barwach 14 długich lat, a potem, pierwszego lipca jako wolny agent, po prostu złożył podpis pod opłacalnym, trzyletnim kontraktem z zupełnie nowym tworem ligi, ekipą Utah Mammoth.

Zamienić hokejowy Nowy Jork na chłodne Salt Lake City to jak przesiąść się z najnowszego, ryczącego SUV-a prosto na wypożyczaną na minuty elektryczną hulajnogę, która rozładowuje się zawsze w połowie drogi na skrzyżowaniu. No ale poszedł tam, gdzie dali mu twardą gwarancję zarobków po tym, jak żmudne negocjacje z nowojorskimi włodarzami utknęły w martwym punkcie i ostatecznie upadły. Trzeba mu jednak szczerze oddać, że facet ma niesamowitą klasę, jakiej dzisiaj brakuje wielu młodym gwiazdkom. Kiedy tylko dowiedział się o oficjalnej nominacji dla Horvata, od razu chwycił za telefon i zadzwonił bezpośrednio do niego z osobistymi gratulacjami, przyznając w rozmowie, że zostawia mu do wypełnienia naprawdę wielkie buty. Bo Anders to nie był tylko jednowymiarowy silny skrzydłowy od przepychania się pod bandami i dbania o własne cele. W 2024 roku obiektywnie doceniono jego postawę, a do jego rąk trafiło King Clancy Memorial Trophy – niesamowicie prestiżowa statuetka przyznawana za działalność charytatywną i bycie liderem na lodzie oraz w społeczności. Facet swoimi akcjami zebrał przez lata grube miliony na walkę z rakiem za pośrednictwem znanej fundacji Jam Kancer in the Kan. Tworzył coroczne stypendia, robił fantastyczną, oddolną robotę dla ludzi. Zastąpić w szatni człowieka o takim ludzkim i społecznym formacie to misja niemal niewykonalna.

Horvat jednak do ligowych mięczaków na pewno nie należy. Facet wchodzi właśnie pewnym

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.