46 lat do dnia. Dokładnie tyle minęło od tamtego pamiętnego 22 lutego 1980 roku, kiedy grupa amatorów w barwach Stanów Zjednoczonych wstrząsnęła światem hokeja, pokonując potężny Związek Radziecki w Lake Placid. Dziś w Mediolanie historia zatoczyła koło choć tym razem to nie był cud. To była chwila magii, wyrwana z gardła tradycji, urwana spod serca faworytom. Jack Hughes, czarodziej z New Jersey, rąbnął w poprzeczkę historii po niecałych trzech minutach dogrywki, posyłając krążek obok Jordana Binningtona i zamykając książkę kanadyjskiej hegemonii. USA wygrywa 2:1, zdobywa pierwsze olimpijskie złoto w hokeju mężczyzn od ponad 40 lat, a Kanada, wielka, dumna, pewna siebie Kanada, kładzie się na lód w milczeniu.
To był finał, jakiego wszyscy wyczekiwali od 12 lat, odkąd NHL po raz ostatni wypuściło swoich gladiatorów na olimpijskie lodowisko w Soczi. Mediolańska Santagiulia Arena, wypełniona do ostatniego miejsca, wibrująca od okrzyków „U-S-A!” i „Let’s go Canada!”, była areną, gdzie ścierały się nie tylko dwa zespoły, ale dwie filozofie hokeja, dwa style życia, dwie nacje, które od zawsze miały w tej grze coś do udowodnienia. Przed meczem bary w Nowym Jorku, Minneapolis i Milwaukee otwierały się przed świtem – gubernator Kathy Hochul zawiesiła egzekwowanie przepisów dotyczących godzin podawania alkoholu, by fani mogli świętować razem od 6 rano czasu wschodniego. Po drugiej stronie granicy Ontario, prowincja Douga Forda, też złagodziła zasady, pozwalając na sprzedaż piwa od świtu. Bo jeśli to nie jest wystarczający powód, by wznieść toast o 8 rano, to jaki inny by był?
Kiedy krążek wreszcie padł na lód o 14:10 czasu środkowoeuropejskiego, napięcie było tak gęste, że można by je kroić nożem. Metro w Mediolanie, zalane koszulkami Gretzkiego, McDavida, Tkachuka i Eruzione’a, wyglądało jak mobilne muzeum hokejowej historii. Jeden śmiałek w czapce USA próbował nawet zaintonować prowokacyjne „51st state” – został szybko uciszony przez przeważających liczebnie Kanadyjczyków, którzy zdominowali trybuny, budując atmosferę wyjazdową dla gospodarzy turnieju. To była przewaga psychologiczna, która miała się odwrócić w bolesny sposób.
Matt Boldy otworzył wynik już w szóstej minucie i to w sposób, który wyglądał jak coś między cyrkową sztuczką a błędem defensywnym. Minął Cale’a Makara i Devona Toewsa dwóch czołowych obrońców NHL jakby to były pachołki na treningu, przenosząc krążek nad ich kijami i prześlizgując się między nimi z gracją baletmistrza. Było w tym tyle samo piękna co niestety dosyć niskiego poziomu bronienia przez Toewsa, defensorowi na tym poziomie takie rzeczy na wypuszcze sobie górą i przejdę, nie powinny uchodzić. Jordan Binnington, zwykle pewny siebie jak skała, zamienił się w posąg, patrząc, jak Boldy wykańcza akcję bekhendowym strzałem tuż przy słupku. Quinn Hughes, który asystował przy tym trafieniu, właśnie wyrównał olimpijski rekord punktów dla obrońcy w jednym turnieju (8 punktów – tyle samo co Erik Karlsson w 2014 i Brian Rafalski w 2010). To nie była jednak statystyka, którą celebrowano w trakcie – w tym momencie liczyło się tylko jedno: USA prowadzi na lodzie, gdzie Kanada miała być nietykalną fortecą.
Druga tercja to było oblężenie. Kanada, zraniona, głodna, desperacka, rzuciła się na
__________________________________
Aby czytać dalej
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.
Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.
Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:
NHL W PL
86291000060000000003362403
W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 30 dni | 22 zł |
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 90 dni | 60 zł |
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 180 dni | 108 zł |




Przeczuwalismy to. Pisaliśmy o tym. Kanada miala problem ze skutecznością, co w konsekwencji wyzwalalo frustrację, która przekładała sie….na wzrost bezskutecznosci. Jesli 2 zawodników nie trafia na pusta bramkę to nie ma o czym mowic. A USA – choć miało dzis moim zdaniem słabszy dzien- spokojnie, konsekwentnie i z wiarą. Duzo strat własnych po obu stronach, to nie byl perfekcyjny mecz. Ale to byl mecz zycia i mecz legenda
Jak dla mnie wina za tą porażkę i straconego gola spada na McDavida któremu włączyło się jak to się mówi w koszykówce 'hero ball’. Dwa razy z rzędu wjazdy na pałę gdzie był sam na trzech amerykanów, za drugim razem poszła kontra, młody Celebrini się pogubił i pokarało.
Hellebuyck wygrał im ten mecz bo po dobrym początku USA dało się zdominować.
Szkoda bo w ostatnim czasie drażni mnie naród amerykański, pewnie wkrótce po igrzyskach zaczną bombardowanie Iranu. Natomiast cieszę się ze względu na rodzinę Gaudreau.
W obu bramkach dla US&A zaangażowany był najlepszy obrońca świata Cale Makar. W tę trzecią zresztą też. Trochę nie wypada w takim meczu dwa razy dać się objechać. Mecz Kanadzie przegrała obrona. Cieszę się, że wyszło na moje. Jak zwykle zresztą 😉
Aaaa to już na długo przed turniejem mówiło się że korpus obrońców i bramkarzy Kanady odstaje od USA czy Szwecji i to może być ewentualny problem. Jak widać był. Też przed turniejem stawiałem na USA bo wyglądali mi na kompletniejszą drużynę, mimo paru nieoczywistych decyzji przy ostatecznym skompletowaniu kadry.
Wciąż uważam że mając na lodzie trójkę McDavid-MacKinnon-Makar gdyby zagrali rozważniej to pierwsi strzeliliby tego gola, no ale wiadomo że 3vs3 to trochę loteria, tutaj już drugi bezmyślny błąd tego pierwszego wystarczył. Chyba Connor chciał na siłę zostać bohaterem i w końcu coś wygrać.
Ja się z Tobą zgadzam. Ale tu na portalu była oficjalna narracja, że Kanada wciąż jest poziom wyżej od reszty, a ich obrońcy równie dobrzy jak inni, jedynie mniej znani. Żeby daleko nie szukać, wystarczy poczytać komentarze pod tekstami olimpijskimi.
Też uważam, że 3×3 to loteria. W cyrku pt.: NHL jako rozrywka dla gawiedzi to działą. Ale w momencie gdy zaczyna się poważne granie (czyt.: play-offs) nikt już loterii nie odpala. A na olimpiadzie dalej cyrk. 4×4 byłoby uczciwiej.
Tak. Sprawdziło sie to co mówiła redakcja NHL i eksperci – Kanada w bramce nie była twierdza. Binington obronił to co mial obronić i puścił to co mial puścić. Zresztą nie tylko w tym meczu. Amerykański odpowiednik obronił to co mial puścić. Makes difference
Z Kanada bylo trochę tak jak z Realem Madryt w erze gallacticos- duzo gwiazd ale czy była chemia?
I jeszcze 1 refleksja. To nie byl wybitny mecz USA. Wizualnie, na oko, ale i w statystykach Czesi czy Finowie prowadzili z Kanada o wiele bardziej wyrównane gry. Tym bardziej szacun ze USA zamknelo mecz mimo tej dysproporcji.
Cieszę się że Jankesi sięgnęli po zloto, ale nie dlatego ze ich kocham, po prostu to dobrze dla hokeja i jego popularyzacji.
Rynek w USA chłonie wszystko jak gąbka, niestety większość to gówno w tym niektóre dyscypliny „sportowe” które są pompowane i przeinwestowane.
Jak dla mnie mogli wygrać Finowie lub Kanadyjczycy też by było, wszystkie trzy ekipy grały prawie równorzędny hokej z „małymi” detalami.
Zgadzam się z Kapitanem, dogrywka 3na3 to bezmózgowie. Robimy z pięknego sportu małpiarnię dla plebsu …
Howgh