9 września Apple pokazywało światu składanego iPhone’a. Wielka konferencja, fanfary, ludzie śledzący transmisję z zapartym tchem, żeby zobaczyć, jak firma za kilka tysięcy dolarów sprzedaje telefon, który się składa na pół. W ten sam dzień Anaheim Ducks też coś złożyli, tyle że nie telefon, tylko karierę Chrisa Kreidera w tej organizacji, i zrobili to bez żadnej konferencji, po cichu, jakby się trochę wstydzili. Nie ma się co dziwić. Bo to, co się właśnie wydarzyło w Kalifornii, to nie jest zwykła transakcja kadrowa. To jest rachunek, który ktoś musiał w końcu zapłacić za kontrakt Leo Carlssona, i zapłacił go Kreider.

Zacznijmy od tego, kim w ogóle był Kreider zwłaszcza dla Rangers, bo młodsi czytelnicy mogą tego nie pamiętać. 13 sezonów w Nowym Jorku, 326 z 348 bramek w całej karierze strzelonych właśnie w tych barwach, do tego 48 goli w 123 meczach fazy pucharowej, czyli dokładnie ten typ zawodnika, którego kibice kochają bezwarunkowo, bo pojawiał się tam, gdzie trzeba, wtedy kiedy trzeba. Wychowanek Boston College, wybrany z numerem 19 w drafcie 2009 roku, chłopak z Bostonu, który całą dorosłą karierę zbudował na Manhattanie. Dla całego pokolenia kibiców Rangers on po prostu był tą drużyną.

Latem 2025 roku Nowy Jork miał już dość jego obciążenia kontraktowego, więc dyrektor Rangers, Chris Drury, wystawił go na rynek, a Ducks wzięli Kreidera razem z wyborem czwartej rundy draftu 2025 roku za młodego napastnika Careya Terrance’a i wybór trzeciej rundy. Transakcja, która miała być odświeżeniem składu i tanim zakupem z nadzieją na odbicie formy, zamieniła się w coś zupełnie innego.

Początek w Anaheim wyglądał obiecująco, wręcz podejrzanie dobrze. Dziewięć bramek w ośmiu pierwszych meczach, 13 w pierwszych 22, forma, która pozwalała marzyć o najlepszym sezonie od lat. A potem coś pękło. 15 meczowa susza w środku sezonu i tylko jedna bramka w ostatnich 19 meczach. Skończyło się na 22 golach i 50 punktach w 75 meczach, dokładnie tyle samo bramek co w ostatnim, kontuzyjnym sezonie w Nowym Jorku, mimo że rozegrał siedem meczów więcej.

W fazie pucharowej było jeszcze gorzej. Jedna bramka w szóstym, decydującym meczu z Edmonton, i tylko jeszcze jedna w całych 12 meczach rundy. Pomógł Anaheim przejść pierwszą rundę po raz pierwszy od 2017 roku, co samo w sobie jest jakimś sukcesem dla tej organizacji, tyle że nie takim, za jaki płaci się 6,5 miliona dolarów obciążenia kontraktowego rocznie.

I teraz robi się ciekawie, bo Ducks go nie wymienili ani nie sprzedali. Wystawili go na

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.