Obecny sezon w National Hockey League stoi pod znakiem stuletnich jubileuszy trzech legendarnych franczyz: Detroit Red Wings, New York Rangers i Chicago Blackhawks. O tym fakcie, nawiasem mówiąc, przez cały rok będą nam przypominać okolicznościowe naszywki na bluzach tych słynnych klubów. Jeśli mielibyśmy być absolutnie precyzyjni, to wszystkie trzy stulecia przypadną dokładnie za rok – w listopadzie 1926 roku wspomniane legendy rozegrały swoje pierwsze mecze w Lidze (zespół z Detroit nazywał się wówczas „Cougars”, a nazwa chicagowian brzmiała „Black Hawks”). I choć kronikarze-nudziarze mogą twierdzić, że to już czas na świętowanie, dla mnie osobiście nie są w stanie obronić nawet argumentu, że obecny sezon jest setnym w historii klubów: nie zapominajmy, że lokaut wyzerował jeden turniej w ogólnym rozrachunku. Ale nie w tym rzecz – chcą świętować? Czyżbym był przeciw!?
Historia obecności jubilatów w Lidze nieco się od siebie różni. Owszem, każdy z nich ma swoje lata triumfów i lata posuchy; w każdym klubie znajdziemy legendarne osobistości, autorytety i po prostu ludzi zasługujących na dobre słowo i szacunek – pod tym względem legendarne franczyzy nie zostały pokrzywdzone. Istotna różnica przypada jednak na sam okres ich założenia. Podczas gdy Detroit i Chicago otrzymały do dyspozycji już sformowane, relatywnie konkurencyjne składy, które pozostały bez opieki po upadku Western Hockey League (WHL): Victoria Cougars (nawiasem mówiąc, zdobywcy Pucharu Stanleya z 1925 roku) przenieśli się do „Motor City”, a w „Wietrznym Mieście” schronienie znaleźli Portland Rosebuds, to z Nowym Jorkiem sprawa potoczyła się nieco inaczej. W „Wielkim Jabłku” wszystko wydarzyło się zupełnie inaczej.
Co wiemy o latach 20. XX wieku w USA? Jeśli jesteś przeciętnym mieszkańcem Rusi i jej okolic i nie studiowałeś specjalnie tego zagadnienia, to wśród pierwszych skojarzeń na ten temat wymienisz trzy główne motywy: prohibicję, bimbrowników i gangsterów. Cóż, spróbujmy na tych fundamentach zbudować opowieść o powstaniu legendarnej drużyny na Broadwayu.
Warto być może przypomnieć, że pierwsza drużyna z USA pojawiła się w NHL w sezonie 1924/25 – byli to Boston Bruins. Natomiast dzisiejsi trzej jubilaci nie byli w rzeczywistości numerem 2, ani nawet numerem 3, lecz zaledwie numerami 4, 5 i 6. Numerami 2 i 3 w sezonie 1925/26 (w kontekście ekspansji do USA) stały się ekipy New York Americans i Pittsburgh Pirates. Później „Piraci” zatoną w odmętach Wielkiego Kryzysu, a „Amerykanie” nie przetrwają II wojny światowej.
Skoro sytuację strategiczną mamy mniej więcej opanowaną, przechodzimy do postaci… Nie mogę zdecydować się na punkt wyjścia. A zresztą… Zacznijmy od początku, a potem – jak pójdzie.

Straciwszy już w pierwszych dniach swojego istnienia klub Montreal Wanderers, National Hockey League przez kilka lat nosiła się z myślą o stworzeniu w Montrealu drugiej franczyzy – by tak rzec – anglojęzycznej alternatywy dla frankofońskich Canadiens. Przy czym najbardziej aktywnym lobby w tym projekcie byli właśnie ludzie z obozu „Habs” – pierwszy właściciel klubu (w NHL) George Kennedy oraz właściciel stadionu, na którym drużyna rozgrywała swoje mecze domowe (Mount Royal Arena), Thomas Duggan (obaj, notabene, byli Irlandczykami). Wyraźnie widzieli oni w stworzeniu nowej drużyny szansę na monetyzację zainteresowania grą wśród anglojęzycznej społeczności Montrealu, czuli potencjał rynku: Montreal był finansowym centrum Kanady, a druga drużyna mogła podwoić frekwencję na meczach hokejowych. Kennedy zmarł w 1920 roku podczas epidemii „hiszpanki”. Duggan natomiast wziął niezwykle aktywny udział w organizacji klubu Montreal Maroons. Przy tym nie bez podstaw liczył na miejsce w powstającej franczyzie. Według niego „miejsce” to powinno być fotelem współzałożyciela organizacji, być może prezydenta lub wiceprezydenta, a w ostateczności – menedżera generalnego. Posiadał bogate doświadczenie w sporcie zawodowym jako menedżer, promotor, był, powtarzam, właścicielem Mount Royal Areny, posiadał jeszcze inne aktywa w sferze sportu zawodowego, co dawało mu prawo do ubiegania się o powyższe stanowiska.
Niemniej jednak
__________________________________
Aby czytać dalej
Wybierz jedną z opcji abonamentu i ciesz się nieograniczonym dostępem do serwisu. NHL w PL to miejsce naszej pracy. Traktuj nas jak gazetę lub magazyn. Dziennik lub miesięcznik, przy tworzeniu którego działa wiele osób za określone wynagrodzenie.
Możesz nam zaufać! Współpracujemy z uznanymi na polskim rynku markami jak TVP, czy wydawnictwo SQN, a o naszej rzetelności i bezpieczeństwie całego procesu świadczą już setki sprzedanych przez nas abonamentów.
Płatność jest prosta i intuicyjna ale w razie wątpliwości w FAQ zobaczysz jak wygląda proces zakupu. Zapraszamy do działu z darmowymi artykułami gdzie będziesz mógł przekonać się, że naprawdę warto w nas zainwestować.
Istnieje możliwość zapłaty zwykłym przelewem bankowym. W tym celu proszę wykonać przelew na konto:
NHL W PL
86291000060000000003362403
W tytule należy podać wybrany abonament i adres e-mail. Jak tylko otrzymamy pieniądze, uaktywnimy konto. Można to przyspieszyć przesyłając nam potwierdzenie przelewu na re******@**lw.pl
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 30 dni | 22 zł |
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 90 dni | 60 zł |
Formularz zamówienia
| Nazwa | Przelew |
|---|---|
| Abonament 180 dni | 108 zł |



