Najbardziej fascynujący mecz hokeja w moim życiu należał – jakby się mogło wydawać – do tych mało znaczących. 5 października 2005 roku gromada spragnionych hokeja kibiców zasiadła przed telewizorami po odrobinę tego magicznego eliksiru odebranego im na całe 485 długich, męczeńskich dni.

Ciężko pamiętać zwykły, jesienny dzień, szczególnie bez jakiegoś niezwykłego comebacku drużyny czy wiszących w powietrzu nadziei na dostanie się do play-offów, jednak ten pierwszy mecz NHL rozgrywany po lokaucie 2004/05 na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Dziś, 20 lat później, wciąż pamiętam emocje towarzyszące tamtemu restartowi NHL.

Najlepsze w powrocie hokeja były te wzmożone emocje, których doświadczyło wielu z nas; przypomnienie sobie szczegółowości tych wszystkich znajomych widoków i dźwięków, które z czasem stały się zbyteczne. Dla świeżych fanów hokeja jest to zadziwiająca nowość, ale ci, którzy oglądają go od lat, pokochali te wszystkie niuanse.

Nowe tradycje powstają z biegiem czasu. Jednak niektóre z nich są ponadczasowe – uderzenia kijem o lód, emocjonujące sytuacje sam na sam z bramkarzem. Te rzeczy równocześnie przynoszą komfort i robią wrażenie; wywołują uczucia narastającej adrenaliny i ciepłej w sercu nostalgii.

„Włosy po kasku” i ślady na twarzy

Wyobraź sobie taką scenę – szaro-biały tunel gdzieś na arenie, niekorzystne oświetlenie, a na twoim ekranie pojawia się ociekający potem zawodnik, by udzielić wywiadu w przerwie meczu. Dopiero co zszedł z tafli i jego wykończenie jest dobrze widoczne, czerwone ślady zdobią mu czoło w miejscach, gdzie przez ostatnie 20 minut kask napierał na skórę głowy. Pomimo gry w niskich temperaturach zdarza się, że pot kapie na mikrofon, podczas gdy zawodnik opowiada o fizycznej walce i dobrym rozegraniu krążka. Jego zmierzwione włosy i nierówno zabarwione czoło jak wojenne ślady potwierdzają stoczony bój, tercja po tercji. Nie obchodzi go, że wygląda dość nieschludnie – takie jest świadectwo twardej gry w tym sporcie.

Objęcia

Najpierw ręce lecą w górę, pojawia się ogromny uśmiech, jednak odruchowo ramiona otwierają się na przyjęcie nadchodzących uścisków. Świętowanie goli w hokeju jest niezwykle proste; nie ma tam przemyślanych przybić pięści, żadnej sztucznej nonszalancji czy wskazywania na siebie w przypływie bezwstydnego samozadowolenia. Obejmujesz kolegów z drużyny, wyrażasz swoje zadowolenie i w podekscytowaniu wracasz na ławkę. Na początku to tylko grupowy uścisk z dwójką czy trójką zawodników, którzy mieli swój udział w zdobytym golu, ale grupa szybko się rozszerza wraz z dołączeniem kolejnych.

Mimo że przy takiej ilości sprzętu na sobie uściski są dawane przez warstwy ochraniaczy, a w poklepaniu po głowie udział biorą głównie grube rękawice i kaski, samo świętowanie gola na pewno jest wolne od egoizmu czy wyrazu lekceważenia obecnego w innych sportach. Odpowiednio do tego, jak trudno jest strzelić gola w NHL, świętowaniu często towarzyszą dźwięki dobiegające z tub czy kibicujących fanów, to wszystko od razu podnosi na duchu, no chyba że akurat jesteś z tej drugiej drużyny.

Inne standardy odczuwania bólu

w pakiecie premium

Darmowy fragment za Tobą

Wszystko w NHL zasługuje na szerszy komentarz

Odblokuj pełny tekst, inne analizy redakcji, felietony i archiwum NHL w PL. To nasze hobby, ale także praca, wesprzyj nasze działania.

Czytaj dalej z abonamentem
  • Dłuższe teksty i komentarze po najważniejszych wydarzeniach NHL
  • Analizy kontraktów, transferów, play-offów i klubowych decyzji
  • Dostęp do treści premium oraz archiwum serwisu
  • To, co robimy, możesz prześledzić w sekcji darmowych tekstów

Wybierz pakiet, aby przejść do zamówienia.

Przelew tradycyjny86291000060000000003362403BLIK na numer: 787 323 787W tytule podaj wybrany abonament i adres e-mail.