Ksywa dnia: SlafGOLsky

Są hokeiści, którzy grają swoje najlepsze mecze w barwach klubowych. Są tacy, którzy rozkwitają w play-offach. A potem jest Juraj Slafkovský – chłopak, który najwyraźniej urodził się po to, by strzelać bramki na igrzyskach olimpijskich. Dwukrotnie. I spektakularnie. Gdy w środę na lodowisku Milano Santagiulia pojawił się w biało-niebieskim stroju reprezentacji Słowacji, kibice Finlandii mogli już przeczuwać, że szykuje się kłopot. I mieli rację, bo jeśli istnieje coś takiego jak olimpijska karma, to ten 21-letni skrzydłowy ma jej więcej niż cała reszta stawki razem wzięta.

Wynik? Dwa gole, asysta i rozjechanie na miazgę medialnie kreślonej na faworyta Suomi w stosunku 4:1. To był wieczór, który definitywnie zakwalifikował Słowaka do ekskluzywnego grona zawodników, którzy po prostu umieją się „włączyć” na światowych scenach. Osiem meczów w karierze olimpijskiej, osiem bramek – matematyka prosta jak konstrukcja cepa. Cztery lata temu, jako 17-latek, wysłał Słowację na brązowy medal, zdobywając siedem goli w siedmiu pojedynkach i zabierając tytuł najlepszego zawodnika turnieju. Teraz, z nieco bardziej wyrafinowaną brodą i numerem jeden draftu NHL na plecach, wrócił dokładnie tam, gdzie go zostawiliśmy: przy bandzie, z kciukami w górę i z tą nieodgadnioną miną, która mówi „no cóż, to tylko kolejny dzień w biurze”.

Pierwsza bramka była arcydziełem techniki i spokoju. W siódmej minucie Slafkovský odebrał krążek przy bandzie, jakby ktoś mu go po prostu podarował, po czym przeprowadził się przez pole bramkowe z takim wyczuciem czasu, że Juuse Saros mógł tylko patrzeć, jak guma ląduje za jego plecami. Był to ruch wirtuoza, ktoś, kto wie dokładnie, gdzie powinien być i kiedy. „Po prostu znalazłem się we właściwym miejscu we właściwym czasie i strzeliłem” – powiedział po meczu z taką nonszalancją, jakby opisywał zakup chleba w sklepie spożywczym. Chciałby mieć po dwa gole w każdym spotkaniu, przyznał szczerze, ale „czasami się to nie uda”. Cóż, w olimpijskim wydaniu jakoś mu to wychodzi zdecydowanie powyżej średniej.

Zdjęcie

Drugi gol był jeszcze bardziej bezwzględny. Trzy minuty po tym, jak Dalibor Dvorský dał Słowakom prowadzenie 2:1 w trzeciej tercji, Slafkovský postanowił definitywnie zakończyć wszelkie nadzieje Finów na odrobienie strat. Wypuścił strzał wznoszący, który pokonał Sarosa wysoko nad prawym ramieniem – rodzaj trafienia, które natychmiast trafia na do highlightów. To była eksplozja pewności siebie, deklaracja intencji. W tle można było niemal usłyszeć jego własne słowa, które często powtarza: „Jeśli będę w najlepszej wersji siebie, mogę być jednym z najlepszych na świecie”. W środowy wieczór był właśnie w tej wersji. I świat hokejowy mógł się o tym przekonać na własnej skórze.

Co jednak robi tę historię jeszcze bardziej fascynującą, to kontekst drużynowy. Słowacja przyjechała do Mediolanu jako dziewiąta drużyna w rankingu światowym, zaledwie o włos wyprzedzając Danię. Finlandia? Pełen skład NHL-owców, minus jeden zawodnik. Słowacy mogli wystawić tylko siedmiu graczy z najlepszej ligi świata. Matematyka nie była po ich stronie. „Oni mają skład z NHL, a my nie mamy” – stwierdził sucho Oliver Okuliar, który na co dzień gra w Szwecji. Ale właśnie w tym sęk: czasem matematyka nie ma nic do powiedzenia, gdy na lodzie pojawia się prawdziwa chemia, dyscyplina taktyczna i jeden zawodnik, który potrafi zamienić mecz w swoje osobiste show.

Samuel Hlavaj, bramkarz zespołu Iowa Wild w lidze AHL, który w tym sezonie radził sobie na tyle kiepsko, że został na krótko zdegradowany do ECHL (gdzie w jedynym występie stracił cztery bramki), w środę obronił 39 z 40 strzałów. To był występ godny legend. „To był prawdopodobnie najtrudniejszy i najlepszy mecz w moim życiu” – powiedział po spotkaniu, dodając, że kocha swój kraj i cieszy się każdą chwilą w kadrze. Dla Słowaków to właśnie takie historie tworzą ich siłę – zawodnicy, którzy na arenie międzynarodowej potrafią wznieść się ponad swoje klubowe możliwości.

Gospodarze dnia: Grali jak równy z równym przeciwko potędze

__________________________________
Aby czytać dalej

Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.

Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.

Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.

Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:

NHL W PL
86291000060000000003362403

W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl

Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 30 dni22 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 90 dni60 zł
Dodaj do koszyka

Formularz zamówienia

NazwaPrzelew
Abonament 180 dni108 zł